Czytam tę rozmowę i mam takie przekonanie, że rozkłady do akceptacji nieuniknioności to jeden z tych tematów gdzie sama sesja jest mniej ważna niz to co dzieje się po niej. Czy ktoś tu pracował z tym przez dłuższy czas - wracał do tej samej sprawy z kartami przez kilka tygodni?
Miałam na mysli to, że wyciagniecie kart to jakieś pięć minut, a potem siedzisz z tym przez tygodnie. I wtedy właśnie decydujesz czy to zaakceptujesz czy nie. Karty tylko otwierają drzwi, a wejście to już twoja robota. Czy Glifomistrz miał coś konkretnego na mysli zaczynając ten wątek - jakas określona sprawa czy bardziej metoda w ogóle?
Czytam Was i mam takie podstawowe pytanie, może glupie - czy do rozkładu na akceptacje nieuniknionosci jest sens używać całej talii czy lepiej zostać przy Wielkich Arkanach? Pytam bo gdzieś czytalem że do spraw emocjonalnych Wielkie Arkana wystarcza.
Wracam do tego co powiedziala Hortensja53 - ze to co po sesji jest ważniejsze. Ja mam odwrotnie. Sesja mnie rozbija i potem przez kilka dni nie mogę tego ruszyc. To jest właśnie ten problem z akceptacją dla mnie - nie że karta coś złego pokazuje, tylko ze nie mam jak przetrawić co z tym dalej 🙂
Zastanawia mnie czy to rozbicie po sesji o ktorym mówi Ildefons82 nie jest właśnie dowodem ze sesja zadziałała. Jak coś cię nie rusza, to może po prostu temat byl zbyt ogólny albo pytanie zbyt bezpieczne. Boli tam gdzie dotknęło czegoś prawdziwego. Ale mogę się mylić - Ildefons82, co dokladnie cię rozbija? Karta, jej znaczenie, czy coś innego?
To jest bardzo uczciwa odpowiedź. I to 'boję się że to prawda' to jest właśnie serce tego wątku. Bo rozkład do akceptacji nieuniknioności nie jest po to żeby cię uspokoić - jest po to żeby dać ci kontakt z tym co już wiesz. I właśnie dlatego boli. Kianitka82 - czy twoja metoda jednego zdania przed sesją w jakiś sposób pomaga też po? Czy tylko na wejściu?
Mam pytanie do Glozki56 - powiedziałaś że rozkład daje kontakt z tym co już wiesz. Ale co jeśli ktoś naprawdę nie wie? Nie ukrywa, nie unika - po prostu nie wie co jest nieuniknione? Czy w takim razie takie rozkłady mają sens? 🙂
To co mówi Onyksowa06 o tym że 'wiemy na innym poziomie' - to mi akurat bardzo pasuje do tego co sama przeżywam. Mam takie uczucie że gdzieś w środku to wiem, ale głowa ciągle szuka dziury w całym. i może właśnie dlatego chcę robić te rozkłady - żeby głowa wreszcie to przyznała. Czy tak to u was działa?
Słyszę że kilka osób tu mówi o lęku przed tym że karta powie prawde. Chcę zapytać inaczej - czy ktoś z was mial sytuację gdzie sesja do akceptacji zadziałała? Nie rozbicie, nie lęk - tylko faktycznie po rozkładzie coś puściło? Bo dużo mówimy o trudnościach i chcialabym usłyszeć czy w ogóle to sie komuś udało.
Czytam to co napisała Agatka.x i bardzo mi to pasuje - ten opóźniony zapłon. Ja też miałam podobnie kilka razy. Pytanie do reszty: czy ktoś z was robi coś żeby ten czas między sesją a 'puścieniem' skrócić, czy raczej po prostu dacie temu zyc własnym tempem?
Czytam tę rozmowę o opóźnionym zaplonie i zastanawiam się - czy to nie znaczy że wlasciwa praca z kartami dzieje sie glownie poza sesja? Że sama sesja to tylko zapalnik?
Ja bym powiedziała że sesja tworzy ramy. To co się dzieje potem to jest już twoja praca, nie kart. Karty swoje zrobiły. Ale wracając do pytania Hortensji - skracanie tego czasu... nie wiem czy to jest dobry cel. Czy ktoś tu próbował i co z tego wyszło?
Ja próbowałem. Robiłem dziennik zaraz po sesji, zapisywałem wszystko co czuję. Myslalem że to przyspieszy to 'puszczenie'. Efekt był odwrotny - zamknąłem się w głowie zamiast po prostu to poczuć. może to kwestia temperamentu.
Ale chwila - Onyksowa06 mówi ze nie ma jednej metody a wcześniej w wątku padało sporo konkretnych wskazówek. Karteczka samoprzylepna, jedno zdanie, wracanie do kart po kilku dniach. Czy to nie są właśnie metody? Trochę się tu kręcimy w kółko.
Chcę wrocic do czegoś co chyba umknęło. Agatka.x mówiła o kartach leżących na biurku - czyli nie schowała ich po ssji. Ja mam odwrotny zwyczaj, zawsze chowam. Zastanawiam sie czy ta fizyczna dostepnosc kart nie robi jakiejś różnicy w tym całym procesie dochodzenia do akceptacji.
Glifomistrz, nie robię tego celowo - po prostu tak wyszło. Ale teraz jak o tym myślę, to może jest w tym coś. Karty były w zasięgu wzroku i nie musiałam 'wracać do sesji' - sesja niejako cały czas trwała w tle. Chociaż nie wiem czy to dobry nawyk na co dzień.
Ja chowam i celowo. Dla mnie fizyczne zamknięcie talii to zamknięcie przestrzeni. Ale teraz mi się pojawia pytanie - może właśnie ta otwarta przestrzen którą miała Agatka.x pozwolila temu zapłonowi przyjść naturalnie? Ze cos nie zostało za szybko domknięte?
Nie wiedziałam ze można tak roznie podchodzić do czegoś tak prostego jak chowanie kart. Czytam ten wątek już od dłuższego czasu i trochę mi głowa puchnie w dobrym sensie. Dziękuję wam wszystkim za tę rozmowę, naprawdę mi dużo daje.
To co mówi Wieszczka93 o afirmacjach jest dla mnie interesujace. Bo afirmacja to też w pewnym sensie konfrontacja - mówisz coś czego jeszcze nie czujesz jako prawdziwe. Moze mechanizm oporu jest podobny niezależnie od formy pracy?
Dokładnie to. I dlatego rozkład do akceptacji nieuniknionosci jest jednym z trudniejszych rodzajów sesji - nie dlatego że karty robią coś wyjątkowego, tylko dlatego że pytasz o coś od czego i tak już uciekasz. Karty tylko przestają dawać ci wymówkę.
To co Zaneczka napisala otwiera chyba nowy wątek - że szukanie metody moze byc samo w sobie forma oporu. I wróciłem do początku tego tematu który sam zacząłem i widzę że wszyscy tu przez to przeszliśmy w jakimś sensie. Pytałem o rozkład, o konkretne karty, o układ pozycji - a może pytanie powinno brzmieć nie 'jak ułożyć karty' tylko 'czy w ogole jestem gotowy usłyszeć'. Nie wiem, czy dobrze to stawiam - jeśli ktoś widzi to inaczej, chętnie poczytam.
