Chciałam zacząć temat, który od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie, bo sama przez to przeszłam i wiem, że nie jestem jedyna. Mam na myśli układy kart dla osób z kodependencją - czyli takich, które mają problem z emocjonalną samodzielnością, żyją cudzymi potrzebami, tracą siebie w relacjach. Tarot może tu sporo pokazać, ale trzeba wiedzieć, na jakie karty i pozycje w rozkładzie zwrócić uwagę. Zrobiłam ostatnio rozkład pięciopozycyjny i wyszedł mi Pustelnik jako centrum - kompletnie mnie to rozkręciło. Czy ktoś pracował z tarotem stricte pod kątem tej tematyki? Jakie karty najczęściej pojawiają się u Was w takich czytaniach?
To jest bardzo konkretny temat i ciesze sie, że ktoś go podjął, bo zwykle w kontekście tarota i relacji mówi się tylko o milosci, a kodependencja to zupełnie inny poziom złożoności. Pustelnik w centrum rozkładu dotyczacego samodzielności emocjonalnej to karta bardzo wieloznaczna - może sygnalizować zarowno zdrowe wycofanie sie ku sobie, jak i izolację jako mechanizm obronny. Wszystko zależy od sasiednich kart i od tego, co dokładnie symbolizowała ta pozycja w Twoim rozkladzie. Czy możesz opisac cały układ? Co było na pozostałych pozycjach?
Ja w ogóle nie wiedziałam, że można robic rozkłady pod konkretny problem psychologiczny, myślałam że tarot to bardziej ogólne 'co mnie czeka'. Hortensja, a skąd wzięłaś ten pięciopozycyjny układ? Sama go ułożyłaś czy gdzieś wyczytałaś?
Cesarzowa jako źródło zależności emocjonalnej - to mnie akurat nie dziwi. ta karta często pojawia się tam, gdzie są mocne wzorce z domu rodzinnego, zwłaszcza jeśli chodzi o emocjonalne powiązania z matką. Natomiast Księżyc odwrócony na początku sugeruje mi, że pracujesz nad tym żeby wyjść z jakiegoś rodzaju samooszukiwania się. Jak się czułaś patrząc na ten rozklad? Bo dla mnie ważne jest też to, co rozkład 'robi' z osobą, która go czyta.
Zrobilem kiedyś podobny rozkład dla siebie, ale pod kątem nadmiernej odpowiedzialnosci za emocje innych. Wyszedł mi Cesarz odwrócony i Sześć Pentakli - i długo analizowalem te kombinację. Chodzi mi o to, ze Sześć Pentakli w kontekście relacji emocjonalnych moze pokazywać bardzo zaburzoną równowagę dawania i brania. Czy ktos z Was widzi te kartę w podobny sposob czy to moja własna interpretacja?
As Różdżek jako kierunek rozwoju to mocny sygnał - ale tutaj trzeba być ostrożnym w interpretacji. As Różdżek to impuls, energia startowa, coś nowego. W kontekście pracy nad kodependencją może oznaczać budowanie własnej tożasmości od podstaw, ale może też kusić do szybkiej zmiany zewnętrznej zamiast wewnętrznej. Blokadą jest Trójka Kielichow odwrocona - co Ty z nią czujesz intuicyjnie? Czy masz poczucie, że izolujesz się od jakiegos wsparcia albo wspólnoty?
Zastanawiam się, czy tarot w ogóle nadaje sie do takiej psychologicznej pracy, bo przecież nie jesteśmy terapeutami. Czy to nie jest tak że możemy sobie nawrzucać fałszywych interpretacji i zrobić sobie krzywdę zamiast pomoc? Pytam serio, bo temat kodependencji to jednak poważna sprawa 🙂
No właśnie, Felicjan dobrze to ujął. Ale mam inne pytanie do całego wątku - czy ktoś z Was stosuje jakiś konkretny rytuał przed takim czytaniem? Mam wrażenie, że kiedy siadam do kart z tematem emocjonalnie ciężkim, to potrzebuję jakiegoś wyraźnego oddzielenia - żeby nie wnosić do czytania swojego naladowania emocjonalnego w sposób nieświadomy. Bo wtedy interpretacje idą na opak.
Ja przed kazdym czytaniem o poważniejszej sprawie palę szałwię albo robię krótką medytację z oczyszczeniem przestrzeni. Nie wiem, czy to ma znaczenie 'magiczne', ale działa na mnie - przestawia mnie na inny tryb. Zdaję sobie sprawe, że to może być tylko efekt psychologiczny, ale czy to ważne, skoro skutkuje?
Do rytuałów przed czytaniem - ja robię coś prostszego. Tasuje karty długo, swiadomie, i w myślach formułuję intencję. Żadnych kadzidełek, żadnych świec. I to działa, bo skupiam się na pytaniu, a nie na ozdóbkach. Ale mam pytanie do Hortensji - czy przy tym rozkładzie pięciopozycyjnym sama stworzyłaś te pozycje, czy to jakiś znany układ?
Rytuał przed czytaniem to według mnie jedna z ważniejszych rzeczy, zwłaszcza gdy temat jest emocjonalnie naładowany. Sam stosuję coś, co nazywam 'wyzerowanie' - siadam, kilka głębokich oddechów, wyobrażam sobie że odkładam swoje oczekiwania co do wyniku poza siebie. Można to robić krótko, nawet dwie minuty. Chodzi o to, żeby nie siać kart w stanie, gdzie 'wiem jak powinno wyjść'. Bo wtedy nieświadomie wybieramy interpretacje pod swoje oczekiwania.
Wracając do samego tematu kodependencji i kart - czy ktos ma doswiadczenie z kartami Malych Arkanow w tym kontekście? Bo ja zauważam, że u osób z takimi wzorcami czesto w rozkladach pojawia się duzo Kielichów, szczegolnie tych trudniejszych - Osemka, Dziewiątka, Pięć. I zastanawiam się, czy to jest cos, co powtarza sie u innych, czy to moje wlasne obserwacje z czytan dla znajomych.
Ja się przyznam, ze nigdy nie liczylam kolorów po rozkładzie. Skupiam się na pozycjach. Ale teraz jak to czytam, to zaczynam sie zastanawiać, czy dominacja jednego koloru w całym rozkladzie nie mowi już czegoś samego w sobie, zanim w ogóle zajmiemy się konkretnymi kartami. Hortensja - a u Ciebie ile było w sumie Kielichów?
Dominacja Wielkich Arkanów przy temacie emocjonalnym sugeruje mi, że sprawa dotyka czegoś głębszego niz bieżące schematy zachowań - jakichś archetypowych wzorców. W kontekście kodependencji to moze być sygnał, ze korzenie są bardzo stare, wrecz pokoleniowe. Ale pytanie do Hortensji - czy kiedy to czytałaś, miałaś poczucie, że te karty mówią o Tobie teraz czy bardziej o czyms, co dostałaś w dziedzictwie?
Wchodze tu z boku, bo wcześniej pisalem o Szesciu Pentaklach, ale ta kwestia Wielkich Arkanów mnie zatrzymała. Mam wrażenie, że kiedy w rozkładzie o kodependencji wychodzi malo Małych Arkanow, to jakby tarot mówi: 'to nie jest problem na poziomie działań i codziennych wyborów, tylko cos znacznie głębiej'. Czy ktos miał odwrotnie - dużo Małych i prawie żadnych Wielkich - i co z tego wychodziło?
Czytam ten wątek od jakiegoś czasu i mam pytanie może naiwne - czy kodependencja to temat, z którym w ogóle można iść do kart samodzielnie? Znaczy, nie mam doświadczenia z tarotem i trochę się boję, że jak zacznę coś takiego czytać dla siebie, to bardziej nakręcę siebie niż pomogę. Jak Wy to oceniacie?
Wracam do pytania które zadałem wcześniej i trochę czuję, że mimo odpowiedzi Felicjana, nie do końca mam spokój. Bo okej, tarot to sposób do refleksji - rozumiem. Ale jak ktoś z kodependencją robi sobie rozkład o kodependencji, to czy nie ma ryzyka, że ta sama dynamika, która tworzy problem, będzie wpływać na to jak interpretuje karty? Serio pytam, bo to mnie niepokoi.
Przepraszam że się wtrącę, ale chciałam zapytać o cos konkretnego. Widziałam że Hortensja skróciła rozklad z siedmiu do pięciu pozycji. Czy ktoś mógłby wyjaśnić jak wygląda ten oryginalny siedmiopozycyjny rozkład terapeutyczny? Szukałam czegoś dla siebie i ciezko mi znaleźć coś takiego skrojony pod temat emocjonalny, a nie ogólny.
Pozycja 'zasoby wewnetrzne' to jest coś, co ja bym zostawiła koniecznie. W pracy nad kodependencją to według mnie kluczowe - zobaczyć co już mam, na czym mogę się oprzeć, zamiast wyłącznie patrzeć na to co jest zepsute. Hortensja - a Ty miałaś cos w zamian za tę wyrzuconą pozycję, czy po prostu piec bez tego?
As Różdżek jako zasób przy kodependencji czytam tak: masz w sobie energię do budowania czegoś od nowa, ale jeszcze nie wiesz co i jak. To nie jest słabość tej karty, tylko jej natura - jest przed formą. Pytanie które mi się nasuwa: czy jak robiłaś ten rozkład, to miałaś już jakiś plan działania, czy byłaś na etapie 'nie wiem co dalej'?
Dokladnie o to mi chodziło. As Różdżek kusi optymizmem i energią, ale bez jakiejkolwiek struktury za nim - szczególnie przy wzorcach kodependentnych, gdzie często brakuje poczucia wlasnej osi - może oznaczać kolejne wchodzenie w coś nowego bez przepracowania starego. Nie mówię ze tak jest w tym przypadku bo nie znam całego rozkładu. Ale warto zapytać siebie: skąd ta energia ma płynąć i w co ma byc skierowana konkretnie? 🙂
To co Felicjan pisze o As Różdżek i braku własnej osi - to dla mnie jedno z najtrudniejszych miejsc w pracy tarota z tematem kodependencji. Bo osoba z takimi wzorcami często bardzo dobrze umie 'chcieć' i 'zaczynać', ale energia szybko się rozprasza, bo nie ma komu służyć - zadnemu zewnetrznemu celowi ani czlowiekowi. I tu znowu wraca pytanie o Pustelnika na środku - moze wlasnie o to chodzi zeby te energie skierować do środka, nie na zewnątrz?
To co Kalikst opisuje z ta 'własną osią' - to chyba najlepsze ujęcie tego, co czuję patrząc na As Różdżek w moim rozkładzie. Dużo we mnie chcenia i startowania. Ale gdzie ta oś? Jakby ktos mi mogl powiedzieć - jak w praktyce wygląda ta praca z kartą, żeby nie skończyło się kolejnym rozproszeniem energii? Czy jest jakiś sposób żeby zadać sobie pytanie do tej karty, które zamiast otwierać, zaczyna scalać?
Pytanie kore mi dziala przy Asie Różdżek w kontekscie takim jak Twój brzmi mniej więcej: 'Co chce zabrać ze sobą a co zostawilam?' - i nie chodzi o relacje, tylko o własne przekonania i nawyki. To zmusza do przejrzenia, zamiast tylko do pójścia naprzód. Ale powiedz - czy robiłaś jakis rytuał przed tym rozkladem czy po prostu siadłaś z kartami?
Wracając do pytania o rytual - mnie się wydaje, ze przy tematach tak osobistych jak kodependencja rytuał spelnia konkretną funkcję: sygnalizuje psychice, że to czas na inny tryb niż codzienny. Nie chodzi o świece dla swiec, tylko o wyraźne oddzielenie. Ale ciekawi mnie co innego - czy ktos z was miał tak, że rozkład zrobiony 'na sucho' bez żadnego przygotowania wyszedł inaczej niż ten sam temat po spokojnym wejściu? Chodzi mi o jakis konkretny przykład, nie zasadę ogolna.
To co Mikolajek opisuje - zmiana stanu czytającego - to jest dokładnie serce sprawy. przy kodependencji szczególnie, bo ta struktuura psychiczna polega na byciu w trybie reagowania a nie obserwowania. Rytuał może być próbą wyjścia z trybu reaktywnego choćby na chwilę. Hortensja - masz wrażenie, że przed tym rozkładem byłaś w trybie obserwatora czy reaktywnym?
To rozróżnienie które właśnie Hortensja zrobiła - energia do ucieczki kontra energia do budowania - to jest moim zdaniem jedno z najważniejszych pytań do Asa Różdżek w ogóle, nie tylko w kontekście kodependencji. I tu rytuał przed czytaniem ma sens właśnie po to, żeby dać sobie szansę na to pytanie zanim sie zacznie interpretować. Czy ktoś ma jakis konkretny rytuał który stosuje? Nie ogólnie, ale coś co faktycznie robi przed trudnym czytaniem.
