Przepraszam że znowu pytanie z zewnątrz, ale muszę to zrozumieć. Czy wy w ogóle pytacie querентów ile mają lat przed odczytem? Czy wiek wychodzi w rozmowie? Bo jak słucham tej dyskusji to mam wrażenie, że to wymaga sporego wywiadu zanim w ogóle sięgniesz po karty.
Myślę że cały ten wątek trochę za bardzo skupia się na żałobie. Tytuł pyta o dzieci i seniorów, a my od dobrych kilkunastu postów jesteśmy tylko przy stratach starszych ludzi. Dla dzieci karty też muszą działać inaczej - tam nie ma żałoby jako kontekstu, ale jest brak ram pojęciowych do odbioru symboliki. Jakby ktoś narysował Śmierć dziesięciolatce to mam wątpliwości czy ta sama metoda co przy seniorze ma jakikolwiek sens.
To co Nikodem pisze to ważne, ale nie do końca się zgadzam z tezą że zapomnieliśmy. Myślę, że ta rozmowa naturalnie poszła w stronę seniorów i żałoby, bo to jest najtrudniejszy obszar - i stamtąd można cofnąć pytanie do dzieci jako drugiego bieguna. Czy ktoś ma doświadczenie z dzieckiem w żałobie i tarotem? To by domknęło tę oś wieku, o którą Lady pytała na początku.
To pytanie Obserwatorki o dzieci mnie zatrzymało. Czy ktokolwiek tu robił odczyt dla dziecka które straciło kogoś bliskiego? Bo to brzmi jak zupełnie inna kategoria niż wszystko o czym mówiliśmy.
Dzidka, to ważne rozróżnienie - że ona mówiła co widzi, nie ty. Czy to był świadomy wybór czy wyszło naturalnie? Bo to zmienia wszystko w kontekście pytania z tytułu - dla dziecka może karta w ogóle nie powinna być interpretowana przez tarocistę?
Świadomy. Wiedziałam, że jeśli powiem dziecku 'ta karta oznacza X' to ono to po prostu weźmie. Nie ma jeszcze zasobów żeby to sprawdzić. Więc odwróciłam to i zapytałam co ona widzi w obrazku. I ona powiedziała coś o gwiazdach na jednej karcie że dziadek tam jest. To nie przyszło ode mnie.
Właśnie o to mi chodziło. Tylko że przy dziecku to brzmi jeszcze inaczej niż przy dorosłym. Dziecko nie ma jeszcze mechanizmów obronnych przed taką sugestią. Jeśli karta 'mówi' że dziadek jest w gwiazdach i ono w to uwierzy - to jest pocieszające, ale też trochę mnie to niepokoi.
To co Wiktor mówi ma sens ale mam wrażenie że za bardzo zakłada, że karta jest źródłem przekonania. A może karta tylko dała dziecku przestrzeń żeby to co już czuło - wypowiedzieć? To jest stara różnica między projekcją a odczytem. Dzidka właśnie jej nie interpretowała.
Zatrzymuję się na chwilę. Czy to znaczy że dla dzieci tarot powinien być używany wyłącznie jako obrazek do rozmowy, bez żadnej interpretacji symbolicznej? Bo jeśli tak, to czy to jeszcze jest tarot, czy to po prostu terapia przez rysunek?
I tu wracamy do pytania z tytułu - bo to jest chyba najczyściej sformułowana odpowiedź jak dotąd. Dziecko i senior patrzą na tę samą kartę i widzą inne warstwy. Czy to nie jest właśnie to o co pytałam na początku? Karta jest ta sama, ale dostęp do niej jest inny.
Ale muszę tu wejść bo mi się wydaje, że nadal mieszamy dwie sprawy. To że dziecko widzi obraz a senior widzi echo z życia - to może być różnica odbioru, ale nie wiem czy to różnica znaczenia karty. Karta znaczy to samo dla Głupca mającego 8 lat i 80 lat - tylko resonans jest inny.
Przepraszam że znowu pytanie od laika, ale co z kartami które są dosłownie nieprzyjazne dla dzieci wizualnie? Śmierć, Wieża, Diabeł - jak to w ogóle wygląda gdy siedzisz z dzieckiem w żałobie i taka karta wychodzi? Czy ją odkładasz z powrotem?
A czy dla seniorów jest podobny problem z niektórymi kartami? Bo siedzę nad tym i myślę o Śmierci przy osiemdziesięciolatku - to już nie jest abstrakcja, to może być bardzo dosłowne skojarzenie. Czy wy to jakoś zabezpieczacie?
Czekajcie, to jest dokładnie odwrotność tego co się bałem przy dziecku. Przy dziecku obawiałem się że karta wprowadzi coś czego ono nie jest gotowe przyjąć. A tutaj karta otworzyła coś co senior już w sobie nosił i potrzebował wypowiedzieć. Czyli ta sama karta - zupełnie przeciwny kierunek działania?
No dobra ale to co Zaklinacz mówi to trochę każda karta może działać w każdą stronę, to jak w ogóle tarocista ma wiedzieć co się dzieje? Bo jeśli ta sama Śmierć u dziecka może zaszkodzić a u seniora pomóc, to gdzie jest reguła?
Wracam do pytania z tytułu bo trochę nam odpłynęło. Mówimy o tym że karta działa inaczej - ale czy to znaczy że sama karta ma inne znaczenie, czy że kontekst zmienia jej działanie? To jest naprawdę różne twierdzenie.
To jest naprawdę dobre pytanie i nie chcę go zbagatelizować. Ale Nikodem, jak siadasz z osiemdziesięciolatkiem który właśnie stracił żonę po sześćdziesięciu latach i wychodzi mu Głupiec - to naprawdę interpretujesz tę kartę tak samo jak przy dwudziestoczterolatku szukającym pierwszej pracy?
Nie, bo pytanie jest inne. Ale Głupiec nadal znaczy nowy początek, skok w nieznane. Tyle że dla osiemdziesięciolatka to może być żałoba jako nowy etap. Nie zmieniam karty, zmieniam jej zastosowanie do sytuacji.
Mieszacie dwa poziomy i dlatego kręcicie się w kółko. Jest znaczenie archetypiczne - i to jest stałe, zgadzam się z Nikodmem. I jest znaczenie pragmatyczne - co ta karta robi w tej konkretnej sesji. Dla seniora w żałobie Głupiec może uderzyć w coś zupełnie innego niż archetypiczna wolność, bo jego ciało i historia mówią co innego niż symbol.
Przepraszam że wchodzę z innej strony, ale słuchajcie - a co z sytuacją kiedy to senior sam prosi o tarot po stracie, bez tarocisty, sam z kartami? Bo moja sąsiadka tak robiła po śmierci męża, codziennie wyciągała jedną kartę. Czy to jest bezpieczne?
To co opisuje Golta o sąsiadce - codzienne wyciąganie karty jako rytuał - jest chyba zupełnie innym użyciem tarotu niż sesja wróżbiarska. To bardziej jak modlitwa albo medytacja. I myślę że dla osoby w żałobie taki rytuał może być kotwicą. Tylko że karta nie mówi że jest ok - ona sama sobie to mówiła, karta tylko tworzyła przestrzeń.
No to znowu wracamy do tego samego węzła co z dzieckiem Dzidki. Czy to jej własna potrzeba mówi przez kartę, czy karta jej coś sugeruje. Przy sąsiadce powiecie że to bezpieczne bo uspokajało. Przy dziecku byliście ostrożniejsi. Dlaczego różnicujemy?
No to znowu wracamy do tego samego węzła co z dzieckiem Dzidki. Czy to jej własna potrzeba mówi przez kartę, czy karta jej coś sugeruje. Przy sąsiadce powiecie że to bezpieczne bo uspokajało. Przy dziecku byliście ostrożniejsi. Dlaczego różnicujemy?
Ale to co mówi Zaklinacz - że senior ma gotowy obraz świata - czy to nie jest właśnie problem? Moja sąsiadka miała ten obraz zbudowany przez sześćdziesiąt lat razem z mężem. I nagle go nie ma. Więc jej obraz świata runął chyba bardziej niż u niejednego dziecka.
To co opisuje Golta brzmi dla mnie zdrowiej niż niejeden pełny rozkład. Ona nie pytała kart 'czy będzie dobrze', tylko siedziała z nimi. Ale wracając do pytania Wiktora o różnicowanie - myślę że przy dziecku baliśmy się sugestii której dziecko nie obroni. A seniorka sama sobą moderowała ten rytuał, nikt jej nic nie narzucał.
No ale to dalej jest projekcja własnych stanów na kartę. Czy to nie jest trochę tak, że wyciągała kartę i widziała w niej to, czego potrzebowała? Nie mówię że złe, bo może pomagało - ale czy to jest praca z tarotem czy z własną psychiką przy użyciu obrazka?
Nikodem, a czy to rozróżnienie jest w tym kontekście w ogóle potrzebne? Jeśli osiemdziesięcioletnia wdowa każdego ranka siada z kartą i wstaje od stołu spokojniejsza - to pytanie o to czy 'naprawdę' pracuje z tarotem wydaje mi się mniej ważne niż to, co jej ta praktyka robi. I wracając do tytułu wątku - czy nie jest właśnie tak, że dla seniora w żałobie tarot może pełnić funkcję zupełnie inną niż u dorosłego w pełni sił, i to jest właśnie odpowiedź na to czy wiek zmienia znaczenie?
