Czytam ostatnio sporo o tym, jak różne szkoły podchodzą do tarota i coraz bardziej skłaniam się ku temu, że karty to nie przepowiednia, tylko rodzaj lustra. Zamiast pytać 'co się stanie', zaczynam pytać 'co ja o tym myślę' albo 'czego się boję w tej sytuacji'. I naprawdę wychodzą z tego inne, głębsze rzeczy niż przy klasycznym wróżeniu. Ale mam wrażenie, że tradycyjne talie, jak Rider-Waite czy Thoth, do tego bardziej się nadają niż te nowoczesne, bo mają tę głębię symboliczną zakodowaną latami. Co wy na to?
Ciekawy punkt wyjścia. Ale czy ta 'głębia symboliczna' Rider-Waite to nie jest trochę mit, który powtarzamy za innymi? Mam na myśli, że Pamela Coleman Smith rysowała pod dyktando Waite'a, więc to jego interpretacja kabały i hermetyzmu, nie jakiś ponadczasowy wzorzec. Nowsze talie też mają swój system - po prostu inny język symboli. Pytanie chyba brzmi: czy to symbole rozmawiają z podświadomością, czy sam rytuał wyciągania kart?
A ja w ogóle nie rozumiem, jak to ma działać jako 'rozmowa z podświadomością'. Jak tasuje się karty, to jest losowe. Jak podświadomość miałaby wpłynąć na to, która karta wyjdzie? Pytam serio, bo próbowałem tarota i czułem, że po prostu interpretuję to, co widzę, pod kątem tego, czego chcę.
Ale czekajcie, czy tarot naprawdę jest tylko psychologią? Bo jak czytam opisy kart, to część tradycji mówi o tym, że karty łączą nas z jakimś wyższym przewodnictwem, duchami, Wyższym Ja... Czy te dwa podejścia w ogóle da się pogodzić? Malgosia87, Ty jak to traktujesz, czysto jako samoanalizę czy coś więcej?
Podchodzę do tego sceptycznie, ale to, co mówi Malgosia87, brzmi sensownie nawet dla mnie. Tylko mam pytanie - jak to wygląda w praktyce? Czy zadaje się konkretne pytanie przed rozłożeniem, czy raczej wchodzi się w to bez pytania i patrzy, co wyjdzie? Bo nie wiem, czy jedno podejście bardziej sprzyja tej 'rozmowie z podświadomością' niż drugie.
To jest ciekawy wątek, bo w pracy ze snami mam podobny mechanizm - jeśli wchodzisz w sen z gotowym pytaniem, często śpisz to pytanie, a nie rzeczywistą odpowiedź. Podświadomość jest przekorna. Zastanawiam się, czy przy kartach nie dzieje się coś podobnego - zbyt precyzyjne pytanie zawęża pole interpretacji i blokujesz sam siebie.
Malgosia87, a jak to wygląda, kiedy masz dwie talie i losowo wybierasz, na której pracujesz? Czy różnica jest widoczna przy tym samym pytaniu? Zastanawiam się, czy kiedykolwiek próbowałaś rozłożyć te same karty na obu.
To ciekawe, bo numerologicznie dziewiątka to zamknięcie cyklu, coś co zmierza ku końcowi - i to pasuje do obu interpretacji, które opisałaś Malgosia87. Zastanawiam się, czy talie zbudowane z konkretnym systemem w tle, numerologicznym albo astrologicznym, dają głębszą samoanalizę właśnie dlatego, że poszczególne karty są ze sobą powiązane nie tylko wizualnie, ale też strukturalnie?
A co z talimi, które nie mają żadnego zaplecza systemowego, tylko czysto artystyczne? Widziałem takie, gdzie zamiast kart masz np. zdjęcia natury albo abstrakcje. Czy to nadal działa jako samoanliza, czy potrzebujesz jednak jakiegoś szkieletu znaczeń żeby to miało sens? Bo jak nie mam punktu odniesienia to jak wiem co ta karta 'mówi'?
Mam mieszane zdanie na ten temat. Z jednej strony pracuję z Thotem i uwielbiam, że każda karta ma za sobą cały system. Ale raz dałam znajomej do rąk talię artystyczną, bez żadnych opisów, i poprosiłam, żeby wybrała kartę, która do niej mówi. Wybrała i zaczęła opowiadać o karcie przez dwadzieścia minut. Czy to był tarot? Nie wiem. Ale coś zadziałało.
To jest właściwie pytanie o to, co jest sednem tarotem jako rozmowy z sobą. Czy potrzebujesz szkieletu znaczeń, żeby wyciągnąć coś z podświadomości, czy wystarczą obrazy? Moje doświadczenie jest takie, że system mi pomaga - daje mi język, żebym mogła nazwać to, co czuję. Bez niego kręcę się w kółko z wrażeniami, które nie prowadzą nigdzie konkretnego.
To przypomina mi różnicę między prowadzonym dziennikiem snów a spontanicznym zapisem. Kiedy mam pytania pomocnicze, dotykam głębiej. Bez nich piszę chaotycznie i gubie wątek. Ale znam osoby, które potrzebują właśnie chaosu, bo pytania je blokują. Myślę, że to bardzo indywidualne - czy system otwiera, czy zamyka.
Wracając do kwestii starych i nowych talii - mnie ciekawi coś innego. Rider-Waite pochodzi z początku XX wieku i był tworzony przez konkretnych ludzi z konkretnym światopoglądem ezoterycznym. Nowe talie często są tworzone przez artystów, czasem bez żadnego wykształcenia okultystycznego. Czy to zmienia to, jak talia 'działa' jako zwierciadło podświadomości?
No właśnie, bo ja wciąż przy tym stoję. Malgosia87 powiedziała, że 'zależy od dnia' i to rozumiem intuicyjnie, ale czy nie jest tak, że te dwa podejścia jednak gdzieś się wykluczają? Jak karta jest tylko lustrm podświadomości, to co z tym, że czasem naprawdę wychodzi coś, o czym nie mogłas wiedzieć?
A możecie mi powiedzieć, jak to wygląda przy codziennym użyciu? Bo rozmawiamy o filozofii, ale jestem ciekawa, czy ktoś kładzie karty regularnie, codziennie, i co z tego wynika. Czy to nie staje się rutyną, która traci sens?
To może o to chodzi z tymi prostymi taliami bez systemu - kiedy nie ma co 'czytać', zostaje sama reakcja. Może właśnie brak systemu zmusza bardziej do kontaktu z tym, co się czuje, a nie z tym, co karta 'powinna' znaczyć?
Wróćmy może do tego, skąd w ogóle bierze się poczucie, że karta 'mówi coś ważnego'. Bo mamy tu dwa wyjaśnienia, które krążą w tej rozmowie: jedno mówi, że to projekcja i interpretacja - psychologia. Drugie mówi, że jest coś więcej. Ale jest jeszcze trzecia opcja, o której chyba nie mówiliśmy wprost - że samo pytanie jest złe i nie trzeba rozstrzygać, skąd to pochodzi, żeby coś z tym zrobić.
...jest jeszcze trzecia opcja, którą rzadko ktoś tu nazwał wprost: że podświadomość i coś więcej to nie są dwie oddzielne rzeczy. Że 'głębiej' w nas może sięgać dalej niż indywidualny umysł. Jung sam to sugerował z nieświadomością zbiorową. Więc może to nie jest wybór między psychologią a ezoteryką, tylko kwestia tego, jak głęboko gotowi jesteśmy przyjąć, że psychologia sięga.
No ale Malgosia87, jak możesz nie zastanawiać się co jest źródłem? Bo jeśli to tylko twój umysł, to tarot jest terapią. A jeśli jest coś więcej, to jest czymś zupełnie innym. Te dwie rzeczy jednak mają różne implikacje, nie? Chcę to rozumieć, bo sama nie wiem jak do tego podchodzić.
Chyba zalezy od tego czego szukasz w ogule. Jak chcesz sie poznac, to źródło nie ma znaczenia. Jak chcesz wiedziec co bedzie, to juz ma. Przynajmniej dla mnie to tak wyglada.
Jest pewien problem z tą logiką 'wszystko działa inaczej'. Bo to jest stanowisko, które trudno zakwestionować, a więc też trudno z niego wyciągnąć cokolwiek sensownego. Jeśli dosłowne czytanie 'działa inaczej', a intuicyjne 'działa inaczej', i praca z systemem 'działa inaczej' - to co właściwie porównujemy?
Mam pytanie, może trochę z boku. Czy jest jakaś różnica między tym, jak działa talia tradycyjna jak Rider-Waite a np. bardzo nowoczesna talia z abstrakcyjnymi grafikami, jeśli chodzi właśnie o to samopo poznanie? Bo zastanawiam sie, czy trudniejsze obrazy nie blokują.
To jest dobre ujęcie. Ale jeśli to lustro, to czy każdy ogląda w nim siebie inaczej, zależnie od tafli? Bo lustro w łazience i weneckie lustro pokazują różne rzeczy, dosłownie. Może tu jest właśnie ta różnica między taliami - nie że jedna jest lepsza, tylko że każda pokazuje inny fragment.
To jest właśnie pytanie, które mnie interesuje w tym wątku od początku. Jeśli talia dobiera obraz, to czy w ogóle możemy mówić o kontakcie z podświadomością, czy tylko o kontakcie z wyobraźnią autora talii? Rider-Waite niesie ze sobą bardzo konkretny system hermetyczny. Czy to przypadkiem nie oznacza, że czytając tę talię, myślimy w kategoriach hermetycznych, a nie własnych?
O, to ciekawe. Czyli mówisz, że znaczenie kart można sobie przyswoić tak jak słownictwo i po pewnym czasie to już nie jest cudza rama, tylko twoja? Bo jeśli tak, to może to tłumaczy, dlaczego te same karty czyta się zupełnie inaczej po roku praktyki niż na początku.
I tutaj wchodzimy na grunt Junga, który pewnie był w głowie Malgosi87 od początku. Jung mówił o archetypach jako o strukturach, nie obrazach. Kapłanka jako archetyp to nie kobieta w szatach, tylko pewien wzorzec energetyczny. Ilustracja go reprezentuje, ale nim nie jest. Pytanie, czy użytkownicy tarotu faktycznie docierają do struktury, czy tylko do ilustracji.
No ale tu jest różnica między tarotetem a testami Rorschacha. Plamy atramentowe też wywołują własne skojarzenia. Czy to znaczy, że test Rorschacha to tarot? Chyba chodzi o coś więcej niż sam bodziec wizualny, inaczej każdy obraz byłby wróżbiarstwem.
