Rusalka, wcześniej powiedziałaś, że twój rytuał jest bardzo mentalny. Liczenie, ukladanie, sprawdzanie. Nie ma w tym nic z oddechu, z obecności w ciele. Chcę zapytać wprost - czy w momencie, kiedy już siedzisz z kartami po tym rytuale, jesteś spokojna? Czy ten spokój wogole przychodzi?
To, co właśnie opisałaś, jest bardzo ważne i chcę to powiedzieć wprost: jeśli spokój nie przychodzi nigdy, to tarot nie jest tu ani problemem, ani rozwiązaniem. To jest informacja o stanie twojego układu nerwowego. I ja naprawdę nie mówię tego, żeby zakończyć rozmowę o symbolice - mówię to, bo zależy mi na tym, żebyś nie szukała odpowiedzi w kolejnej talii, kolejnym rytuале ani kolejnej interpretacji mostu. Napisałaś o specjaliście. Czy coś cię od tego powstrzymuje? :>
To jest bardzo cenne wspomnienie. I zauważ co było wtedy inaczej - emocja była tak duża, że obeszła cały system kontroli. Nie było miejsca na liczenie i sprawdzanie bo coś wazniejszego przejęło całą uwagę. Most nie potrzebował wtedy rytuału. Był po prostu w sobie.
Czytam te rozmowę od dłuższego czasu i jedno mnie uderza. Rusalka, opisujesz dwa różne doświadczenia tarota - to ze Słońcem i mamą, i te wszystkie z rytuałami i sprawdzaniem. Które z nich czujesz jako 'prawdziwe' czytanie? Pytam serio bo to może mówić coś ważnego o tym, czego naprawdę szukasz w kartach.
Chcę wrócić do czegoś co Rusalka powiedziała o panice przy myśli o odłożeniu kart. I do tego, co Jasnoslyszka zapytała o specjalistę. Rusalka, czy możesz powiedzieć, co dokładnie ten lęk mówi? Nie 'czego się boisz', tylko co ten lęk ci dosłownie mówi w głowie, kiedy wyobrażasz sobie, że odkładasz talię na miesiąc?
'Jeszcze nie' - to jest bardzo precyzyjne sformułowanie. I chcę zapytac o coś konkretnego: czy ten glos 'jeszcze nie' jest twój? Znaczy, czy rozpoznajesz go jako swoj sposob myślenia, czy raczej brzmi jak coś zewnętrznego, jak jakis wewnętrzny strażnik?
ej, to stoicie w tym środku razem - ty i ten glos. I tu mam pytanie, kture może sie wydac dziwne ale spróbuj: czy ten glos ma jakis cel, ktory rozumiesz? Tzn. przed czym cię chroni?
ej, wracając do pytania Kminka o cel tego głosu - w kontekście run przyszła mi do głowy Isa. Lód. Zatrzymanie. Isa nie jest zła sama w sobie, często oznacza, że coś musi ostygnąć zanim pójdzie dalej. Ale jeśli ktoś stoi na lodzie za długo, ten lód zaczyna się robić niebezpieczny. Rusalka, jak długo trwają te rytuały?
Rusalka, powiedziałaś to bardzo spokojnie, ale to jest bardzo niepokojąca informacja. Kilka godzin sprawdzania to nie jest rytuał. I chcę zapytać wprost - czy masz kogoś bliskiego, kto wie, że tak to wygląda? Rodzina, przyjaciółka, cokolwiek?
To, że przy kartach jest najgorzej, bo jest stawka - to mnie zatrzymuje. Skąd pochodzi ta stawka? Kto powiedział, że złe czytanie ma konsekwencje, i jakie? 🙂
Chcę wrócić do tego, co Rusalka powiedziała o 'sprowokowaniu czegoś złego'. Bo to jest punkt, ktury wcześniej przemknął i myślę, że jest ważny. Rusalka - ten strach przed sprowadzeniem czegoś złego złym czytaniem, czy on dotyczy konkretnych rzeczy? Czy jest raczej nieokreślony, mglisty?
To 'niedopełnienie, które wisi' - to jest dokładnie środek mostu. Rusalka, chcę się upewnić, że dobrze rozumiem: to wiszące poczucie nie znika po jakimś czasie samo? Czy ono trwa aż do następnego czytania?
hmm, poczekaj - naprawić poprzednią czytaniem? To znaczy, że jedno niezamknięte czytanie generuje następne? Jak długo to może trwać w ciągu jednego wieczoru? Pytam, bo to zmienia obraz tego, co opisujesz.
Zmęczenie jako jedyny próg zamknięcia rytuału - to jest ważna informacja. Bo to znaczy że ten rytuał nie ma naturalnego końca. On nie kończy się, kiedy coś zostaje osiągnięte. Kończy się, kiedy ciało odmawia. Rusalka, czy to brzmi dla ciebie znajomo przy innych czynnościach, nie tylko przy kartach?
Rusalka, to co teraz opisujesz - te kilka godzin niemożności oderwania myśli - czy to dotyczy tylko czytań, które sama przerwałas, czy też zdarza się po czytaniach, które 'skończylas', ale czułas, że coś jest nie tak?
Rusalka, powiem ci coś, bo siedzę i czytam ten wątek od początku i czuję że powinnam. to, co opisujesz - pętle sprawdzania, niemożność zakończenia, lęk przed niedopełnieniem, myśli, kture nie odpuszczają przez kilka godzin - to nie jest kwestia złej techniki w tarocie. i nie jest to kwestia złej interpretacji symboliki. To jest coś, z czym naprawdę warto porozmawiać ze specjalistą. Nie mówię tego złośliwie ani z góry. Mówię to, bo to, co opisujesz, brzmi jak coś, co cię wyczerpuje i na co tarociści nie mają odpowiedzi
Chcę sie zatrzymać przy tym co powiedziała Jasnoslyszka, bo myślę, że tu nie ma sprzeczności. Mozna rozmawiać o symbolice przejść i jednocześnie powiedzieć, że to, co blokuje Rusalce przejście, może wymagać pomocy spoza tej rozmowy. Rusalka - jak ty sie czujesz z tym co tutaj słyszysz? Bo to ważniejsze niż nasze interpretacje. :>
To, co powiedziałaś - że to widzisz dopiero, pisząc tutaj - jest samo w sobie jakimś przejściem. Nie rozwiązaniem ale krokiem. Most z tego wątku może nie jest o kartach. Może jest właśnie o tym że coś, co siedziało w środku, zostało wreszcie wypowiedziane na zewnątrz. :/
oj tam, chcę dodac jedno praktyczne pytanie, bo tu dużo mówimy o tym, co się dzieje, ale mniej o tym, co dalej. Rusalka, czy masz dostęp do kogoś - psychologa, terapeuty - do kogo mogłabyś z tym pójść? pytam konkretnie, bo róznica miedzy 'warto by' a 'mam możliwość' bywa spora
To, że masz dostęp i że wcześniej z tego korzystałaś, jest ważne. znaczy, że wiesz, jak to wygląda i nie musisz zaczynać od zera. Chcę się upewnić, że dobrze rozumiem: te sesje, kture miałaś - były w jakiś sposób powiązane z tym, co teraz opisujesz, czy dotyczyły czegoś innego?
Czytam ten wątek uważnie i mam jedno pytanie do Rusalki, ale też do reszty. Czy ktoś z was miał kiedyś podobną sytuację - że praktyka ezoteryjna zaczęła wyglądać jak pętla, której nie dało się zamknąć - i zdecydował się na terapię? Pytam, bo to jest rzadko poruszane na takich forach, a myślę, że doświadczenie jest.
hmm, przepraszam, że wchodzę z boku, ale chcę się upewnić że dobrze rozumiem to, co Kminek powiedziała. Czy mówisz że mechanizm OCD może wyglądać tak samo w rytuałach, jak w codziennych czynnościach? Bo ja czytam o Rusalce i myślę sobie, że to brzmi inaczej niż zwykłe sprawdzanie drzwi. Ale może się mylę.
Dobra, ale nikt tu jeszcze nie zapytał wprost: Rusalka, czy ty sama uważasz, że to OCD? Czy to jest coś co już gdzieś nosiłaś w głowie, zanim zaczęłaś pisać ten wątek? 😀
To, co mówisz o 'cichym' OCD, jest bardzo trafne. Istnieje cos co specjaliści nazywają 'pure O' - myślowe petle bez widocznych kompulsji zewnetrznych. Nie jestem psychiatrą i nie stawiam diagnozy ale to, że mechanizm jest niewidoczny dla innych, nie znaczy, że jest mniejszy. Wręcz odwrotnie - często jest trudniejszy do uchwycenia.
To, co Augur napisał, zmienia trochę ciężar tej rozmowy. Kilka osób tutaj mówi z własnego doświadczenia - Kminek, Augur, teraz wiemy, że Rusalka też ma dostęp do terapeuty i wcześniej z niego korzystała. To nie jest forum kliniczne i nie powinno być, ale myślę, że Rusalka moze stąd wyjsć z czyms konkretniejszym niż tylko 'idź do specjalisty'. xd
Wracam do wątku przewodniego, bo myślę, że się zagubił, a jest ważny. Rusalka zaczęła od symboliki mostów - przejście z jednego stanu do drugiego. I to, co się okazało w tej rozmowie, jest dosłownie tym: ona stoi na tym moście i nie może przejść, bo mechanizm ją tam trzyma. Czy ktoś ma myśl, jak symbolika przejścia w tarocie może w ogóle pomóc komuś, kto ma taką blokadę? Czy to jest w ogóle pytanie na teraz?
Rusalka, to co teraz powiedziałaś - że rozmowa zrobiła coś, czego karty nie robiły - brzmi jak bardzo ważna obserwacja. Nie jako zamknięcie tematu, bo to oczywiste, że sporo zostało, ale jako coś, co możesz zabrać ze sobą do terapeuty. Dosłownie możesz powiedzieć: zaczęłam pisać o symbolice mostów i okazało się że stoję na jednym i nie potrafię przejść. To jest gotowy punkt wyjścia.
