Raczej z tym jak się czułam. Z tym stanem. Karty same w sobie są ładne, mam Rider-Waite i lubię je oglądać. Ale jak siadam do rozkładu to automatycznie wracam do tej samej przestrzeni emocjonalnej. Jakby rytuał siadania do kart był sygnałem dla głowy żeby uruchomić tamten tryb. :/
kurczę, to jest bardzo konkretna obserwacja. Czyli masz coś w rodzaju zakotwiczenia - sam akt siadania do kart wyzwala określony stan emocjonalny. Zastanawiam się czy zmieniając sam rytuał, na przykład miejsce, pora dnia, pozycja, można by to przerwać.
I to jest według mnie clou tej rozmowy. Jeśli jedyną osobą dla której interpretujesz jesteś ty sama, w jednym emocjonalnym kontekście, to tarot staje się trochę jak lustro ustawione pod jednym kątem. Widzisz tylko ten fragment. Nie mówię żebyś teraz robiła rozkłady dla znajomych na siłę, ale ćwiczenie interpretacji bez własnego ładunku emocjonalnego mogłoby zmienić relację z kartami.
Jak się ćwiczy interpretację bez własnej sytuacji? Wymyśla się pytanie jakiejś fikcyjnej osoby i losuje karty?
Ja tak zaczynałem i to naprawde pomaga. Siadasz z kartą i po prostu gapisz sie w nią przez chwile. Nie pytasz o nic. Tylko patrzysz. Niektóre karty zaczynają mówic zaskakujące rzeczy jak nie mają zadania do wykonania.
Wróćmy jednak do meritum wątku bo trochę schodzimy w stronę technik ogólnych. Umbra zaczęła od konkretnego problemu - instrukcja mówi czuć radość, ona czuje melancholię. Cały ten kontekst o sojarzeniach z kartami jest ważny, ale odpowiada on na pytanie 'dlaczego' a nie na pytanie 'co teraz'. Umbra, czy to pytanie o czekanie nadal jest dla ciebie aktualne?
Tak, nadal. Właściwie to jest główne pytanie. Bo te karty z tego rozkładu wskazywały na cierpliwość, na wewnętrzną pracę, na to że coś nadchodzi - i instrukcja do rozkładu mówiła żeby podejść do tego z radością i otwartością. A ja czuję smutek. I nie wiem czy to znaczy że czytam źle, czy że po prostu jestem w złym miejscu żeby to odebrać właściwie.
To co opisujesz przypomina mi sytuację kiedy dostajemy dobry sygnał ale nasz wewnętrzny stan jest jak zakłócenie. Energie są spójne, ale odbiornik nie jest dostrojony. To nie znaczy że czytasz źle - to może znaczyć że jesteś za blisko, za bardzo zaangażowana emocjonalnie żeby zobaczyć to co karta pokazuje z zewnątrz.
To jest dobra rada i stosowałam ją przy trudnych rozkładach. Ale mam pytanie do Umbry - co konkretnie było w tym rozkładzie? Jakie karty wyciągnęłaś? Bo rozmawiamy o interpretacji ale nie wiemy co wogóle leżało na stole.
Też chciałam zapytać o konkretne karty, bo może razem możemy spojrzeć na to inaczej. Wiem że to trudne żeby opisywać publicznie ale to pomogłoby zrozumieć skąd ta melancholia zamiast radości którą sugeruje instrukcja. :))
Dobra, spróbuję. rozkład był taki trójkowy - co jest teraz, co blokuje co nadchodzi. wyciągnęłam Księżyc, Czwórkę Kielichów i Gwiazdę. I instrukcja do tego rozkładu mówiła żeby trzecią kartę przyjąć z radością niezależnie co to jest. Gwiazda to piękna karta i rozumiem dlaczego tam pasuje, ale Księżyc i Czwórka Kielichów razem - to były karty z których płakałam a nie cieszyłam się.
Księżyc, Czwórka Kielichów i Gwiazda - to jest naprawdę ciekawe zestawienie. Księżyc na pozycji 'co jest teraz' mówi dużo - masz do czynienia z czymś nieuświadomionym, z emocjami których nie widzisz do końca jasno. Czwórka Kielichów jako blokada to prawie podręcznikowy opis apatii i zamknięcia na to co przychodzi. I teraz Gwiazda jako to co nadchodzi - rozumiem że instrukcja kazała cieszyć się z tej karty, ale zastanawiam się czy autorka tego rozkładu miała na myśli radość natychmiastową, czy raczej coś w rodzaju zaufania?
Właśnie to chciałem powiedzieć. Gwiazda nie jest kartą radości w potocznym sensie - to karta nadziei, ale po przejściu przez coś trudnego. Pojawia się po Wieży w kolejności Wielkich Arkanów. Więc instrukcja ktura każe 'czuć radość' przy Gwieździe jest troche... uproszczona. Umbra, czy widziałaś Gwiazdę jako coś co wywołuje w tobie jakiekolwiek poczucie ulgi, nawet małe? 🙁
Kiedy na nią patrzę to jest coś - nie radość, ale może właśnie to co Rasphul nazwał nadzieją. Tylko że zaraz pojawia się myśl 'ale kiedy' i ta myśl wszystko zabija. I wraca melancholia. Czwórka Kielichów jako blokada to chyba bardzo trafne - sama ta karta pokazuje kogoś kto siedzi z założonymi rękami i nie przyjmuje tego co jest mu oferowane. Trochę mnie to przestraszyło jak ją wyciągnęłam.
Ten strach przed Czwórką Kielichów rozumiem, ale ta karta nie mówi że jesteś skazana na zamknięcie. Ona pokazuje stan, nie wyrok. I to że ją wyciągnęłaś i rozpoznajesz się w tej postaci - to już jest krok poza nią. Zastanawiam się nad czymś innym - Księżyc na początku sugeruje że coś w tej sytuacji jest dla ciebie jeszcze niewidoczne. Czy jest coś czego w związku z tą melancholią jeszcze nie nazwałaś?
Muszę tu wejść bo ta rozmowa zrobiła się naprawdę konkretna. Ten rozkład jest bardzo spójny wewnętrznie - Księżyc, Czwórka, Gwiazda to jest opowieść o kimś kto jest w środku procesu, nie na jego końcu. Instrukcja do rozkładu która każe 'czuć radość z trzeciej karty' jest moim zdaniem napisana pod rozkłady w których ktoś dostaje Słońce albo Koło Fortuny. Gwiazda jest piękna ale ona wymaga cierpliwości. I ta melancholia Umbry może być po prostu prawdziwą odpowiedzią na prawdziwe karty. ^^
