Ostatnio coraz więcej osób pyta mnie o lektury finansowe i zauważyłam, że większość podchodzi do tego tak samo - tasuje, ciągnie kilka kart i patrzy, czy wyszło dobrze czy źle. Ale jest jedna rzecz, która naprawdę zmieniła mój sposób pracy z tarotem w kontekście pieniędzy. Zaczęłam rozróżniać karty, które ja nazywam kartami dostatku, od kart niedostatku - i pracować z nimi aktywnie, nie tylko odczytywać. Konkretnie: wybieram jedną kartę rano jako intencję na cały dzień. Nie ciągnę jej losowo - świadomie wybieram tę, której energię chcę przyciągnąć. Najczęściej sięgam po Asa Pentakli albo Dziesięć Pentakli, kiedy potrzebuję ustabilizować finanse. Ciekawi mnie, czy ktoś jeszcze tak pracuje i jakie karty wybiera w takich sytuacjach? Bo mam wrażenie, że ta metoda jest mocno niedoceniana.
Pracuję z tarotem finansowo od kilku lat i powiem szczerze, że rozróżnienie na karty dostatku i niedostatku to trochę uproszczenie. Weźmy Czwórkę Pentakli - technicznie mogłoby się wydawać, że to karta dostatku, bo jest gromadzenie. Ale jak ją postawisz jako intencję na dzień, to możesz skończyć z energią chciwości i lęku przed stratą, a nie obfitości. Więc jak ty to rozróżniasz? Co decyduje, że dana karta idzie do której szufladki?
A jak w ogóle to technicznie działa - siedzisz rano z kartą przed sobą przez jakiś czas, czy wystarczy ją wyciągnąć i schować do kieszeni? Bo mam wrażenie, że sam wybór karty to jedno, ale co potem z nią robisz to drugie.
To co opisuje Bryza ma zresztą korzenie w starszych praktykach - w tradycji hermetycznej mówi się o imprintingu symbolu na umysł jako sposobie na zmianę postawy wobec rzeczywistości. Nie chodzi o magiczne przyciąganie pieniędzy, ale o to, że symbol działa na podświadomość i zmienia nasze decyzje w ciągu dnia. Crowley pisał o podobnych praktykach w kontekście kart, choć nie stricte finansowo. Pytanie tylko, czy efekty, które obserwujesz Bryzo, są według ciebie symboliczne czy dosłownie materialne?
A co z Kołem Fortuny albo Gwiazdą? Bo słyszałem, że to też karty finansowe, a to Wielkie Arkana, nie pentakle. Czy w tej metodzie liczy się tylko kolor kart, czy możesz wziąć dowolną kartę z talii?
Hej, trochę z innej beczki, ale mam pytanie - czy ta metoda działa tylko przy finansach, czy można ją zastosować do innych spraw? Pytam bo nigdy nie używałem tarota do pieniędzy, ale mam inny obszar życia, gdzie chciałbym coś zmienić.
No dobra, ale ile czasu potrzeba, żeby zobaczyć jakiekolwiek efekty tej pracy z kartą jako intencją? Bo jeśli trzeba miesięcy, to szczerze mówiąc trochę mija się to z celem.
A co z kartami, które kojarzą się jednoznacznie z problemami, na przykład Pięć Pentakli albo Wieża? Czy w ogóle ma sens używanie ich jako intencji, czy to zawsze będzie działać na niekorzyść?
Słucham tej rozmowy i chcę dodać jedną rzecz, bo mam wrażenie, że gdzieś umyka. Praca z kartą jako intencją to też praca z własnym oporem. Możesz wybrać Dziewiątkę Pentakli - obfitość, niezależność, spokój - i siedzieć z nią przez pół godziny rano, ale jeśli głęboko wierzysz, że nie zasługujesz na finansowy spokój, to karta sama tego nie zmieni. Czy ktoś miał sytuację, że praca z kartą dostatku wywoływała dyskomfort zamiast pozytywnego nastawienia?
To co mówi Bryza o wewnętrznym sprzeciwie jest dla mnie ciekawe, bo wychodzi na to, że losowe ciągnięcie kart i świadomy wybór intencji to dwa różne narzędzia do dwóch różnych celów. Jedno pokazuje, gdzie jesteś, drugie wskazuje, dokąd chcesz iść. Nie wiem czy można porównywać efekty tych dwóch metod jakby były tym samym.
Sorki że wchodzę z głupim pytaniem, ale dla mnie to troche nowe - jak wyglada taka sesja z karta jako intencją od strony praktycznej? Czy wyciagasz ja ze standardowej talii czy masz osobną? I czy możesz używać tej karty normalnie do lektury tego samego dnia?
okej, rozumiem. Ale jak siadasz z tą kartą przez te kilka minut - to co wtedy robisz? Patrzysz na nią i tyle, czy powtarzasz jakieś afirmacje, czy co? Bo mam wrażenie, ze samo patrzenie moze mi nie wystarczyc.
A mam pytanie z innej strony - czy ktoś próbował tej praktyki z kartą, którą wyciągnął losowo, zamiast świadomie wybierać? Tzn. ciągniesz rano jedną kartę jako 'energię dnia' i z nią pracujesz, nie wybierasz intencji. Czy to jest coś zupełnie innego?
To co mówi Bryza dużo mi wyjaśnia. Ja zawsze ciągneam i od razu myślałam 'dobra karta' albo 'zła karta' i na tym kończyłam. Nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby z tym zostać i zapytać co ta karta ode mnie chce. Muszę spróbować. Tylko że teraz nie wiem - od czego zacząć jeśli mój główny problem finansowy to po prostu brak, nie zarządzanie?
Hej, wracam do pytania, które zadałem wcześniej, bo nie dostałem odpowiedzi - czy ta metoda z kartą jako intencją działa tylko przy finansach? Pytam serio, bo mam zupełnie inny obszar gdzie chciałbym coś przepracować i zastanawiam się czy tarot to dobra droga.
Słucham tej rozmowy od dłuższego czasu i mam jedno pytanie, może troche nie na miejscu - czy ktoś z was próbował sprawdzić, czy ta praca z kartą jako intencją faktycznie wpłynęła na finanse, czy tylko na samopoczucie? Bo rozumiem, że zmiany w myśleniu są ważne, ale na końcu dnia liczą się twarde liczby.
Okej, Bryza, kupuję to co mówisz o negocjowaniu i sprawdzaniu konta. Ale mam jedno konkretne pytanie - jak długo pracowałaś zanim zauważyłaś te zmiany? Bo rozumiem mechanizm, tylko nie wiem czy to tygodnie, miesiące, czy to jest coś co działa szybciej.
Trzy tygodnie to dużo. Mówię serio, bo ja mam problem z cierpliwością i chyba właśnie dlatego ta praktyka mnie przeraża. Wybierasz kartę, siedzisz z nią, czekasz... a co jeśli przez te trzy tygodnie nic nie czujesz? Rzucasz w połowie?
A co znaczy 'odzew' w tym kontekście? Pytam serio, bo to słowo pojawia się w tej dyskusji już kilka razy i każdy chyba rozumie je inaczej. Dla mnie odzew to jakaś zmiana w zachowaniu. Dla kogoś innego to może być sen albo emocja. Jak to rozumiecie?
A mnie interesuje coś innego - czy ktoś próbował tej praktyki z kartami niedostatku jako intencją? Nie żeby przyciągać niedostatek, ale żeby zrozumieć co w sobie niesie. Bo z tego co czytam, wydaje się że wszyscy wybierają karty dostatku i pracują z pozytywem. A co z Pięciorką Pentakli albo Dziewiątką Mieczy?
Ja nie pracowałam z kartami jako intencją, ale miałam sen z Pięciorką Pentakli i byłam przerażona. Potem czytałam że to karta trudnej sytuacji finansowej ale też przejścia. Więc pytanie do osób co wiedzą więcej - czy praca z taką kartą jako intencją to nie jest zapraszanie problemów?
okay, to rozumiem że karta nie dodaje problemu jeśli już mam go w środku. Ale jak mam siedzieć z Pięciorką Pentakli jako intencją na cały dzień i jednocześnie nie nakręcać się tym lękiem? Bo to chyba rózni się od siedzenia z kartą dostatku, nie?
Ale czekajcie, bo ja się tu gubię. Z jednej strony Bryza mówi żeby pracować z kartami dostatku jako intencją bo to zmienia perspektywę. A teraz mówi że można też pracować z kartami niedostatku. To kiedy wybieramy co? Są jakieś kryteria?
A można to mieszać? Mam na myśli - pracować przez kilka dni z kartą trudną, żeby ją zobaczyć, a potem przejść do karty dostatku? Czy to rozbija praktykę?
Ja też się nad tym zastanawiam od jakiegoś czasu. Czy ta praktyka ma jakiś naturalny rytm, który sam się pokazuje, czy trzeba z góry zaplanować że np. trzy dni na kartę trudną, tydzień na kartę dostatku? Bo te dwa podejścia chyba prowadzą do różnych doświadczeń.
Nie mam schematu i celowo go nie buduję. Schemat daje poczucie kontroli, ale praca z kartą jest właśnie po to, żeby zobaczyć gdzie ta kontrola jest iluzją. Siedzę z kartą tak długo jak czuję że coś jeszcze się rusza. Kiedy robi się płasko - zmieniam.
No ale 'czuję że coś się rusza' to jest bardzo subiektywne kryterium. Jak ktoś w ogóle nie jest przyzwyczajony do tej pracy, to skąd wie że coś się rusza, a nie że po prostu siedzi z kawałkiem papieru i czeka?
