Zastanawiam się nad czymś, co drąży mnie od jakiegoś czasu. Mamy te roczniki - całe pokolenia ludzi urodzonych gdy Słońce stało w tym samym znaku. I tu nie chodzi mi o zwykłe 'jesteś Baranem, bo urodziłeś się w marcu', tylko o coś głębszego. Kiedy Słońce zmienia znak - nie tylko dla nas osobiście w dniu urodzin, ale jako zbiorowy transit przez kolejne stopnie ekliptyki - czy to w jakiś sposób naznacza całe grupy? Widzę to tak: urodzeni na samym początku znaku, w pierwszej dekadzie, mają zupełnie inną jakość energii niż ci z ostatnich stopni, tuż przed przejściem. Jakby ci drudzy nosili już w sobie coś z nadchodzącego znaku, takie niedomknięcie. Czy ktoś z was też to obserwuje? Bo mam wrażenie, że temat przejść granicznych między znakami jest strasznie niedoceniany w horoskopach popularnych.
Coś w tym jest. Sama mam Słońce w ostatnich stopniach Bliźniąt i odkąd pamiętam mówiono mi, że 'nie jestem typową Bliźniaczką'. Długo myślałam, że to przez ascendent albo inne planety w mapie, ale może ten graniczny stopień też ma znaczenie? Jak to rozróżnić w praktyce, że ktoś jest 'graniczny' a nie po prostu ma mocny wpływ innej planety?
A ja mam pytanie trochę z innej strony - bo tytuł mówi o rocznikach, a mi się wydaje, że tu chodzi o jeszcze jeden wymiar. Całe roczniki urodzonych np. w 1965 roku, kiedy jakiś Jowisz czy Saturn stał w konkretnym miejscu - to jest chyba inna sprawa niż samo Słońce? Czy tu mówimy wyłącznie o Słońcu przechodzącym przez znaki, czy też o szerszym kontekście? Bo jeśli tylko o Słońcu, to przecież rocznik urodzonych w sierpniu 1965 i sierpniu 1975 ma Słońce w tym samym miejscu...
Przepraszam że wchodzę z podstawowym pytaniem, ale chcę się upewnić że dobrze rozumiem. Mówicie o osobach urodzonych w dniu kiedy Słońce zmienia znak - czyli np. ktoś urodzony 23 marca, kiedy Słońce przechodzi z Ryb do Barana? I takie osoby mają jakby dwie natury? Jak to działa, jeśli ktoś urodził się rano a ktoś inny wieczorem tego samego dnia - Słońce mogło już przejść albo jeszcze nie, prawda?
A mi się wydaje że to tylko jeden z elementów - bo przeciez Słonce to tylko część układanki. Moja mama i jej siostra sa urodzone w tym samym znaku, rok roznica, ale zupełnie inne osoby. To by znaczyło że Słonca znak to nie wszystko co decyduje, nie?
No to mi powiedzcie konkretnie - urodzony jestem 22 lipca. W połowie gazet piszą że jestem Rakiem, w połowie że Lwem. Czytam horoskopy obu znaków i do obu coś pasuje. Skoro nie wiadomo który to mój znak, to po co w ogóle te horoskopy?
Mam godzinę - 14:45. Tylko nie wiem co z nią zrobić.
Wracając do tego co powiedziała Aeon_74 o 'zmęczeniu znaku' - to mnie bardzo trafia. Sama prowadziłam notatki przez ostatnie dwa lata i porównywałam osoby urodzone w I dekanie znaku z tymi z III dekanu. I naprawdę są różnice, które trudno wytłumaczyć samym ascendentem. Ci z końca znaku mają jakąś nieuchwytną jakość nieprzystawalności do swojego znaku. Jakby czekali na coś co jeszcze nie nadeszło.
Mnie tu ciekawi coś innego. Mówicie o tym jak Słońce zmienia nas przy urodzeniu - ale czy samo coroczne przejście Słońca przez nowy znak ma wpływ na żyjących? Tzn. kiedy Słońce wchodzi w Barana w okolicach równonocy, czy to jest impuls dla wszystkich, niezależnie od znaku urodzenia? Bo widzę tu dwa różne pytania pomieszane w jednym wątku.
Unakitka i Arnold mają rację, że to dwa pytania. Ale ja celowo stawiałam to razem, bo uważam że są powiązane. Jeśli urodzenie w momencie przejścia znaku zostawia w człowieku jakiś ślad tej graniczności - to może coroczny powrót Słońca do tego progu też go uaktywnia? To byłoby coś w rodzaju reaktywacji pierwotnego wzorca. Czy to ma sens jako hipoteza, czy to już za daleko idę?
To co pisze Aeon_74 o reaktywacji tej graniczności przy corocznym tranzycie - to mnie zastanawia. Czy masz na to jakieś obserwacje własne albo z kart? Bo to by znaczyło, że osoby urodzone na granicy znaków mają co roku taki swoisty reset albo wzmocnienie tego napięcia dwuznakowego. Jak to w praktyce miałoby wyglądać?
Ale tu jest problem metodologiczny - te osoby mogą czuć to co sugeruje im świadomość daty. Wiosna sama w sobie działa na wszystkich. Jak odróżnisz ten astrologiczny wpływ od zwykłej zmiany pory roku, temperatury, długości dnia? Szczerze pytam, bo sama szukam takiego kryterium i nie znalazłam.
Przepraszam że wchodzę, ale mam pytanie do tej dyskusji o tranzycie. Jeśli dobrze rozumiem - wy mówicie że transit Słońca przez własny stopień urodzeniowy to jest osobna sprawa od zwykłych urodzin, czyli solaru? Bo solar to Słońce wracające do stopnia, a tu mówicie o Słońcu przekraczającym próg znaku. Dla osoby urodzonej dokładnie na granicy te dwa momenty mogą się prawie pokrywać, nie?
Zostańmy przy tym co powiedziała Michalinka, bo to mnie uderza. Solar to powrót do własnego punktu startowego - jakby osobisty Nowy Rok. A przejście Słońca przez próg znaku to jakby... kosmiczny nowy rozdział dla wszystkich urodzonych w tym znaku jednocześnie. Dla granicznych te dwa rytmy są prawie identyczne. Czy to nie znaczy, że osoby z końca znaku są naturalnie bardziej zsynchronizowane z kosmicznym zegarem niż reszta?
Dobra, wrócę do mojej sprawy bo nie dostałem do końca odpowiedzi. Michalinka napisała że przy 14:45 prawie na pewno jestem Lwem. To 'prawie na pewno' mnie trochę denerwuje. Czy mogę gdzieś wpisać rok urodzenia i godzinę i dostać pewną odpowiedź? Bo wolę wiedzieć niż spekulować.
Mam pytanie do Aeon_74 bo piszesz o 'zmęczeniu znaku' w końcowych stopniach - czy to ty ukułaś ten term czy to jest gdzieś opisane? Bo pierwszy raz to słyszę i szukałam ale nic nie znalazłam. Może po angielsku jest inaczej nazwane?
To z tym językiem to ciekawe. Astrologia ma bardzo bogaty słownik dla aspektów, planet, domów - a dla tej granicy znaków jakby mniej. Czemu tak jest? Czy to dlatego, że granica jest traktowana jako coś oczywistego - 'zmienił się znak i tyle' - podczas gdy w praktyce to jest raczej strefa przejściowa?
A to jest może dlatego że cusp domu naprawdę jest ważniejszy w praktyce? Dom to obszar życia, konkretny, namacalny. Znak to bardziej... sposób bycia, charakter. I pewnie łatwiej obserwować i opisywać efekty granicy domu.
Dobra, bo widzę że zaczyna się tu mieszać kilka rzeczy. Niusia72 ma rację że granica znaku to nie cusp domu - to naprawdę inna sprawa i cieszę się że to wybrzmiało. Ale wracając do sedna tego wątku: ja pytałam o coś bardziej fundamentalnego. Czy sam fakt że Słońce przekracza próg znaku w danym roku naszego życia - niekoniecznie w dniu urodzin - może być jakimś punktem zwrotnym? Nie solar, nie tranzyt przez własny stopień, tylko: Słońce wchodzi w Strzelca i masz wtedy, powiedzmy, 34 lata. Czy to cokolwiek znaczy?
Aeon_74 to jest pytanie które mnie kręci od początku tego wątku. Bo jeśli odpowiedź brzmi 'tak, coś znaczy' - to musimy się zastanowić, czy znaczy tak samo dla kogoś urodzonego 1 listopada co dla kogoś urodzonego 20 listopada. Oboje są Skorpionami, ale to pierwsze przejście Słońca w Strzelca odczują zupełnie inaczej względem swojego solaru, prawda?
No i tu wracamy do tego samego problemu co wcześniej z wiosną. Kajus98, skąd wiesz że to nie jest efekt urodzin jako takich - tort, życzenia, refleksja nad rokiem - a nie przejście Słońca? Serio pytam, bo twój przykład brzmi szczerze ale metodologicznie to jest niemożliwe do oddzielenia.
Kajus ma rację w tym sensie że astrologia jest z natury niemierzalna w ten sposób. Ale wróćmy do tego co powiedział o 'rozgrzewce' i 'właściwym starcie' - to mnie uderza. Bo to by sugerowało że osoby z końca znaku mają inną relację z rocznym rytmem niż te z początku. Ktoś urodzony 22 listopada wchodzi od razu w środek nowego znaku, jego solar i to przejście to jest jedno. A urodzony 1 listopada ma cały miesiąc w 'swoim' znaku zanim cokolwiek się zmieni.
Przepraszam że się wtrącę, ale nie rozumiem jednej rzeczy. Jak mówimy 'przejście Słońca w nowy znak' - to mamy na myśli raz w roku, to samo dla wszystkich na Ziemi? Tzn. wszyscy na świcie czują to samo w tym momencie, nie tylko Skorpiony czy Strzelce? Bo jeśli tak, to to jest bardziej jak... wspólny impuls globalny?
To jest pytanie które na pozór jest proste, a naprawdę nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Intuicja mówi: tak, Strzelec czuje wejście Słońca w swój znak. Ale w tradycyjnej astrologii ważniejsze byłoby zapytać gdzie masz Słońce w radixie i jakie tranzytujące planety aktywują ten punkt. Sam znak Słońca to nie wszystko.
Mam wrażenie że co chwilę trzeba wracać do podstaw i to spowalnia rozmowę. Może warto by ktoś napisał krótko: co w tej dyskusji jest pewne astrologicznie, a co jest hipotezą tego wątku? Bo sama gubię się gdzie kończy się klasyczna astrologia a zaczyna wasza teoria o 'zmęczeniu znaku' i rocznych progach.
Jarzebinka.ka, uczciwe pytanie. Pewne: Słońce przechodzi przez każdy znak raz do roku, w konkretnym momencie. Solar to powrót Słońca do własnego stopnia - osobisty. Tranzyt Słońca przez stopień urodzeniowy - też osobisty. To są fakty astronomiczne i klasyczne narzędzia astrologii. Hipoteza tego wątku: czy samo przekroczenie granicy znaku - dla znaku jako całości, nie indywidualnie - ma jakieś znaczenie dla ludzi urodzonych w tym znaku, i czy to znaczenie zmienia się w zależności od roku życia. To jest moje pytanie otwarte i nie mam na nie pewnej odpowiedzi.
Jak tak to ułożysz, Aeon, to widzę że właściwie pytasz o coś co by działało jak zbiorowy tranzyt dla danego znaku. Trochę jak Jowisz wchodzący w Barana - piszą że dotyczy wszystkich Baranów, ale przecież każdy Baran ma inny horoskop. Może ta analogia coś daje?
