Siedzę ostatnio nad tym tematem i nie wiem, jak dobrze podejsc do rozkładu, ktory mialby mi pomóc pogodzić sie z czymś, na co nie mam wpływu. Mam konkretną sytuację - choroba bliskiej osoby, nic nie da się zmienic, i chce po prostu jakoś to przepracowac ze sobą przez karty. Czy ktoś robil kiedyś rozkład stricte pod katem akceptacji? Nie wróżbę co będzie, tylko coś bardziej... wewnętrznego? Szukam układu, nie konkretnej karty.
Robilam taki rozklad kilka razy i powiem ci że to zupełnie inna praca niż wróżba. Bardziej terapeutyczna. Mnie sprawdził się układ trzypozycyjny: pierwsza pozycja to 'co we mnie sie opiera', druga 'czego się boję jesli zaakceptuję', trzecia 'co zyskam oddajac kontrolę'. Proste, ale potrafi bardzo uderzyć w sedno. Jaka talie masz?
To jest właśnie sedno takiej pracy - karty nie mają rozladowywac, tylko nazwać. Jesli wiesz, czego sie boisz, możesz z tym coś zrobić. Inaczej to siedzi w środku i sabotuje. Widziałam naprawdę trudne rozkłady, gdzie druga pozycja pokazywała Dziesięć Mieczy albo Wieze i ludzie się dziwili, że karta 'aż tak' odpowiedziala. A ona po prostu mówiła wprost 😉
A co robisz z takim rozkladem po tym jak go wyciągniesz? Chodzi mi o to czy to jednorazowa sesja, czy wracasz do tych samych kart przez kilka dni? Pytam bo sama mam wrażenie że przy takich emocjonalnych tematach jedna sesja to za mało żeby coś naprawdę do mnie dotarło.
To jest stare pytanie w pracy z tarotem i nie ma na nie prostej odpowiedzi. Zawsze jest ryzyko projekcji. Ale zauważam, że kiedy ktoś naprawdę chce się oszukać, to to widać - szuka usprawiedliwień, nagina wszystko w jedną stronę. Kiedy ktoś pracuje uczciwie, ta zmiana odczytu po kilku dniach to raczej głębsze wejście, nie ucieczka.
Moim zdaniem do akceptacji nieuniknionego najlepsza jest karta Koła Fortuny jako karta intencyjna na początku rozkładu. Ustawia energię sesji i przypomina, że cykle są częścią życia. Bez tego rozkład może pójść w zupełnie przypadkowym kierunku 😀
Ale czy w ogóle karty moga pomóc w czymś takim jak akceptacja? Rozumiem wróżby, rozumiem pytanie o przyszłość - tam karta odpowiada na konkretne pytanie. Ale 'pomż mi zaakceptować' to trochę jak prośba do kart żeby zrobiły robote, którą powinien zrobic psycholog albo czas. Serio pytam, nie złośliwie.
Przeszłam przez cos podobnego jak autor tematu - śmierć kogoś bliskiego i praca z kartami w tamtym czasie. Muszę przyznać, że nie szukałam konkretnego rozkładu, tylko siadałam i pytałam 'czego potrzebuje teraz'. I wiele razy wychodził mi Hierofanta albo Gwiazda - i te karty dawaly mi jakieś oparcie. Może ważniejsze niż układ jest samo pytanie z jakim do kart siadasz?
Szczerze to nie porównywałam tego tak metodycznie. Ale mam wrażenie, że przy jednym otwartym pytaniu karty mnie zaskakują bardziej, bo nie przykrawam interpretacji do z góry narzuconej ramy. Choć z drugiej strony przy głębokim bólu ta rama może być pomocna - daje kierunek kiedy sama nie wiesz od czego zacząć.
Przepraszam że sie wtrącę bo dopiero uczę sie tarota - czy przy takim rozkładzie do akceptacji stosuje się odwrócone karty? Bo słyszałem, ze różnie jest z tym podejściem i nie wiem, czy w tak trudnym emocjonalnie temacie odwrócenia nie komplikują za bardzo interpretacji.
Wracając do samego układu - czy ktoś próbował pięciokartowego rozkładu przy tym temacie? Myślę o czymś w stylu: sytuacja, moje emocje wobec niej, co blokuje akceptację, co może pomóc, co po niej nastąpi. To ostatnie pytanie może być kontrowersyjne, ale mnie ciekawi czy w ogole jest sens patrzec 'co po akceptacji' jako motywator.
Jako możliwość, zawsze. Karta przyszłości w takim rozkładzie to nie wyrok, tylko kierunek. Ale właśnie to może być odciążające dla kogoś, kto utknął - że za akceptacją jest jakiś ruch, coś nowego, nie pustka.
Czytam ten wątek od poczatku i mam pytanie trochę z boku - co jesli wyciągam karty w sprawie czegoś, czego nigdy nie zaakceptuje w pełni? Chodzi mi o sytuację, gdzie sama idea pełnej akceptacji jest nierealistyczna. Czy rozkład w ogóle ma sens?
Przepraszam że się wciskam ale nie rozumiem jednej rzeczy - czy te rozkłady do akceptacji robicie dla siebie czy można poprosić kogoś innego żeby to zrobił dla nas? Bo czytam i wszystkie piszą że same ciągną karty ale co jeśli ktoś nie umie tarota? 🙂
To zależy co chcesz osiągnąć. Jeśli ktoś robi ci rozkład, to dostaniesz inną perspektywę - zewnętrzną. Jeśli robisz sama, pracujesz z tym co już w tobie siedzi. Przy akceptacji to drugie często jest ważniejsze, bo problem jest twój i interpretacja powinna być twoja. Ale nie ma reguły.
Wracając do samego rozkładu - nikt tu jeszcze nie powiedzial wprost ile kart jest optymalne przy tym temacie. Moim zdaniem więcej niż pięć to za dużo przy sprawach emocjonalnych. Trzy karty, czysta linia: gdzie jestem, co stoi między mną a akceptacją, co po drugiej stronie.
Mam wrażenie, że ta dyskusja o liczbie kart omija coś ważnego. Nie ilość decyduje o tym, czy rozkład coś da, tylko to, czy siedzisz z nim uczciwie. Miałam sesje z trzema kartami, które zmieniły perspektywę, i siedmiokartowe, po których nic nie poczułam bo nie byłam gotowa.
Czytam i mam takie wrażenie że przy akceptacji trudnych rzeczy nie wiem czy w ogóle potrafiłabym usiąść z kartami spokojnie. Jak wy to robicie żeby emocje nie przeszkadzały w odczycie? Czy ktos ma jakis sposób na to żeby się wyciszyć przed sesją?
Jeśli emocje są tak silne, że sesja jest niemożliwa, to jest jasny sygnał że to nie jest dobry moment. Karty nie uciekną. Można wrócić za kilka dni albo tygodnie. Próbowanie na siłę kiedy jesteś w środku kryzysu rzadko daje cokolwiek poza projekcją własnego strachu na każdą kartę.
Ale czasem właśnie w środku kryzysu chce się działać i nie da się czekać kilka tygodni. Czy nie ma jakiegos sposobu żeby tarot działał szybciej? Chodzi mi o to, że dużo tu piszecie o procesie i czasie ale co jeśli ktoś potrzebuje odpowiedzi teraz?
To jest bardzo uczciwe pytanie i mało kto je sobie zadaje. Sygnałem że szukasz potwierdzenia jest to, że już przed przetasowaniem wiesz jaką kartę chcesz zobaczyć. Albo że jak wyciągniesz coś 'złego', to przetasujesz jeszcze raz. Znasz to? 🙂
Dorzucę do tego wątku - przy rozkładach do akceptacji nieuniknioności przetasowanie 'niedobrej' karty jest trochę jak udowodnienie sobie, że się właśnie opiera. To nie psuje sesji, to jest sesja. Tylko trzeba to potem zinterpretować, nie zakopać.
Wieza przy temacie akceptacji nieuniknioności to nie jest przypadkowe. to jest chyba jedna z kart, ktore w tym kontekscie mają największy ciężar - i nie dlatego że zapowiada coś zego, tylko dlatego że mowi wprost: coś się już wali, niezaleznie od tego czy patrzysz.
Wieza w tym rozkładzie to zawsze wyjście awaryjne - jak się boisz kart, to ona wyskakuje pierwsza żeby powiedzieć czego właściwie unikasz. Przynajmniej tak mi to się układa z doświadczenia.
No, przy Wieży w kontekście akceptacji zastanawiam się czy nie chodzi też o to że ona pokazuje nie sam lęk, tylko konkretnie lęk przed rozsypaniem czegoś co i tak już nie stoi. Znasz to uczucie, że bronisz czegoś co w środku wiesz że jest skończone?
Czytam o tej Wieży i mam pytanie - czy przy rozkładach do akceptacji jest sens patrzeć na kartę odwróconą inaczej niż na prostą? Bo widziałem różne podejścia i nie wiem które jest bardziej pomocne przy takim emocjonalnym temacie 🙁
Wracam do pytania Zaneczki sprzed kilku postów, bo myślę ze zostało trochę zagubione. Pytała jak wyciszyć emocje przed sesją - i zamiast odpowiedzi dostała dyskusję o Wieży. Nie twierdzę że to zły kierunek, ale sama Zaneczka chyba nadal czeka na coś praktycznego? 🙁
