Ostatnio dużo myślę o tym, jak tarot może wspierać pracę z nawykami. Nie chodzi mi o wróżenie w stylu 'czy rzucę palenie' - raczej o to, ze pewne rozkłady potrafią pokazać, co tak naprawdę stoi za danym schematem zachowania. Sama próbowałam kilku układów przy pracy z własnym nawykiem odkładania wszystkiego na później i Diabeł wychodził mi przez trzy tygodnie z rzędu. Nie jako przepowiednia, ale jako sygnał, że coś mnie trzyma. Zastanawiam się, czy ktoś ma swój sprawdzony rozkład pod pracę z nawykami - coś innego niż standardowy krzyż celtycki?
Mnie też to ciekawi, bo słyszałam o takich rozkładach ale nigdy nie wiedziałam, od czego zacząć. Czy to jest tak, że sama wybierasz karty skupiając się na konkretnym nawyku, czy raczej dajesz się prowadzić talii bez narzucania tematu? 🙁
Pracuję z tarotem i nawykami od jakiegos czasu i mam w notatniku kilka rozkładów, które testowałam. Jeden z nich to pięciokartowy uklad, ktory sama ułożyłam: 1 - nawyk, 2 - co go napędza, 3 - co tracę przez niego, 4 - co zyskuję (bo zawsze cos zyskujemy!), 5 - krok do zmiany. To ostatnie pole bywa zaskakujące. Raz wyszła mi Gwiazda jako krok do zmiany - i przez dlugi czas nie rozumiałam, co to znaczy praktycznie.
Ja mam pytanie do tego rozkładu Damelli - to pole czwarte, 'co zyskuję przez nawyk', to chyba najtrudniejsze do zaakceptowania, nie? Bo większość ludzi powie 'nic nie zyskuję, to zły nawyk'. A jednak coś tam siedzi...
Słuchajcie, jestem sceptyczna wobec tego bo jak karta może 'pokazac' coś, czego sami nie wiemy? Czy to nie jest tak, że i tak interpretujemy to, co chcemy zobaczyć? Szczerze pytam, nie złośliwie.
Ja właśnie używam tarota tak jak opisuje Sabineczka62 - jako punkt wyjścia do refleksji. Sama nigdy nie powiedziałabym, że karta 'mówi mi przyszłość'. Ale to, że siedzę z nią przez chwilę i muszę coś z niej wyciągnąć, zmusza mnie do myślenia o rzeczach, które normalnie tłumię.
Ciekawe, że nikt jeszcze nie wspomniał o Wieży w kontekście nawyków. W numerologii liczba szesnaście, czyli jej numer, wskazuje na nagłe przełomy. Przy nawyku, który wymaga prawdziwego zerwania z czymś starym, Wieża pojawiająca się w rozkładzie nie jest złym znakiem - wręcz przeciwnie. Wiele osób się jej boi, ale przy pracy ze schematami ja ją traktuję jako sygnał, że jest gotowość do zmiany, nawet jeśli będzie niewygodna.
Mam takie pytanie do całej dyskusji - bo sam zmagam się z jednym nawykiem i myślę o tym, żeby spróbować tarotowego rozkładu. Ale nie wiem, jak często to robić. Raz? Co tydzień? Czy jest jakiś rytm, który działa lepiej?
A co jeśli nie mam tygodni? Chodzi mi o to, ze zalezy mi na efekcie szybciej. czy da się skrocic ten proces jakoś?
Mam inne podejście. Używałem tarota razem z kamieniami przy pracy z nawykiem i połączenie obu dało mi coś, czego sam tarot mi nie dawał - jakiś kotwica fizyczna. Obsydian przy rozkładzie naprawdę pomagał mi zostać przy tym, co niewygodne, zamiast uciekać myślami. Czy ktoś próbował łączyć?
Wracając do samego rozkladu - Sabineczka, wspomniałaś na poczatku, ze Diabeł wychodził ci przez kilka tygodni z rzędu. Jak reagowałaś, kiedy ta sama karta wracała? Czy to cię niepokoiło czy raczej traktowałaś to jak potwierdzenie?
Chcę dodać coś z innej strony, bo runy też mają swoje odpowiedniki przy pracy z nawykami i czesto porownuje te dwa systemy. W runach przy przełamywaniu schematu kluczowa jest Hagalaz - nagły przełom, podobnie jak Wieża w tarocie. Ale w tarocie macie coś, czego runy nie dają tak wyraźnie - sekwencje procesu. Możecie rozłożyć kilka kart i zobaczyc etapy: skąd nawyk, gdzie jesteś teraz, dokąd zmierzasz. Runy są bardziej punktowe. Czy ktoś kiedyś próbował łączyć oba systemy przy tej samej kwestii?
Zastanawiam się, czy ktoś próbował łączyć rozkład do nawyków z obserwacją konkretnej karty przez dłuższy czas - nie ciągnąć nowej, tylko siedzieć z jedną przez kilka dni. W runach to standard, ale nie wiem czy w tarocie to ma sens przy tej pracy.
To co opisuje Damellaa z lezaca kartą to trochę podobne do tego, co ja robię z kamieniem - kotwica fizyczna, o ktorej mowilem wcześniej. Karta jako obiekt też moze pelnic tę funkcję. Ciekawe.
Nie pomyślałam o tym, żeby kartę zostawic widoczną, a nie schować do talii. Zazwyczaj po rozkładzie od razu zbieram karty. Czy to ma jakieś znaczenie, jak długo karta zostaje wyciągnięta?
Myślę, że to zależy od tego, na jakim etapie pracy z nawykiem jesteś. Na początku, kiedy dopiero rozpoznajesz schemat, warto zostać z kartą dłużej. Kiedy już masz klarowność i pracujesz nad zmianą - może lepiej robić krótsze, częstsze rozkłady i obserwować ruch.
Wracam do pytania o częstotliwość, bo Sabineczka mówiła o tygodniowym rytmie. Ale co z tym porównywaniem kart z kolejnych tygodni - gdzie to zapisujesz? Czy to w notatniku, zdjęciach, jakoś inaczej?
A czy ktoś próbował zamiast szkicu robic zdjęcie całego rozkładu? Telefon zawsze pod ręką, szybko, można wrócić i porównać. Zastanawiam się, czy brak fizycznego zapisania cokolwiek zmienia w procesie 🙁
Weszłam tu, bo szukalam czegoś o nawyku i astrologii, ale wciagnelam się w tę rozmowe. Mam pytanie - czy są jakieś karty, które szczególnie pasuja do pracy z nawykami prokrastynacji? Bo to mój konkretny problem.
Prokrastynacja to ciekawy przypadek, bo może mieć różne korzenie. Jeśli to strach przed porażką, to inaczej niż jeśli to wyczerpanie. Zamiast wskazywać konkretną kartę - co byś wyciągnęła, gdybyś zapytała talię 'co stoi między mną a rozpoczęciem'? Odpowiedź talii będzie lepsza niż moja 🙂
To ma sens. Nigdy nie myślałam o tym, żeby pytanie do karty było tak konkretne. Zwykle pytam ogólnie 'co mi powiedziec', no i karty milczą 🙂
To, co mówi Sabineczka o precyzji pytania, jest naprawdę kluczowe przy tej pracy. Widziałam dziesiątki sytuacji, gdzie ktoś siadał do rozkładu z mglista intencją i potem się dziwił, że nic z tego nie wynikka. Przy nawyku - im bardziej konkretne pytanie, tym bardziej użyteczna odpowiedź.
Dziękuję wszystkim za tę rozmowę, naprawdę duzo się tu nauczylem. Szczegolnie ten watek o konkretnym pytaniu do karty - to mi otworzyło oczy. Nie wiedziałem, że tarot można stosować tak praktycznie, myslalem, że to głównie przepowiadanie przyszłości.
Chcialem jeszcze zapytać, bo Iwetka mówiła o patrzeniu z innego kąta - czy to znaczy, ze wlasciwie każda karta może pasować do pracy z nawykiem? Albo czy są takie, ktore kompletnie nie przystają do tego tematu?
A co z kartami z Małych Arkanów? Bo mam wrażenie, ze w większości rozmów o nawyku ciągnie się tylko Wielkie Arkana. Jakby Małe były mniej ważne albo zbyt przyziemne.
Hmm, Zgodzę się z Paulinką. Kiedy pracowałem ze swoim nawykiem odkladania rzeczy na później, to Rycerz Kielichow wychodził mi regularnie - i to bardziej mówiło mi o mojej konkretnej strategii unikania niż jakikolwiek Wielki Arkan. Moze dlatego, że Małe Arkana są bliżej poziomu dzialania?
Mam pytanie do calej dyskusji bo trochę się gubię - czy przy takiej pracy z nawykiem macie jakiś ustalony rozkład, czy losujecie jedną kartę i na niej pracujecie? Bo widzę że ktoś tu mowi o jednej karcie, ktoś o całym rozkładzie i nie wiem, co jest bardziej sensowne na start.
