ehh, zaczęłam czytać tarota kilka lat temu i przez długi czas omijałam pewne karty szerokim łukiem. Wieża, Księżyc w złym aspekcie, Śmierć - reagowałam na nie niemal fizycznie. Dopiero z czasem nauczyłam się, że to nie karty są 'złe', tylko mój stosunek do nich był taki. Ale wiem, że nie każdemu to podejście przychodzi łatwo. Chciałam otworzyć ten wątek właśnie dla osób które mają z tym problem - żeby porozmawiać o tym, jak czytać delikatniej, nie unikając trudnych kart, ale też nie fundując sobie niepotrzebnego stresu. Czy ktoś miał podobnie na początku?
Mnie też to dotyczyło. Pamiętam, jak pierwszy raz wyciągnęłam Wieżę na pytanie o pracę i dosłownie odłożyłam talię i nie wróciłam do niej przez kilka tygodni. Ale właśnie - co to znaczy 'czytać delikatniej'? Masz na myśli specjalne układy, inny sposób formułowania pytań, czy raczej jakieś nastawienie przed samym rozkładem?
Szczerze? Wstyd przed sobą samą, troche. Kupowałam kolejne talie, bo były ładne, a potem się bałam z nimi pracować. W końcu stwierdziłam, że albo zaczynam to traktować poważnie, albo odkładam na półkę i nie udaję, że uprawiam coś, czego nie uprawiam. Ale to nie rozwiązało kwestii wrażliwości na trudne karty - ona nadal była.
Ja się dopiero uczę tarota i właśnie ten strach przed ciemnymi kartami jest moim największym problemem. Boję się, że wyciągnę coś złego i nie będę umiała tego zinterpretować, albo że się przestraszę i zasugeruję. Czy jest jakiś sposób, żeby 'oswoić' trudne karty zanim się zacznie z nimi normalnie pracować?
Oswajanie trudnych kart to kwestia relacji z całą talią, nie z poszczególnymi kartami osobno. Polecam coś, co kiedyś mi ktoś powiedzial: zanim zaczniesz zadawać pytania, przez kilka dni po prostu wyciagaj jedną karte dziennie i opisuj ja bez zadnej wrożby. Tylko: co widzę, co mi to przypomina, jakie mam skojarzenia. Bez pytania 'co to znaczy dla mnie'. Kiedy Smierć albo Diabeł pojawi sie w takim kontekście, nie ma stawki - po prostu patrzysz.
Pytanie z boku, bo tarot to nie moja główna działka: czy ta 'wrażliwość' na karty to naprawde coś duchowego, czy po prostu kwestia skojarzeń wizualnych i strachu przed nieznanym? Pytam serio, bez złośliwości. Bo jeśli to drugie, to może bardziej pomogłaby psychologia niż specjalny rytuał przygotowawczy.
ej, przepraszam, że wchodzę, ale ten temat dotyczy czegoś, o czym mam dość mocne zdanie. Osobiście uważam, że uczenie się 'delikatnego czytania' przez unikanie pewnych kart albo ładowanie się w specjalne rytuały ochronne jest leczeniem objawu, nie przyczyny. Jeśli ktoś nie czuje sie gotowy na pełen przekaz, jaki daje tarot, to może po prostu nie jest gotowy na tarot. Bez urazy dla nikogo
Okej, to rozumiem inaczej ten wątek. Ale w takim razie co rozumiesz przez 'czytanie delikatne'? Bo jeśli masz na myśli tylko wolniejsze tempo i więcej uwagi dla siebie w procesie, to tak - ma sens. Ale jeśli chodzi o nakładanie filtrów na przekaz kart, to już mam wątpliwości.
Mam pytanie do obu - skąd ta granica między 'delikatnym podejściem' a 'nakładaniem filtrów'? Bo to brzmi trochę jakbyście mówiły o tym samym, tylko z rożnych stron.
Mnie interesuje bardziej praktyczna strona. Czy jest jakiś konkretny rytuał, ktury pomaga przed czytaniem, żeby się jakoś zabezpieczyć albo uspokoić? Zapalenie świecy, kryształ, cokolwiek? Bo teoria teorią ale chcę wiedzieć co działa.
Chcę tu wejść z jedną uwagą, bo mam wrażenie, że mieszamy kilka rzeczy. Rytuał przed czytaniem jako ustalenie skupienia to jedno - to ma sens i ma podstawy w psychologii uwagi. Ale 'zabezpieczenie' przed negatywnymi kartami to zupełnie inna kategoria. Karta nie może ci zrobić krzywdy. Jeśli ktoś boi się kart do tego stopnia, że blokuje się przy samym siadaniu, to naprawde warto zapytać siebie, skąd ten lęk pochodzi, zanim sięgnie po kolejne rytuały.
Ja mam dokładnie ten problem, o którym pisze Florka96 - blokuję się przy siadaniu. I wiem, skąd to pochodzi, przynajmniej mniej więcej. Kiedyś ktoś mi powiedział, że wyciąganie Diabła to bardzo zły znak i od tamtej pory ta karta mnie dosłownie paraliżuje. Jak to przepracować? Proszę o konkretne sugestie ^^
Pytałam o to, czy uda mi sie rzucić palenie. I wyciągnęłam Diabła. Tamta osoba powiedziała, że to bardzo zły prognostyk. A ja teraz myślę - no ale może to miało sens? Próbuję przestac, ale jest mi trudno. I zastanawiam sie, czy jakiś rytuał móglby tu być pomocny, czy to bez sensu.
eh, wracając do tego co napisała Teofilka83 - to jest absolutnie kluczowe. Wyciągnęłaś Diabła pytając o palenie i ktoś powiedział ci 'zły prognostyk'. A tymczasem Diabeł w tym kontekście to dosłownie opis sytuacji, nie wyrok. Karta mówi: masz uzależnienie, wiesz o tym, ono cię trzyma. To nie jest 'nie uda ci się' - to jest 'widzę, co się dzieje'. Pytanie do ciebie: ta osoba, która ci to powiedziała, jak ona wogóle czytała? Dawała gotowe odpowiedzi czy rozmawiała z tobą o tym co widzisz?
Dawała gotowe odpowiedzi. Dosłownie powiedziała: 'ta karta tu znaczy to i to, koniec'. Zero rozmowy. Ja nawet nie zdążyłam nic powiedzieć. I siedzę z tym od miesięcy. A co do rytuału - naprawdę myślisz, że to mogłoby coś zmienić? Nie w sensie magicznym ale... nie wiem, jako jakiś gest wobec siebie samej?
Podoba mi się ten kierunek, ale mam pytanie do Druida: czy nie ma ryzyka, że ktoś, kto ma już takie silne skojarzenia z kartami jak Teofilka, będzie się przy każdym takim 'spokojnym' siadaniu podświadomie czekał na kolejnego Diabła? I że herbata zacznie kojarzyć się z lękiem zamiast z odpoczynkiem?
Dobra, ale wróćmy do konkretów bo trochę odpłynęliśmy. Co z tymi rytuałami przed czytaniem? Florka napisała że to nie jest 'zabezpieczenie', ale Zdzichu mówił o obsydianie. Czy kamień ma jakiś realny wpływ, czy to tylko psychologia? ^^
no, notuję sobie tę rozmowę, bo to jest interesujące porównanie metod. Ale mam pytanie do Czaromiry - wróćmy do punktu wyjścia tego tematu. Pisałaś o 'czytaniu delikatnym'. Czy to jest twoja własna metoda, czy gdzieś trafiłaś na ten termin? Bo nie spotkałem go w żadnej z książek, które mam.
Trochę tak. w jednej z książek o tarocie psychologicznym było coś o 'czytaniu jako dialogu' - że czytasz nie po to, żeby dostać odpowiedź ale żeby zobaczyć, jakie pytania karta zadaje tobie. Chyba jest bliskie temu co opisujesz
To podejście dialogowe wydaje mi się sensowne, ale mam wrażenie że w tej rozmowie trochę uciekł nam konkretny wątek Teofilki - ona pytała o palenie i o to, czy rytuał może być pomocny przy próbie rzucenia. To nie jest tylko kwestia oswajania kart. To jest coś, z czym naprawdę się zmaga. Czy ktoś miał podobne doświadczenie - karty przy pracy z nałogiem?
To zmienia trochę myślenie o tym, jak pytać. Ale mam jeszcze jedno - co jeśli wyciągnę kartę i nie będę wiedziała, co ona 'mówi' o mnie teraz? Boję się, że siedząc sama, z herbatą, bez wiedzy o kartach, po prostu nie będę w stanie nic z tego odczytać i skończy się na patrzeniu w obrazek :/
Hej, ale to trochę jak terapia przez obrazki, nie? Nie mówię złośliwie, serio pytam. Bo mam wrażenie, że ta rozmowa powoli odchodzi od tarota jako wróżby w stronę czegoś zupełnie innego. 😛
Notowałem sobie to rozróżnienie przez całą tę rozmowę i wychodzi ciekawy wniosek: ta dyskusja cały czas oscyluje między tarotem jako systemem wróżbiarskim a tarotem jako metodą samopoznania. i Teofilka weszła tutaj z pytaniem o palenie, które wpisuje się bardziej w to drugie. Czy ktoś tu w ogóle używa kart do wróżenia w klasycznym sensie i jak to wygląda przy 'trudnych' kartach?
Dwa lata to dużo dla kogoś takiego jak Teofilka, która na razie nie może nawet potasować bez paniki. Myślę, że warto wrócić do małego kroku, który proponował Druid - herbata, talia na stole, zero pytań. I może zanim wogóle wyciągniesz kartę, po prostu usiąść przy talii kilka razy. Tyle. Bez presji efektów
To jest bardzo uczciwa obserwacja. I myslę, że dotknełas czegos waznego - że strach przed kartą może byc strach przed odpowiedzia, której się spodziewasz. Jakiego pytania sie boisz? Nie musisz odpowiadać tutaj, ale warto żebyś sama to sobie powiedziała
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i mam takie wrażenie, że wszyscy delikatnie omijają jeden temat. Teofilka napisała, że próbuje przestać palić, ale jest trudno. Czy ktoś tu miał doświadczenie z używaniem kart dosłownie przy rzucaniu nałogu? Nie symbolicznie, ale regularnie, jako część tego procesu?
ojej, hej, czytam i nie za dużo rozumiem z tej wymiany ale mam pytanie podstawowe: czy do tego trzeba specjalnej talii? Bo słyszałem, że sa rożne i ze dla początkujących polecane są inne. Mam Rider-Waite i nie wiem, czy to dobra talia do takiego 'delikatnego' czytania
