A czy Jowisz retrogrady mogą jakoś skomplikować wychodzenie z tego tranzytu Plutona? Bo skoro Jowisz retro działa inaczej niż bezpośredni, to może spowalnia to oczyszczanie po Plutonie albo coś odciąga uwagę?
Mogę powiedzieć, co u mnie. Jak Jowisz szedł prosto przez mój siódmy dom, to pojawiały się konkretne okazje w relacjach, nowe znajomości, zaproszenia, coś się ruszało zewnętrznie. Jak wszedł w retro na tym samym odcinku, to nagle zaczęłem wracać myślami do starych związków i rozliczać się z nimi wewnętrznie. Przypadek? Może. Ale wzorzec był wyraźny.
Ja właśnie zastanawiam się, czy u mnie nie ma takiego nakładania. Pluton był przy mojej Wenus, a czy Jowisz może być jednocześnie retro w siódmym domu i czy to potęguje tę plutońską transformację w relacjach, czy może ją jakoś rozmywa?
Dobra, ale wróćmy do tego pytania z tytułu, bo mi się gubi w tej rozmowie. Czy Wenus kwadrat Pluton to zawsze skazanie na intensywność? Czy jest jakiś sposób, żeby przeżyć ten aspekt i nie wychodzić z niego połamaną?
Przepraszam, że wejdę z głupim pytaniem, ale czy ten aspekt w natywnej karcie jest gorszy niż jako tranzyt? Bo rozumiem, że tranzyt mija, ale jeśli ktoś ma to w urodzeniowej, to co to właściwie oznacza dla jego miłości w ogóle?
Czytam od dłuższego czasu i chciałem zapytać, czy ten aspekt natywny jakoś wpływa na to, kogo się przyciąga? Bo słyszałem, że Pluton w relacjach przyciąga też plutońskich partnerów i czy to jest tak, że taki człowiek zawsze ląduje w intensywnych związkach, czy to można jakoś przerwać?
Chciałem zapytać, czy ten aspekt natywny jakoś wpływa na to, kogo się przyciąga? Bo słyszałem, że Pluton w relacjach przyciąga też plutońskich partnerów i czy to jest tak, że taki człowiek zawsze ląduje w intensywnych związkach, czy można to jakoś świadomie zmienić?
A czy ktoś sprawdzał, jak to wygląda przy połączeniu z numerologią? Bo w numerologii liczba 8 wibruje podobnie do plutońskiej energii, ta głęboka transformacja, kwestie władzy, intensywność. Ciekawi mnie, czy osoby z Wenus kwadrat Pluton mają jakieś 8 w swoim rdzeniu.
Wracając do tego, co mnie interesuje od początku, bo naprawdę chcę to zrozumieć. Czy ten aspekt, zarówno natywny jak i tranzytowy, daje się w ogóle jakoś poczuć fizycznie? Bo ja jak miałam Plutona przy mojej Wenus, to dosłownie czułam jak coś ściska w klatce piersiowej przy kontakcie z pewną osobą. Czy to normalne?
Przepraszam, że się pytam, ale czy to znaczy, że osoby z tym aspektem mogą mieć problem z rozpoznaniem zdrowej miłości? Bo to co piszecie brzmi jakby miały zakodowane, że miłość musi być dramatyczna i ja też się teraz zastanawiam, czy mam coś podobnego u siebie.
Słuchajcie, ja to rozumiem z innej strony, bo byłem tym partnerem, który wnosił plutońską energię. Przynajmniej tak mi to kiedyś opisała jedna z osób. Miałem Plutona na Descendencie i ludzie przy mnie albo czuli tę magnetyczną intensywność, albo uciekali w pierwszych tygodniach. Nie planowałem być intensywny, po prostu taki byłem. Czy można mieć ten aspekt od strony partnera i nie wiedzieć, że to na kogoś tak działa?
To co opisuje Kazik59 bardzo mnie porusza, bo ja chyba byłam po tej drugiej stronie. Osoba, z którą byłam kilka lat temu, miała właśnie Plutona mocno w karcie i to przyciąganie było realne, ale też wyniszczające. Dopiero po czasie zrozumiałam, że to nie była miłość, tylko bardzo silna plutońska więź. I mam teraz pytanie, czy taka więź w ogóle może stać się zdrową miłością, czy zawsze jest zbyt intensywna, żeby przetrwać?
To co napisałam wyżej chcę rozwinąć, bo mnie to naprawdę nie opuszcza. Ta intensywność, o której piszecie, była dla mnie przez długi czas synonimem miłości. I teraz się zastanawiam, czy to Wenus kwadrat Pluton w mojej karcie to opisuje, czy może to po prostu wzorzec z domu rodzinnego. Jak wy to rozróżniacie u siebie?
ale jak rozpoznać, że projektujesz, a nie że ta intensywność naprawdę tam jest? Bo jak byłam w tamtej relacji, to byłam absolutnie przekonana, że to realne. Nikt by mnie wtedy nie przekonał, że to projekcja.
Ja się zgadzam z Julisią w tym sensie, że ten ślad jest realny. Osoby, które miały ze mną relację pod tym aspektem, mówiły mi po czasie, że coś w nich zostało zmienione. Nie zawsze pozytywnie, ale zmienione. Czy to nie jest właśnie plutońska sygnatura?
Wracając do tego, bo to jest naprawdę serce tematu. Wyróżnik w mojej obserwacji jest jeden, Wenus kwadrat Pluton nie daje ci wyboru co do intensywności. Normalnie możesz wybrać, żeby wyjść ze związku, kiedy staje się za ciężki. Z Plutonem masz poczucie, że nie możesz. Nie dlatego, że on cię nie puszcza, ale dlatego, że ty sama nie chcesz, nawet jeśli wiesz, że powinna.
Chcę wrócić do kwestii, którą zaczęłam wcześniej, bo nikt tego nie rozwinął. Liczba 8 w numerologii i Pluton mają tę samą wibrację władzy i transformacji. Zastanawiam się, czy osoby z Wenus kwadrat Pluton, które mają też 8 jako ścieżkę życia albo liczbę duszy, nie odczuwają tego aspektu mocniej. Czy ktoś sprawdzał?
A czy ktoś wie, jak to działa, kiedy Wenus kwadrat Pluton jest w natalu, ale do tego Jowisz jest retrogrady? Bo temat był też o retrogradach Jowisza i jakoś zeszliśmy z tego. Mam u siebie taką kombinację i nie wiem, co z tym robić.
Słuchajcie, ja nie jestem w stanie odróżnić teorii od praktyki w tej rozmowie i trochę mnie to denerwuje. Czy ktoś może powiedzieć po prostu, co zrobił ze świadomością tego aspektu? Nie co to znaczy astrologicznie, ale co konkretnie zmienił w swoim zachowaniu w relacjach?
To jest bardzo dobre pytanie i zasługuje na konkretną odpowiedź. U mnie świadomość aspektu zmieniła to, że przestałam walczyć z intensywnością, a zaczęłam ją ukierunkowywać. Zamiast próbować stać się osobą, która czuje mniej, zaczęłam wybierać partnerów, którzy mogą tę intensywność udźwignąć. To nie brzmi rewolucyjnie, ale dla mnie było.
A czy pracowałaś przy tym z jakimś rytuałem albo kartami? Bo czytam tę rozmowę i zastanawiam się, czy sama świadomość aspektu wystarczy, czy potrzeba czegoś, co ją zakotwi. Tarot czasem pomaga mi zobaczyć, co już wiem, ale czego nie przyjmuję.
Ale czy to nie jest problem każdej interpretacji? Psycholog też może nieświadomie wzmocnić narrację, która szkodzi. Astrologia nie jest tu wyjątkiem, tylko może być bardziej podatna na nadużycie, bo jest mniej uregulowana.
Zastanawiam się, czy afirmacje mogłyby pomóc przy tym aspekcie. Czytam i widzę, że dużo tu o walce z intensywnością i o tym, że się nie można wyrwać. A może zamiast walczyć, wystarczy afirmować, że zasługuje się na spokojną miłość? Czy to ma sens przy Wenus kwadrat Pluton, czy Pluton i tak to przebije?
Chcę jeszcze raz wrócić do pytania, bo nikt mi konkretnie nie odpowiedział. Jak długo trwał u was ten stan niemożności wyjścia? I czy był jakiś moment, który coś przełamał, czy to po prostu samo z siebie ustało?
A więc to może trwać jeszcze długo? Mówisz, że dwa lata. Ja nie wiem, czy wytrzymam dwa lata w tym zawieszeniu. Czy jest cokolwiek, co można zrobić aktywnie, żeby nie tylko czekać?
Mogę zapytać praktycznie? Słucham tej rozmowy od dłuższego czasu i próbuję zrozumieć. Jeśli ktoś idzie do astrologa z pytaniem o miłość i ma Wenus kwadrat Pluton w natalu, to czego może się spodziewać jako odpowiedzi? Czy to jest od razu "będzie ciężko", czy jest jakiś zakres możliwości w tej interpretacji?
Słucham tej rozmowy o Plutonie i napięciu, i mam jedno pytanie, które mnie nie opuszcza. Czy jeśli ktoś świadomie afirmuje spokój i lekkość w miłości, to nie uczy mózgu nowych skojarzeń, nawet jeśli Pluton działa głębiej? Rozumiem, że to nie zmieni aspektu, ale może budować nową ścieżkę obok niego?
