A może niemierzalne ilościowo, ale nie jakościowo? Tzn. nie policzymy ile Strzelców coś zaczyna, ale możemy zbierać opisy jak Kajus - co czują, jak to pamiętają. Astrologia psychologiczna właśnie tak buduje wiedzę. Wolno i subiektywnie, ale jednak.
Szeptun, ale w astrologii nie ma przełącznika. Nie ma momentu gdzie można powiedzieć 'tu zadziałało, tu nie'. To jest continuum i właśnie o tym mówimy - że przejście znakowe to próg, a nie wyłącznik. Przynajmniej tak to rozumiem z tej dyskusji.
Jeśli to jest kilka dni, to jak to się ma do osób urodzonych na granicy znaków? Znaczy - Skorpion urodzony 21 listopada i tak żyje 'w progu' przez całe życie? Czy to za mocno upraszczam?
O, to już jest konkretne. Arnold, czyli urodzony na 29 stopniu Skorpiona ma inne 'zadanie' roczne niż urodzony na 1 stopniu Skorpiona? I jak to się przekłada na moment wejścia Słońca w Strzelca - czy ta osoba z 29 stopniem czuje to przejście inaczej?
To ciekawe co Arnold mówi o 29 stopniu. Bo jeśli to stopień kryzysu i domknięcia, to może właśnie te osoby czują moment zmiany znakowej najostrzej? Nie dlatego że są 'na granicy' ale dlatego że ich natalne Słońce zna tę energię przejścia od środka, tak jakby.
Zaraz, zaraz - zbieramy tu anegdoty od kilku postów i każda pasuje do teorii. Ale czy to nie jest tak że znajdziemy pasujące przykłady do prawie każdej hipotezy? Mnie ta rozmowa bardzo wciąga, ale trochę mi się zapala lampka.
Przepraszam że wchodzę z boku ale mam pytanie do tego co Arnold pisał o 29 stopniu - skąd wiadomo który stopień ma moje Słońce? Znaczy w horoskopie jest napisane 'Słońce w Skorpionie' ale czy tam jest też ten numer stopnia? Bo nigdy na to nie zwracałam uwagi.
Helenka, 14 stopień to środek znaku - to jest miejsce które tradycyjnie bywa opisywane jako pełnia jakości danego znaku. Nie bezpieczniejsze ani niebezpieczniejsze, po prostu inne zadanie niż te graniczne. Ale wróćmy na chwilę do pytania Gabrysieńki - ona ma rację że balansujemy na granicy między obserwacją a potwierdzaniem własnych przekonań. Może warto zapytać inaczej: czy ktoś tu zna przykład który NIE pasuje do teorii o przejściu znakowym?
Dobra, Aeon wróciła do mojego pytania więc odpowiem wprost - nie chodziło mi o to żeby odrzucić obserwacje. Chodziło mi o to że mamy tu dwa różne poziomy dyskusji które się mieszają. Jeden to: czy Słońce przechodzące w nowy znak w ogóle coś zmienia? Drugi to: co czują ludzie z konkretnym stopniem w horoskopie? To są inne pytania i chyba warto je rozdzielić, bo inaczej odpowiadamy na wszystko jednocześnie i na nic konkretnie.
No właśnie, i chyba to 'czy' jest najtrudniejsze. Bo każdy kto siada do tej dyskusji już zakłada że coś się dzieje, bo inaczej po co byłby na forum o horoskopach. Ale to jest założenie, nie wniosek. Aeon, a ty masz jakiś moment z własnego życia gdzie poczułaś że coś dosłownie przestawiło się wraz ze zmianą znaku słonecznego? Nie teorię, tylko konkretne doświadczenie.
O, to jest bardzo uczciwe co piszesz. I myślę że to jest chyba jedno z najtrudniejszych miejsc w całej astrologii psychologicznej - jak oddzielić realne odczucie od narracji którą przyswoiłaś przez lata? Bo Skorpion 'wie' że jest głęboki, intuitywny itd., bo mu się to powtarza. I potem żyje zgodnie z tym obrazem. Ale czy to znaczy że obraz jest fałszywy? Nie wiem.
Właśnie o to mi chodzi. Mój ojciec nigdy nie interesował się astrologią, ale zawsze mówił że kwiecień to czas kiedy 'coś go bierze na ruchy'. Urodził się w lutym, więc to nie jest czas jego znaku. Słońce wchodzi wtedy w Barana. Nie mam pojęcia co z tym zrobić analitycznie, ale to był powtarzający się wzorzec przez dekady.
Hm, ale wiosna jako czas nowego początku to jest tak głęboko zakorzenione kulturowo i biologicznie, że trudno to oddzielić od astrologii. Słońce w Baranie zbiega się z równonocą wiosenną - i to jest fakt astronomiczny który przez tysiące lat był świętowany. Może dlatego wszyscy to czują, niekoniecznie dlatego że Baran jako znak robi coś specjalnego?
Wrzesień jest z kolei naładowany powrotem do szkoły, do pracy po wakacjach, do rytmu roku - i to akurat pokrywa się z Panną która zaczyna się w sierpniu. Właściwie każdy miesiąc w roku jest jakoś kulturowo naznaczony jak się dobrze przyjrzeć. Nie wiem czy da się wyizolować 'czysty' przełom w tej kulturze.
Czy ktoś w ogóle wie czy taki projekt gdzieś istnieje? Nie mówię o naukowym badaniu bo rozumiem że astrologia nie jest domeną nauki akademickiej, ale może jakaś astrolożka zbierała takie opisy systematycznie? Słyszałam że Gauquelin robił coś w tym kierunku, ale to było co innego.
Przepraszam ale chciałm się upewnić - efemeryda to jest taki kalendarz planet? Bo chyba rozumiem o czym mówicie ale nie jestem pewna czy dobrze.
Wracając do tego co Arnold opisał - ta metoda dziennikowa wydaje mi się najbliższa czemuś użytecznemu. I właściwie każdy z nas mógłby to zrobić. Przez miesiąc notować nastrój, energię, impulsy - bez zaglądania do efemerydów - i potem zobaczyć gdzie się pojawiają wzorce. Gabrysieńka, masz rację że to nie rozstrzygnie pytania 'czy', ale przynajmniej jest uczciwsze niż szukanie pasujących anegdot.
To co Aeon proponuje z tym dziennikiem nastroju - szczerze, już próbowałem coś podobnego ale nie byłem konsekwentny. Jakie przedziały czasowe brałaś pod uwagę? Jeden wpis dziennie, czy coś bardziej szczegółowego?
Ale żeby to miało sens trzeba by to robić przez co najmniej trzy cykle - czyli trzy miesiące minimum, żeby złapać kilka przejść znakowych. Jedna zmiana to za mało żeby cokolwiek powiedzieć, nie?
Może by zacząć od wybrania jednego konkretnego przejścia i skupić się tylko na nim? Czyli na przykład teraz sprawdzam jak reaguję na wejście Słońca w Strzelca i notuje przez dwa tygodnie przed i dwa po. Łatwiejsze do utrzymania niż cały rok.
Ale trzeba w ogóle zacząć, prawda? Lepiej mieć dane z jednego przejścia niż nic. Kiedy właściwie Słońce wchodzi teraz w Strzelca, bo chciałbym spróbować tego co Jarzebinka opisuje.
Właśnie tu jest sedno. Dane bez kontekstu to trochę jak jeden punkt na mapie - wiesz że jesteś gdzieś, ale nie wiesz gdzie. Szeptun, spróbuj, ale zaznaczaj też co się wtedy dzieje w życiu - bo jeśli akurat w tym czasie zmienisz pracę, to ci to zaburzy obraz zupełnie.
Przepraszam że się wtrącę, ale chciałam zapytać - czy to nie jest tak, że jak ktoś zaczyna notować to już samym aktem obserwacji zmienia to co obserwuje? Bo zacznam zwracać uwagę na swój nastrój i nagle nastrój staje się dla mnie ważny. Nie wiem czy to ma nazwę.
Tu właściwie wychodzimy na dwa kompletnie różne podejścia do całego tematu. Jeśli szukamy dowodu że przemiany znakowe obiektywnie na nas wpływają, to reaktywność jest problemem. Ale jeśli astrologia jest dla nas systemem pracy z sobą, to świadoma obserwacja jest celem samym w sobie. Aeon, do której z tych ról bliżej ci z tym pytaniem które postawiłaś na początku?
To jest właśnie pytanie które mnie tu przyciągnęło od początku. Mój ojciec nie pracował z żadnym systemem, nie obserwował siebie świadomie, a i tak miał ten rytm. Więc albo coś jest, albo to przypadek, albo biologia. Żadna z tych odpowiedzi mnie nie satysfakcjonuje do końca.
Ale czy ktokolwiek faktycznie badał synchronizację rytmów biologicznych z pozycją Słońca w ekliptyce, a nie tylko z porą roku? Bo to są dwie różne rzeczy - długość dnia zmienia się przez cały rok ale Słońce w Baranie to konkretne dwadzieścia kilka dni. Czy jest jakaś różnica fizyczna między Słońcem w 15 stopniu Barana a w 15 stopniu Byka?
Wracam do tego dziennika bo mam praktyczne pytanie - czy ktoś z was prowadził coś takiego i jest gotowy podzielić się wnioskami? Nie mówię o pełnym badaniu, tylko o osobistym doświadczeniu z takim notowaniem. Bo teoria jest piękna ale chciałabym usłyszeć czy komuś to cokolwiek dało.
