Zastanawiam się od jakiegoś czasu, czy tarot może faktycznie podpowiadać, jakich umiejętności powinniśmy się uczyć albo co rozwijać. Nie mówię o tym w sensie 'karty ci powiedzą, żebyś poszła na kurs gotowania' - raczej o głębszym sensie. Jakiś czas temu zrobiłam sobie spread na temat własnego rozwoju i wyciągnęłam Hierofanta oraz Stronę Mieczy. Hierofant bardzo kojarzył mi się z formalną nauką, systemem, tradycją. A Strona Mieczy to ciekawość, szukanie, zadawanie pytań. Razem odczytałam to jako sygnał, że powinnam wrócić do czegoś, co kiedyś porzuciłam - właśnie do bardziej systematycznej nauki czegoś. Ale mam wrażenie, że te karty mogą też dotyczyć ciała i tego, jak o siebie dbamy. Jak wy to odczytujecie? Czy ktoś miał podobne doświadczenia?
Ciekawe zestawienie, choć Hierofant to dla mnie niekoniecznie formalna nauka w dosłownym sensie. Często widzę go jako kartę, która mówi o przekazywaniu wiedzy - albo jesteś tym, który uczy, albo tym, który powinien się uczyć od kogoś z doświadczeniem. Strona Mieczy obok niego faktycznie brzmi jak 'zacznij od podstaw, pytaj, nie udawaj, że już wiesz'. Co to było za pytanie do kart? Bo kontekst spreadu mocno zmienia interpretację.
Spread trójkartowy to dobry wybór do takich pytań, ale zastanawiam się, czy 'co warto rozwijać' to nie jest jednak pytanie zbyt szerokie jak na trzy karty. Sam zazwyczaj używam bardziej rozbudowanego układu, kiedy pytam o coś związanego z rozwojem - szczególnie jeśli chcę dotknąć kwestii ciała, zdrowia, własnych zasobów. Ciekawe, jaka karta wyszła na pozycji przeszłości?
Słucham tej rozmowy i mam pytanie, bo sama nie pracuję dużo z tarotem, bardziej z astrologią - czy wy naprawdę traktujecie to dosłownie, że karty 'wskazują' co robić? Czy to jest bardziej tak, że karta uruchamia jakiś własny proces myślowy i odpowiedź tak naprawdę pochodzi od nas? Pytam szczerze, nie złośliwie, bo widzę, że Begonia analizuje te karty bardzo świadomie i to brzmi sensownie - ale zastanawiam się, gdzie jest granica.
Nie nazwałbym tego smutnym. Czwórka Mieczy jako przeszkoda w nauce może znaczyć różne rzeczy - że boisz się zatrzymać i posłuchać siebie, że uczenie się kojarzy ci się z wysiłkiem zamiast z regeneracją, albo że twój system nerwowy dosłownie potrzebuje przerwy zanim wchłonie coś nowego. To jest wręcz ważna informacja o ciele i jego gotowości.
Dokładnie to samo myślę o Pentaklach. I właśnie dlatego wspomniałam na początku, że te karty mogą dotyczyć ciała - uczenie się akceptacji siebie, własnej seksualności, tego jak czujemy się we własnej skórze - to wszystko jest w obszarze Pentakli. Ktoś kiedyś robił spread specjalnie pod kątem relacji z własnym ciałem?
Ja robiłam raz coś takiego, bo miałam problem z akceptacją swojego wygladu i chciałam zobaczyć co karty na to. Wyciągnełam Czwórkę Pentakli i Cesarzową. Czwórka Pentakli to takie trzymanie się kurczowo, zamknięcie - i to mi opisało idealnie jak sie czułam z własnym ciałem. Cesarzowa z kolei to płodność, pełnia, kobiescość - i to był chyba kierunek. Nie wiedziałam czy to znaczy 'zaakceptuj siebie jaka jesteś' czy 'stań sie kimś innym'. Co wy o tym myslicie?
Interesujące, że temat nauki i temat ciała zaczął się łączyć w tej rozmowie. Mam wrażenie, że to nie przypadek - umiejętność akceptacji ciała to też jest coś, czego się uczymy, nie coś co po prostu mamy lub nie mamy. I tarot może być w tym procesie całkiem użyteczny, ale pod warunkiem, że traktujemy go jak lustro, a nie jak przepis. Lustro pokazuje, ale nie mówi co robić.
Ja nie używam dużo tarotu, ale czytam tę rozmowę i mam takie wrażenie, że to co opisujecie - karty jako odbicie wewnętrzne - bardzo przypomina to, co zdarza mi się ze snami. Też często coś pokazują, co jest trudne, i też nie wiem co z tym robić. Może nie tak odległe tematy.
myślę, że to jest serce sprawy. Bo kiedy pytasz 'czego się nauczyć', to rzadko chodzi o techniczną umiejętność w próżni. Prawie zawsze za tym stoi jakiś stosunek do siebie. Czy jestem gotowa. Czy zasługuję. Czy moje ciało to potrafi. Karty to wyciągają.
A właśnie chciałam zapytać - bo słucham i próbuję to wszystko poukładać - czy jeśli ktoś pyta o naukę czegoś związanego z seksualnością albo intymnością, to ma po prostu pytać wprost? Coś w stylu 'co powinnam przyjąć w sobie, żeby móc być blisko drugiej osoby'? Czy to za intymne jak pytanie do kart?
Słucham dalej i mam inne pytanie - wy mówicie dużo o akceptacji ciała, o blokadach, o seksualności. Ale czy tarot może dosłownie wskazać konkretną umiejętność do nauczenia? Nie 'zaakceptuj siebie', ale coś bardziej namacalnego? Bo mam wrażenie, że ta rozmowa poszła bardzo w głąb, a tytuł wątku mówi o nauce umiejętności.
Czytam to i myślę, że chyba rozumiem trochę więcej o tym, po co jest tarot. Miałam wrażenie, że to takie szukanie przepowiedni, a to brzmi bardziej jak rozmowa z sobą przez symbole. Czy dobrze to rozumiem? Bo jeśli tak, to jest to zupełnie inne niż myślałam.
Przepowiedni chyba. Ale teraz jak tak czytam tę rozmowę, to zaczynam się zastanawiać czy to złe. Bo jeśli karty mogą powiedzieć 'naucz się tego', to może jednak coś wiedzą? Nie wiem jak to rozróżnić - czy to ja projektuję, czy coś naprawdę 'przychodzi' z zewnątrz.
Słucham tej rozmowy od jakiegoś czasu i mam jedno pytanie, może głupie - jak w ogóle wiadomo, że tarot 'ma rację'? Znaczy, skąd wiesz po fakcie, że ta interpretacja była trafna, a nie po prostu dopasowałaś do niej rzeczy które się stały? Nie atakuję, po prostu nie rozumiem tej weryfikacji.
Wracając do pytania Begoni o sztuczny podział - mam wrażenie, że ten podział istnieje dlatego, że ludzie chcą konkretnej odpowiedzi. Albo karta mówi 'ucz się gotowania', albo mówi 'zaakceptuj ciało'. A co jeśli to samo i jedno i drugie jest blokowane przez ten sam mechanizm? Wtedy pytanie o umiejętność i pytanie o ciało to jedno pytanie.
Ja to rozwiązuję tak że zadaję dwa pytania. Pierwsze o samą umiejętność, drugie o to co mi stoi na drodze. I patrzę czy karty mówią to samo czy coś różnego. Jak to samo, to pewnie jest temat do przepracowania, jak różne, to może po prostu jest kwestia praktyczna. Głupie?
Jeden sposób, który mi pomaga - zapisuję interpretację zanim zacznę jej szukać. Znaczy: wyciągam kartę, piszę pierwsze trzy skojarzenia które przychodzą, i dopiero potem sprawdzam czy to ma sens w kontekście pytania. Pomija to etap szukania pasującego znaczenia, bo pierwsze skojarzenia są mniej 'zarządzane'.
Mam wrażenie, że ta rozmowa robi się coraz bardziej psychologiczna, a coraz mniej o nauce umiejętności. Nie mówię że to złe, ale może wróćmy do sedna - czy ktoś ma konkretny przykład, że tarot wskazał mu jakąś umiejętność i faktycznie się jej nauczył? Bo na razie mamy dużo teorii.
Ja mam przykład, ale nie wiem czy dobry. Wyciągnęłam Gwiazdę kiedy pytałam o to, co powinnam rozwijać. I wzięłam to jako znak żeby zacząć rysować. Zaczęłam, polubiłam. Ale teraz nie wiem czy to karta mi wskazała, czy po prostu chciałam rysować i szukałam potwierdzenia.
I chyba to jest właśnie sedno tematu, który zaczęłam. Czy tarot wskazuje umiejętność - to pytanie zakłada, że umiejętność jest gdzieś poza nami i karta ją pokazuje. A może karta pokazuje coś w nas, co prowadzi do umiejętności. To nie to samo, ale oba mogą działać.
Dobra, ale skoro tarot otwiera pytania a nie zamyka - to jak ma wskazać konkretną umiejętność do nauki? Wracam do tego, bo nadal mi to nie gra. Chyba że przyjmiemy, że 'wskazanie' to nie 'wskaż mi kurs gotowania w środy', tylko coś znacznie luźniejszego. To wtedy ok, ale warto to powiedzieć wprost.
Dobra, ale skoro tarot otwiera pytania a nie zamyka - to jak ma wskazać konkretną umiejętność do nauki? Wracam do tego, bo nadal mi to nie gra. Chyba że przyjmiemy, że 'wskazanie' to nie 'wskaż mi kurs gotowania w środy', tylko coś znacznie luźniejszego. To wtedy pytanie z tematu jest źle postawione, nie?
Tu jest pułapka. Jeśli karta się myli, to odrzucamy odczyt. Jeśli opieramy się, to mówimy że karta miała rację a my się boimy. W obu przypadkach karta 'wygrywa'. Skąd wiemy kiedy opór jest sygnałem że coś jest nie tak, a kiedy jest sygnałem że karta trafiła w czułe miejsce?
Moim zdaniem opór fizyczny a opór intelektualny to dwie różne rzeczy. Jak coś cię dosłownie ściska w żołądku przy karcie - to jeden sygnał. Jak po prostu ci się logicznie nie zgadza - to drugi. Ale nie wiem czy to zasada czy tylko moje doświadczenie.
Ja bym w takiej sytuacji pewnie odłożyła kartę i zapytała ponownie za kilka dni. Nie z tego że wynik mi się nie podoba, tylko żeby sprawdzić czy to samo wychodzi. Jeśli ta sama energia wraca, to coś jest. Ale to moja metoda, nie wiem czy słuszna.
