Zastanawiam się od jakiegoś czasu, czy tarot może wzmacniać sny premonitoryjne albo w ogóle jakoś z nimi współpracować. Mam na myśli taką sytuację: robię wieczorny rzut kart, a potem w nocy śnię coś, co potem się dzieje... Nie wiem, czy to karty "otwierają" jakiś kanał, czy to zbieżność, czy może po prostu mój mózg pracuje na materiale z sesji. ktoś miał podobnie? I drugie pytanie, które mnie trapi: moja natura lubi powtórzenia, wracam do tych samych rozkładów, tych samych kart, tych samych pytań. Zastanawiam się czy to wspiera jasnowidzenie bo rytm buduje coś głębszego, czy jednak grozi stagnacją i powinnam wyjść ze schematu.
To ciekawe zestawienie bo sny i tarot to moje dwa główne tematy i też zastanawiam się nad tym połączeniem. Masz na myśli że po sesji z kartami sny są wyraźniejsze, bardziej konkretne? Bo ja zauważyłam coś trochę innego, mianowicie że sny premonitoryjne u mnie pojawiają się niezależnie od kart, ale kiedy potem sięgam do talii, żeby je "przepytać", to dostają potwierdzenie albo rozwinięcie. Jakby karty komentowały sen, a nie go wywoływały. Chciałabym wiedzieć, w jakim odstępie czasu u ciebie to działa, to znaczy czy sen jest tej samej nocy co rzut?
Dorzucę swoje bo mam sporo doświadczeń z tym tematem :). U mnie zaczęło sie od tego, że zacząłem zapisywać sny i równolegle prowadzić dziennik tarota... Po kilku miesiącach zobaczyłem wzorce, których wczesniej nie dostrzegałem. Na przykład kiedy wychodziła Księżycowa przed snem, kolejna noc prawie zawsze przynosiła sen symboliczny, nie narracyjny. Ale wracając do pytania o powtórzenia, bo to mnie tu bardziej zastanawia: moim zdaniem rytm sam w sobie nie jest stagnacją, stagnacją jest robienie tego samego bez zastanawiania się, co z tego wynika. Czy prowadzisz jakieś notatki z tych powtarzających sie sesji?
To bardzo konkretne spostrzeżenie z tymi kartami wody. Mam pytanie do Kaliksta i Astrala jednocześnie: czy te sny które "pasowały" do kart, były snami symbolicznymi czy raczej dosłownymi? Bo moje premonitoryjne są zawsze symboliczne, nigdy nie śnię "Jan wpadnie pod samochód", tylko coś w rodzaju "rozbitego lustra i wody". I dopiero po fakcie składam to w całość. Zastanawiam się, czy tarot nie działa właśnie na tym samym języku symboli i dlatego to zestawienie ma sens.
czytam tę rozmowę i chcę powiedzieć jedno: obydwie interpretacje są uprawnione i nie są ze sobą sprzeczne. Trenowanie umysłu w symbolach może być dokładnie tym samym, co otwieranie kanału, zależy, jak kto rozumie jasnowidzenie. Ale mam inne pytanie do Landrynny bo tam jest ten wątek o powtórzeniach: jakie to są powtórzenia?? eh czy te same karty wychodzą, czy robisz te same rozkłady, czy pytasz o to samo? Bo to jest ważne rozróżnienie.
Przeczytałam całą rozmowę i chcę powiedzieć że kwestia powtarzających się kart jest często źle interpretowana. Kiedy te same karty wychodzą wielokrotnie, w klasycznym podejściu do tarota oznacza to, że temat nie został jeszcze przepracowany, a nie że jesteś w stagnacji. stagnacja nastąpiłaby wtedy, gdybyś widziała te karty i nic z tym nie robiła: nie analizowała, nie zmieniała niczego w swoim działaniu. Ale mam pytanie: czy karty, które się powtarzają, mówią o tym samym, czy o różnych aspektach tej samej sytuacji?
O, właśnie takie rzeczy próbowałam robić :). haha konkretnie brałam jedną kartę na wieczór i przed snem długo na nią patrzyłam, skupiałam się na niej. I faktycznie, kilka razy śniłam coś, co miało klimat tej karty, choć nie wprost. Ale szczerze mówiąc, nie wiem, czy to nie jest po prostu to, że skupiasz się na obrazie przed snem i mózg go przetwarza. Chciałabym zapytać bardziej doświadczonych: jest jakaś technika, żeby odróżnić sen premonitoryjny od snu, który jest tylko echem codziennych myśli?
sen premonitoryjny ma inną jakość, przynajmniej u mnie. Jest taki bardzo wyraźny i zostaje z tobą po przebudzeniu, nie ucieka jak zwykłe sny. Ma też jakąś wewnętrzną logikę, nawet jeśli symbolicznie. Zwykłe sny są chaotyczne, przeskakują, mieszają wątki :). Premonitoryjne są bardziej zwarte. serio ale nie twierdzę że to reguła uniwersalna, bo słyszałem od różnych ludzi różne opisy. Runika pytała o techniki, ja ze swoich doświadczeń powiem że lepiej działa zapisywanie intencji przed snem niż karta pod poduszką, bo to angażuje aktywnie myśl a nie tylko wzrok.
Obie kolejności mi się zdarzały, ale szczerze, częściej jednak sen po rozkładzie... Natomiast ta odwrotna kolejność, sen najpierw, a potem karta, jest dla mnie osobiście mocniejsza. jakby potwierdzenie z innego kierunku. Masz podobnie?
Podpinam się do tego wątku, bo mam inne zdanie. Moim zdaniem kolejność nie świadczy o "czystości" doświadczenia. Jeśli zakładamy, że i karta, i sen czerpią z tego samego źródła, to nie ma znaczenia, co było pierwsze. Pytanie jest inne: czy treść jest spójna i czy potem coś z tego wynika ;)?
Właśnie to staram się uchwycić w swojej tabeli, o której pisałam wczesniej. Zaczęłam też odnotowywać, ile czasu zajmuje mi interpretacja po przebudzeniu... Jeśli więcej niż kilka minut, wpisuję flagę "wątpliwe". Widzę, że te "wątpliwe" przypadki rzadko mają potwierdzenie w późniejszych zdarzeniach. Nie jest to metoda doskonała, ale pomaga mi nie oszukiwać samej siebie
Czytam tę rozmowę o kolejności snów i kart i przypomina mi się coś, co pasuje do mojego pytania o powtórzenia. Kiedy te same karty wychodzą mi przy różnych pytaniach, to jak ta rozmowa, różne wejścia do tego samego miejsca :(. Nie zmieniam metody, bo wydaje mi się że to miejsce jest ważne, a nie to, z której strony do niego dochodzę. Ale czy to nie jest właśnie definicja stagnacji, że chodzę wkoło?
Landrynno, to bardzo dobre pytanie i cieszę się, że do niego wracasz. Chodzenie wkoło i pogłębianie tego samego miejsca to zupełnie rozne rzeczy, choć z zewnątrz mogą wyglądać podobnie. Kluczowe pytanie jest takie: czy coś się zmienia w tym, co rozumiesz, nawet jeśli karty są te same?
Mogę się wtrącić? no dobra bo ta kwestia "wglądu bez ruchu" jest dokładnie moim problemem z tarotem. Robię rozkłady, widzę rzeczy, rozumiem je, a potem nic :). Myślałam że to kwestia złych pytań, ale może to kwestia tego że odpowiedź na pytanie to za mało, żeby coś zmienić?
Z mojego doświadczenia ze snami premonitoryjnymi powiem tak: one same w sobie też rzadko zmieniają zachowanie. Też miewam sen, rozumiem go i nic nie robię. Więc chyba problem "wglądu bez ruchu" nie jest specyficzny dla tarota. Coś innego jest potrzebne, tylko nie wiem co.
Na pytanie Dziewanny powiem szczerze: u mnie trochę tak ale to nie jest efekt samego tarota ani samych snów. To jest efekt długiego czasu i wielu błędów które w końcu dają człowiekowi nauczkę że rozumieć to za mało. Karta może skrócić tę drogę, ale jej nie zastąpi.
No właśnie, i to jest pytanie, które mnie nurtuje od dawna. Sam nie wiem, czy moje sny premonitoryjne cokolwiek zmieniają w moim zachowaniu, czy po prostu dają mi poczucie, ze "wiem". A to "wiem" jest tylko takim mentalnym kliknięciem bez konsekwencji.
Ale wracając do sedna tematu: jeśli i tarot, i sen premonitoryjny są formą "zatrzymania się", to czy jedno wzmacnia drugie? Moje doświadczenie mówi, że tak, bo po silnym śnie znacznie uważniej patrzę na karty. jakby sen otwierał coś, co karta potem precyzuje.
U mnie jest stała, zawsze sen najpierw :). Ale to może wynikać z tego, że w ogóle śnię intensywnie i zanim zdążę sięgnąć po karty, sen już coś postawił. Nie wiem czy to jest "moja struktura", czy po prostu przypadek częstotliwości.
Landrynno, to bardzo celne rozróżnienie. Ale chcę sie upewnić, że dobrze rozumiem: mówisz, że twoje powtórzenia mają strukturę przestrzenną, czyli wracasz do tego samego obrazu, tematu, obszaru życia? I to jest dla ciebie neutralne, czy czujesz za tym jakiś nacisk, żeby jednak ruszyć?
Zatrzymajmy się chwilę, bo wchodzimy głęboko w interpretację kolejności, a nie rozstrzygnęliśmy chyba podstawowego pytania z tytułu: czy karty naprawdę wspierają jasnowidzenie czy tylko nadają mu strukturę po fakcie? Bo to dwie zupełnie różne tezy.
Nie zgadzam się z Zbyszkiem w tym jednym punkcie :). Jeśli karta nic nie zmienia, to po co ją ciągniemy? Coś jednak robimy inaczej po tym jak ją zobaczymy, chociaż minimalnie. Nawet jeśli to tylko uwaga skierowana w inne miejsce przez chwilę
Właśnie to mnie zawsze zastanawia. Jak mam wytłumaczyć sobie, że ciągam tę samą kartę przy podobnych sytuacjach? Losowy bodziec nie miałby takiego wzoru. Chyba ze to ja sama go konstruuję, bo pamiętam potwierdzenia, a ignoruję niepotwierdzenia :(.
To jest powód, dla którego zaczęłam tę tabelę. Bez zapisywania wszystkiego, włącznie z nietrafieniami, naprawdę nie ma jak ocenić, czy wzór istnieje czy go konstruujemy. Ale rozumiem, że nie każdy chce tego robić tak metodycznie.
landrynno, zostawiłaś zdanie w połowie i to jest chyba najważniejsze zdanie w całym wątku. Napisałaś "co jeśli ten wzór jest" i urwałaś. Co jeśli jest czym? Bo widzę że stoisz na rozdrożu między dwiema zupełnie różnymi interpretacjami swojego powtarzania.
Przepraszam, ucięło mi. Chciałam napisać: co jeśli ten wzór jest prawdziwy, tylko nie wiem jeszcze, jak go czytać? Bo to by zmieniało całe pytanie z "czy powtórzenia to stagnacja" na "czy ja mam klucz do tego języka".
A właśnie, bo twoje oryginalne pytanie było o stagnację. I jakoś przez całą tę rozmowę nikt tego wprost nie powiedział: powtarzające się karty to niekoniecznie znak, że nic się nie zmienia. Czasem to znak, że coś czeka, aż to zobaczysz. Tylko skąd wiesz, które z tych dwóch to twój przypadek?
