Ostatnio wróciłam do starych notatek po sesjach z tarotem i uderzyło mnie coś, o czym rzadko się tutaj mówi. Kiedy kładę rozkład z pytaniem do przodków, dostają odpowiedzi zupełnie inne niż przy zwykłym pytaniu o sytuację życiową. Jakby energia była... gęstsza? Bardziej zdecydowana. Zaczęłam się zastanawiać, czy tarota w ogóle można traktować jako most do komunikacji z tymi, którzy odeszli, czy to tylko projekcja własnych pragnień. I co ciekawe, karty związane z poczuciem wartości, czyli np. Cesarzowa, Cesarz, Słońce, wychodziły mi przy takich sesjach wyjątkowo często. Czy ktoś z was miał podobne doświadczenia z rozkładami 'od przodków'?
Ciekawe, bo ja też pracuję z duchami i różnymi formami komunikacji, ale tarota jakoś nigdy nie łączyłem z przodkami. Bardziej traktowałem go jako sposób... przepraszam, jako metodę do patrzenia na sytuację z zewnątrz. A ta gęstość energii, o której piszesz, to chodzi o dosłowne odczucie fizyczne przy rozkładaniu kart, czy coś bardziej intuicyjnego?
Praktykuję tarota od wielu lat i temat jest złożony. Sam zadawałem sobie to pytanie wielokrotnie. Są tradycje, w których karty traktuje się dosłownie jako medium, przez które mogą przemówić duchy przodków. Są też podejścia psychologiczne, gdzie cały przekaz pochodzi z podświadomości pytającego. Ale jest jeszcze trzecia opcja, która mnie najbardziej interesuje, czyli że to nie jest albo jedno, albo drugie. Ninka_S, a jak konstruujesz takie rozkłady? Masz jakiś konkretny układ, który stosujesz pod komunikację z przodkami, czy improwizujesz?
A co to znaczy, że tarota można 'używać do komunikacji'? Bo brzmi to jakby można było dosłownie zadać pytanie i dostać odpowiedź od babci albo kogoś. To chyba nie jest takie proste? Jak w ogóle mam wiedzieć, że to nie są tylko losowe karty?
No to teraz pytanie, które mnie gnębi od początku czytania tego tematu: skąd wiadomo, że to przodkowie, a nie po prostu własna psychika? Bo tarot działa na zasadzie rzutowania i interpretacji, więc wszystko, co widzisz w kartach, możesz równie dobrze przypisać sobie samej, swoim lękom i pragnieniom. Nie mówię, że to jest złe, bo praca z własnymi przekonaniami ma sens. Ale komunikacja z przodkami to zupełnie inne twierdzenie.
Przepraszam, że wchodzę, bo pewnie znam się na tym słabo, ale zawsze myślałam, że tarota to karty do wróżenia, a nie do rozmowy z duchami. Czy to nie są zupełnie różne rzeczy? Serio pytam, nie złośliwie.
Wracam do tego, co napisała Ninka o kartach związanych z poczuciem wartości. To mnie bardzo interesuje, bo kiedy sama robiłam rozkład z intencją skierowaną do przodków, wyszedł mi Sąd Ostateczny i Cztery Mieczy. I długo zastanawiałam się, czy to przodkowie mówią mi żebym odpoczęła od oceniania siebie, czy to moja własna podświadomość. Ale co ciekawe, niezależnie od źródła, przekaz miał sens i coś we mnie zmienił. Więc może to ważniejsze od pytania, skąd pochodzi?
Ja kiedyś robiałm rozkłąd i poprosiłam o wiadomość od babci i wylosowałam Gwiazdę i Królową Kielichów i tak bardzo płakałam bo babcia zawsze mówiła że jestem jej nadzieją i to dokłdanie to znaczyło te karty chyba. Nie wiem czy to naprawde ona ale coś w środku mi piwiedziało że tak.
tylko myślałam o niej i tasowałam. Nie wiedziałm że trzeba coś więcej robić. A trzeba?
Słucham tej rozmowy i chcę zwrócić uwagę na coś z innej strony. W wielu tradycjach, od shintoizmu po religie afrykańskie czy słowiańskie wierzenia, kontakt z przodkami przez przedmioty wróżebne był czymś naturalnym i codziennym. Tarot pochodzi z innej tradycji, ale idea, że karty mogą być kanałem, nie jest wcale egzotyczna z perspektywy historii religii. Ciekawi mnie, czy ktoś tu podchodzi do tego świadomie, z odniesieniem do jakiejś konkretnej tradycji, czy raczej tworzy własny system?
Czytam i mam pytanie trochę z boku, ale jednak w temacie. Czy karty, które wychodzą w takim rozkładzie do przodków, a mówią o poczuciu wartości, mają interpretować to, jak przodkowie MAJĄ poczucie wartości, czy jak oni WIDZĄ nasze? Bo to by zmieniało wszystko w odczycie.
Obserwuję tę rozmowę od początku i jedno mnie nurtuje. Czy ktoś z was miał sytuację, gdzie to, co wyszło w kartach podczas takiego rozkładu, było sprzeczne z tym, czego się spodziewałeś po konkretnym przodku? Tzn. znałeś tę osobę i karta zupełnie nie pasowała do jej charakteru lub tego, co mogłaby powiedzieć?
To jest ciekawy argument, który słyszę po raz pierwszy w tej rozmowie. Czyli rozbieżność z oczekiwaniem jako potencjalny sygnał autentyczności? Mam z tym problem, bo psychika potrafi generować rzeczy zaskakujące samą siebie. Ale rozumiem, dlaczego dla kogoś robiącego rozkład to odczucie jest ważne.
Przepraszam, że znowu wchodzę z głupim pytaniem, ale chcę dobrze rozumieć. Ninka, czy mówisz, że karta wyszła inna niż ta, którą sama byś wybrała dla prababci, gdybyś miała wybrać świadomie? I to cię przekonało, że to nie było tylko Twoje myślenie?
Dobra, ale to nadal może być Twoja psychika, która zna prababcię lepiej niż Ci się wydaje. Może gdzieś głęboko wiesz, że pod tą twardością było coś innego? Trochę mi to brzmi jak tłumaczenie każdej możliwości jako dowód na kontakt.
Słucham tej rozmowy i chcę zapytać o wątek poczucia wartości, bo gdzieś się urwał. Jeśli przodkowie mają nam przekazywać coś o tym, jak nas widzą, to jakie karty u was najczęściej pojawiają się w tych rozkładach? Mnie ciekawi, czy są wzorce, bo w pracy z czakrami serca też pojawia się ten temat i zastanawiam się, czy jest jakaś zbieżność.
Śledziłam tę rozmowę i zastanawiam się nad jedną rzeczą. Piszecie o dziedziczeniu poczucia wartości i o przekazie przodków, ale czy ktoś zastanawia się, co robić, jeśli karty pokazują coś bolesnego? Że wzorce, które odziedziczyłam, są destrukcyjne? Jak wtedy rozumieć komunikat?
To jest ciekawe rozróżnienie, ale chcę zapytać, czy ktoś miał sytuację, gdzie ta zmiana intencji dała wyraźnie sprzeczne wyniki w porównaniu do wcześniejszego rozkładu z tym samym przodkiem? Bo to byłby niezły test tego, czy pytanie naprawdę zmienia odpowiedź.
I tu wracamy do tego samego problemu. Zmienna intencja, zmienne wyniki, ale nie ma sposobu, żeby oddzielić jedno od drugiego. Nie mówię, że praca z intencją jest bez sensu, ale jako argument za kontaktem z przodkiem to kuleje.
Ninka, to ładnie to ujęłaś. Ja bym jeszcze dodała że te karty które wychodzą w takich rozkładach, szczególnie te o poczuciu wartości, często mnie zaskakują bardziej niż w zwykłych rozkładach. I właśnie to zaskoczenie jest dla mnie najważniejsze, niezależnie od tego skąd pochodzi.
To co Ninka napisała na końcu, o wzorcach i poczuciu siebie, to właśnie mnie najbardziej ciągnie w tym temacie. Ale mam pytanie bardziej praktyczne: czy są konkretne karty, które częściej wychodzą w rozkładach do przodków i jakoś wyraźnie wskazują na poczucie wartości? Czy to jest zawsze indywidualne?
Ja mam może naiwne pytanie, ale mnie ta granica między projekcją a komunikacją bardzo zastanawia. Czy to znaczy, że kiedy czytam karty i 'czuję' babcię w rozkładzie, to tak naprawdę czuję siebie przez babcię? Bo to by oznaczało, że przodek jest jakby lustrem, a nie rozmówcą.
Słucham tej rozmowy i mam odczucie, że dla mnie sam proces siadania z kartami z myślą o tej babci już coś robi, zanim jeszcze wyłożę karty. Jakby sam zamiar był ważny. Czy ktoś miał podobnie, że przygotowanie przed rozkładem dawało tyle samo, co sam rozkład?
O, cieszę się że to wróciło. Bo właśnie chciałam dopytać o coś, co mnie nurtuje od kiedy napisałam tamten post. Jak już masz to poczucie zamknięcia albo puszczenia, to co robisz z kartami po rozkładzie? Zostawiasz je na chwilę, chowasz, robisz coś z nimi? Bo mam wrażenie, że to jest ważne i nikt o tym nie mówi.
Ninka, i właśnie tu wracam do mojego pytania z wcześniejszych postów. Bo jeśli twierdzimy, że przodkowie pukają, to jest to konkretne twierdzenie o tym, że coś po drugiej stronie aktywnie się komunikuje. I to wymaga zupełnie innych założeń niż mówienie, że my projektujemy na karty. Nie mówię, że jedno wyklucza drugie, ale nie możemy traktować tych dwóch rzeczy tak samo.
Mam pytanie do Seby, bo nie do końca nadążam za tym rozróżnieniem. Mówisz, że to czy to przodek czy projekcja zmienia jak się z tym identyfikujemy. Ale co jeśli dla kogoś to właśnie jest jedno i to samo, czyli przodek żyje w niej jako część jej samej i nie ma między tym granicy? Czy wtedy to rozróżnienie ma w ogóle sens?
Wracam do wątku poczucia własnej wartości, bo zaczęłam go i chcę żebyśmy go nie zgubili. Rozmawiamy o przodkach i komunikacji, ale to był też wątek o tym, co w talii mówi o pewności siebie i o tym, co po nas zostaje. Zastanawiam się, czy przy rozkładzie do przodków możemy świadomie zapytać: co w dziedzictwie po przodkach wzmacnia moje poczucie wartości, a co je osłabia? Czy ktoś próbował tak sformułować pytanie?
