Mam pytanie, ktore mnie od jakiegoś czasu gryzie i chyba tu jest najlepsze miejsce żeby to rozgryźć. eh przez kilka miesięcy robiłem sobie codzienne czytania - rano wstawałem, tasowałem, ciągnąłem kartę dnia. I w pewnym momencie zdałem sobie sprawę ze robię to z przyzwyczajenia, nie dlatego że naprawdę chcę sprawdzić co karty mają do powiedzenia :). Czułem że robiłem to bo myślałem że powinienem, a nie bo mi się naprawdę chciało. I teraz zastanawiam się - kiedy właściwie wróżba traci swój sens?! ojej czy jeśli karty coś wskazują, a my czujemy wewnętrznie że to nie jest właściwa droga, to mamy prawo to zignorować? Czy to w ogóle jest odpowiedzialne podejście?
To bardzo dobre pytanie i powiem szczerze, że rzadko ktoś je zadaje wprost. Większość ludzi albo ślepo idzie za kartami, albo robi czytania tylko po to żeby potwierdzić to co już wie. Ale to co opisujesz - ten automatyzm, to chyba jeden z ważniejszych sygnałów, że cos się rozminęło. Tarot nie działa dobrze jako obowiązek. Czy pamiętasz jakiś moment, w którym to czytanie dało ci coś naprawdę konkretnego, coś czego się nie spodziewałeś?
To bardzo ciekawe co mówisz bo wiele razy czytałam że Wieża nie musi oznaczać katastrofy - tylko zmianę która jest gwałtowna ale potrzebna. Może twoja decyzja zawodowa była wlasnie taką zmianą i karta miała rację, tylko nie w tym sensie w jakim myślałeś :)? Choć przyznam że sama mam problem z takim podejściem - jak coś interpretuję post factum to zawsze można dopasować do rzeczywistości.
Dokładnie, Anastazja ma rację. Wieża to transformacja przez burzenie starych struktur - jeśli decyzja przyniosła zmiany, to karta się sprawdziła. Tu nie ma co mówić o ignorowaniu. Problem pojawia się gdy ludzie czytają karty dosłownie zamiast symbolicznie. Tarot jest systemem archetypów, nie kalendarzem.
Moim zdaniem karty zawsze mówią prawdę, tylko my nie zawsze jesteśmy gotowi żeby ją przyjąć. Jak ignorujesz wróżbę to po prostu blokujesz sobie przepływ energii. Ciało i podświadomość wiedzą swoje, a karty to tylko głos tej podświadomości. Więc jak czujesz że coś jest nie tak - to to jest właśnie ta sama energia która przemawia przez karty.
Słuchajcie, ja tu widzę jeszcze jeden poziom tego problemu. Z moich doświadczeń wynika że są sytuacje, kiedy karta trafia w coś co przekracza nasze rozumienie danej chwili - i wtedy to czego "nie chcemy" to nie jest nasz brak gotowości, tylko dosłownie nieposiadanie kontekstu. Czy rozumiesz co mam na myśli?? Kacperek jak myślisz - czy w momencie ciągnięcia tej Wieży miałeś pełny obraz sytuacji zawodowej :P?
to jest super wątek ale ja mam podstawowe pytanie - bo jestem tu raczej od snów, nie od tarota - czy w ogóle można robić tarot "na siłę"? To znaczy, czy samo podejście "muszę to zrobić" już psuje czytanie? Bo wydaje mi się że tak ale nie wiem czy to jest reguła czy coś co każdy czuje inaczej.
Mam podobną sytuację u siebie z runami - jak rzucam z poczucia obowiązku albo bo "a może coś nowego" to czytanie jest płaskie. Puste. Jakby runy też wiedziały że pytający nie ma prawdziwego pytania. Więc może to nie jest kwestia tarota ani run, tylko w ogóle tego czy jesteśmy naprawdę obecni w tym co robimy.
Czytam tę rozmowę i mam pytanie do wszystkich - czy wy w ogóle traktujecie tarot jako coś co mówi co masz robić czy raczej jako coś co pokazuje możliwe kierunki? Bo chyba to jest fundamentalna różnica i od niej zależy czy w ogóle ma sens mówić o "ignorowaniu" wróżby :).
zależy mi żeby dodać jedną rzecz do tej dyskusji. Słyszycie dużo o energii, intencji, skupieniu - ale nikt jeszcze nie powiedział wprost o tym, co jest moim zdaniem najważniejsze: że odpowiedzialność w tarota leży po stronie czytającego, nie kart. To my decydujemy jak interpretujemy, kiedy pytamy i co z tym robimy :(. Karta nie ma mocy zmuszania do niczego. Pytanie brzmi - czy jesteś gotowy wziac odpowiedzialność za swój wybór niezależnie od tego co karta pokazała?
No to mamy tu właściwie dwie osobne kwestie - jedno to robienie czytań z obowiązku, a drugie to co zrobić jak wynik jest sprzeczny z twoim osądem. Bo odpowiedź na pierwsze jest prosta: nie rób na siłę. Ale drugie jest trudniejsze i myślę że właśnie o to ci chodziło od początku.
Szczerze? nie wiem z jakiej perspektywy. I moze to jest właśnie problem - że robiłem czytania nie mając nawet ustalonego dla siebie co one w ogóle znaczą. Robiłem bo inni robią, bo tak sie robi. i dostałem odpowiedzi na pytania których tak naprawdę nie zadałem.
No właśnie i to jest błąd energetyczny. Jak nie wiesz czym jest dla ciebie tarot, to wysyłasz do kart chaos i dostajesz chaos z powrotem. Przed pierwszym czytaniem trzeba zdefiniować swoją relację z talią, to podstawa.
Słyszę w tej rozmowie założenie że każdy musi zdecydować czy tarot to lustro czy kanał - a co jeśli jedno i drugie w różnych momentach? Miałam czytania gdzie wiedziałam że to co widzę to czysto moja psychika, i miałam takie gdzie coś przychodziło spoza. Jak to odróżnić - to już jest inna kwestia.
Wróćmy do konkretnego pytania Kacperka - bo trochę odpłynęliśmy. Kiedy zignorować wróżbę. dla mnie odpowiedź jest taka: gdy czytanie zostało zrobione bez realnego pytania. Bez pytania nie ma odpowiedzi, jest tylko losowa karta szukająca sensu. I wtedy ignorowanie jest słuszne, bo nie ma co ignorować.
Ja tu widzę że w ogóle mieszamy dwa przypadki - ignorowanie karty bo się boisz że ma rację, i ignorowanie karty bo naprawdę uważasz że nie dotyczy twojej sytuacji. To są różne decyzje z różnymi konsekwencjami. I myślę że odpowiedzialność dotyczy tylko tego pierwszego :).
Może to jest właśnie ta odpowiedzialność o której pisałem - że sama odpowiedź na to pytanie wymaga od ciebie pracy. Nie możesz zapytać karty czy dobrze ją interpretujesz. Musisz to rozgryźć sam. I może tarot jest tu akurat najmniej ważną częścią całego procesu.
Słuchajcie, może to głupie pytanie, ale - czy ktoś z was wraca do starych czytań i sprawdza jak wyszło? Bo mam wrażenie że to mogłoby pomóc w rozróżnieniu kiedy karta trafiła a kiedy nie, i wyrobić sobie jakiś własny wzorzec?
Wróćmy na chwilę do pytania Kacperka bo myślę że trochę odpłynęliśmy. On pisał że robił czytania bo "myślał że powinien" - i to jest chyba klucz :)... Czy ktoś z was robił kiedyś czytanie z poczucia obowiązku wobec siebie albo kogoś innego? Bo ja tak i zawsze wychodziło coś dziwnego, jakby karty to wyczuwały.
Czytam tę rozmowę i zastanawiam się - czy to nie jest trochę tak ze tarot staje się tu pretekstem do myślenia o czymś co i tak chciałeś przemyśleć? Tzn. może to nie jest kwestia czy ignorować wróżbę, tylko że wróżba wyciągnęła coś co i tak tam było?
A ja mam inne pytanie do całej tej dyskusji - rozmawiamy o odpowiedzialności czytającego dla siebie ale co z odpowiedzialnością gdy czytasz dla kogoś innego? Bo tam nie możesz po prostu powiedzieć "to czytanie było bez sensu bo nie miałam pytania" - ktoś przyszedł z realnym problemem.
Ta rozmowa dała mi coś czego nie spodziewałem się dostać pytając o temat - bardziej rozumiem teraz czemu te moje czytania "z przymusu" mnie uwierały. Bo moze problem nie był w tym że robiłem je bez pytania, tylko że robiłem je bez zgody na to żeby nie wiedzieć. Oczekiwałem że karta mi da pewność. A pewność to nie jest coś co tarot daje.
i tu wracamy do tytułu wątku bo to jest chyba najlepsza odpowiedź na kiedy zignorować wróżbę - gdy oczekujesz od niej pewności. Bo wtedy cokolwiek dostaniesz, albo będziesz sie kurczowo trzymał bo to "potwierdzenie", albo odrzucisz bo "przeczy temu co chcę". W obu przypadkach karta nie ma znaczenia, ty już zdecydowałeś. Czy to ma sens dla innych?
Właściwie ta kwestia pewności to dobry trop ale nie jestem przekonany że każde szukanie pewności w tarocie jest złe. Czasem pytasz bo naprawdę nie wiesz i chcesz się w czymś zorientować - i karty ci to dają. To nie jest "kurczowe trzymanie", to jest korzystanie z tego po co to jest.
Właśnie trafiliście w coś co mnie siedzi od początku tej rozmowy. Moje czytania "z przymusu" chyba miały w sobie to drugie - chciałem żeby karty mi powiedziały że w porządku ze sobą pracuję że jestem "wystarczająco dobrym" tarocistą. To nie było pytanie o nic zewnętrznego, to było szukanie akceptacji :D. i karty mi jej oczywiście nie dały bo to nie jest ich rola.
Czekaj - "szukanie akceptacji od kart"? To brzmi jak coś co warto zatrzymać i popatrzeć. Czy to znaczy że te czytania były w gruncie rzeczy o twojej własnej ocenie siebie jako praktykującego? Bo jeśli tak, to może właśnie dlatego ta jedna karta tak w tobie siedzi - pokazała ci coś o tym jak siebie widzisz, nie o pytaniu które oficjalnie zadawałeś.
To co Kacperek napisał to ważna obserwacja, bo otwiera kolejne pytanie: czy tarot może odpowiadać na pytania których świadomie nie zadajesz? Moje zdanie jest takie, że właśnie to robi najczęściej. kurcze pytasz o pracę, a karty odpowiadają na relację. Pytasz o kierunek, a wychodzi strach. Dlatego czytanie "bez pytania" bywa czasem bardziej precyzyjne niż to z gotowym pytaniem.
