Zaczęłam ostatnio myśleć o takim rozkładzie, który pomógłby przepracować jakiś ból - nie przepowiedniowy, ale bardziej taki do pracy wewnętrznej. Chodzi mi o to, żeby karty pokazały, co z tym smutkiem zrobić, jak go przekuć w coś wartościowego. Widzę w tym rolę pewnych Arkanów, ale ciekawa jestem, jak wy do tego podchodzicie. Które karty kojarzą wam się z przemianą cierpienia, nie tylko z samym bólem?
No coś ty, dla mnie numer jeden to Śmierć. Wiem, że brzmi to niewesoło, ale właśnie ta karta mówi o zakończeniu czegoś, co musi się skończyć, żeby mogło przyjść coś nowego. Cierpienie często trzyma nas w starym miejscu i Śmierć jako arkanum mówi wprost: pusc to. Nie chodzi o dosłowną stratę, tylko o transformację. Czy wy też tak ją czytacie w kontekście bolu emocjonalnego?
Przepraszam, że wchodzę bez znajomości tematu od podszewki, ale czy Wieża też nie wpisuje się w ten schemat? Zawsze miałam wrażenie, że Wieza to właśnie ten moment, gdy ból jest najgwałtowniejszy, ale też kiedy wszystko fałszywe się wali i zostaje coś prawdziwego. Czy to ma sens jako karta 'punktu zero' w takim rozkładzie?
Karty nie wywołują sytuacji, opisują to, co już jest. Ale rozumiem skąd to pytanie - niektóre osoby boją się Wieży w pozycji inicjującej bo wydaje się zbyt brutalna. Według mnie jednak właśnie ta szczerość jest potrzebna przy takim rozkladzie. Nie można przepracowac bólu, jesli się go najpierw nie nazwie. Wegalia, a jak ty widzisz strukture takiego rozkładu - ile pozycji, jaki ruch?
Runika porusza ważną kwestie. Mysle, że trzecia pozycja powinna być bardziej neutralnie sformułowana - nie 'co ból mi daje', tylko może 'co chce mi powiedzieć' albo 'jaki sygnał niesie'. to przesuwa interpretację z obszaru nagrody za cierpienie na obszar komunikatu. Dziesięć Mieczy w takiej pozycji mówiłaby wprost - sygnał to wyczerpanie, koniec cyklu, czas się zatrzymać. Już nie brzmi jak nagradzanie poswiecenia.
Czytam tę rozmowę i mam pytanie z innej strony. A Sąd? Ta karta to dla mnie właśnie przemiana przez ból w czystej postaci - przebudzenie, wezwanie, wychodzenie z czegoś głębokiego. Czy ktoś używał Sądu jako karty przewodniej w takim rozkładzie? Tzn. jakby ramy całego układu?
Czytam i mam takie pytanie do całej dyskusji - czy w takim rozkładzie Małe Arkana mogą być tak samo wartościowe jak Wielkie? Bo czytam, że wszyscy mówią o Arkanach Wielkich, a przecież np. Trójka Mieczy to ból serca w bardzo konkretnej formie, i wydaje mi się ze ona tez może wiele powiedzieć o przeżywanym cierpieniu.
Ja dodam od siebie że Szóstka Kielichów też jest bardzo ważna przy tym temacie. Ona mówi o tęsknocie, o powracaniu myślami do przeszłości, do tego co było piękne zanim przyszedł ból. Często jak ktoś nie moze się wyleczyć z bólu to wlasnie ta karta się pojawia - bo osoba żyje przeszłością a nie terazniejszoscia. Nie wiem czy to Wielkie Arkanum ale mówię co widzę z wlasnego doświadczenia.
Nie brzmi dziwnie. Właściwie to pasuje do tego, co Wegalia mówiła o Gwiezdzie. Gwiazda po Wieży to właśnie taki ruch - po zawaleniu się czegos przychodzi moment, w którym możesz wybrac co zabrać ze sobą, a co zostawić. Szostka Kielichów mogłaby być w tym rozkładzie kartą-ostrzeżeniem, że czlowiek zatrzymał się w tej fazzie i nie przeszedl dalej.
A Księżyc to akurat mam pytanie - czy on jest kartą bólu, kartą przemiany, czy raczej kartą, która mówi że człowiek nie widzi jeszcze jasno co tak naprawdę czuje? Bo słyszałam różne interpretacje i przy tym temacie naprawdę nie wiem gdzie go umieścić.
To jest ciekawe - Księżyc, Słońce, Sąd, Świat. Taka naturalna sekwencja z Wielkich Arkanów, która opisuje właśnie przejście od ciemności do pełni. Może ten rozkład powinien mieć w tle tę sekwencję jako klucz interpretacyjny? Tzn. sprawdzać, na którym etapie tej drogi jest dana osoba? Wegalia, jak myślisz, czy to nie byłoby zbyt skomplikowane dla kogoś, kto dopiero zaczyna pracę z kartami?
Ta sekwencja Księżyc-Słońce-Sąd-Świat jako klucz interpretacyjny brzmi bardzo ciekawie, ale mam jedno zastrzeżenie. Czy to nie narzuca za dużo struktury z góry? Jak ktoś robi rozkład i wyciąga karty, które są totalnie spoza tej sekwencji, to co z tym robimy - ignorujemy je, czy siłą dopasowujemy do schematu?
Myślę że ta sekwencja jako klucz działa ale tylko jeśli traktujemy ją elastycznie. Tarot to nie matematyka. Natomiast wracając do samego rozkładu - czy ustaliliśmy już, ile pozycji chcemy? Bo w tej dyskusji mamy pięć pozycji, które ja zaproponowałam, plus pojawiały się pomysły na pozycje dodatkowe. Może czas zebrać to wszystko razem?
A co z pozycją dla Wieży, o której mówiłyśmy wczesniej? Czy ona zostaje jako ta pierwsza - 'co zostało zburzone'? Bo jeśli tak, to mamy otwierającą kartę, pięć pozycji i dodatkową. To już jest spory rozkład. Czy to nie za duzo jak na jedno pytanie?
Nie sądzę zeby był za duży. Ból to skomplikowana rzecz i pytania muszą to odzwierciedlać. Chociaż mam inne pytanie - czy rozkład zakłada jedno losowanie wszystkich kart od razu, czy może lepiej byłoby robić to etapami? Tzn. najpierw pierwsza pozycja, zatrzymujesz się, piszesz co widzisz, potem dopiero ciągniesz druga?
Etapowe ciągnienie ma sens przy rozkładach przepracowujących trudne emocje, ale wymaga sporej dyscypliny od osoby, która to robi. Czy ktoś z was faktycznie tak pracuje z kartami? Bo ja zawsze rozkladam wszystko naraz i potem siedze z tym.
Robiłam kiedyś rozkład etapami przy bardzo konkretnej sytuacji życiowej i powiem, że to jest inne doświadczenie. Każda karta ma czas wybrzmieć. Ale przy bólu nie wiem - jest ryzyko, że przy trzeciej pozycji już nie będziesz chciała ciągnąć czwartej, bo emocje cię przytłoczą 🙂
Ojej no, to jest chyba ważna przestroga. Sama pamiętam jak robiłam rozkład po czymś trudnym i po dwóch kartach musiałam to odłożyć, bo nie byłam gotowa zobaczyć reszty. I te pozostałe karty leżały przez kilka dni odkryte i jakoś przez to ciągle wracałam myślami do tej sytuacji. Nie wiem czy to dobrze czy źle.
Hmm, to co mówisz Inwokacja pasuje do czegoś co zawsze czuję przy Gwieździe - ona wymaga że najpierw musisz dotknąć dna, zeby ją zobaczyć. Jak ktoś jest dopiero na początku bólu to ta karta nic mu nie mowi. Ale jak juz był głęboko i zaczyna wychodzić, to Gwiazda go po prostu uderza.
Czytam te dyskusję od dłuższego czasu i mam jedno pytanie, bo jestem zupełnie z boku tego tematu. Czy rozkład na przemianę bólu ma sens kiedy ból jest swiezy, czy raczej stosujecie go kiedy macie już do niego pewien dystans?
Tylko jak to pytanie zadać kartom, skoro karty zawsze powiedzą co mają do powiedzenia niezależnie od gotowości osoby? Chyba że masz na myśli pytanie zadawane sobie, nie kartom?
To mi przypomina intencję przed rozkładem, którą ustawiam przy pracy z runami. Zanim w ogóle dotknę lasu, pytam siebie czy jestem w miejscu, z ktorego mogę coś zobaczyć. Przy kartach chyba działa podobnie - stan wewnętrzny osoby interpretujacej ma ogromne znaczenie dla tego, co odczyta z kart.
To może być ważne, ale zastanawiam się czy nie wchodzimy za bardzo w obszar pracy terapeutycznej. Tarot jest w stanie pokazać obraz, ale ktoś w głębokim bólu naprawdę powinien mieć też wsparcie poza kartami. Chcę żeby ten rozkład był pomocny, a nie żeby stał się substytutem czegoś, czego karty nie zastąpią. Jak wy to czujecie?
Właśnie o to mi chodzi. Nie wiem jak to technicznie wbudować w rozkład - może przez sformulowanie pytań do kazdej pozycji? Jeśli pytania są otwarte i nie zakladaja że 'po tej karcie już wszystko wiesz', to daja więcej przestrzeni. Ale to juz kwestia tego jak rozkład zostanie opisany, a nie tylko ile ma pozycji.
Słyszę co mówicie i mam pytanie bo gubię się trochę w tej dyskusji - czy my nadal ustalamy pozycje, czy już przechodzimy do opisywania jak ten rozkład będzie działał? Bo mam wrażenie ze skaczemy między dwoma tematami naraz.
Mam takie samo poczucie co Lawendowa_H. Może warto zatrzymać się i zebrać co mamy. Pozycja pierwsza - karta Wieży, co zostało zburzone. Potem pięć pozycji które zaproponowała Wegalia. Plus dodatkowa którą proponowała Ninka_S o tym co blokuje przejście przez ból. Czy tak to stoi? Bo zanim pójdziemy dalej to dobrze by było wiedzieć że się zgadzamy co do struktury.
Ja bym jeszcze dopytal - czy ta karta Wiezy na początku jest losowana tak samo jak pozostale, czy może powinna być wyłożona świadomie? Tzn. czy jeśli ktoś przychodzi do rozkładu i wie ze ma za sobą konkretną stratę, to może po prostu wyjąć Wieżę z talii i położyć ją jako punkt wyjścia, zamiast losowac?
