Mam Wenus w Rybach w natalnym i przez lata zastanawiałam się, czy to przekleństwo czy dar. W związkach zawsze dochodziłam do punktu, gdzie dosłownie nie wiedziałam, gdzie kończę się ja, a zaczyna partner. Nie chodzi tylko o empatię - to głębsze. Jakby granica między tobą a drugą osobą po prostu rozpuszczała się. Czy ktoś z was ma podobne doświadczenia z tą pozycją? Albo zna kogoś z Wenus w Rybach z bliska?
Znam tę energię bardzo dobrze, bo moja przyjaciółka ma tę pozycję i patrząc na jej związki przez lata - za każdym razem dosłownie "stawała się" swoim partnerem. Przejmowała jego zainteresowania, znajomych, czasem nawet sposób mówienia. Mnie zawsze ciekawiło, czy to wynika z samej Wenus w Rybach, czy może jakiś aspekt wzmacnia tę tendencję? Jak masz resztę mapy, Apolonio?
To ciekawe pytanie bo Wenus w Rybach to egzaltacja Wenus - czyli teoretycznie najsilniejsza pozycja dla tej planety. ale chyba właśnie ta siła bywa pulapka? Miłość staje się tak wszechogarniająca, że zaciera granice własnego "ja". Ja sama mam Wenus w Wodnikuach i komplentie inaczej to przezywam - potrzebuję dystansu. Nie rozumiem jak można chcieć tak dosłownie zlać się z kimś w jedno.
A przepraszam, że się wtrącę, bo dopiero poznaję astrologię - egzaltacja to znaczy, że Wenus działa mocniej w Rybach niż w innych znakach? Zawsze myślałam, że każda planeta ma jeden "swój" znak i tam jest najlepsza. Jak to właściwie działa?
Zaglądam w ten temat i zastanawiam sie - skoro Wenus w Rybach to egzaltacja, to dlaczego w miłości ta pozycja podobno tak bardzo sprzyja zatraceniu? Intuicyjnie kojarzyłam egzaltację z czymś pozytywnym, a z tego co piszecie wychodzi, że to bardziej takie "za dużo dobrego".
A czy to oznacza, że Wenus w Rybach jest skazana na nieszczęśliwe miłości? Bo brzmi to trochę ponuro. Znam osobę z taką pozycją i ona jest w bardzo stabilnym związku od lat - moze inne elementy mapy to równoważą?
Nie ma czegoś takigeo jak "skazana" w astrologii. Mapa jest opisem tendencji nie wyroku. Ale Wenus w Rybach bez silnych aspektow grunntujących - Saturn, Księżżyc w znaku ziemi mocny ascendent - rzeczywiście moze oznaczac dużą trudność z utrzymaniem włsanej tozsamosci w związku. Pytanie do Apolonii: jak masz Neptuna? Bo Neptun jest wladca Ryb i jego pozycja bardzo modyfikuje to jak ta Wenus działa.
Trygonem albo sekstyltem Saturn - Wenus zazwyczaj daje pewna dojrzalosc emocjoonalną i zdolnosc do budowania trwałych struktur w związku. Kwadrat tez może gruntowac, ale bardziej przez lekcje zyciowe i ból niz przez naturalną rownowage. opozycja Saturn - Wenus to temat na osobny wątek. Ale wrocmy do meritum - czy ktoś tu ma Wenus w Rybach i chciałby opowiedziec o kokretnym doswiadczeniu a nie tylko teorii?
Ja mam Słońce w Rybach i Wenus w Wodnikuach, więc nie do końca pasuję do tematu, ale obserwuję ten wątek, bo moja mama ma Wenus w Rybach i to co tu opisujecie - to jest ona w stu procentach. W każdym związku znikała jako osoba. Dopiero po pięćdziesiątce zaczęła to ogarniać. Czy jest jakiś moment w życiu, tranzyt albo coś, kiedy ta energia zaczyna działać inaczej? Mniej destrukcyjnie?
Mozna uzyc astro.com to darmo i calkiem dokladne. Albo astroseek tez jest spoko. Ale chcilem zapytac bo moze sie myle - czy Wenus w Rybach to znaczy tez, ze ta osoba moze byc idealem dla innych? Ze ktos jej przypisuje cechy, ktore nie istnieja? Bo jakby dziala w dwie strony nie?
Zerkam na tę rozmowę i zastanawiam się nad jedna rzecza. Mowicie o "zatraceniu się" jak o problemie ale czy ktos rozważał, że Ryby jako znak maja cos glesbzego w tej energii? To znak, ktory w pewnym sensie pamięta jeszcze stan sprzed podziału na "ja" i "ty". Stąd ta tęsknota za zjednoczeniem. Problem nie leży w samej Wenus w Rybach, ale w tym że zyjemy w świecie który tego nie rozumie i wmyagamy od takich osob, zeby funkcjonowaly jak Koziorozec.
To pytanie o rozróżnienie zdrowosci połączenia od destrukcyjnego zatracenia jest chyba kluczowe dla całego tego wątku. z mojej obserwacji - i nie tylko przez pyrzmat astrologii - zatracenie zwykle ma pewien charakterystyczny rys: czlowiek przestaje wiedziec, co czuje sam z siebie a wie tylko co czuje w reakcji na partnera. każda emocja zaczyna być odpowiedzią na coś. Czy to brmzi znajomo?
Brzmi bardzo znajomo. I to jest przerażające, bo uświadamia się to często dopiero po fakcie. W trakcie myślałam, że jestem po prostu bardzo zaangażowana emocjonalnie, że tak wygląda głęboka miłość. Dopiero z dystansu zobaczyłam, że przez kilka miesięcy w zasadzie nie wiedziałam, czego ja chcę, tylko co on chce.
A czy w którymś momencie czułaś, że to rozróżnienie jest w ogóle możliwe od środka? Bo zastanawiam się - Wenus w Rybach działa tak, że granica między "głęboka miłość" a "tracę siebie" jest po prostu niewidoczna w danej chwili. Mam Wenus w Skorpionie i u mnie też jest tendencja do obsesji, ale jednak zostaje jakieś twarde "ja" w środku. W Rybach tego jądra chyba nie ma?
Zgadzam się z Filomeną ale dodałabym - sygnałem ostrzegawczym jest moment, gdy zaczynasz usprawiedliwiać rzeczy, których wcześniej byś nie zaakceptowała. Ryby maają skłoonność do reinterpretwania rzeczywistości na korzysc tego, w co chcą wierzyć. Nie dlatego że są naiwne, ale dlatego że głęboko potrzebują, żeby świat był piękniejszy niż jest.
Ech, a jak to jest z innymi planetami ryb? Bo słyszałem że Merkury w Rybach to tez detriment i jak ktoś ma oba - Wenus i Merkury w Rybach - to juz w ogole nie wizi rzeczywistosci? Czy to przesada?
Właśnie mam Merkurego w Rybach. I przyznaję, że to co opisuje Filomena - to jest mój codzienny tryb działania w miłości. Czuję, intuituję, wyobrażam sobie. Fakt jest ostatni na liście. Ale dopytam Symeona - wspomniałeś o mocnym Saturnie jako ochronie. A co jeśli ktoś ma Saturna np. w ducie do Neptuna, a nie do Wenus bezpośrednio? Czy to coś daje?
To już zalezy od tego jaki aspekt i jak mocny. Saturn w aspekcie do Neptuna to bardziej praca z iluzja i rozczarowaniem w szerszym sensie - może dać zdolność do stopniowego przebijania się przez mgłę ale nie tak bezpośrednio jak aspekt Saturna do Wenus. Jaki masz dokladnie aspekt?
Wejdę w słowo z boku, ale chciałam się upewnić czy dobrze rozumiem - Saturn w aspekcie do Wenus to coś co widać w karcie urodzenia raz na zawsze, nie zmienia się? Albo czy można to jakoś... przepracować, żeby Saturn działał lepiej? 🙂
To brzmi jak to, co przeszła moja mama, o której pisałam wcześniej. Długa droga przez ból i potem nagle jakiś punkt zwrotny. Ciekawe czy to był właśnie Saturn w tranzycie. Sprawdzę na astro.com jak pisał Dawidek. Ale wracając do pytania Apolonii - jak w praktyce tę mgłę przebić będąc w środku?
Na to pytanie nie ma jednej odpowiedzi, ale z tego co obserwuje - osoby z Wenus w Rybach czesto potrzebuja kogos z zewnatrz kto powie wprost co widzi. Nie dlatego że są glupie, ale dlatego że ich wlsny filtr empatyczny jest tak silny że natychmiast tłumaczy każde zachowanie partnera na jego korzyść czy miałaś kiedys kogoś takiego w swoim życiu?
Miałam przyjaciółkę, która mi to mówiła wprost. I przez długi czas myślałam, że po prostu nie rozumie tej relacji, że nie widzi tego co ja widzę. Paradoks polega na tym, że miała rację. Ale żeby to przyznać, musiałam sama dojść do pewnego momentu. Zewnętrzny głos docierał, ale z kilkumiesięcznym opóźnieniem.
A czy macie wrażenie, że ta energetyczna praca nad sobą - medytacja, praca z czakrą serca - cokolwiek zmienia w tym wzorcu? Pytam szczerze, bo sama mam Słońce w Rybach i co prawda Wenus w innym znaku, ale rozpoznaję ten mechanizm idealizowania. Zastanawiam się czy świadoma praca wewnętrzna moze zmienić coś co jest wypisane w karcie.
Czytam tę rozmowę i jako osoba sceptyczna wobec astrologii chcę zapytac wprost - czy nie jest tak, że to co opisujecie jako Wenus w Rybach, to po prostu pewien typ osobowości, który bez astrologii diagnozujemy jako brak granic albo styl przywiązania lękowo-ambiwalentny? Nie mówię że astrologia nie ma wartości, tylko zastanawiam się gdzie kończy się opis planety a zaczyna psychologia.
Chcę rozwinąć swoje pytanie bo kilka osób przemilczało to co napisałam. Mówicie o neptunowej mgle, o gubieniu granic, o idealizowaniu - ale psychologia mówi dokładnie to samo o pozabezpiecznym stylu przywiazania. Gdzie kończy się astrologia, a zaczyna zwykła psychologia osobowości? Napraawdę pytam nie atakuję.
Mogę się odezwać tutaj, bo mam wrażenie że ta debata zaczyna lekko odpływać od tego, co Apolonia postawiła na początku. Pytanie było o to czy Wenus w Rybach powoduje gubienie się w partnerze - i czy da się to rozpoznać od środka. Filozofia nauki to osobna rozmowa. Co do pytania Quinttessy - mysle że wiekszosc osob tu nie wybiera między astrologią a terapią, tylko używa obu.
Dziękuję Mistralce za sprowadzenie na ziemię. I tak - do terapii też chodziłam. To nie jest ani-ani. Ale chciałam się odezwać do Quintessy wprost: dla mnie astrologia dała nazwę czemuś, co w terapii opisywałam przez miesiące bez jasnej etykietki. Nie wiem czy Wenus w Rybach to "przyczyna" czy "opis". Wiem że kiedy astrolożka to wymieniła, coś we mnie kliknęło. Może to tylko metafora. Ale działająca.
