Właśnie chciałam dopytać o tę narracyjność. Czy nie jest tak, że Wielkie Arkana łatwiej angażują wyobraźnię symboliczną, a Małe raczej projektywną? Dlatego przy wyciszeniu Wielkie mogą być bardziej neutralnym obiektem skupienia, bez tej pokusy wchodzenia w historię?
Wchodze z innej strony bo nigdy nie próbowałam z tarotem, tylko z runami. I przy runach właśnie ta prostota symbolu, jeden znak bez narracji, sprawia że łatwiej mi sie skupić. Czy ktoś wie, czy takie taile minimalistyczne albo pip działają podobnie jak runy w tym kontekście skupienia?
A wracając do tego, co mówiłam wcześniej o analizie graficznej - chyba teraz rozumiem, dlaczego tak mi się to dzieje. Po prostu mój wzrok jest przyzwyczajony do 'czytania' obrazu jak tekstu, od lewej do prawej, szukania kompozycji. Bernadetka93 pisała, że u niej ta analiza się wyczerpuje po kilku minutach i potem siada spokój. Może jednak po prostu za szybko rezygnowałam?
Ma znaczenie, jeśli chcesz to powtórzyć w kontrolowanych warunkach. Ale Bernadetka93 ma rację w tym sensie, że na początku praktyki zbytnie analizowanie 'skąd to przyszło' może być kolejną formą ucieczki od samego siedzenia z kartą.
To sprawdzanie zegarka to ja! Przez pierwsze tygodnie co chwilę zerkałam, ile jeszcze. Jak z gotowaniem makaronu 🙂 Zrezygnowałam z pilnowania czasu i trochę pomogło, bo przestałam czekać na sygnał końca.
O, timer to świetny pomysł! Nigdy bym na to nie wpadła. A na ile go nastawiacie? Gustlik68 pisał o tym, ze pierwsze dziesięć minut to opór, wiec pewnie trzeba nastawiac na więcej?
Nie powiedziałabym, że nie mają sensu - ale mają inny charakter. Okazjonalna praca z kartą to bardziej rozmowa niż treinng uważności. Jedno i drugie ma wartość, tylko cel jest różny. Pytanie, czego szukasz w tej praktyce, Ilonko?
Zgadzam się z tym rozróżnieniem. I dodałabym, że karta do medytacji to nie to samo co karta do wróżenia czy do nauki symboliki. Można mieszać, ale warto wiedzieć, w którym trybie się jest w danej chwili.
A przy runach ten problem prawie nie istnieje, bo symbol jest na tyle prosty, że nie ma za bardzo czego analizować długo. Tylko ciekawa jestem, czy ktoś próbował łączyć jedno z drugim - runa i karta razem w jednej sesji?
Wracając do tego, co pisała Anetta.1 o trybach - mnie to tłumaczy, dlaczego moje sesje często wyglądają tak, że zaczynam medytować, a koncze robiąc notatki o symbolice. Może po prostu naturalnie mi się przełącza tryb i nie ma sensu z tym walczyć?
To chyba jedno z lepszych pytań w tym wątku. Wsluchiwanie się w siebie przez kartę to nie tyle patrzenie na obraz, co używanie obrazu jako punktu wyjścia do tego, co pojawia się wewnątrz. Obraz jest pretekstem, nie celem. Czy cokolwiek podczas tych sesji pojawia się w tobie, co nie dotyczy samej karty? 😀
Martynka, to zdanie o obrazie jako pretekście chyba coś we mnie kliknęło. znaczy - siedzę z kartą i czekam, że karta mi coś 'powie', a tu chodzi o to, żeby to ja coś sobie powiedziała przez kartę? Dobrze rozumiem?
Mniej więcej tak. Choć 'powiedzieć sobie' to też trochę za dużo aktywności. Bardziej chodzi o to, żeby pozwolić czemuś się pojawić bez natychmiastowego nazywania tego. Ale to trudno opisać słowami i dlatego ta praktyka wymaga siedzenia, nie czytania o niej.
Też tak mam, że czekam na jakieś wielkie objawienie i jak go nie ma, to czuję, że zmarnowałam czas. A tu piszecie, że nastrój wystarczy? To trochę zmienia postać rzeczy.
Bernadetka ma rację w tej kwestii. Nastroj, który zauważasz i z którym zostajesz przez chwilę, to co innego niz nastrój który po prostu ci się przydarza w tle. Ta roznica jest dla mnie kluczowa w calej pracy z ciszą.
Przepraszam, że dopytam, bo jestem tu raczej nowa w tej praktyce - jak właściwie 'zostać z nastrojem'? czy to znaczy po prostu nie ruszać się i nie myśleć, czy jest jakiś sposób, żeby to zrobic celowo? Bo brzmi to dla mnie trochę jak coś, co albo się umie, albo nie.
To pytanie o oczy mnie też zastanawia, bo próbowałam obu wariantów i miały zupełnie inny charakter. Z otwartymi - karta była ciągle obecna jako kotwica. Z zamkniętymi - zostawal tylko powidok i szybciej mi odpływały myśli. W notatkach mam wyraźną różnicę między sesjami.
To rozróżnienie na karty z dużą ilością detali i prostsze kompozycyjnie jest ciekawe. Martynka pisała wcześniej o tym, że ona wraca do Kapłanki i Pustelnika - czy to nie jest właśnie to, że ich prostota sprawia, że łatwo je zabrać w wewnętrzną ciszę?
Myślę, że tak, choć nie tylko prostota. Kaplanka ma w sobie coś nieruchomego - ona nie 'robi' nic na tej karcie, tylko jest. I to zaproszenie do niedziania jest dla mnie ważniejsze niż sama kompozycja. Ale Plejadka dotknęła czegoś, co sama sprawdzałam intuicyjnie, nie systematycznie.
Eh, Wchodzę do rozmowy przy tym wątku bo mnie to trafia. Jest jednak jedna rzecz, którą chcialabym sprawdzić - kiedy mówimy o kartach do medytacji, to czy mamy na mysli konkretne tradycje czy to jest bardziej indywidualne? Bo Kapłanka w Rider-Waite a w Thoth to dwie bardzo różne energie i nie wiem, czy je można wrzucac do jednego worka.
Przepraszam, że wejdę z zupełnie podstawowym pytaniem, ale dopiero zaczynam i te nazwy talii trochę mnie przytłaczają. Czy do medytacji opisywanej w tym wątku potrzebna jest jakaś konkretna talia, czy mogę zacząć na tej, którą mam, nawet jeśli to tania talia ze sklepu?
Przepraszam, że wejdę z zupełnie podstawowym pytaniem, ale dopiero zaczynam i te nazwy talii trochę mnie przytlaczaja. Czy do medytacji opisywanej w tym wątku potrzebna jest jakaś konkretna talia, czy mogę zacząć na tej, którą mam, nawet jeśli to tania talia z marketu?
To co piszecie o relacji z obrazem jest dla mnie ważne! ja mam Rider-Waite i czasem myślę że powinna być 'lepsza' talia do poważnej pracy. A tu się okazuje, że to nie o to chodzi? Czyli jak rozumiem - jeśli karta mnie zatrzymuje, to dobra?
Chcę się tu jednak upomnieć o niuans. Rider-Waite jest narracyjny i dlatego świetny do wejścia w obraz, ale ta narracyjność może też być pułapką - zaczynasz opowiadać sobie historię z karty zamiast w niej siedzieć. Ktoś miał takie doświadczenie, że talia była 'za ciekawa' i przeszkadzała w ciszy?
Mysle że to kwestia tego, ile kart pracuje przez symbolikę a ile przez nastroj. Karty z dużą liczbą elementów aktywuja intelekt, bo mózg automatycznie szuka wzorców. To nie jest wada, po prostu inny rodzaj pracy - bardziej analityczny. Do czystej ciszy rzeczywiście lepiej coś prostszego.
To jest sedno czegoś, co próbuję artykułować od początku tego wątku. Cisza nie jest brakiem myślenia - to raczej moment, kiedy myślenie przestaje być reaktywne. Kapłanka mi to daje przez nieruchomość. Ale Teodozja ma rację, że Wóz może do tego samego miejsca prowadzić przez przeciążenie. Pytanie, która droga jest twoja.
Matko, ta obserwacja o 'przeciążeniu jako drodze' jest ciekawa, ale mam wobec niej ostrożność. Można sobie wmówić, że wystarczy siedzieć z trudną kartą aż do znudzenia i to jest medytacja. To nie jest to samo co świadome przejście przez intelektualną warstwę. Czy jest jakiś sposób, żeby odróżnić jedno od drugiego?
