Hmm, chciałam zapytać, czy kttoś pracuje regularnie z kartami pod kątem wdzięczności. Mam na myśli nie jednorazowe wróżenie, tylko jakiś stały rozkład, któyr pomaga kultywować to uczucie. Sama ostatnio próbowałam ciągnąć jedną kartę dziennie z pytaniem "za co mogę być dziś wdzięczna", ale czuję, że to trochę za mało. Czy jest jakiś konkretny rozkład, który ma w sobie głębszy sens niż losowe pytanie?
Oj, Znam killka rozkładów ale zanim cokolwiek polecę, to powiedz mi jedno: pracujesz z Małymi czy Wielkimi Arkanami, czy z całą talią? Bo to dość mocno zmienia charakter pracy z wdziecznoscia
Też szukam czegoś w tym kierunku. Probowalam już rozkładu trzech kart: co mam, co dostaję, za co dziękuję - i jakoś mi nie wchodzil w glowe. Było za bardzo mechanicznie. Ciekawi mnie, czy da się zbudowac rozklad, ktory bardziej angażuje emocjonalnie, a nie tylko opisuje sytuację.
Przeczytałam wasze posty i mam pytanie do całej dyskusji: czy mówicie o wdzięczności jako o stanie emocjonalnym, który chcecie wzmocnić czy o wdzięczzności jako o pewnej postawie wobec życia? Bo to dwie różne rzeczy i rozne karty na to odpowiadają. Słońce w kontekście emocji a Słńce jako postawa to nie ta sama praca.
Wlasnie to jest sedno. Rozkład do kultywowania wdziecznosci powinien mieć w sobie trzy poziomy: co widzę jako dar (percepcja), co czuję wobec tego (emocja) i co z tym robię (dzialanie). Jeden rozkład trzy karty, ale ulozone pionowo z intencją - nie losowo. Intencja przy wyciąganiu każdej karty jest inna. 😉
Nie chce burzyć dyskusji, ale mam wrażenie że zbyt szybko idziemy w kierunku konkretnych rozkladow. Najpierw warto ustalić, po co w ogóle ktos chce pacowac z wdzięcznością przez tarot. Wdzięzność da sie kultywować na wiele sposobów i tarot nie jest jedyna drogą. Jesli ktoś ma opór przed wdziecznoscia - bo np. ma lęki fobie, traumy - to trzy karty dziennie tego nie przepracuja.
Właśnie to jest ciekawe pytanie. Mam koleżankę, która bała się pająków od dziecka i zaczęła pracować z kartami z pytaniem "co ta fobia mi daje, że wciąż ją trzymam". Wyszla jej Śmierć i Wieża. Była przekonana, że to zły znak, ale okazało się że to był punkt przełomowy w jej rozumieniu własnych lekow. Nie zniknął od razu, ale zaczęła go inaczej postrzegać.
Wchodze moze z innej strony bo mnie bardziej interesuje magia niż tarot ale to co napisla Malwinia dalo mi do myślenia czy jest jakiś rytual, który można zrobić wlasnie wokół fobii, żeby ja przetransformowac? Jak fobia przed pajakami albo wysokosciami - czy tarot w ogole tutaj działa czy lepej szukać czegoś innego?
Wracając do pytania o rozkład wdzięczności - bo chyba trochę odplynelismy - to chcę dodac, że pracuję z takim ukladem pięciu kart który sama stworzylam. Pierwsza: co jest już w moim życiu dobre (teraźniejszość). Druga: co niedawno dostalam a jeszcze tego nie doceniłam. Trzecia: co próbuję odpychac, a moglabym za to podziękować. Czwarta: czego uczę się przez trudnosc. Piata: z jaką energią wchodzę w kolejny dzień. Trzy środkowe karty ciągnę po chwili ciszy.
Też chcialam zapytać o tę trzecią kartę. bo jak wyobrażam sobie, że wychodzi mi Diabeł w kontekscie "za co podziękować" - to nie wiem czy byłabym w stanie to przyjąć bez oporu. Jak wy sobie z tym radzicie?
Okej, to ja dopytam o ten Diabeł w kontekscie wdziecznosci, bo mnie to naprawdę nie opuszcza. Czy wy w ogole zdarzylo wam się dostać kartę, której nie chciałyście na tej pozycji, i z niej coś wyciagnac? Bo brzmicie jakbyście miały z tym łatwość a ja siedze i nie wiem jak zaczac
Właściwie nie jestem pewna czy to takie rozłączne. Skoro zaczelam ten wątek z myślą o rozkładzie do wdzięczności, to coraz bardziej czuję, że wdziecznosc bez konfrontacji z tym, czego nie chce, jest taka... płaska? Jakby dziękować tylko za mie rzeczy a reszty udawać, że nie ma 😀
No i tu dotykamy sedna tego, co chciałem powiedziec wczesniej. Wdzięczność jako praktyka duchowa to nie jest lista rzeczy za ktore możesz podziękować przy dobrym humorze. To jest postawa, która musi wytrzymać takze trudne karty, trudne dni i trudne pytania. Rozkład, który to pomija, jest po prostu cwiczeniem optymizmu, nie wdzięczności. 😉
No nie wiem, sledze tę dyskusje i mam pytanie, moze naiwne: czy takie rozklady robicie rano wieczorem o konkretnej porze? Bo wczesniej była mowa o rytuałach, a zastanawiam sie czy pora ma znaczenie przy czyms takim jak wdziecznosc czy to bardziej kwestia nastroju 🙂 😉
Ojoj, wrocmy może do rozkładu Energetyczki, bo skonczylysmy na trzeciej pozycji i bardzo mnie ciekawi, jak wyglądają czwarta i piąta karta. Co one obejmuja? 😀 🙂
Ta czwarta pozycja bardzo mi sie podoba. Czy probowalas połączyć ten rozkład z jakimś fizycznym gestem wdzięczności - jak napisanie listu, zapalenie świeczki? Zastanawiam się, czy karta na tej pozycji mogłaby też wskazywać formę gestu a nie tylko kierunek.
To co opisujecie z tą czwarta kartą i działaniem bardzo mi pasuje, bo sama mam problem z tym, że rozkłady kończę, zamykam karty i... tyle. Jakoś nie przekłada się to na nic poza chwilą przy stole. Może właśnie brakuje mi tej karty działania jako domknięcia. Trzeba będzie spróbować.
To co Gizelka i Jagienka opisują to bardzo czesty problem i ma swoją nazwę w pracy z tarotem - brakuje fazy integracji. Rozkład to otwarcie, nie zamknięcie. Dlatego niektórzy kończą sesję prstym gestem: zapisują jedno zdanie zapalają świeczkę, piją herbate w ciszy. Nie chodzi o rytuał, tylko o sygnal dla siebie: "przyniosłam to do życia, nie zostawiam na stole".
Ta faza integracji to coś czego mi ewidentnie brakowało. I teraz myślę, że może właśnie dlatego moj poprzedni rozkład trzech kart do wdzięczności nie pracował - kończyłam go jak quiz, a nie jak praktykę. Zastanawia mnie jedno: czy ten pięcioelementowy układ Energetyczki dałoby sie skrócić do trzech kart bez tracenia tej głębi, o której mówicie? 🙂
Ta faza integracji to cos, czego mi ewidetnnie brakowalo. I teraz myślę, że moze właśnie dlatego moj poprzedni rozklad trzech kart do wdzięczności nie pracował - kończyłam go jak quiz, a nie jak praktykę. Zastanawia mnie jedno: czy ten pięcioelementowy układ Energetyczki można by jakoś domknac właśnie tym rytuałem integracyjnym? Na przykład jako szóstą kartę która wskazuje gest zamknięcia?
Trafne pytanie, ale ostrożnie z dodawaniem kart tylko po to żeby rozklad wyglądał pełniej. Szósta karta jako "gest zamkniecia" brzmi jak bardzo ładny pomysł ale czy nie przeładuje tego, co już masz? Piec pozycji to sporo materilau do przepracowania naraz.
To co Energetyczka opisuje z tą kartą bez interpretacji bardzo mi przemawia bo mój problem jest chyba właśnie taki, że za bardzo analizuję i za mało po prostu... siedzę z kartą. ale mam pytanie do całej dyskusji: czy wy macie jakiś sygnał wewnętrzny, że rozkład jest naprawde zamknięty? Nie mówię o rytuale, tylko o takim uczuciu, że "to już".
Cialo jako wskaźnik zamknięcia - to jest coś, o czym rzadko sie mówi przy tarocie a powinno. Ale chce sie upewnic, że nie gubimy tutaj tematu wdziecznosci. czy ten konkretny rozkład dziala inaczej pod tym względem niz inne? Bo wydaje mi sie, że wdzięczność jako stan jest bardziej cielesna niż większość rzeczy, które sprawdzamy kartami
Eh, Wracam do pytania Geomantki o szóstą karte, bo uważam, ze to jest ważny watek. jesli miałaby być gestem a nie interpretacją, to może zamiast szostej karty tarota sprawdziłłby się jakiś inny element - na przykład jeden kamien wybrany intuicyjnie po rozkładzie? Nie jako litoterapia, tylko jako fizyczny przedmiot do trzymania
Moze się wtrącę z innej strony, ale przy tym calym watkku o integracji zaczęłam się zastanawiać nad czymś innym. Czy ktoś z was robił kiedys rozkład wdziecznosci w momencie kiedy naprawde nie miał na to ochoty? Nie z lenistwa, ale z takiego prawdziwego "nie jestem w stanie teraz za nic dziekowac"? Co wtedy?
To co opisuje Jagienka to wlasnie to, o czym mówiłam wcześniej - ze wdzięczność plaska jest bez konfrontacji z tym, co trudne. Ale nie wiem, czy rozkład wdzięczności jest dobrym miejscem do pracy z taką złością. Moze jest potrzebny inny rozkład najpierw, a wdziecznosc dopiero po?
Ojejku, geomantka dotyka czegoś ważnego. Ale mam inną hipoteze: może zamiast dwóch oddzielnych rozkladow warto mieć jedną pozycję na poczatku, która właśnie pyta "co stoi mi dzisiaj na drodze do wdzięczności". Nie jako przeszkoda, tylko jako punkt startowy. Wtedy złość Jagienki nie jest problemem - jest pierwsza kartą.
