Mam dosyć dziwny problem i nie wiem, czy tarot w ogóle może tu pomóc ale spróbuję napisać. Od dłuższego czasu mam w sobie taki permanentny stan nieufności wobec ludzi - rodziny, znajomych, nawet wobec samej siebie. Psycholog powiedział mi kiedyś, że to coś w rodzaju paranoicznego myślenia które blokuje budowanie relacji. ej chodzi mi po głowie że może karty mogłyby jakoś pokazać, co we mnie blokuje to zaufanie albo przynajmniej dać jakiś wgląd. Czy ktoś robił układy ukierunkowane na otwieranie się na innych? Albo konkretnie na zaufanie do siebie??
To ciekawy temat, bo tarot faktycznie może służyć do pracy z przekonaniami, nie tylko do wróżenia co będzie. Pytanie mam do Ciebie od razu - czy ta nieufność bardziej dotyczy innych ludzi, czy siebie samej? Bo to dwie różne sprawy i pod kątem kart bym inaczej podeszła do układu w jednym i drugim przypadku.
To co piszesz ma sens z punktu widzenia pracy z kartami. serio nieufność wobec siebie to klasyczny obszar, gdzie Wielkie Arkana mogą dać sporo do myślenia - szczególnie Księżyc, Siła, albo Wysoka Kapłanka. Ale zanim cokolwiek zaproponuję - masz już swoje karty czy jeszcze nie?
A czy jest jakiś konkretny układ który można by tu zastosować? Nie rozumiem, jak karty mają pomóc w czymś takim, to brzmi bardziej jak terapia niż tarot. Ile czasu zajmuje zobaczenie efektu??
Mam talię Rider-Waite, kupiłam ją jakiś czas temu, ale używam głównie do prostych układów, trzy karty, ewentualnie Krzyż Celtycki, ale tego ostatniego to bardziej z internetu przepisuję interpretacje niż sama czuję. Nie jestem zaawansowana. czy to znaczy, że nie dam rady tego użyć do czegoś takiego?
Rider-Waite to świetny wybór do tego rodzaju pracy, bo obrazy są bardzo czytelne. eh nie musisz być zaawansowana. no ale chcę zapytać o jedną rzecz - czy jak wyciągasz kartę i patrzysz na nią, to masz jakieś pierwsze wrażenie, czy od razu szukasz znaczenia w internecie? to ważne bo przy pracy z zaufaniem do siebie właśnie ten pierwszy impuls ma znaczenie.
Przeglądam ten wątek i mam jedno pytanie, bo może trochę inne spojrzenie - czy ta nieufność ma jakieś konkretne źródło które pamiętasz czy raczej jest taka... ogólna, od zawsze :)? Pytam bo przy runach podchodzimy do blokad trochę inaczej ale struktura problemu jest podobna i to robi różnicę w tym jak się go adresuje.
Szczerze? Nie wiem. Nie ma jednego momentu który mogę wskazać. Raczej długi czas, rozne doświadczenia, kilka razy poczułam się oszukana przez bliskich i chyba z tego się to nawarstwiło. Nie jestem pewna, czy tarot w ogóle sięgnie tak głęboko.
Tarot nie "sięga głęboko" sam z siebie. to Ty sięgasz, karty są tylko lustrem. I nie mów, że nie dasz rady, bo właśnie to co napisałaś - że kilka razy cię zawiodły bliskie osoby - to już jest bardzo konkretny punkt wyjścia. Ja bym zaproponowała układ na identyfikację wzorca, a nie na wróżenie przyszłości.
Przepraszam że się wtrącę bo za bardzo nie rozumiem - co to znaczy, że karty są lustrem? Myślałam, że tarot to wróżenie, czyli pokazuje co będzie. A tu piszecie o jakichś wzorcach i pracy nad sobą. To jak to właściwie działa :(?
Chyba wolę sama. Bo jeśli ktoś mi zrobi odczyt, to znowu pojawia się to samo - czy ta osoba jest uczciwa czy interpretuje dobrze, czy mnie nie manipuluje ;). Więc paradoksalnie, praca z własną talią wydaje mi się bezpieczniejsza. Tylko nie wiem czy dam radę być wobec siebie uczciwa przy interpretacji.
To jest bardzo dobra obserwacja! Sama praca ze swoimi kartami uczy tej uczciwości. Ale mam pytanie - czy jak wyciągasz kartę i ci sie nie podoba, to co robisz?? Odkładasz i ciągniesz następną, czy zostajesz z tą jedną?
O rany, to pytanie Sylwerii mnie trafiło!? Ja też tak robię z kartami i nigdy nie zastanawiałam się dlaczego. teraz jak to czytam, to chyba u mnie to jest właśnie to drugie - nie chcę żeby to była prawda. Czy to znaczy, że tarot jest dla mnie jak lustro, którego wolę nie oglądać?
No to właśnie tam jest ta praca! Dziewiątka Mieczy to karta lęku i obsesyjnych myśli w nocy - jeśli ona do ciebie wraca, to chyba mówi coś ważnego. i Księżyc oczywiście który jest o złudzeniach i o tym ze nie widzi się rzeczy takimi jakimi są. Przypadek? szczerze wątpię
Przepraszam że znowu się pytam o podstawy ale skąd wiadomo co znaczy ta Dziewiątka Mieczy? Czy każda karta ma jedno stałe znaczenie, czy to zależy od osoby która ją ciągnie :)?
Dobra, ale to brzmi jakby karty mogły znaczyć wszystko i nic. Jak można w ogóle ufać takiej interpretacji? To tak jakby horoskop - wystarczająco ogólne żeby pasowało do każdego.
Śledzę ten wątek i mam takie spostrzeżenie - tu wychodzi coś ciekawego. Azuryt mówi że nie ufa własnym interpretacjom kart, i jednocześnie karty które odrzuca to Księżyc i Miecze, czyli dokładnie te które mówią o wewnętrznym chaosie i lęku... Jakby te karty próbowały jej coś powiedzieć, a ona je zamyka. To jest ten wzorzec, prawda?
To pytanie Indaphorosa właśnie mnie zamroziło, bo zadałam je sobie w kontekście moich odrzucanych kart i... to jest naprawdę trudne. Dziękuję że w ogóle ktoś zadaje takie pytania, a nie tylko wymienia nazwy kart.
To pytanie Indaphorosa zostało ze mną na dłużej. pomyślałam o tym i... gdybym miała przyjąć Księżyc i Dziewiątkę Mieczy jako coś do przepracowania, a nie zagrożenie - to chyba bałabym się ze zacznę widzieć rzeczy których wolę nie widzieć. Że karty mi powiedzą coś o moich relacjach z ludźmi, czego nie chcę wiedzieć. oj i tu chyba leży ten brak zaufania który opisałam na początku wątku :)...
To co teraz napisałaś jest dużo precyzyjniejsze niż to, od czego zaczęłaś ten temat. Widzisz różnicę? Na początku mówiłaś o paranoi i nieufności do ludzi :(. teraz mówisz, że boisz się prawdy o tych relacjach. To nie jest paranoja - to jest lęk przed konkretną informacją. I to już jest coś z czym można pracować, inaczej.
Dobra, ale przepraszam - jak karty mogą w ogóle pomóc z paranoją? to brzmi jak leczenie migreną przez słuchanie muzyki. Nie twierdzę że to złe ale co konkretnie te karty miałyby zrobić? Zmienić sposób myślenia to nie jest kwestia wyciągania kart.
Obserwuję ten wątek i mam spostrzeżenie. Azuryt opisuje schemat który widzę często: najpierw nieufność do zewnątrz, potem okazuje się że to nieufność do własnego odczucia. Karty z Mieczy i Księżyc wracają nie przypadkowo. Mam pytanie do Indaphorosa czy Cecylki - czy w pracy z tarotem jest jakaś konkretna pozycja w układzie, która dobrze pokazuje źródło tego lęku, nie objawy?
Odpowiadając na pytanie Zochy - chyba bardziej boję się że przeoczę. Że ktoś mnie oszuka a ja nie zauważę. I nagle widzę jak to sie łączy z kartami - też boję się że karta mi coś powie i ja to źle odczytam. To ten sam lęk, tylko skierowany na różne strony
No właśnie! kurcze i teraz pytanie, bo mnie to naprawdę zastanawia - czy ten lęk przed przeoczeniem był zawsze, czy pojawił się po jakimś konkretnym zdarzeniu ;)? Bo Dziewiątka Mieczy często wiąże się z czymś co się przytrafiło, nie z czymś wrodzonym.
przepraszam ze wchodzę ale mam pytanie do Indaphorosa - to ćwiczenie z pytaniem o emocję zamiast o sytuację czy to można robić na samym początku, bez żadnej wiedzy o znaczeniu kart? Bo ja na przykład nie znam znaczeń i zastanawiam się czy to ma sens dla kogoś takiego jak ja.
Też mam podobne pytanie co Wandka. Czytam ten wątek i dużo z tego rozumiem ale zastanawiam sie - czy ten układ pięciokarciany ktory wcześniej opisywała Cecylka, jest dla kogoś kto już trochę zna karty, czy można go robić intuicyjnie?
Widziałam i sama przez to przechodziłam. serio ale powiem szczerze - nie dzieje sie to przez samo wyciąganie kart. Dzieje się przez zadawanie sobie pytania "co poczułam zanim zaczęłam myśleć" i zapisywanie tego. Za każdym razem ;). Przez długi czas. Dopiero wtedy zaczynasz zauważać że twoja pierwsza reakcja bywa trafna. i że nie musisz jej od razu weryfikować głową.
