To "kliknięcie" jest bardzo ważnym punktem. Pranava mówiła wcześniej o kotwiczeniu przez medytację - mam wrażenie, że to kliknięcie dziala podobnie. Coś nagle staje się konkretne. Możesz powiedzieć więcej o tym, co się po tym kliknięciu zmieniło w praktyce? Czy to zostało tylko jako wiedza, czy coś naprawdę się przesunęło?
Ten "wewnętrzny alarm" - mam go od niedawna i nadal nie jestem pewna, czy mu ufam. Mam Wenus w Skorpionie, więc mechanizm jest trochę inny, ale to reinterpretowanie rzeczywistości na korzyść drugiej osoby - to znam. Pytanie do Ciebie, Apolonio: jak długo trwało zanim ten alarm przestał być zagłuszany przez uczucie? Bo u mnie on dzwoni, a ja i tak idę dalej.
To co mówi Apolonia jest bardzo bliskie temu, co obserwuję w pracy z energią. Przy silnej Rybiej energii - i tu mówię też o wpływie Neptuna jako planety transpersonalnej - ta granica między "mój sygnał" a "czuję to od kogoś innego" jest płynna. Praca z kotwiczeniem, którą opisywałam wcześniej, pomaga właśnie to rozróżniać. Ale mam pytanie do Apolonii - czy zauważasz w ciele jakiś fizyczny odpowiednik tego alarmu? Bo to może być wejście do tej pracy.
Wizualizacja jest dobra, ale przy tej pracy polecam też coś bardziej zakorzenionego fizycznie - oddech z uwagą na klatkę piersiową, konkretnie na przestrzeń między łopatkami. Nie chodzi o to, żeby rozluźnić, tylko żeby poczuć co tam jest i nie uciekać od tego. To jest praca z czwartą czakrą, ale bez narracji, po prostu obserwacja. Próbowałaś kiedyś tej metody?
A mozna zapytac czemu akurat miedzy lopatkami? Bo myslalem ze czakra serca jest z przodu w centrum klatki. Czy to ma znaczenie gdzie dokładnie skupiamy uwage? 😉
Zerkam na tę rozmowę o czakrze serca i zastanawiam się, czy to nie jest właśnie to, czego brakowało mi przez ostatnie lata w rozumieniu własnych relacji. Mam Wenus w Rybach i zawsze myślałam, że to moja siła - że kocham głębiej, pełniej. A może to też był jeden z tych mechanizmów, które opisuje Apolonia?
Karinka, to jest jeden z najważniejszych wniosków w tej rozmowie. Intensywność uczucia jako odpowiedź na brak - to jest coś, o czym rzadko się mówi wprost. Czy ktoś widzi to w innych pozycjach astrologicznych poza Wenus w Rybach? Bo zastanawiam się, czy to jest specyfika tej pozycji, czy może ogólnie Neptunowy wzorzec.
Co do tego, co powiedziałam - intensywność jako odpowiedź na brak. Widzę to wyraźnie u siebie z Wenus w Skorpionie, ale zastanawiam się, czy nie jest to coś bardziej universalnego. Filomeno, Ty masz Wenus w Rybach - czy Twoje najsilniejsze uczucia też były do osób, które były "nieobecne" w jakiś sposób? Emocjonalnie, fizycznie, jakoś?
E tam, wieszczbiarz dotknął czegoś, z czym naprawdę się zmagałam. W pewnym momencie terapeutka zadała mi podobne pytanie - czy kochałam jego, czy swoją wersję niego. I wtedy nie umiałam odpowiedzieć. Teraz myślę, że to była ta sama osoba i jednocześnie różne - on realny i on wyobrażony. I przez długi czas nie widziałam szczeliny między nimi.
A ten moment, kiedy szczelina stała się widoczna - co go wywołało? Bo to jest właśnie to, czego szukamy w tym wątku - jak to rozpoznać od środka. Twoje doświadczenie jest tutaj najbardziej konkretne ze wszystkich.
To co mówi Apolonia jest bliskie czemuś, co czuję teraz w swoim związku. Czy ktoś miał tak, że ten pęknięty obraz - zamiast otrzeźwić - przyciągał jeszcze bardziej? Jakby niedoskonałość tej osoby stała się kolejnym powodem, żeby ją ratować?
Oj, chce tu wejść z trochę innej strony. Wenus w Rybach w kartach - jeśśli miałabym to wyłożyć - to jest Dwójka Pucharow spotkana z Księżycem. Jest w tym i piękno, i złudzenie w jednym. księżyc nie mówi "to jest fałsz", on mówi "nie widzisz całości". I to jest dokładnie to, co Apolonia opisuje - nie kłamstwo, tylko niepelny obraz który bierzemy za pełny.
Co do tego, co Julitka powiedziała o byciu niezbędnym. To mnie uderzyło. Bo afirmacje ktore poleca się przy pracy z relacjami - "jestem wystarczająca sama z siebie", "kocham i pozwalam kochać" - one brzmią ładnie, ale czy działają, jeśli wzorzec jest właśnie taki? Mam wrazenie, że sama afirmacja bez rozpoznania mechanizmu to jak naklejenie plastra na coś głębszego. 😉
Dobrze, ale jak cialo ma dostać "nowe doświadczenie" w relacji, skoro jest w relacji, która ten schemat odtwarza? To brzmi jak powiedzenie komuś żeby nauczył się pływać nie wchodząc do wody. Nie rozumiem, jak to ma działać w praktyce.
Czy ktoś pracował z kamieniami przy tym wzorcu? Czytałam, że labradoryt pomaga z granicami, ale nie wiem, czy to akurat pry tym typie zależności emocjonalnej. Może to głupie pytanie w tym kontekście, ale skoro mówimy o pracy somatycznej i energetycznej, zastanawiam się.
Wracam do kamieni ale z innej strony. Rozumiem potrzebę narzedzi somatycznych - Pranava mowil o tym sensownie. ale mam pytanie do calej grupy: czy pryz Wenus w Rybach problem jest w tym że nie ma granicy czy że granica jest, ale osoba aktywnie ją przekracza - bo to daje przyjemnosc? To nie jest to samo i chyba wymaga innego podejścia.
To co mówi Julitka uderza mnie bardzo osobiście. Bo właśnie to czuję - że zacieranie siebie w tym związku jest w jakiś sposób... dobre? Nie bolesne, tylko miękkie. I teraz nie wiem, czy mam z tym walczyć, czy to rozumieć. Czy ktoś wyszedł z tego wzorca bez wrażenia, że stracił coś cennego?
Karinka, to pytanie jest bardzo precyzyjne i bardzo trudne. Tak, straciłam coś cennego - ale dopiero po czasie zobaczyłam, że to był obraz siebie, który budowałam wokół jego potrzeb. I że to "coś cennego" trochę mnie zjadało. Nie powiem, że było bezwartościowe - ale miało cenę, której nie widziałam, kiedy płaciłam.
