Ostatnio wróciłam do tematu, który mnie gryzie od jakiegoś czasu - mianowicie czy karty tarota to w ogóle sposób duchowe czy tylko projekcja naszej psychiki. I przez to zaczęłam się zastanawiać nad czymś konkretniejszym: czy rytuał z kartami może realnie zmienić to, jak siebie postrzegamy? Bo mam koleżankę, która od miesięcy robi rozłożenia pod kątem samoakceptacji i mówi, że coś się w niej zmienia. Ale czy to karta, rytuał, czy po prostu efekt regularnej autorefleksji? Ciekawa jestem waszych doświadczeń, szczególnie co do tej granicy między tym co "święte" a tym co czysto praktyczne w pracy z tarotem...
To jest pytanie które właściwie rozdziela całe podejścia do tarota. Dla jednych to nośnik energii, dla innych lusterko psychologiczne. Ale czy te dwie opcje muszą się wykluczać? Mam wrażenie, że ta granica między "świętym" a "profanicznym" jest trochę sztucznie postawiona. Jeśli rytuał pomaga kobiecie spojrzeć na siebie inaczej, to co za różnica, czy mechanizm jest duchowy czy psychologiczny??
Myślę że za bardzo skupiacie się na rozdzielaniu tych dwóch stron. W tradycyjnym podejściu do tarota - hermetycznym, kabalistycznym - nie ma w ogóle tej dychotomii. Karta jest jednocześnie symbolem, energią i lustrem. To my nakładamy na to podział na "duchowe" i "materialne" bo tak nam wygodniej opisywać rzeczywistość. Ale to nie znaczy, że ten podział faktycznie istnieje w samym tarota.
Dorotka, to jest bardzo odważne, że to napisałaś... Też miewam z tym kłopot. ale chciałam zapytać do całej dyskusji - czy w tarocie są karty, które bezpośrednio dotyczą tego, jak postrzegamy siebie? Myślę o Słońcu, o Księżycu, może o Sile? Czy praca z konkretną kartą jako archetypem mogłaby coś zmienić?
właśnie - ale czy to w ogóle działa inaczej niż terapia? Bo mam wrażenie, ze jak ktoś nie lubi siebie w lustrze, to żadna karta tego nie zmieni, dopóki nie przepracuje tego głębiej. Czy tarot może tu naprawdę pomóc, czy to tylko ładniejsza forma dziennika?
Chciałbym wrócić do tego podziału na sacrum i profanum w karach, bo Klaudia powiedziała coś ważnego. Jak w praktyce rozróżniacie, że dane rozłożenie ma charakter duchowy, a inne jest czysto analityczne? Bo dla mnie intencja to za mało - ktoś może mieć "duchową intencję" i ciągnąć karty zupełnie mechanicznie.
cały czas czytam i zastanawiam się nad jedną rzeczą. Piszecie o rytuałach ze świecą, intencją itd. Ale czy te "święte" aspekty tarota to coś, co ktoś nas uczy, czy sami to odkrywamy? Bo mam wrażenie, że u mnie każde rozłożenie które miało znaczenie, było zupełnie nieplanowane. Żaden rytuał, po prostu odpowiedni moment.
wtrącę się, bo widzę tu coś ważnego. Ta rozmowa krąży wokół czegoś, co numerologicznie też jest istotne - pytanie o lustro i obraz siebie to w gruncie rzeczy pytanie o to jak widzisz własną "siódemkę", czyli swoją wewnętrzną prawdę. ej ale zostawię to i wrócę do tarota: czy ktoś próbował pracować z Wielką Arkany w sekwencji - nie losowo - właśnie pod kątem samoakceptacji? Na przykład świadoma praca z Kapłanką jako archetypem kobiecości?
czytam ten wątek i chce zapytać - bo jestem trochę zagubiona - jak to jest z tym rytuałem? znaczy czy muszę mieć specjalne karty żeby to działało, czy każda talia się nadaje? bo mam zwykłe Rider-Waite i zastanawiam się czy to ma znaczenie dla tego "świętego" wymiaru co tu piszecie
No dobrze, to odpowiem Rezedzie - chodzi mi chyba o oba naraz? Znaczy, wiem że to co widzę w lustrze jest obiektywne ale ta narracja w głowie sprawia że to fizyczne tez wygląda gorzej. Jak to się w ogóle rozdziela w rozłożeniu? Bo zakładałam ze rytuał jest jeden i karty same pokażą co trzeba.
Czytam tę wymianę i mam pytanie do wszystkich - czy przy takim rozłożeniu, gdzie temat jest tak osobisty, powinno się robić to samemu czy lepiej z kimś? Bo w pracy z czakrami bardzo rzadko zaleca się głębokie rozłożenia samodzielnie, gdy chodzi o coś naładowanego emocjonalnie. Tarot ma inne zasady?
Właśnie to chciałem powiedzieć. I tu wracamy do sedna tego wątku - sacrum i profanum w kartach. Jeśli ktoś jest emocjonalnie w środku swojego problemu i ciągnie karty bez żadnego rytuału, to dostaje... siebie. Swoje lęki podane na tacy. To nie jest odczyt, to jest echo :).
Właśnie - i to jest dokładnie ta granica między świętym a zwykłym, o której mówi tytuł wątku. Czy intencja zmienia energię odczytu, czy tylko stan psychiczny osoby czytającej? Bo jak popatrzysz na to numerologicznie, to dzień, godzina, nawet liczba kart w rozłożeniu mogą wzmacniać lub osłabiać to, co chcesz przepracować. ej to nie jest oderwane od praktyki tarotowej.
Hej, przepraszam że znów wchodzę ale mam pytanie do Hierofantki - mówisz ze kilka oddechów i już inaczej interpretujesz. to co dokładnie się zmienia?! Patrzysz na ta sama kartę i widzisz coś innego? bo mi się to wydaje trochę nieprawdopodobne szczerze mówiąc
I tu jest właśnie różnica między kartą jako przedmiotem a kartą jako praktyką. O tym chyba mi chodziło na początku wątku, choć nie umiałam tego tak ująć. Dorotka, widzisz to? Twoje pytanie o rytuał i lustro to nie jest pytanie o kartę, to jest pytanie o to czy jesteś gotowa prowadzić z sobą taki dialog przez dłuższy czas
Tak i nie. Możesz wybrać ją świadomie jako partnera do medytacji ale nadal warto raz ciągnąć kartę losowo na początku - żeby zobaczyć, co system sam "chce" ci pokazać. czasem to jest właśnie Gwiazda. Czasem to jest Wieża i to jest ważniejsza informacja, nawet jeśli mniej przyjemna.
