Robiłam ostatnio rozkład na temat pewnego projektu twórczego, który mnie mocno interesuje - piszę coś w rodzaju scenariusza i chciałam zobaczyć, jak się to może potoczyć. Wyciągnęłam Wieżę, Diabła i Księżyc w pozycjach dotyczących procesu i wyniku. Zatrzymałam się. Siedziałam chwilę i zastanawiałam się, czy to znak, żeby w ogóle nie zaczynać, czy może powtórzyć rozkład. Ostatecznie nie powtórzyłam, ale nie jestem pewna, czy dobrze zrobiłam. Czy ktoś miał podobną sytuację i co w takim razie zrobił?
To brzmi bardzo znajomo. Mnie się to zdarzało nie raz i zam powiem - powtarzanie rozkładu to według mnie nie jest dobry pomysł. Karty pokazały to co pokazały, a jak powtórzysz to i tak będziesz szukać tego 'lepszego' układu. Ale Wieża, Diabeł i Księżyc przy projekcie twórczym to nie jest od razu koniec świata, bo te karty mogą mówić o transformacji w procesie tworzenia, nie o klęsce. Czy pytałaś konkretnie o wynik czy o sam proces pisania?
To, co opisujesz, to jeden z najczęstszych błędów przy pracy z tarotem w kontekście twórczym - zbyt ogólne pytanie skutkuje niejednoznaczną odpowiedzią, a potem pojawia się pokusa, żeby szukać 'lepszego' wyniku. Co do powtarzania: w tradycji Waite'a nie ma żadnego zakazu, ale jest mocna wskazówka, żeby nie robić tego samego pytania w tym samym czasie, bo talia po prostu powtórzy przekaz albo da jeszcze bardziej dezorientujący układ. Mnie bardziej zastanawia - dlaczego ten konkretny zestaw kart wywołał w tobie niepokój? Co dokładnie zaniepokoiło: Wieża, Diabeł, Księżyc razem, czy jakaś konkretna karta?
Wiesza i Diabeł razem na pewno brzmią groźnie, to rozumiem że się zatrzymałaś. Ja nie mam dużego doświadczenia z tarotem, ale powiem szczerze - chyba bym też powtórzył, bo jak ktoś pracuje nad czymś ważnym to trudno siedzieć z takim obrazem w głowie. Ale może właśnie o to chodzi z tym tarotem, żeby na to nie uciekać? Dzięki za opisanie tego, bo naprawdę ciekawe jest jak to wygląda u innych.
Powiem tak - sama wielokrotnie używałam kart przy projektach twórczych i nauczyłam się jednego: Wieża w kontekście twórczości to prawie zawsze burzenie starych schematów myślenia, a nie katastrofa samego projektu. Podobnie Księżyc przy pisaniu jest wręcz idealny, bo oznacza wchodzenie w głębsze warstwy nieświadomości, które przy pisaniu są skarbem. Diabeł jest trochę bardziej złożony, ale też może mówić o obsesji, a obsesja na punkcie własnej historii jest dla pisarza nieoceniona. Ale mam pytanie do ciebie - czy przed tym rozkładem miałaś jakiś lęk związany z tym projektem? Bo karty bardzo często odzwierciedlają to, co już siedzi w środku.
Czytam to i zastanawiam się - a czy te karty pokazały też jakąś kartę w pozycji tego, co już masz, albo swoich zasobów? Bo jeśli rozkład był czymś trójkartkowym bez kontekstu pozycji, to inaczej to czytam niż jak każda karta miała konkretne miejsce.
Moim zdaniem to kwestia tego, czego oczekujesz od rozkładu przed twórczą pracą. Jeśli szukasz potwierdzenia i motywacji, to karty mogą cię zawieść, bo one nie działają jak cheerleaderki. A jeśli szukasz wglądu w to, z czym będziesz się zmagać - to te trzy karty razem dają dość precyzyjny obraz. Diabeł jako przeszkoda to mogą być własne blokady, perfekcjonizm, pętla autocenzury. To w ogóle jest ciekawe pytanie - czy powtarzać rozkład, bo wynik jest nieprzyjemny, czy jednak siedzieć z nim i go trawić?
Ja rozumiem ten impuls żeby powtórzyć, bo jak dostaniesz taki zestaw to pierwsze co czujesz to dyskomfort i chcesz żeby 'wyszło lepiej'. Ale to jest chyba właśnie ten moment, kiedy tarot działa naprawdę, nie? Jak dostaniesz same piękne karty to może i miło, ale co ci to mówi o prawdziwej sytuacji? Mam pytanie do bardziej doświadczonych - czy jest jakaś zasada, kiedy powtórzenie jest w porządku, a kiedy to już ucieczka od odpowiedzi?
A ja mam zupełnie inne podejście - po co w ogóle siedzieć tygodniami z jednym rozkładem i go analizować, skoro można po prostu powtórzyć za kilka dni i zobaczyć, co wychodzi tym razem? Tarot to nie wyrok, tylko punkt widzenia, więc różne punkty widzenia mogą być pomocne.
Obserwuję ten wątek i zastanawiam się nad czymś - u mnie ta sytuacja z 'negatywnym' rozkładem powtarzała się przy każdym projekcie, który potem wymagał ode mnie naprawdę głębokiej pracy. Raz dostałam samą Wieżę, Trójkę Mieczy i Hangmana przy pytaniu o pewną powieść i przez chwilę chciałam to odłożyć. Nie odłożyłam. I właśnie ta powieść stała się najważniejszym projektem, który zrobiłam. Nie mówię, że karty przepowiadały sukces, ale jakby opisywały cenę, jaką trzeba zapłacić. Wróćmy do pytania Westalki - co zrobiłaś ostatecznie z tym projektem scenariusza? Kontynuujesz?
Ja nigdy nie rozumiałam czemu Diabeł to taka zła karta, przecież to tylko obrazek na kawałku papieru. Jak wychodzi Diabeł to po prostu przekładam go na bok i biorę następną kartę, żeby zobaczyć co 'naprawdę' miały na myśli karty 🙂 Nie widzę w tym żadnego problemu.
Żeby wrócić do głównego pytania z wątku - bo trochę odpłynęliśmy - myślę że klucz jest taki: jak dostaniesz 'negatywny' rozkład w kontekście twórczym, to najpierwszą rzeczą jaką warto zrobic jest zapisanie co czujesz w tej chwili. Nie interpretować od razu, tylko zapisać. Bo przez tydzień czy dwa to uczucie się zmienia i wtedy rozkład zaczyna się czytać zupełnie inaczej. Powtarzanie go na gorąco jest moim zdaniem największym błędem.
To co Westalka opisuje - ten mechanizm zamrożenia po trudnym rozkładzie - pojawia się bardzo często właśnie przy projektach twórczych, bo tam jestesmy szczególnie podatni na zniechęcenie. Zastanawiam się tylko, czy ktoś z was próbował robić drugi rozkład nie jako 'powtórkę' tego samego pytania, tylko jako osobne pytanie w stylu 'jak pracować z tym co już wiem'?
Czekajcie, bo nie rozumiem jednej rzeczy. Skoro Westalka miała rozkład pięciokartowy i już wiedziała, co jest w pozycji 'co stoi na drodze' i 'możliwy wynik', to czy ten rozkład nie odpowiedział już na pytanie jak pracować? Diabeł w pozycji przeszkody to chyba właśnie wskazówka, co trzeba przepracować?
Mam wrażenie, że ta dyskusja krąży wokół pytania, czy powtarzać rozkład, ale właściwie to doszliśmy do innego miejsca - że problem nie był w kartach, tylko w gotowości do przyjęcia tego co pokazały. Czy to uczciwe podsumowanie?
No ale właśnie - kilka dni siedzenia z dyskomfortem brzmi dla mnie jak strata czasu. Serio pytam, nie złośliwie: co konkretnie zyskałaś przez te kilka dni, czego nie zyskałabyś po prostu robiąc nowy rozkład od razu?
Dobra, ale ja mam głupie pytanie od osoby, która dopiero zaczyna - skąd w ogóle wiadomo, że wynik jest 'naprawdę zły' a nie po prostu wyglądający na zły? Bo jak patrzę na tę rozmowę, to wychodzi że Wieża i Diabeł mogą być super, a Słońce mogłoby być złym znakiem w złym kontekście, tak? Jak to w ogóle rozróżniać na początku?
A jak teraz, po tej całej rozmowie, czytasz ten Księżyc w pozycji wyniku? Bo wcześniej napisałaś że głęboka niepewność przy twórczości może być dobra, ale zastanawiam się czy to nie jest trochę na siłę pozytywne myślenie?
No dobra, ale to co teraz? Westalka odczytała Księżyc jako 'będzie niejednoznacznie' i to jest dla niej satysfakcjonująca odpowiedź? Ja nadal nie rozumiem jak można być zadowolonym z wyniku, który mówi 'nie wiem, będzie mgliście'. Przy pisaniu potrzebujesz konkretnego kierunku, nie kolejnej zagadki.
Poczekaj - napisałaś że zaczęłaś pisać podczas tych kilku dni? To jest chyba najważniejsza rzecz w całym tym wątku i jakoś przeszło bez komentarza. Co konkretnie napisałaś, jeśli można spytać?
To jest naprawdę ciekawe co opisujesz - Wieża jako odblokowanie, nie jako ostrzeżenie. Zastanawiam się czy to nie jest właśnie ten moment, kiedy widać że 'negatywny rozkład' to kategoria, która trochę mija się z tym co karty naprawdę robią. Ale chcę się upewnić że dobrze rozumiem - czy czułaś, że piszesz PRZEZ ten dyskomfort, czy MIMO niego?
Przepraszam że wchodzę z boku, ale to co Westalka opisuje bardzo mi przypomina coś, co czytałem o snach - że czasem ten niepokojący sen jest właśnie tym, który daje energię do zrobienia czegoś. Czy to jest podobny mechanizm z kartami? Czy to zbyt duże uproszczenie z mojej strony?
Zatrzymajcie się chwilę bo wchodzimy w porównanie kart ze snami i to jest ciekawy kierunek, ale też ryzykowny. Sny są nieintencjonalne - nie zadajesz pytania przed snem, nie wybierasz obrazów. Rozkład tarota jest intencjonalny od początku. Czy to nie zmienia fundamentalnie tego, jak pracuje dyskomfort?
Obserwuję tę rozmowę od jakiegoś czasu i chcę dodać jedno: pytanie 'czy powtarzać' zakłada, że mamy do czynienia z błędem do naprawienia. Ale może lepsze pytanie brzmi - co mnie powstrzymuje przed pracą z tym co dostałem? I nie mówię o Westalce konkretnie, bo ona chyba już to rozgryza. Mówię o tym jako ogólnym podejściu do trudnych rozkładów.
Ja miałam raz taki rozkład gdzie wyszły same złe karty i po prostu wymieszałam i zrobiłam od nowa. Trzy razy. Za każdym razem wychodziło coś trudnego, więc w końcu dałam sobie spokój i wzięłam się za projekt bez żadnych kart. I wyszło w porządku. Więc może czasem karty po prostu nie są potrzebne?
Nie myślałam o tym w ten sposób. Dla mnie to było po prostu 'nie podoba mi się, spróbuję jeszcze raz'. Teraz jak czytam tę rozmowę to trochę inaczej to widzę. Ale nadal uważam że czasem po prostu człowiek nie jest gotowy na to co wychodzi i to nie jest złe.
No dobra, ale to jest bardzo ładna teoria. W praktyce jak siedzisz przed pustą kartką i masz przed sobą Wieżę i Księżyc i w ogóle nie wiesz co z tym zrobić, to co konkretnie robisz? Bo 'ruszaj z miejsca' to nie jest instrukcja.
