Chodzi mi po głowie od jakiegoś czasu pewna kwestia i chciałabym ją wyłożyć przed Wami. Są pytania, których się boję zadać kartom. Nie takie klasyczne „czy mąż zdradza" albo „czy dziecko będzie zdrowe" - bo w tych sprawach mam swoje zasady i ich się trzymam. Chodzi mi raczej o te nasze, prywatne pytania, o których sami wiemy, że nie jesteśmy gotowi na odpowiedź. I potem siedzi się z talią w rękach i dwie godziny sam ze sobą toczy rozmowę, czy rozłożyć, czy schować. Jak u Was to wygląda? Stawiacie, mimo strachu? Odpuszczacie? A jeśli stawiacie, to co potem robicie, kiedy odpowiedź przychodzi taka, jakiej się baliście?
Od lat mam zasadę - jak się boję odpowiedzi, to nie stawiam. I to nie dlatego, że karty mnie oszczędzają, tylko dlatego, że ja siebie oszczędzam. Kiedyś postawiłam na pytanie o zdrowie kogoś bliskiego i dostałam odpowiedź, której przez pół roku nie umiałam strawić. Tamto doświadczenie nauczyło mnie, że nie każde pytanie jest właściwe dla tarota. Jak coś mnie trzyma za gardło, idę do psychologa albo do przyjaciółki, a nie do talii.
Ja mam odwrotnie. Jeśli się boję pytania, to znaczy, że właśnie to pytanie muszę zadać. Lęk jest u mnie sygnałem, że temat jest żywy i wymaga spojrzenia. Odkładanie niewygodnych pytań nigdy mi się na dłuższą metę nie opłaciło. Karty mówiły mi rzeczy, których nie chciałem słyszeć, ale zawsze byłem potem wdzięczny, że je usłyszałem wcześniej niż z życia.
Mam konkretne pytanie, którego nie zadałam kartom od dziesięciu lat. „Czy powinnam była zostać z moim pierwszym mężem". Wiem, że nie zadam tego nigdy. Nie dlatego, że boję się odpowiedzi, tylko dlatego, że jakakolwiek by była, nic się nie zmieni. Tamto życie jest zamknięte. Jeśli karty powiedzą tak - będę w żałobie. Jeśli nie - będę miała dowód, a i tak już żyję w nowym rozdziale. Żadna odpowiedź nie jest warta tej ceny.
A ja stawiam, mimo strachu. Zawsze. Może to moja naiwność, może uparte przekonanie, że prawda zawsze służy. Ale powiem Wam, że niejedno ciężkie pytanie postawiłam i żadne nie zniszczyło mi życia. Ciężko było, ale przeżyłam. Uważam, że boimy się nie prawdy, tylko naszej reakcji na prawdę. A reakcją można pokierować. Prawdą nie.
