Chcę zapytać, bo mnie to trapi od dłuższego czasu. Czy intencja wystarczy, żeby 'uruchomić' rozmowę z sobą, czy trzeba jeszcze jakiejś praktyki, regularności? Bo słyszałam, że bez oswojenia się z talią karty zostają zamknięte. Ale nie wiem, czy to mit, czy coś rzeczywistego.
No ale wiadomo ze jak nie cwiczysz to sie zapomina. Z runami tak samo - jak nie biorę długo do ręki to mi zwiazki miedzy nimi sie zacierają. Nie wiem czy z kartami jest tak samo bo dopiero zaczynam, ale chyba tak.
Rozumiem i to bardzo. Mam wrażenie, że po każdej dłuższej przerwie wracam do kart jak do rozmowy, którą przerwałam w połowie zdania - ale ja już nie jestem tą samą osobą, więc zdanie kończy się inaczej niż planowałam. Tylko nie wiem, czy to jest zaleta czy wada tej metody.
Nie wiem, czy mogę się tu wtrącić z czymś praktycznym. Mówicie o intencji i strukturze, ale ja się zastanawiam, jak to wygląda na początku. Zanim człowiek wypracuje sobie te ramki i rytuały - czy pierwsze losowania w ogóle mają sens z punktu widzenia rozmowy z sobą? Bo mam wrażenie, że na początku to się po prostu szuka znaczeń w książce i tyle.
Własnie o to chodzi, na początku to jest jak nauka cyrylicy zanim ją znasz. Ja z runami tak miałem, że pierwsze miesiące to było czyste zapamiętywanie i nic wiecej. Dopiero potem zaczało działać cos głebszego. Tylko nie wiem czy tarot działa tak samo bo jednak te obrazy są bardziej oczywiste.
To 'wyrwanie z toru' jest dla mnie najbardziej przekonującym argumentem w tej dyskusji. Ale chcę zapytać dalej - czy to wyrwanie działa lepiej, kiedy trafi się karta, której się nie oczekiwało, czy wtedy, kiedy trafi się karta, która jakoś pasuje do sytuacji? Bo to są dwa zupełnie różne mechanizmy.
Mnie akurat bardziej uczą te nieoczekiwane. Kiedy pada coś, co 'pasuje', to mam wrażenie, że trochę potwierdzam to, co już myślałam. A kiedy karta wydaje się zupełnie nie na miejscu - wtedy zaczyna się prawdziwa praca, żeby to połączyć z pytaniem. I właśnie w tej pracy coś wychodzi.
Słucham tej rozmowy i mam takie skojarzenie. Przy pracy z ziołami w rytuale oczyszczenia też jest moment, kiedy coś 'nie pasuje' - niespodziewana woń, nieoczekiwana reakcja ciała. I właśnie nauczyłam się, że to są najważniejsze sygnały. Może z kartami jest podobnie i to nie talia, tylko nasze przyzwyczajenia decydują, co 'pasuje', a co nie?
a ja sie ztatam że ten filtr to nie jest od razu zły. Jak sie uczy run, to też najpierw odrzucasz interpretacje, które 'nie trzymają się kupy', a potem z czasem uczysz się co tak naprawde trzyma. To może byc normalny etap? A nie blok?
Słucham tej rozmowy o filtrach i dziennikach i zastanawiam się - czy ktoś z was miał doświadczenie, że wrócił po dłuższej przerwie do starego dziennika i był zaskoczony tym, co zapisał? Malgosia87 mówiła wcześniej, że przerwa zmienia ją jako osobę - ciekawi mnie, jak to wygląda przy konfrontacji z tym, co się pisało.
Słucham tej dyskusji o tym, co jest obiektywne, a co subiektywne, i mam inne skojarzenie. Przy kamieniach jest podobny problem - każdy doświadcza ich inaczej i można powiedzieć, że to tylko projekcja. Ale gdy kilka osób niezależnie od siebie czuje przy tym samym kamieniu to samo, to zaczyna być ciekawe. Czy przy kartach jest coś podobnego - że różne osoby czytające tę samą kartę w tym samym kontekście trafiają na zbliżone obszary znaczeń?
Ale Malgosia, to co opisujesz to tak naprawdę potwierdza mój wcześnijszy niepokój. Bo jeśli ta sama karta może znaczyć raz jedno raz drugie, to skąd wiesz kiedy ona mówi ci coś prawdziwego a kiedy tylko pokazuje twój aktualny nastrój? Nie da się tego odróżnic?
To ciekawe, że przerwa pomaga bardziej niż ciągły zapis. Bo normalnie myślę o dzienniku jako czymś, co działa przez akumulację - im więcej, tym lepiej. A ty mówisz, że ważniejsza jest odległość czasowa. To trochę zmienia to, jak powinnam do tego podejść.
Ten wątek o dziennikach i powrotach do starych zapisów jest dla mnie dużo bardziej przekonujący niż filozoficzne spory o obiektywność. Bo tu nie chodzi o to, czy karta 'ma rację' - chodzi o to, co ty robiłeś ze znaczeniem przez cały czas. To jest rozmowa z podświadomością w sensie dosłownym, tylko rozłożona w czasie.
Przy kamieniach podobnie - jeden zapis nic nie mówi, ale jak mam kilkanaście wpisów o tym samym kamieniu z różnych miesięcy, to zaczyna się rysować coś, czego nie zaplanowałem. Pytanie, które mam do was: czy ktoś próbował łączyć zapisy z tarota z innymi systemami? Czyli np. notować kartę razem z tym, co się wtedy działo energetycznie albo z fazą księżyca?
Trochę inaczej podejdę do tej dyskusji. Słucham i mam wrażenie, że wszyscy zakładają, że tarot działa jako system sam-ze-sobą. Ale historycznie karty tarotowe przez długi czas nie były używane do wróżenia ani samopoznania - to był zwykły zestaw do gry. To, co teraz robimy, jest stosunkowo nowym wynalazkiem. Czy to zmienia wasze podejście do pytania o obiektywność?
No ale to właśnie jest pytanie, czy ta symbolika 'była tam od początku' czy ją stopniowo nakładano przez kolejne stulecia interpretacji. Bo jeśli to drugie, to może różne talie naprawdę nie są równoważne - i te starsze nie są wcale bliższe jakiejś 'prawdziwszej' wersji, bo takiej nie było?
Mam obie. Rider-Waite i Tarot Linestrider, który jest bardzo minimalistyczny. I tak - przy Linestrider reaguję inaczej na kilka kart. Śmierć tam jest niemal spokojna. Ale Księżyc jest podobnie niepokojący w obu. Nie wiem co z tego wynika - może że niektóre symbole mają jakąś głębszą warstwę, a inne działają głównie przez grafikę?
Mam pytanie bo trochę sie zgubiłem w tej dyskusji. Mówicie o różnych taliach - tradycyjne kontra nowoczene. Ale czy jest jakas reguła kiedy lepiej pracować na tej bardziej skomplikowanej grafice a kiedy na uproszczonej? Bo czytałem gdzies że dla poczatkujacych lepiej Rider ale nie rozumiem dlaczego skoro może być łatwiej na prostszej.
A ja mam odwrotnie - zacząłem od Ridera i przez długi czas czytałem te sceny dosłownie, jak ilustracje do jakiejś historii. Dopiero jak dostałem talię bez tych wszystkich figurek, to zacząłem naprawdę patrzeć na symbol. Może Rider jest dla jednych łatwiejszy, a dla innych jest właśnie za dużo tam tych 'podpowiedzi' które zagłuszają własne skojarzenia?
Słucham tej rozmowy o projekcji i zaczynam się zastanawiać, czy w ogóle możliwe jest czytanie tarota bez projekcji. I czy to jest problem. Bo może cały sens jest właśnie w tym, żeby projektować - i potem się przyjrzeć, co się wyprojektowało. Karta jako ekran, nie jako lustro.
Własnie to chciałam powiedziec od początku! I nikt mi tego nie wyjaśnił. Jak ta rozmowa ma być prawdziwa jeśli obie strony to my sami? Kto pyta i kto odpowiada? Bo jak rozumiem podswiadmość to jest część nas której nie kontrolujemy - a skoro losowanie jest przypadkowe, to jest jakiś zewnetrzny element, ale grafika i interpretacja to już my. To gdzie jest ta druga strona rozmowy?
Własnie to chciałam powiedziec od początku! I nikt mi tego nie wyjaśnił. Jak ta rozmowa ma być prawdziwa jeśli obie strony to my sami? Kto pyta i kto odpowiada? Bo jak rozumiem podswiadmość to jest część nas której nie kontrolujemy - a skoro losowanie jest przypadkowe to skad wiemy że akurat ta karta 'odpowiada' na pytanie a nie po prostu wylosowała się?
A może właśnie o to chodzi - że bez kart tego nie robisz? Mam na myśli to, że siedzisz z myślami w głowie i one chodzą po swoich utartych ścieżkach. Karta przerywa ten krąg. Nawet jeśli to tylko przypadkowy obrazek, to wymusza zatrzymanie się przy czymś konkretnym. Czy to nie wystarczy, żeby nazwać to rozmową?
Właściwie sama sobie zadałam to pytanie parę miesięcy temu i odpowiedź była zaskakująca. Bo okazało się, że tarot działa dla mnie nie pomimo tego rytuału, ale właśnie przez niego. Ten moment tasowania, skupienia, zadawania pytania na głos - to już jest część 'rozmowy'. Zanim jeszcze odwrócę kartę.
@Malgosia87, czyli dla ciebie ważniejszy jest rytuał niż sama karta? Bo jak tak myślę o swoich sesjach, to chyba tak samo mam - że to co poprzedza odsłonięcie jest jakieś... naładowane? Jak to opisać nie brzmiąc dziwacznie.
To co opisujecie - ten 'tryb gotowości' - ma całkiem dobrze zbadane podstawy w psychologii uwagi. Rytuał działa jako sygnał dla układu nerwowego, że teraz będzie coś wymagającego skupienia. Nie musi być w tym nic mistycznego, żeby działało. Ale rozumiem, że dla części z was to mistyczne wyjaśnienie jest równolegle ważne - i to też jest spójna pozycja.
