Jadę za kilka tygodni do Turcji i pomyślałam że zrobię sobie rozkład przed wyjazdem. Takie sprawdzenie - czego się spodziewać, na co uważać. Znam kilka układów, ale zastanawiam się czy jest jakiś konkretny sensowny właśnie do podróży. Na co dzień używam prostego trójkąta: sytuacja, wyzwanie, wynik. Ale może jest coś lepszego pod ten konkretny cel? I drugie pytanie - czytałam gdzieś że zbyt dużo rytuałów przed jedną rzeczą to niekoniecznie dobry pomysł. Czy to dotyczy też rozkładów? Bo mam ochotę robić je co kilka dni i sprawdzać czy coś się zmienia.
Co do tych kilku rozkładów pod rząd - moim zdaniem słaby pomysł. karty nie lubią jak sie je pyta o to samo w kółko, zaczynają dawac chaotyczne odpowiedzi albo powtarzac się bez sensu. Jeden dobry rozkład przed wyjazdem powinien wystarczyc. Jak coś konkretnego cię niepokoi, mozna dopytać jedną kartę, ale nie cały układ od nowa.
oj tam, a skąd wogóle wiadomo ze karty "nie lubia" za czestych pitan? pytam serio bo slyszałam to juz kilka razy i nikt mi nie wytłumaczyl dlaczego tak jest. to jakas zasada z jakiejs tradycji czy bardziej praktyczna obserwacja?
No właśnie, i dlatego przed każdym rozkładem trzeba sie wyczyścić energetycznie. Ja zawsze kadzę karty i siebie przed rozłożeniem, jak tego nie zrobię to rozkład jest po prostu niewiarygodny. Przy podróżach polecam dodatkowo postawić pytanie o opiekuna drogi - to bardzo ważna karta w takim rozkładzie.
No wiesz, chodzi o kartę która wychodzi na pozycję "co mi towarzyszy w drodze" albo "kto lub co mnie prowadzi". Niektórzy to nazywają inaczej, ale sens jest ten sam. Ja po prostu wprowadzam to jako dodatkową pozycję do standardowego układu.
Chwila, chwila. To co opisuje Tojadek to jest po prostu dowolna pozycja którą sama sobie wymyśliła i ładnie nazwała. Nie ma żadnej "karty opiekuna drogi" jako ustalonego elementu jakiegokolwiek systemu tarotowego. Można definiować pozycje jak się chce, ale nie podawajmy tego jako coś co "trzeba" mieć w rozkładzie przed podróżą, bo to wprowadza w błąd.
Dobema, wracając do twojego pytania o układ - trójkąt to dobra baza, ale przy podróży może być wygodniejszy układ z pięciu kart. Coś w stylu: 1 - ogólna energia wyjazdu, 2 - na co uważać po drodze, 3 - samo miejsce i pobyt, 4 - co zabrać ze sobą mentalnie, 5 - jak wrócisz. To nie jest żaden oficjalny układ, ale logicznie obejmuje całość. Bardziej interesuje cię strona praktyczna czy nastawienie wewnętrzne przed podróżą?
A jak długo przed wyja warto to właściwie robić? Bo jak zrobie rozkład za miesiąc to może sie wszystko zmienić zanim wyjadę, nie?
Tak, używam podobnego. Jak wychodzi coś niepokojącego, staram sie nie wpadać od razu w panikę - karty pokazują tendencje, nie wyroki. Zazwyczaj dopytuje jedną kartą: co mogę zrobić żeby tę sytuację złagodzić. To daje mi poczucie że mam jakiś wpływ, a nie tylko patrzę jak coś złego nadchodzi.
Przepraszam ze sie wtrącam bo ja sie na kartach nie znam prawie wcale, ale to mnie zastanawia - jak karty mogą pokazac cos o konkretnym locie albo konkretnym miejscu? one przeciez nie wiedza ze lecisz do Turcji, prawda? czy to raczej chodzi o twoje nastawienie i energię którą wnosisz w podróż?
To tak naprawdę dobre pytanie. Ja rozumiem to mniej więcej tak, że karty nie są GPS-em ani prognozą pogody - nie powiedzą mi że samolot się spóźni o dwie godziny. Ale mogą pokazać mój stan wewnętrzny, rzeczy na które podświadomie już zwróciłam uwagę, albo pewien klimat energetyczny sytuacji. Czy to ma sens dla kogoś z większym doswiadczeniem? 🙂
Dobrze to ująłaś. Karty nie przepowiadają zdarzeń w sensie dosłownym, to nie jest wróżka z kulą. To bardziej lustro dla intuicji. I właśnie dlatego ten argument z powtarzaniem rozkładów jest ważny - jak pytasz pięć razy, to w końcu nie wiesz czy czytasz sytuację, czy swój własny lęk przed wylotem.
matko, to mi naprawde duzo wyjasnia, dzieki Ulita52 i Dobema! Ale mam pytanie - czy to znaczy ze jak ktos jest bardzo zestresowany przed podróza, to wogóle nie powinien robic rozkładu, bo i tak wyjdzie sam stres? 😛
To o czym mówiłam na początku wątku, że zbyt dużo rytuałów może przeszkadzać - właśnie to mam na myśli. Kadzidła, czakry, opiekunowie drogi, wyciszenie, oczyszczenie kart... jak to wszystko złożyć przed jednym rozkładem, to wychodzi godzinna ceremonia. I wtedy pytanie: czy to jeszcze praca z intuicją, czy już autopilot?
Dobema, rozumiem co masz na myśli, ale myślę że to kwestia tego co dla kogo działa. Mnie kilka minut z oddechem naprawdę pomaga wejść w skupienie. Nie robię tego z obowiązku, tylko dlatego że bez tego moje myśli są jeszcze w poprzedniej rozmowie albo na liście zakupów. Pytanie brzmi - co ty czujesz po swoim minimalnym przygotowaniu? Rozkłady wychodzą ci spójne?
Zatrzymajmy się przy pytaniu Dobemy, bo myślę że jest ważniejsze niż dyskusja o rytuałach samych w sobie. Chodzi jej chyba o to czy nadmiar przygotowań nie zastępuje właściwej pracy z kartami. I tu się z nią zgadzam - widziałam opisy gdzie ktoś przez czterdzieści minut przygotowywał przestrzeń, a potem trzy minuty patrzył na karty. To odwrócenie proporcji. 😛
A ile właściwie powinno trwac samo patrzenie na karty? bo jak rozkladam, to juz po minutce mam jakies wrazenie i nie wiem czy dalej siedziec czy to jest to.
a czy przy podrózy karty w ogóle da sie czytac dosłownie? znacy: jak wyjdzie Wieża to mam nie leciec? serio pytam bo nie wiem jak to działa w praktyce
O, super wyjaśnienie, dzięki! Ale właśnie - jak wychodzi coś jak Wieża albo Śmierć na pozycji "co może pójść nie tak", to jak ty sama z tym siedzisz? bo chyba nie jest łatwo nie wpasc w czarny scenariusz?
To jest naprawdę dobra strategia z tą kartą dopytującą. Mam pytanie do Dobemy - czy ty przed wyjazdami robisz jeden rozkład i zostawiasz, czy wracasz do niego potem żeby porównać z tym jak faktycznie wyjazd wyglądał?
Też prowadzę notatki i faktycznie daje inny ogląd. Ale przy podróżach jest jedna rzecz która mi przeszkadza w weryfikacji - jak wyjazd jest inny niż oczekiwałam, to nie wiem czy karta to przepowiedziała czy nie. Na przykład wyszła mi Księżycowa przed jednym wyjazdem na pozycji "czego się spodziewaj". Wyjazd był... dziwny. Ale Księżycowa jest na tyle pojemna że pasuje do prawie wszystkiego.
Ale chwila - czy to nie znaczy że tarot w kontekście podróży jest właściwie zawsze subiektywny i nigdy nie da sie go naprawde zweryfikowac? bo zawsze znajdzie sie jakies wytłumaczenie? 🙁
ojej, to ile tych notatek trzeba prowadzic zeby to miało sens? ja dopiero zaczynam z kartami i nie wiedziałam ze to takie rozbudowane. ale bardzo dzięki za tę dyskusję, bo naprawde duzo mi tu rozjasniło!
Dobema, a wracasz do rozkładu po powrocie czy zostawiasz i idziesz dalej? Bo przy podróżach mam wrażenie że sama weryfikacja jest trudniejsza - dużo się dzieje naraz i potem ciężko stwierdzić co z czego wynikło.
Staram się wracać, ale szczerze - nie zawsze mi wychodzi. Jak wyjazd jest spokojny, to jakoś o tym nie myślę. Jak intensywny, to zaraz po powrocie piszę notatki póki pamiętam szczegóły. Tylko że wtedy pojawia się ten problem o którym Kaja pisała - czy karta to przepowiedziała, czy sama sobie wmówiłam że pasuje. 🙂
No to masz klasyczny problem potwierdzenia. Piszesz notatki zaraz po powrocie kiedy emocje są świeże i mózg sam szuka połączeń. Pytanie czy ktoś próbował zapisywać interpretacje PRZED wyjazdem, dosłownie zdanie po zdaniu, i potem sprawdzać czy się zgadza - nie ogólnie, ale konkretnie.
ehh, właśnie - pytanie do rozkładu podróżnego to osobna sztuka. Dobema, jak ty formułujesz swoje pytania przed wyjazdem? Piszesz je wcześniej, czy zadajesz w głowie podczas tasowania?
