Zaczęłam pracować z tarotem na własną rękę i trafiłam na rozkład dedykowany singlom - taki który ma pomagać 'zaprzyjaźnić się z samotnością' i przygotować się na miłość. Opis mówi, żeby przy rozkładaniu kart czuć radość i otwartość na nowe. Problem w tym, że za każdym razem kiedy siadam do tych kart, czuję głównie melancholię. Czy to oznacza że coś robię źle? Czy może karty po prostu pokazują prawdę, której nie chcę słyszeć? Zastanawiam się też czy w ogóle jest sens robić rozkłady miłosne kiedy się jest singlem - może to tylko pogłębia to poczucie braku. xd
To co opisujesz z tą melancholią - to jest właśnie materiał do pracy, nie błąd. Instrukcje do rozkładów często zakładają jakiś idealny stan emocjonalny, ale tarot nie wymaga od ciebie udawania. Melancholia przy rozkładaniu może być sygnałem że akurat to jest dobry moment żeby usiąść z kartami - nie wtedy kiedy jest dobrze, tylko właśnie wtedy. Jakie karty wypadają? Bo to jest kluczowe żeby cokolwiek powiedzieć.
Też chciałam zapytać o to jakie karty dostałaś, bo bez tego trudno cokolwiek ocenić. Ale do samego pytania 'czy czekać' - tarot rzadko daje taką odpowiedź wprost. Zazwyczaj pokazuje na czym stoisz teraz i co możesz zrobić, a nie czy ktoś przyjdzie i kiedy. Ciekawi mnie jedno - co rozumiesz przez to 'czekanie'? Bo to może być zupełnie inne pytanie niż myślisz.
Pustelnik na pozycji 'gdzie jestem' to nie jest zły znak dla singla - to karta wewnętrznego skupienia i znajdowania drogi przez wlasne światło, nie przez innych. Problem pojawia się gdy Księżyc na 'co blokuje' - bo Księżyc blokujący to zazwyczaj leki, iluzje, rzeczy które widzimy wypaczone przez emocje. mam pytanie: czy ta melancholia ktorej doświadczasz przy kartach jest nowa, czy towarzyszy ci od jakiegos czasu niezaleznie od tarota?
Mnie zastanawia ten Rycerz Buław odwrócony na pozycji 'na co się otworzyć'. Normalnie Rycerz Buław to impuls, działanie, wychodzenie naprzeciw - a odwrócony może oznaczać że właśnie tego unikasz albo że energia jest zablokowana. Więc może rozkład ci mówi żebyś przestała czekać? Tylko że Księżyc na blokadzie komplikuje sprawę bo pokazuje że coś ci przeszkadza w podjęciu tego działania. Rasphul masz rację z tym pytaniem o melancholię, bo to jest klucz.
Zawieszenie po związku to bardzo typowe i Księżyc jako blokada pasuje tu idealnie - ta karta często pojawia się kiedy ciągniemy za sobą nie do końca przepracowane emocje. Nie musi to być żal za osobą, może być żal za wersją siebie z tamtego czasu albo za tym jak wyobrażałaś sobie przyszłość. Tylko powiedz mi - robiłaś już wcześniej jakieś rozkłady związane z tym poprzednim związkiem czy to pierwszy raz sięgasz po karty w temacie uczuć? :>
ehh, zatrzymajcie się na chwilę bo widzę że wszyscy rzucili się na interpretację a nie padło jeszcze jedno ważne pytanie. Ten rozkład z instrukcją 'czuj radość' - skąd go wzięłaś? Bo to ma znaczenie. Rozkłady które wymagają konkretnego stanu emocjonalnego na wejściu bywają mylące, bo zakładają że stan emocjonalny jest efektem twojej woli a nie odbiciem sytuacji. To tak jakby powiedzieć żebyś uśmiechnęła się przed prześwietleniem żeby wynik był lepszy.
Dobra, mając te karty razem - Pustelnik, Księżyc i Rycerz Buław odwrócony - widzę tu pewną narrację. Jesteś w momencie wyciszenia i pracy z sobą, coś z przeszłości lub wyobrażeń zakłóca widzenie rzeczywistości, i na razie brakuje ci energii do wychodzenia naprzeciw. to nie jest wyrok ani polecenie 'czekaj'. To bardziej opis stanu. Ale mam pytanie do ciebie: co dla ciebie oznaczałoby 'przestać czekać'? Konkretnie, w codziennym życiu?
Czytam tę rozmowę i mam pytanie może trochę z boku - czy w ogóle te rozkłady dla singli mają jakiś sens jeśli ktoś tak naprawde nie jest gotowy na związek? Pytam szczerze bo sama byłam w podobnej sytuacji i zastanawiałam się czy tarot może mi powiedzieć kiedy 'będę gotowa' - i czy to w ogóle jest pytanie które karty mogą zaadresować.
Wracając do tej melancholii przy kartach - mnie ona w tej historii nie dziwi. tarot dla singla to rozkład który z definicji dotyka czego nie ma. pytanie czy ta melancholia przeszkadza w czytaniu, czy może jest informacją którą rozkład ci przynosi. Są czytelnicy którzy uważają że emocje podczas rozkładu są częścią przekazu, nie zakłóceniem. Ja należę do tej szkoły. Co o tym myślisz Faustynka_08?
ej, była przed. Siadalam do kart już z tym uczuciem. Chyba to jest odpowiedź na pytanie Kryska57 - tak, robiłam wcześniej rozkłady dotyczące tamtej relacji, kilka razy, i zawsze wychodziło że 'nie ma powrotu' i 'idź dalej'. Więc teoretycznie wiem co karty mówią. Ale czuć to co innego niż wiedzieć, chyba.
To co napisałaś na końcu - 'czuć to co innego niż wiedzieć' - to jest klucz do całej tej rozmowy moim zdaniem. I też odpowiedź na pytanie z tytułu czy czekać. Tarot może ci powiedzieć co wiedzieć, ale nie przepracuje za ciebie tego co czuć. Mam pytanie do bardziej doświadczonych tutaj: czy jest w ogóle sens robić kolejne rozkłady miłosne kiedy ktoś jest w takiej emocjonalnej pętli, czy lepiej sięgnąć po inny rodzaj rozkładu?
Przepraszam że się wtrącę - ale właśnie się zastanawiam czy ta 'Pustynnia' jako rozkład to coś standardowego czy sama to ułożyłaś Chryzoprazka.1? Bo nie spotkałam się z taką nazwą i jestem ciekawa.
Dobra, rozumiem co mówisz Chryzoprazka.1 i hyba masz rację że pytania miłosne mogą być tu za wcześnie. Tylko mam teraz głupie pytanie - jak wogóle sformułować pytanie do kart jeśli nie wiem czego szukam? Bo 'co muszę zobaczyć teraz' brzmi tak szeroko że nie wiem czy cokolwiek z tego wyciągnę.
no cóż, to szerokie pytanie wcale nie jest złe. Wbrew pozorom wąskie pytania do tarota bywają bardziej zawodne, bo zakładasz już w pytaniu co ma wyjść. 'Czy X mnie kocha' to pułapka - karty odpowiadają ale ty i tak interpretujesz pod to co chcesz usłyszeć. Szerokie pytanie daje kartom przestrzeń.
To ciekawe co mówisz - że przy miłosnym łatwiej bo wiesz co boli. Czyli ból służy jako kontekst do interpretacji? Zastanawiam się czy to nie jest właśnie to czego szukasz w tych kartach. Nie odpowiedzi, tylko potwierdzenia że to co czujesz jest prawdziwe
Ja bym tu dodała jedno - ta walidacja przez karty jest okej ale pod warunkiem ze ta emocja co ją walidujemy jest przepracowywana a nie tylko potwierdzana. Bo mozna w kółko wyciągać Księżyc i mówić 'tak wiem że mam leki' i nic z tym nie robić. Umbra napisała że wie co karty mówią a mimo to nie może wyjść. I to jest chyba sedno całego wątku
ehh, właśnie chciałam zapytać - jak wygląda taki codzienny rytual z kartami? Bo to brzmi jakby tarot był czymś zupełnie innym niż rozumiem. Myślałam że zawsze chodzi o pytanie i odpowiedź.
A można zapytać - jak się zaczyna taki rytuał jeśli nigdy wcześniej tego nie robiłaś? Czy trzeba coś powiedzieć, zapalić świeczkę, coś w tym stylu? pytam bo sama chciałabym zacząć od czegoś prostego. 🙂
Nie przeszkadza mi że rozmowa dryfuje, tu i tak jest więcej dla mnie niż w połowie tego co czytałam w internecie. Ale żeby wrócić do tematu - Rasphul twoje pytanie o codzienne karty bez celu. Nie próbowałam. Zawsze siadałam z konkretnym bólem. Chyba nie wyobrażałam sobie co bym robiła z kartą jesli nie mam do niej pytania.
To jest właśnie coś do przemyślenia. jeśli zawsze przychodzisz do kart z bólem jako wejściem, to karty uczą się tej roli - stają się miejscem na ból, a nie na orientację. nie mówię że to złe, ale że możliwe jest inne podejście. Spróbuj raz rano, jedna karta, żadnego pytania. Tylko patrz.
hmm, ja to robiłem przez jakiś czas i naprawde działa inaczej. Dziwnie to brzmi ale jak nie masz pytania to karta mówi sama za siebie i nie filtrujesz przez to czego oczekujesz. Dla mnie sie przydało przy takich etapach zycia gdy byłem skonfundowany a nie smutny po prostu.
To jest sensowna wątpliwość. Ale może też o to chodzi - żeby zobaczyć tę melancholię przez kartę, a nie przez historię o byłym związku. Inna rama, ten sam materiał, inne wyjście. Nie wiem czy to zadziała u każdej osoby ale jako kierunek wydaje mi się ciekawszy niż kolejny rozkład miłosny. :))
Mam pytanie do Umbry - jak długo masz te karty? I czy kupilas je konkretnie pod katem tematów miłosnych, czy trafiły do ciebie jakoś inaczej? Zastanawiam sie czy ma to znaczenie że od początku są u ciebie skojarzone z tym jednym tematem.
Też byłam ciekawa tego samego właściwie. Bo moje pierwsze karty dostałam w prezencie i przez długi czas używałam ich tylko do jednego rodzaju pytań i mam wrażenie że to mnie ograniczało. Nie wiem czy to ma sens ale tak to czułam.
To co napisałaś o kupnie kart tuż po końcu związku - to jest naprawde ważny kontekst. karty weszły w twoje życie razem z tym bólem, więc w pewnym sensie zostały 'zabarwione' tą energią od samego początku. nie mówię że to ich wada ale to tłumaczy dlaczego trudno ci przez nie zobaczyć cokolwiek poza tym jednym tematem
Własnie chciałem powiedzieć to samo. Nowa talia nie zmienia wzorca jeśli wzorzec jest w głowie, nie w kartach. Umbra, jak ty to czujesz - czy same karty kojarzą ci sie z tamtym człowiekiem, czy raczej z tym jak się wtedy czulaś? 🙂
