Pracuję jako wolontariuszka w hospicjum od jakiegos czasu i zaczęłam tam dyskretnie używać kart. Nie jako wróżenie - to byłoby nieodpowiednie - ale jako punkt wyjścia do rozmowy. Podopieczni, którzy wiedzą, że umierają, często nie mogą powiedziec wprost tego, co czują. Karta potrafi to powiedzieć za nich. Pokazuję kilka kart, proszę żeby wybrali jedną, która 'coś im mowi', i zaczyna się rozmowa. Ktoś tu ma podobne doświadczenia? Zastanawiam się, jak inni do tego podchodzą, bo sama jestem w połowie drogi między intuicją a metodą.
To bardzo wrażliwy temat i cieszę się, że ktoś go poruszył. Słyszałam o takim podejściu, ale sama nie miałam kontaktu z hospicjum. Chciałabym zapytać - jak reagujesz, kiedy ktoś wyciągnie kartę, która jest bardzo ciężka? Wieża, Śmierć, Dziesięć Mieczy? Jak to ugryźć z człowiekiem, który dosłownie odchodzi?
O rany, Pracowalem kiedyś z osobami w żałobie i to jest trochę podobna dynamika. Ta metoda wyboru karty, ktora opisujesz, to nie jest klasyczne wróżenie - to bardziej projekcja psychologiczna. Człowiek widzi w karcie to, co juz nosi w środku. Pytanie do ciebie: czy pozwalasz im interpretować samodzielnie, czy jednak podpowiadasz? Bo to zmienia wszystko.
To jest właśnie sedno. Nie wróżenie, nie interpretacja - obecność. Ale wracam do pytania o trudne karty, bo to mnie naprawdę zastanawia. Śmierć wylosowana przez kogoś umierającego to sytuacja, której nie da się obejść banalnym przeformułowaniem.
Karta Śmierci w takim kontekscie jest paradoksalnie uczciwsza niż wszystkie słowa pocieszenia razem wzięte. Ona nie klamie. Czlowiek umierający często wie więcej o własnym stanie niż wszyscy wokół, ktorzy udaja, ze wszystko będzie dobrze. jeśli ktos ja wyciąga i patrzy na nia spokojnie - moze właśnie potrzebuje potwierdzenia, że to, co czuje, jest prawdziwe.
Czytam to i nie wiem, co powiedzieć. Czyli wy używacie kart z ludźmi którzy umierają i to... pomaga? Nie jestem sceptyczna, po prostu nie wyobrażam sobie tej sytuacji. Jak reaguje personel hospicjum? Pozwalają na to?
Słuchajcie, a czy ktoś myślał o tym, które konkretnie karty pojawiają się w takich sesjach najczęściej? Ostrze.1, masz jakieś obserwacje po tym czasie? Czy to jest losowe czy jednak jest jakaś powtarzalność? 🙂
To co opisuje Ostrze.1 z kartą Świata bardzo mnie porusza. Mam wrażenie, że umierający często mają nierozwiązane sprawy i karty mogą pomóc to zwerbalizować. Ale chcę zapytać inaczej - czy ktoś z was pracował w ten sposób z dziećmi albo z bardzo młodymi ludźmi w hospicjum? To chyba jeszcze inna sytuacja.
Przyznam szczerze - wszedlem tu trochę z ciekawości, bo myslalem, ze to będzie o jakichś specjalnych układach kart do tematu śmierci. A tu zupełnie cos innego. To bardziej wygląda jak terapia niz tarot. Czy to nie jest jakieś przekraczanie granic wobec tych ludzi? Pytam serio, bez zlosliwosci.
Myślę, że to co robi Ostrze.1 jest bardzo bliskie temu, co robią niektóre tradycje szamańskie przy towarzyszeniu umierającym. Karty jako obraz - nie przepowiednia. Znam kilka osób które pracują z czakrami przy odchodzeniu - koncentrują się na czakrze korony i serca, żeby ułatwić przejscie. Ale wracając do kart - czy używasz jakiejś konkretnej talii? Bo symbolika bywa bardzo różna i wyobrażam sobie, że przy umierającym nie każda talia się nadaje.
Mam takie pytanie - czy podopieczny musi wiedzieć, że to są karty tarota? Czy można powiedzieć ze to są po prostu obrazki do rozmowy? Bo może ktoś by się przestraszył ze to wrozenie albo coś niereligijnego 🙁
Ostrze.1, bardzo ci dziękuję za to, ze o tym piszesz. Moja mama odeszla kilka lat temu w hospicjum i myślę teraz, że gdyby ktoś tak z nią usiadł z kartami, może powiedziałaby rzeczy, których nam nigdy nie powiedziała. To jest bardzo wzruszające co tu czytam 🙂
To co napisałam wcześniej zostało ze mną. Ciągle mysle o mamie i o tym, że może nigdy nie powiedziala nam pewnych rzeczy bo nie miała jak. Ostrze.1, chciałam zapytać - czy zdarzyło ci się, że podopieczny po takiej sesji z kartami coś powiedział rodzinie? Że jakby karta otworzyła temat który potem poszedł dalej?
Tak, i to jest chyba jeden z piękniejszych efektow, choc nigdy nie zakładam że tak będzie. Jedna pani po tym, jak wyciagnela Cesarzową, zaczęła mówić o swojej córce, z którą od lat nie rozmawiała. Następnego dnia córka przyszla. Nie wiem, czy to zbieg okoliczności. Ale pani wiedziala, że ma mało czasu i że sama chciała tej rozmowy - tylko nie wiedziała, jak zacząć 🙂
To co opisujesz z Cesarzową jest o tyle znaczące, że ta karta bardzo silnie niesie temat relacji matka-córka. Ale mam pytanie: czy ty w tamtym momencie powiedziałaś jej o tej symbolice, czy ona sama doszła do tego przez obraz?
Czytam to wszystko i mam takie pytanie, może naiwne: czy Ostrze.1 sama po takich sesjach coś z siebie zostawi? Chodzi mi o to - jak ty z tym wychodzisz? To musi być ogromne emocjonalnie.
Powiedziałaś 'odkładam inaczej' - co masz na myśli? Czy to jakiś konkretny rytuał czyszczenia, czy raczej cos intuicyjnego?
Wracam do wcześniejszego wątku o demencji, bo Jasminowa zadała pytanie o młodych, a nikt jeszcze do tego nie wrócił porządnie. Ostrze.1, pracowałaś z kimś z zaawansowaną demencja? Bo tam komunikacja jest zupełnie inna i zastanawiam sie, czy karta w ogóle ma szansę działać jako punkt wyjścia do rozmowy.
To jest bardzo mocne. I tu właśnie widze, że ta praca jest zupelnie poza tym, co rozumiemy przez 'czytanie kart'. ten pan nie interpretował nic. Ale obrazek dotknął czegoś, co słowa już nie mogły dosięgnąć.
Coś w tym, co Gracjan napisał, uderza mnie jako ważne. Może właśnie dlatego karty w hospicjum działają inaczej niż w każdym innym kontekście - bo tam ludzie często nie mają już siły na słowa, a obraz nie wymaga wysiłku. Ostrze.1, masz wrażenie, że podopieczni są zmęczeni rozmowami? 🙂
Okej, przekonujesz mnie powoli. Ale mam pytanie które mnie troche gryzie od poczatku: skąd wiadomo, że to karta pomogła, a nie po prostu fakt, że ktoś usiadl i poświęcił czas? Czy te rozmowy byłyby takie same bez kart?
No, Zgadzam się z Czarkiem ale też widzę inny wymiar. Karta daje obiektywy punkt wyjscia - ani ty, ani ja, ale coś zewnętrznego. To uwalnia od poczucia że to 'ja' zaczynam trudny temat. Umierający nie musi czuć, że rozmawia bo ktoś chce mu pomagać. Rozmawia, bo obraz go zaintrygował.
Czytam od dawna i nie mogę się powstrzymać. Powiem szczerze, że nic nie wiem o tarocie i nigdy nie miałam kart w rękach. Ale to co tu piszecie... czy to jest coś, w co zwykła osoba może się zaangażować, żeby towarzyszyć komuś bliskiemu? Czy trzeba być wróżbitą?
Dobra, to mam kolejne pytanie do tego co Czarek i Bylica powiedzieli o mediatorze. Jeśli karta jest tylko punktem wyjścia żeby ktoś usiadl i posłuchał - to dlaczego akurat tarot? Dlaczego nie zdjęcie, nie kwiatek, nie cokolwiek innego? Co jest specjalnego w tym konkretnym obrazku?
Wracam do tego pana z demencją i Głupca. Ostrze.1, mam takie pytanie, które nie dawalo mi spokoju: czy to byl Głupiec z Rider-Waite, z tym psem na obrazku? Bo zastanawiam się czy to był właśnie pies, który go dotknął, a nie sama karta. Czy próbowałaś kiedys z inną talią, bez zwierząt?
Czytam te rozmowę o mediatorze i mam wrażenie, że to co tu opisujecie ma coś wspólnego z tym, jak działa bioenergoterapia przy osobach w ciężkim stanie - też nie rozmawiasz wprost, jest jakiś pośrednik, gest, dotyk. Ostrze.1, czy miałaś kiedyś poczucie, że karta to prawie jakby fizyczny kontakt? Że to, że ktos ją trzyma w rękach, ma swoje znaczenie?
Mam pytanie, które może być głupie, ale... czy Ostrze.1 sama czuje coś podczas tych sesji? Mam na myśli coś osobistego, nie zawodowego. Czy zdarzało się, że karta, którą wyciągnęłaś dla kogoś, powiedziała też coś tobie?
