Wracając do mojego Marsa - Otek wspomniał że kwadrat z Saturnem to napięcie, ale nie wyrok. Ale mam wrażenie że przez całą rozmowę mówimy dużo o tym co trudne, a mało o tym co z tym zrobić w praktyce. Czy jest jakiś astrologiczny odpowiednik 'pracy' z takim kwadratem, coś konkretniejszego niż 'bądź świadomy'?
dobre pytanie i rozumiem frustrację. Tradycyjna astrologia powiedziałaby: patrz na transyty Saturna, bo kiedy Saturn będzie tworzyć korzystne aspekty do twojego Marsa - to są momenty kiedy ta energia może działać lepiej. Ale żeby to sensownie śledzić, to już jest praca z horoskopem dynamicznym, nie samą kartą urodzeniową. Czy to jest kierunek który cię interesuje, bo to zupełnie inny poziom rozmowy?
Dobra, skoro Swarog mówi że chce zostać przy tym czy upadek to słabość czy coś bardziej złożonego - to właśnie chciałam zapytać. Bo przez całą rozmowę mówimy 'trudno działać', 'uwikłanie', 'napięcie' - ale czy ktoś mógłby po prostu powiedzieć wprost: czy planeta w upadku działa słabiej w sensie dosłownym, czy raczej działa inaczej?
To jest właśnie sedno całego tematu i nie ma prostej odpowiedzi. Tradycja hellenistyczna mówiła o godności jako o sile - planeta w upadku jest po prostu słaba, mniej może. Ale nowsza interpretacja, bardziej psychologiczna, mówi że planeta w upadku działa, tylko w sposób niespójny albo wymagający dużego wysiłku. Pytanie które mnie bardziej interesuje: czy macie w swoich mapach upadki i jak to odczuwacie? Bo teoria teorią, ale praktyka dużo powie.
Irga ma punkt, ale chyba o to właśnie chodzi żeby patrzeć na całą mapę, nie na jeden element. Mój Mars w upadku w Raku - owszem, mam problem z bezpośrednim działaniem, ze złością, z wyrażaniem woli. Ale dopiero jak Otek mi pokazał kwadrat z Saturnem i to wzajemne uwikłanie, to zaczęło to mieć sens jako całość. Nie wiem czy to Mars, czy kwadrat, czy coś jeszcze.
Hej, ale ja dalej nie rozumiem jednej rzeczy z tej dyskusji. Mówicie że planeta w upadku 'działa inaczej' - ale inaczej niż co? Inaczej niż ta sama planeta w egzaltacji, czy inaczej niż się jej 'normalnie' spodziewa? Bo to chyba dwa różne porównania.
A co to znaczy w praktyce zejść poniżej baseline'u? Że Wenus w Pannie po prostu nie przynosi normalnych Wenus-owych rzeczy, takich jak miłość, piękno i tak dalej? Czy że przynosi, ale z problemami?
No i to jest właśnie opis który do mnie trafia. Ta 'nieprzetłumaczalność' - bardzo dobre słowo. Tylko Anusia_H skąd masz tę interpretację? Bo Otek mówił o tradycji hellenistycznej jako o słabości ilościowej, a to co opisujesz brzmi bardziej jak współczesna psychologiczna astrologia. Czy te dwie szkoły się ze sobą kłócą?
Otek powiedział 'można z nią pracować' i to mnie wraca do pytania które zadałem wcześniej, bo chyba nie dostałem pełnej odpowiedzi. Co to znaczy pracować z upadkiem? Transyty to jeden wymiar, ale czy jest coś co człowiek może świadomie robić, żeby ta planeta działała lepiej? Albo inaczej - czy jest jakiś astrologiczny sens w tym żeby w ogóle próbować?
Nie jestem astrologiem ale mam tu swoje zdanie. W numerologii mamy pojęcie 'karmy liczby' - pewne liczby w twoim profilu pokazują coś z czym dusza przyszła się zmierzyć, nie obejść. I zastanawiam się czy upadek planety nie działa podobnie - nie chodzi o to żeby tę planetę 'naprawić', tylko żeby zrozumieć z czym właściwie masz do czynienia.
Wracając do pytania Swaroga o pracę z upadkiem - czy to w ogóle jest coś co da się opisać ogólnie, czy to zależy od tego o jakiej planecie mówimy? Bo praca z Marsem w upadku chyba wygląda inaczej niż praca z Wenus w upadku?
A mam pytanie techniczne bo mnie to gryzie od dłuższego czasu. Czy jeśli planeta jest w upadku ale jest zarazem władcą ascendentu, to ta słabość jakoś wpływa na całą mapę mocniej? Bo rozumiem że władca ascendentu to ważna planeta dla całości.
dobrze myślisz co do kierunku, ale to nie jest tak proste jak sumowanie. Planeta będąca władcą ascendentu w upadku to faktycznie trudna sytuacja - bo ta planeta 'odpowiada' za dużo w mapie, a ma ograniczone zasoby. Ale jednocześnie taka pozycja jest bardzo widoczna i przez to osoba często całe życie intensywnie pracuje właśnie z tą energią, bo nie ma wyjścia. Paradoksalnie mogą to być ludzie którzy tę planetę rozumieją lepiej niż ktoś kto ma ją silną i nigdy nie musiał się z nią mierzyć.
Ale chwila, bo tu mnie coś gryzie. Zisia zapytała Sodalitke czy 'masz wrażenie że musisz sobie coś udowadniać' i Sodalitka od razu powiedziała że tak. Ale kto nie ma takiego poczucia czasem? To jest trochę jak horoskopowe pytania które zawsze dostają odpowiedź twierdzącą, bo są wystarczająco ogólne.
Irga ma rację że to ryzyko istnieje, ale chyba nie o to chodziło. Chodzi o to czy to jest dominujący wzorzec, nie czy zdarza się raz na jakiś czas. Ja mam Marsa w upadku i mogę powiedzieć że problem z wyrażaniem woli to nie jest 'czasem' u mnie - to jest coś co wraca w kółko w różnych sytuacjach życiowych.
To teraz mam pytanie do Otek bo chcę zrozumieć mechanikę. Skoro Jowisz w Koziorożcu jest władcą Strzelca na ascendencie i jest w upadku - to czy to oznacza że Sodalitka ma trudności głównie z Jowiszowymi sprawami jak optymizm i rozwój, czy że cały ascendent 'kuleje'?
Ten trzeci punkt Otka mnie zatrzymał. Jak kultura miałaby wpływać na to jak odczuwamy upadek? Możesz rozwinąć, bo to brzmi jakby astrologia zaczynała się robić socjologią.
Swarog, nie socjologią, ale kontekstem. Pomyśl tak - Mars w upadku w Raku to trudność z agresją i bezpośrednim działaniem. W kulturze gdzie bycie 'twardzielem' jest normą, ta osoba będzie się czuła gorzej ze swoją naturą niż w kulturze która ceni opiekuńczość i emocjonalność. Planeta jest ta sama, upadek jest ten sam, ale środowisko albo wzmacnia problem albo go łagodzi.
Kurczę, to jest naprawdę dobry punkt. Ale to trochę zmienia sens całej rozmowy o upadkach? Bo jeśli kontekst kulturowy ma znaczenie, to czy mówimy o prawdziwej 'słabości' planety, czy o niedopasowaniu do środowiska?
Trochę się zgubiłam w tej dyskusji o kulturze i kontekście, więc wracam do konkretów. Mam Wenus w Pannie i od początku tego wątku zastanawiam się co to dla mnie znaczy praktycznie. Otek mówił że praca z Wenus w upadku dotyczy relacji i wartości - ale co to konkretnie znaczy 'pracować' z czymś takim?
I tu znowu dochodzimy do pytania które przewija się w tym wątku od początku. Jak odróżnić wpływ upadku od innych czynników? Szczerze, po tych wszystkich postach mam wrażenie że nie ma dobrej odpowiedzi na to pytanie i może właśnie to jest najuczciwsza odpowiedź.
Czytam ten wątek od początku i trochę mi się kręci w głowie, ale chcę zapytać - bo Swarog napisał że może nie ma dobrej odpowiedzi na to jak odróżnić upadek od innych czynników. To po co w ogóle używać tej kategorii w astrologii, skoro nie wiemy czy to naprawdę ona czy coś innego?
To jest właśnie to pytanie które astrologia stawia sama sobie od dekad. Ale powiedziałabym że kategoria upadku jest użyteczna nie dlatego że daje pewną odpowiedź, tylko dlatego że daje język do opisania czegoś. Masz wzorzec, masz symbol, zaczynasz rozmawiać. Czy to jedyna przyczyna? Nie. Ale czy pomaga? Tak.
Otek, ale mnie interesuje co konkretnie ta wskazówka mówi. Bo przez cały wątek krąży mi po głowie jedno - czy planeta w upadku ma słabszy wpływ na człowieka, czy po prostu inny? Bo to nie to samo. Słabszy sugerowałby że możemy to zignorować. Inny sugeruje że trzeba to czytać inaczej.
Właśnie. I to jest sedno całej rozmowy, którą prowadzimy od początku tego wątku. Powiedziałbym: nie słabszy, ale trudniejszy w wyrażeniu. Energia jest, ale kanał jest węższy albo kręty. Skutek jest taki że człowiek musi więcej pracować żeby coś przez ten kanał przepchnąć.
To mnie uderzyło. Czyli ja mam Jowisza w Koziorożcu i to może oznaczać że osiągam więcej niż inni, ale nigdy tego nie czuję jako sukcesu? To wyjaśniałoby dlaczego po każdym osiągnięciu myślę 'dobra, ale jeszcze nie wystarczająco'.
A czy ten paradoks który opisał Otek dotyczy tylko Jowisza w Koziorożcu, czy każdego upadku? Bo ja mam Wenus w Pannie i zastanawiam się czy podobnie - może i osiągam coś w relacjach, tylko tego nie rejestruję jako sukcesu?
