Ostatnio sporo rozmyślam nad tranzytami Jowisza i trafiam na coraz więcej materiałów o aspektach do Chiirona. Mam w natalu Chirona w opozycji do Słońca, więc kiedy Jowisz zaczął zbliżać się do trygonu z moim Chironem, zacząłem śledzić to szczególnie uważnie. Problem w tym, że jedni mówią, że to czas uzdrowienia, inni - że Jowisz tylko powiększa to, co Chiron otwiera, czyli bóle wychodzą z podwójną siłą. Ktoś miał ten aspekt aktywny i może powiedzieć, jak to u niego wyglądało? I jest tu ktoś, kto łączy to z progresjami Neptuna? Bo słyszałem, że jeśli Neptun jednocześnie robi progresuję przez wrażliwe miejsca, to albo masz wielkie oświecenie, albo kompletny chaos. Ciekaw jestem cudzych doświadczeń.
Temat rzeka. Zacznę od tego, że aspekt Jowisza do Chiirona to jeden z tych, które lubię obserwować w kartach urodzeniowych moich klientów, bo naprawdę nie ma tu jednej odpowiedzi. Jowisz rozszerza i uwydatnia, to jego natura - ale Chiron to rana, która nigdy w pełni nie zasklepia. Połączenie tych dwóch może oznaczać, że nagle stajesz twarzą w twarz z czymś, o czym myślałeś, że dawno przepracowałeś. Nie po to, żeby cię rozłożyć, ale żeby pokazać, czy naprawdę przepracowałeś. Co do Neptuna - progresje Neptuna to zupełnie oddzielna sprawa i mieszanie tych dwóch wątków w jedno może prowadzić do błędnych wniosków. Mógłbyś napisać, jaki konkretnie aspekt Neptuna masz na myśli? Progresja koniunkcji, trygonu, może kwadratu?
Czytam i zastanawiam się - jak w ogóle sprawdzić, czy mam teraz aktywny aspekt Jowisza do swojego Chiirona? Wiem, gdzie mam Chirona w natalu, ale nie bardzo rozumiem, jak liczyć tranzyty. Czy to chodzi o to, gdzie Jowisz jest teraz na niebie, i porównam to z moją mapą urodzeniową?
Wchodzę do tematu, bo Chiron leży mi blisko serca. Miałam kilka lat temu tranzyt Jowisza przez koniunkcję z moim Chironem i powiem wprost: to nie było ani czyste błogosławieństwo, ani proste wyzwanie. To było jak otwarcie skrzyni, o której wiedziałam, że istnieje, ale nie sięgałam po nią. Boleśnie, tak. Ale po tym czasie poczułam się lżejsza w miejscach, gdzie wcześniej nosiłam ciężar. Zenobia, mam pytanie do Ciebie - czy według Ciebie charakter rany Chirrona (znak, dom) zmienia zasadniczo jakość tranzytu Jowisza? Mój Chiron jest w Bliźniętach, w 3. domu - i rzeczywiście, dużo tego wychodziło przez komunikację i słowa.
Zatrzymam się przy tym powiększaniu przez Jowisza, bo to ważna kwestia, która często jest upraszczana. W literaturze astrologicznej - np. u Melanie Reinhart, która pisała o Chironie bodajże jako pierwsza w sposób naprawdę pogłębiony - aspekty Jowisza do Chirona są opisywane jako czas, kiedy masz dostęp do większych zasobów uzdrawiania, ale wymagają intencji. Jowisz sam z siebie nic nie uleczy, jeśli człowiek nie jest gotowy na konfrontację. Inaczej ten tranzyt przejdzie przez życie i zostawi tylko zamieszanie. Taurus, napisałeś o progresjach Neptuna - czy to jest Twoja własna progresja, czy pytasz ogólnie?
Czytam ten wątek i bardzo mi to daje do myślenia. Sama nie pracuję tyle z horoskopami co z tarotem, ale Chiron pojawia mi się w layoutach klientów jako wyraźna energia - szczególnie karta Wieży albo Pustelnika, kiedy chodzi o stare rany. Mam pytanie do Zenobii albo Kabalisty: czy progresja Neptuna w trygonie do Wenus przy jednoczesnym tranzycie Jowisza do Chiirona to brzmi jak czas, kiedy miłość splata się z uzdrowieniem, czy raczej kiedy granica między iluzją a uzdrowieniem zaciera się niebezpiecznie?
Słucham tej rozmowy i muszę przyznać, że nie do końca rozumiem. Powiedzcie mi - skąd w ogóle bierze się przekonanie, że Chiron jako asteroida wpływa na coś tak konkretnego jak "rana psychiczna"? Bo z tego co wiem, Chiron odkryto dopiero w 1977 roku. Jak astrologia mogła przez tysiące lat działać bez niego, a teraz nagle jest niezbędny? Pytam serio, nie ironicznie.
Sprawdziłam na Astro.com i mam Chirona w Rybach, w 7. domu. Jowisz teraz jest w odległości jakichś czterech stopni. Czy to już jest aktywny tranzyt? I co 7. dom oznacza w tym kontekście? Domyślam się, że relacje, ale nie wiem, jak to połączyć z raną Chiirona.
Wtrącę swoje, bo sama przeszłam coś, co chyba pasuje do tego tematu. Miałam tranzyt Jowisza przez konjunkcję z moim Chironem parę lat temu i jednocześnie robił się powoli trygon progresowanego Neptuna do mojego Ascendentu. Przez kilka miesięcy wszystko było jak przez mgłę - emocjonalnie, ale też w kwestii tego, kim jestem. Ale kiedy to minęło, miałam poczucie, że zrzuciłam z siebie jakieś stare przekonania, które nosiłam z rodziny. Nie wiem, czy to "oświecenie", ale coś się definitywnie zmieniło. Czy ktoś wie, czy Neptun przy Ascendencie działa podobnie jak przy Wenus?
Słuchajcie, chcę wrócić do fundamentalnego pytania z tytułu, bo trochę odpływamy. Błogosławieństwo czy wyzwanie - myślę, że to fałszywa alternatywa. Jowisz jest planetą wzrostu i ekspansji, ale wzrost zawsze wymaga rozrywania czegoś, co było zbyt ciasne. Chiron jest tym miejscem, gdzie jesteśmy historycznie zranieni i gdzie mamy największy potencjał do głębokiej pracy. Te dwa w aspekcie to nie jest ani przyjemny prezent, ani kara. To zaproszenie. Ale zaproszenie, które można odrzucić. Talizmana, mam pytanie - mówiłaś o przekonaniach z rodziny. Czy miałaś wtedy jakieś konkretne zdarzenie, które to wywołało, czy raczej pracowałaś nad tym świadomie?
Ale jak to rozpoznać, że już nie walczysz, tylko odpuszczasz? Bo dla mnie te dwa stany brzmią bardzo podobnie z zewnątrz. Mogę myśleć, że odpuszczam, a tak naprawdę tylko uciekam przed tematem.
Wracając do głównego wątku, bo jesteśmy przy Jowiszu i Chironie: czy ktoś miał ten tranzyt jako opozycję? Bo tu mówiliśmy głównie o koniunkcji i trygonie. Opozycja ma zupełnie inną dynamikę - Jowisz może wtedy powiększać ranę przez lustro w relacjach, przez innych ludzi, którzy nagle stają się ekranem dla twoich własnych zranień.
A da się jakoś przyspieszyć to całe przepracowanie, o którym tu mówicie? Bo czekanie, aż tranzyt sam coś "otworzy" to brzmi dla mnie jak bardzo długi proces. Czy są jakieś praktyki, które mogą pomóc, kiedy Jowisz jest aktywny przy Chironie?
Ciekawe, bo u mnie przy opozycji, o której mówiłem wcześniej, było dokładnie odwrotnie - działo się bardzo dużo, zewnętrznie. Może to jest też kwestia tego, jak ktoś ma Chirona ustawionego natalnie? Mój jest w 7. domu, więc może dlatego wszystko przychodziło przez relacje i było tak widoczne.
Słucham was od dłuższego czasu i mam pytanie, które pewnie zaraz mnie pogrzebie w tym wątku - ale czy naprawdę uważacie, że ta sama rana może mieć dokładnie ten sam wyzwalacz u kogoś z Chironem w 7. domu i u kogoś z Chironem w 12.? Bo z tego co piszecie, domy zmieniają wszystko. Ale przecież rana jako taka jest ta sama.
Okej, to przepraszam, że wracam do swojego pytania - bo chcę zrozumieć praktycznie. Jeśli jestem teraz w tym oknie, czuję blokadę, mój Chiron jest w 5. domu - to co konkretnie mam zrobić? Medytować? Pisać dziennik? Zapytać kogoś o konsultację astrologiczną?
Strach przed oceną przy Chironie w 5. domu to jest właśnie ta rana - nie lenistwo. Pytanie tylko, skąd pochodzi ten strach. Bo Jowisz aktywujący ten punkt może ten strach powiększyć do momentu, w którym albo go w końcu zobaczysz, albo kompletnie się z tym twórczym obszarem rozminiesz.
Słucham tego wątku i chcę wrzucić coś z perspektywy Neptuna, bo wspominałem o progresji Neptuna na początku. Przy Jowiszu i Chironie progresja Neptuna może działać jak mgła - nie wiesz, czy to co czujesz to rzeczywista rana, czy projekcja, iluzja, coś czego tak naprawdę nie ma. Ktoś miał to trójkątnie aktywne jednocześnie?
Miałem, i właśnie to był ten moment, o którym mówiłem - kiedy nie wiedziałem, czy relacja jest trudna, bo jest trudna, czy bo ja widzę w niej coś czego tam nie ma. Neptun przy Chironie potrafi sprawić, że zaczynasz wątpić we własne odczytanie bólu. Jakbyś nie był pewny, czy w ogóle masz prawo to czuć.
To mi pasuje do tego, co pamiętam z tamtego okresu. Krótkie, intensywne sytuacje - to był Jowisz. Ale to poczucie, że nie jestem pewny co naprawdę czuję wobec tego co się dzieje - to trwało i trwało. Nie myślałem wtedy o Neptunie w ogóle.
Ale jak w takim razie w ogóle wyjść z tego neptunowego zamglenia? Bo słyszę, że trwa latami, że nie wiesz kiedy się zaczęło - i co, po prostu czekasz aż minie? To brzmi trochę bezradnie, przepraszam, ale naprawdę nie rozumiem jak z tym pracować.
Ja bym tu dorzuciła, że przy neptunowych energiach tarot działa dla mnie inaczej niż zwykle. Zamiast szukać odpowiedzi na konkretne pytania, pozwalam karcie po prostu pokazać mi obraz i siedzę z nim bez interpretowania. To nie jest czytanie - to raczej kontemplacja. Czy ktoś jeszcze tak to stosuje?
Chcę wrócić do Jowisza i Chirona, bo trochę odpłynęliśmy. Mam takie pytanie do osób, które mają ten aspekt natalnie - czy mieliście kiedy poczucie, że wasza rana staje się czymś, czym pomagacie innym, zanim sami ją do końca przepracowali? Bo to jest bardzo chironowe, ale Jowisz mógłby to powiększać.
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i mam wrażenie, że przy Jowiszu i Chironie nikt tu nie powiedział wprost - kiedy ten aspekt naprawdę działa na korzyść? Bo dużo jest o wyzwaniach, ranach, pułapkach. Czy jest w tym jakiś moment, który można nazwać błogosławieństwem bez cudzysłowu?
Słucham tej rozmowy i mam pytanie może naiwne - ale co właściwie znaczy "rana Chirona"? W sensie dosłownym. Rozumiem, że to astrologia, ale kiedy mówicie o ranie, czy chodzi o konkretne wydarzenie z życia, o wzorzec zachowania, o coś w psychice? Bo to słowo pojawia się tu bardzo często i nie jestem pewny, czy rozumiem to tak samo jak wy.
Ale czy to nie jest tak, że jak się wystarczająco długo patrzy na swój wykres, to zawsze można znaleźć planetę, która "odpowiada" za to co się akurat wydarza? Przepraszam jeśli to brzmi sceptycznie, ale mam wrażenie, że każde życiowe zdarzenie można dopasować do jakiegoś tranzytu.
Mnie ciekawi co innego - czy ktoś tu robił jakiś rytuał albo świadomą pracę z Chironem akurat podczas tranzytu Jowisza? Nie mówię o terapii - mówię o czymś bardziej ezoterycznym, intencjonalnym. Bo zastanawiam się, czy można ten tranzyt aktywnie wykorzystać, czy raczej tylko się na niego otwierać.
