To co opisuje Eremitka o swojej ciotce to jest bardzo ciekawy wątek. Właśnie ta reakcja otoczenia, że "coś jej dolega", bo nagle zaczęła stawiać granice to jest ten moment kiedy widać jak bardzo Koziorożec jest definiowany przez innych przez swoją odpowiedzialność. Jakby nie do siebie należał. Chce zapytac, jak twoja ciotka sama to opisuje, czy ma poczucie że coś ją do tego doprowadziło, jakiś konkretny moment albo dłuższy proces?
mówiła że to byl długi proces, ale byl jeden moment który ona sama opisuje jako "przebudzenie". Miała poważną chorobę, nic zagrażającego życiu, ale musiała przez kilka tygodni leżeć i nie mogła dla nikogo nic robic. I wtedy po raz pierwszy w zyciu ktos inny się nią zajmował. Mówiła że to było dla niej bardziej trudne niż choroba sama w sobie.
Ta historia mnie bardzo uderza, bo pokazuje cos co w natalnym Koziorozca częso umyka. Slonce w tym znaku nie mówi tylko tyle co "jesteś odpowiedzialny". Ono mówi o tym gdzie szukasz potwierdzenia własnego istnienia. I dla Koziorozca tym potwierdzeniem jest czesto właśnie bycie potrzebnym. Choroba zabrała tej kobiecie możliwość bycia potrzebna, i to dopiero wtedy, bez tej roli mogła zobaczyc że nadal jest, że nadal istnieje bez niej. 😉
Ale czy to nie jest wlasnie problem? Że wzorzec jest na tyle szeroki że pasuje prawie do każdego? Odpowiedzialnosc, bycie potrzebnym struktury obowiązki, trdunosc z przyjmowaniem pomocy, to są cechy które mają mnnostwo ludzi niezależnie od daty urodzenia. Nie mowie złośliwie naprawdę pytam, bo nie rozumiem gdzie jest ta granica między znakiem a po prostu bardzo ludzkim doświadczeniem.
Ja rozumiem ten sceptycyzm Promyczkaa, naprawdę. Ale dla mnie różnica polega na tym że astrologia podaje konkretny zestaw napięć, nie tylko jeden wymiar. Nie mówi tylko "jesteś odpowiedzialny" ale też "twój Księżyc jest w takim miejscu, twój Ascendent tam, i to razem tworzy taki a taki obraz". I to jest bardziej szczegółowe niż ogólne prawdy o ludziach. Chociaż przyznam że sama nie zawsze wiem jak to wszystko połączyć.
Wracając do pytania Talizmanika o rozroznienie trauma kontra znak, bo to mnie też ciekawi. Czy w praktyce jak patrzysz na natalny Koziorozca są jakieś elementy któer moga sygnalizować że ta odpowiedzialnosc przyszla z traumy a nie z natury? Że cos w zapisie moowi "to nie jest zdrowa wersja Saturna"?
Obserwuję tę rozmowę o Chironie i mam pytanie, bo nie znam się na tym dobrze. Ta moja bliska, o której mówiłam wcześniej, ona opisuje swoje dzieciństwo jako dobre, ale mówi że od zawsze czuła się odpowiedzialna za nastrój rodziców. Czy to jest właśnie ten Chiron o którym mówisz?
Ja mam Saturna w napięciu do Ksiezyca i to co mówi Bogusia bardzo do mnie trafia. Całe dzieciństwo czułam że muszę być grzeczna żeby mama nie miała gorszego nastroju. i przez długi czas myslalam że to jest moja "naturalna odpowiedzialność", że po prostu taka jestem. dopiero dużo pozniej zrozumiałam że to byl wyuczony wzorzec, nie mój charakter wiec to co mówi Talizmanik o granicy między znakiem a trauma, dla mnie ta granica jest naprawdę rozmyta
To co mówi Antek jest dla mnie kluczowe w tym wątku. Bo to pyta o rzecz bardzo głęboką, czy Słońce w Koziorożcu opisuje kogoś kto jest odpowiedzialny bo tak zbudował świadomość siebie, czy kogoś kto jest odpowiedzialny bo kiedyś musial i już nie potrafi inaczej. I nie wiem czy astrologia jest w stanie sama rozróżnić te dwa przypadki. Może wlasnie nie jest i to jest jej uczciwe ograniczenie.
Tamarka, myślę że tu jest ważne rozróżnienie między opisem a interpretacją. Słońce w Koziorożcu opisuje pewną strukturę energetyczną. Ta sama struktura może być przeżywana jako moc albo jako więzienie, w zależności od tego co się z nią zrobiło. I to co widzę w tej rozmowie, to że wszyscy właśnie o tym mówimy tylko różnymi językami. Czy mam rację?
To wszystko jest dla mnie bardzo cenne, naprawdę. Mam wrażenie że zaczynam trochę lepiej rozumieć tę osobę. Jedno tylko pytanie na koniec tej części, bo nie wiem jak to sprawdzić, jak mogę znaleźć gdzie ma Chirona i czy jest w napięciu do Saturna? Czy to jest dostępne w jakimś darmowym generatorze horoskopu?
A ja mam pytanie bo trochę odeszliśmy od głównego wątku i chcę do niego wrócić. mowimy o traumie, o Chironie, o parentyfikacji, a pierwotnie chodziło o tożsaomść Słońca w Koziorozcu. i zastanawiam się, czy ta rozmowa nie pokazuje czegoś kluczowego, że tożsamość Koziorożca jest tak spleciona z traumą zbiorową tego znaku, że właściwie nie da się ich rozdzielić w dyskusji? Czy ktoś ma Słońce w Koziorożcu i czuje że jego odpowiedzialność nie pochodzi z żadnej rany?
To jest ciekawe pytanie Tamarka bo ja mam Słońce w Koziorozcu i szczerze zastanawiam sie nad swoja odpowiedzia. bo niby moje dziecinstwo bylo w porzadku ale jak sobie teraz siadam i myśle, to jednak bylam tym "spokojnym" dzieckiem które nie sprawialo klopotow. Czy to nie jest wlasnie to o czym pisala Bogusia? Że ta odpowiedzialność zaczyna sie tak wczesnie ze nie pamietamy kiedy jej nie bylo?
Czytam tę rozmowę od jakiegoś czau i mam takie wrażenie że coraz bardziej odchodzimy od horsokopów w stronę psychologii. I nie mowie że to złe, tylko zauważam że teraz szukamy potwierdzeń w natalnym dla rzeczy ktore psycholog by wyjasnil bez map nieba czy to nie jest trochę tak że astrologia staje się tutaj tylko jezykiem do opisania czegoś co istnieje niezalenżie od gwiazd?
Mnie ta rozmowa o języku i psychologii przypomina coś ważnego. Słońce w Koziorożcu to jest też znak który bardzo niechętnie przyjmuje że potrzebuje języka do czegokolwiek. To jest ta energia która mówi "poradzę sobie sam, bez narzędzi, bez pomocy, bez nazywania". I może właśnie dlatego kiedy Koziorożec w końcu siada i zaczyna rozmawiać o sobie, to rozmowa idzie tak głęboko, bo ma lata zaległości.
Ech, to co mówi Antek i Eremitka bardzo do mnie trafia. Ten motyw "miłość przez działanie a nie przez słowa" to jest moim zdaniem jedna z najbardziej charakterystycznych cech Słońca w Koziorożcu. I zarazem jedna z najtrudniejszych, bo ludzie wokol mogą czuć się niewidziani mimo że Koziorożec się dla nihc dosłownie wykańcza. Czy ktos ma doświdczenie bycia po drugiej stronie tej dynamiki?
Ja jestem po obu stronach jednocześnie bo mam Słońce w Koziorożcu i byłam związana z kimś kto też je miał. I to było coś niesamowitego, dwie osoby które się nawzajem obsługiwały logistycznie z pełnym poświęceniem i żadna nie powiedziała wprost co czuje. Dopiero po rozstaniu zrozumiałyśmy obie że każda z nas czuła się niewidziana mimo że robiłyśmy dla siebie wszystko.
I tu wracamy do sedna tematu ktory Tamarka postawiła na poczatku. Slonce w Koziorożcu jako tożasmość odpowiedzialności, nie jako cecha, ale jako rdzen tego kim ta osoba jest. I to co widać w tej rozmowie to że ten rdzen jest niezwykle trwały że ani czas ani związki, ani nawet świadomość go łatwo nie zmieniają co nie znaczy że jest nieprzepracowany, ale że praca z nim wymagga czegoś więcej niż tylko nazwania.
I właśnie tu jest sedno tego czym jest powrót Saturna dla Słońca w Koziorożcu. To nie jest moment kiedy nagle "robi się lżej", to jest moment kiedy ta odpowiedzialność którą zawsze brałaś na siebie zaczyna być widziana przez ciebie samą. Nie przez innych. I to jest różnica. Kordelia, ta twoja bliska, jeśli jest po pięćdziesiątce, to jest dokładnie w tym oknie. Pytanie jest takie, czy ona sama chce to zobaczyć?
Mam wrażenie że to zatrzymanie na ulamek sekundy które opisuje Kordelia to jest jedno z najtrudniejszych miejsc dla Słńoca w Koziorożcu. Bo ta energia jest tak przyzwyczajona do ruchu do robieniu, że moment zatrzymania jest właściwie rewolucją. I zastanawiam się, czy inin którzy macie to Slone też rozpoznajecie tą chwilę? Że nagle stajecie i nie wiecie co z sobą zrobić?
Ja rozpoznaje to aż za dobrze. I wtedy zwykle szybko wymyslam coś do zrobienia. Sprzatam planuje ukladam. To jest jak odruch, jakby bezruch byl niebezpieczny ale nigdy wcześinej nie patrzyłam na to jaok na wzrzec Koziorozca, myślałam że to moj charakter po prostu. a teraz siedze i mysle czy to w ogloe jest roznica. 😉
Tylko że w praktyce rzadko spotykam osoby ze Słońcem w Koziorożcu które nie mają tego wzorca w jakiejś formie. Może łagodniejszej, może ostrzejszej, ale zawsze gdzieś ta odpowiedzialność jest na pierwszym planie. Więc może ta predyspozycja jest jednak tak silna że środowisko tylko decyduje o formie a nie o istnieniu tego wzorca?
Dobre pytanie do rozwinięcia. Dom w którym stoi Słońce ma ogromne znaczenie, bo to pokazuje w jakiej sferze życia ta energia tożsamości szuka wyrazu. Słońce w Koziorożcu w dwunastym domu to jest zupełnie inny obraz niż to samo Słońce w dziesiątym. Plus aspekty do Saturna, do Księżyca. To wszystko razem tworzy jakość tej odpowiedzialności, czy jest ona bardziej zewnętrzna czy bardziej zinternalizowana.
Ten paradoks o którym mówi Bogusia jest bardzo prawdziwy. Znałam kogoś ze Słońcem w Koziorożcu w dziesiątym i to było dokładnie tak, na zewnątrz ten człowiek był filarem, a w środku ciągłe poczucie że jeszcze trochę brakuje, jeszcze jeden krok do bycia naprawdę wystarczającym. Czy to jest typowe dla tej kombinacji czy może bardziej Saturna jako władcy?
Mam wrażenie że to poczucie "jeszcze nie dość" jest wpisane w Koziorożca niezależnie od domu. bo Saturn nie daje poczucia gotowosci, on zawsze pokazuje co jeszcze można poprawić. Pytanie jest inne, czy to jest cos co możemy w sobie zmienić przez pracę wewnetrzna, czy to jest po prostu ta energia i trzeba się z nią jakoś dogadać zamiast walczyć?
To pytanie Tamarki jest dla mnie bardzo osobiste. Bo jak rozmawiam z ta moją ciotką, to ona nigdy nie mowi że czegoś jej brakuje ona mówi że "jeszcze jest co robić". I nie wiem czy to jest ten wzorzec Saturna który opisujecie, czy ona naprawdę tak to czuje, że ciągle jest praca do zrobienia. Jak to odróżnić?
Ja myślę że te dwie rzeczy moga być jednocześnie prawdziwe. Że Koziorożec naprawde czuje że jest co robic i jednocześnie że nie umie powiedziec że jest zmeczony to nie jest sprzecznosc. To jest właśnie ta tożsamość odpowiedzialności o ktorej mowi Tamarak w temacie jak ktoś jest odpowiedzialnością to zmeczennie nie ma miejsca bo to by bylo nieodpowiedzialne. 😉
