Mam retrogradną Wenus w domu 5 i od lat zastanawiam się, czy to właśnie ona sprawia, że romantyczne relacje zawsze jakoś... kulały. Nie chodzi o to, że byłem sam - raczej o to, że coś w środku blokowało mi pełne otwarcie. Słyszałem różne interpretacje tego położenia, jedni mówią, że to kwestia karmiczna, inni że chodzi o poprzednie wcielenia i niespełnione relacje. Ciekawi mnie, czy ktoś ma podobne doświadczenia i jak to u siebie przepracowywał.
Retrogradna Wenus w domu 5 to jedno z tych położeń, przy których interpretacja naprawdę zależy od całego wykresu. Sam znak Wenus, aspekty do Marsa i Słońca - to wszystko zmienia obraz. Powiedz mi, w jakim znaku masz tę Wenus? Bo jeśli np. w Skorpionie, to ta retrogradacja działa zupełnie inaczej niż w Libra czy Byku.
Mam podobne pytanie, bo też mi ktoś powiedział że mam Wenus retro i od razu zaczął mi tłumaczyć że nie nadaję się do związków. To w ogóle tak działa? Że to jakiś wyrok?
Ciekawy temat. Ja nie mam tego położenia, ale znam kogoś bliskiego z Wenus retro w 5 i ta osoba zawsze zakochiwała się w ludziach niedostępnych albo już będących w związkach. Jakby miłość musiała być skomplikowana, żeby w ogóle zaistniała. Zastanawiam się, czy to właśnie ten mechanizm - szukanie czegoś, czego nie można mieć.
Dom 5 bez retrogradacji też potrafi generować takie zachowania, więc pytanie czy tu w ogóle da się rozdzielić wpływ retrogradacji od natury samego domu. Miałem klienta - no, przepraszam, znajomego - z Wenus bezpośrednią w 5, ale w Kozorojcu i też latami gonił za kimś nieosiągalnym. Więc może to szerszy wzorzec?
Przepraszam, że wchodzę z boku, ale czy to położenie ma też związek z czakrą serca? Bo czytałam gdzieś, że Wenus retro często idzie w parze z blokadą czwartej czakry i że dopóki tego nie przepracujesz energetycznie, to astrologia i tak niewiele pomoże.
Astrologia psychologiczna to osobna tradycja i ma swoje założenia, których nie można po prostu wrzucić do hinduskiego systemu czakr bez straty spójności. Liz Greene czy Howard Sasportas pisali o wewnętrznych wzorcach psychologicznych, a czakry to inny model rzeczywistości. Rozumiem chęć syntezy, ale to wymaga ostrożności.
Słowo 'powinna' tu trochę mnie zatrzymuje. Horoskop opisuje tendencje, nie przepisuje co robić. Powiedziałbym raczej, że to położenie sygnalizuje, że romantyczne spełnienie może wymagać głębszej pracy wewnętrznej niż u osoby z Wenus bezpośrednią. Ale nie, że miłość ma być wyłącznie wewnętrzna i realna relacja jest niemożliwa.
No właśnie, bo ja mam wrażenie że ezoteryka czasem robi z ludzi takich co to się zamykają w sobie i mówią 'nie, ja mam retro Wenus więc nie szukam partnera'. To chyba nie o to chodzi?
Ale jest jeszcze jedna strona tego - ta osoba, o której mówiłam wcześniej, zaczęła pracować z tym położeniem świadomie i powiedziała mi, że dopiero gdy przestała szukać kogoś zewnętrznego na siłę, coś w jej relacjach drgnęło. Jakby wewnętrzna zgoda na samotność otworzyła drzwi. Może o to właśnie chodzi z tym 'szukaniem wewnątrz'?
To co opisuje Goplana brzmi jak klasyczny paradoks Wenus retro - im bardziej gonisz, tym bardziej się oddala. Widziałem to w kilku wykresach. Nie wiem czy to magia czy psychologia, ale wzorzec jest powtarzalny. Ciekawi mnie jednak jedno - czy ktoś z was ma to położenie i jednocześnie udaną, długotrwałą relację? Bo to by naprawdę wiele mówiło o tym, co tu jest możliwe.
Wracam do pytania, które zadałem na końcu poprzedniego posta - czy ktoś z was ma to położenie w natywnym wykresie i może powiedzieć jak to wygląda z perspektywy lat, nie jednego sezonu?
Ja mam, i właśnie o to chodzi w tym temacie. Z perspektywy kilku lat widzę pewien schemat - każda głębsza relacja zaczynała się od momentu, w którym przestawałem aktywnie szukać. Jakby to 'wewnętrzne' było warunkiem wstępnym. Ale czy to Wenus retro, czy po prostu przypadek, naprawdę nie wiem.
Ale zaraz, to znaczy że trzeba po prostu czekać? Bo jak dla mnie to brzmi jak bardzo bierna strategia i nie wiem czy mi to odpowiada. Przecież można się tak czekać całe życie.
Ta osoba, o której mówiłam - ona przez kilka miesięcy prowadziła dziennik snów i pracowała z obrazami, które przychodziły. Nie terapia, nie rytuały, raczej coś w rodzaju słuchania siebie. Powiedziała, że w pewnym momencie poczuła jakby 'zwolniło' i wtedy pojawił się ktoś nowy. Ale zaznaczam, że to jedna historia.
Zatrzymuję się przy tym co powiedział Adept - 'przestawałem aktywnie szukać' i wtedy coś się zmieniało. To ciekawe, bo w psychologii też mówi się o efekcie paradoksalnej intencji. Pytanie czy tutaj astrologia cokolwiek dodaje do tego obrazu, czy tylko opisuje to samym innym językiem.
To bardzo uczciwa odpowiedź. I w sumie dużo mówi o tym, jak astrologia działa dla ludzi praktycznie - nie zawsze jako przepowiednia, ale jako rama, która pozwala inaczej na siebie patrzeć. Choć oczywiście pytanie czy ta rama jest prawdziwa, czy tylko użyteczna, to już zupełnie inna dyskusja.
A czy Wenus retro w 5 domu to cos innego niz Wenus retro w tranzicie? Bo ja nie bardzo rozumiem roznicy i czytam rozne rzeczy i sie gubie totalnie
Bardzo dziękuję za to wyjaśnienie, bo ja też nie wiedziałem jak to rozróżnić. Mam pytanie w nawiązaniu do tego co pisał Adept - czy da się jakoś sprawdzić w wykresie że to właśnie ten moment kiedy powinno się coś dziać wewnętrznie? Jakiś tranzyt albo progresja?
Właśnie o tym też myślałem - mam sprawdzić kiedy moja progresywna Wenus zmieni kierunek. Norbert85, masz może doświadczenie z tym jak to wyglądało u osób, które taką zmianę już miały za sobą? Czy rzeczywiście coś się w relacjach przestawiło?
Widziałem kilka takich przypadków. U dwóch osób zmiana progresywnej Wenus na bezpośrednią zbiegła się z nawiązaniem związku, ale z opóźnieniem - nie od razu, raczej jakieś dwa, trzy lata po tej zmianie. U jednej osoby nic dramatycznego się zewnętrznie nie wydarzyło, ale sama mówiła że zaczęła inaczej myśleć o tym czego chce. Więc nie ma jednego schematu.
Słucham tego wszystkiego i mam szczere pytanie - czy wy naprawdę wierzycie, że pozycja planety w chwili urodzenia decyduje o tym jak ktoś kocha? Bo z jednej strony brzmi to poetycko, z drugiej wydaje mi się że doświadczenie i rodzina kształtują to dużo bardziej.
No właśnie Glogowa ma rację że to jest pytanie które mnie też chodzi po głowie. Ale jednocześnie jak czytam o tym co Adept opisuje albo ta historia Goplany, to jednak te wzorce są jakoś podobne do tego co astrolodzy piszą. Może to po prostu działa jak lustro?
Lustro to chyba najlepsze słowo. Nie przepowiednia, nie wyrok - lustro. I właśnie dlatego to pytanie z tytułu wątku dalej jest dla mnie otwarte - czy miłość z Wenus retro w 5 powinna być szukana wewnątrz. Myślę, że 'wewnątrz' to nie jest alternatywa dla 'na zewnątrz', tylko etap wcześniejszy.
To co Adept napisał na końcu bardzo mi zostało w głowie - że 'wewnątrz' nie jest alternatywą dla 'na zewnątrz'. Bo ja zawsze myślałam o tym rozdzielnie, jakby to były dwie różne ścieżki. A tu nagle brzmi to zupełnie inaczej. Tylko jak to wygląda w praktyce? Jak niby szukasz wewnątrz i jednocześnie zostajesz otwarty na to co przychodzi z zewnątrz?
A czy ta zmiana - z potrzeby na ciekawość - przyszła sama, czy coś ją wywołało? Bo to nie jest mała zmiana i zastanawiam się czy wykres cokolwiek na to wskazywał.
Doceniam tę uczciwość. Bo właśnie o to mi chodziło wcześniej - że trudno oddzielić co jest wpływem planety, a co zwykłym doświadczeniem życiowym. Ale dobra, zaakceptuję to 'lustro' o którym pisał Adept. Mam inne pytanie - czy ktoś z Wenus retro w 5 miał w ogóle lekkie, bezproblemowe związki? Czy zawsze jest jakiś ciężar?
