Obserwuje ten watek od dłuższego czasu i jedno mi nie daje spokoju - czy to, co tu opisujeie jako "Mars w Rybach" nie jest po prostu opisem introwersji albo wysokiej wrażliwości? Pytam szczerze, bo nie rozumiem gdzie kończy się psychologia, a zaczyna astrologia.
Właśnie, to jest to, co mnie gryzie od początku tej rozmowy. Opisy znaków są na tyle ogólne, że pasują do bardzo wielu osób. Jak można to odróżnić od efektu Barnuma?
Wtrace się na chwile z takim podstawowym pytaniem, ale domy - ile jest tych domów i jak sprawdzić w którym domu mam Marsa? Słyszałam o tym ale nie wiem, jak to czytac
Wracając do tego, o czym pisała Plejadka60 i co rozwinęła Eleonorka - zastanawiam się, czy jest jakaś praktyczna różnica między "pracą z Marsem w Rybach" a po prostu terapią? Bo czytam i mam wrażenie, że efekt końcowy jest podobny - lepsze rozumienie siebie, kontakt z tym, co jest pod spodem. 🙂
To mądre spostrzeżenie i nie ma tu sprzeczności. Astrologia może pokazać mapę, terapia pomaga przejść drogę. Natal nie zastępuje pracy z człowiekiem - on może pomóc zadać właściwe pytania. Jeśli wiesz, że twój Mars jest w Rybach, możesz szybciej trafić na pytanie "dlaczego tak trudno mi powiedzieć nie" zamiast latami szukać, co w ogóle jest tematem.
Dodam coś z innej strony - w wielu tradycjach wróżbiarskich i okultystycznych planety były traktowane nie tylko jako symbole, ale jako aktywne zasady. Mars w Rybach to nie tylko opis tendencji psychologicznych. To wzorzec, który można świadomie aktywować. Zupełnie inaczej podchodzę do swojego natalu od kiedy przestałam go czytać jako diagnozę, a zaczęłam jako instrukcję.
Wracając do wątku Sagei i Diablik - chcę zapytać, bo to mnie naprawdę interesuje - czy ktoś z was miał doświadczenie, że coś "ruszyło" po takim świadomym nałożeniu intencji na konkretne działanie? Nie mowei o magicznym efekcie, ale o tym, że poczuliście wyrazna różnicę w tym, jak weszliście w sytuację konfliktowa?
Ale właśnie - jeśli efekt jest taki sam niezależnie od tego, czy przyklejamy do tego etykietkę "Mars w Rybach" czy nie to po co ta etykietka? Cynamonko nie mówię złośliwie, serio pytam co ona dodaje.
To jest naprawde centralne pytanie w calej tej dyskusji i cieszę się, że Halka je postawiła wprost. Z mojego doświadczenia - nie musisz wybireać między "jest" a "metafora". Natal opisuje wzorzec energetyczny, który ma swoje przejawy niezależnie od tego, czy w niego wierzysz. Ale żeby z nim pracowac potrzebujesz jezyka.
Słuchajcie ja to wszystko rozumiem w teorii ale ciagle mi chodi po głowie to co napisalem wczesniej o pracy. czy ktos ma jakiś konrketny przyklad, jak "wejscie przez empatię" wyglada w sytuacji kiedy trzeba komus powiedzieć, że nie zdazysz z zadaniem? Bo to jest wlasnie mój problem.
Ojoj, stasio, ja mam podobnie i to mnie skłoniło do założenia tego wątku. U mnie to nie jest praca, ale relacje bliskie - zamiast powiedzieć wprost, że coś mi nie pasuje, zaczynam tłumaczyć, rozumieć drugą stronę, i na końcu zostaje to we mnie. Nie wiem, czy to jest "Mars w Rybach", ale opis pasuje idealnie.
Obserwuję tę rzomowe od dluzszego czasu i chcę zapytać - czy ktos probowal nakładać na to runiczne odpowiedniki? Mars w Rybach kojarzy mi sie z Laguz w połączeniu z Tiwaz - jedna oznacza wode, przepływ, emocje druga to właśnie zasada bojowa kierunek. Zastanaawiam się, czy to podobny wzorzec.
Wchodze w ten waek run bo mnie to interesuje z innej strony - w tradycji hermetycznej kazda planeta ma swój metal, kolor czas ale tez gesty i "postawy ciala". Mars to zelazo i czerwien Ryby to woda i srebro. Połączenie tego daje cos co nie ma jednoznacznego odpowiednika - i wlasnie to napiecie jest aktywnym elementem ktory mozna przepracować fizycznie nie tylko mentalnie.
Przy okazji tego co Alchemik napisał o materiałach - kamienie też moga tu grć rolę. Hematyt to klasyczny Mars, ale przy Rybach dodałabym ametyst albo akwamaryn. Hematyt daje zakorzenienie i decyzyjność, akwamaryn otwiera emocjonalne przepływy bez zatapiania. Czy ktos próbował pracować z taką parą przy asertywności?
Wchodze, bo temat kamieni i czakr tu naturalnie się łączy. Mars w Rybach to napięcie między czakrą splotu słonecznego - nasza wola granice, poczucie "ja" - a czakrą sercową i czakra sakralną, które są domeną Ryb. Kiedy te dwa poziomy nie są zintegrowane, czlowiek albo zamraza wolę, albo kompulsywnie daje z siebie wszystko bez zasobu. Lelja trafnie zestawiła kamienie, bo hematyt uziemia splot słoneczny, akwamaryn lagodzi napięcie sakralnej.
I właśnie dlatego ta integracja czakr jest tu kluczowa - nie chodzi o to, żeby "wzmocnić" splot słoneczny kosztem sercowej, bo wtedy wychodzi agresja, nie asertywność. Zaneczka, to co opisujesz - że zostaje to w tobie - brzmi jak zablokowany przepływ między tymi poziomami. czy czujesz to fizycznie gdzieś w ciele?
Tak, właściwie tak. Mam taki ścisk w klatce piersiowej jak nie powiem tego, co chcę powiedzieć. Jakby to dosłownie tam siedziało. Nigdy nie myślałam, że to może mieć coś wspólnego z czakrami, ale jak tak to opisujesz, to ma sens.
Zaneczka, ten scisk w klatce to klasyczny sygnał że energia jest i chce się wyrazić, tylko nie ma wyjścia. Mars w Rybach nie blokuje energii on ją rozmywa - ona nie wie gdzie pojsc. Czy ten scisk pojawia się przed rozmową, w trakcie, czy dopiero po?
Wchodzę z numerologicznego kąta, bo nikt tu jeszcze tego nie poruszył. Jeśli ktoś ma Mars w Rybach i jednocześnie mocną 7 lub 12 w numerologii - liczba drogi życia albo duszy - to ten wzorzec jest wzmocniony na kilku poziomach naraz. Obie te liczby mają podobną energię do Ryb: wycofanie, intuicja, praca w tle. Ciekawe czy ktoś z was tu ma takie zestawienie.
Chwila bo chcę wrócić do czegoś, co mi chodzi po głowie od dłuższego czasu w tej dyskusji. Mówimy o natallnym wzorcu, o aktywowaniu, o integracji - ale czy ktos z was ma poczucie, że ten wzorzec się naprawdę zmienil? Nie "pracuję z nim", tylko że się zmienił? Bo mnie to ciekawi czy to jest praca bez końca.
Obserwuje ten wątek od pczątku i mam pytanie może podstawowe ale nie rozumiem - jak wiadomo, że to "działa Mars w Rybach" a nie po prostu temperament albo wychowanie? Pytam, bo sama jestem niezbyt asertywna, ale nie wiem, co mam w natalnym.
A gdzie można sprawdzić swój natalny, jeśli ktoś nie ma pojęcia jak to zrobić? Pytam bo jestem w podobnej sytuacji co Jarzebinka - nie wiem co mam i nie wiem od czego zacząć.
Sluchajcie, Nawiązując do tego, co Halka mówiła bo to dla mnie ważne. Terenia opisała "sekunde wyboru" - ale jak to się ma do tego co Plejadka mówiła wczesniej o zmianie poziomu z ktorego działasz? Czy to jest to samo, czy coś innego?
Czytam wasze posty i mam poczucie, że wy wszystkie już gdzieś jesteście, a ja nawet nie wiem, gdzie zacząć. Otylka napisała, że ten ścisk po rozmowie to sygnał, że energia nie ma wyjścia. Ale co to znaczy praktycznie? Siedziałam z tym ostatnio wieczorem i kompletnie nie wiedziałam, co z tym zrobić.
Zaneczka, to że siedzisz z tym i tego szukasz, to już jest cos. Pytanie do ciebie - gdy po tej rozmowie pojawia sie scisk i mysl "tego nie powiedziałam" - czy wiesz co chcialas powiedzieć? Tzn. czy ta nienazwana rzecz jest uchwytna, gdy siedzisz z tym w spokoju, czy raczej jest jak mgła?
Waga to znak powietrzny, nie wodny. Ale Ascendent w Wadze przy Marsie w Rybach to akurat ciekawe zestawienie - Waga dąży do harmonii i unika konfliktu strukturalnie, a Mars w Rybach rozmywa impuls energetycznie. To jakby podwójny mechanizm wyciszający asertywność. Jedno na poziomie tożsamości, drugie na poziomie siły działania. Ósmy dom to nie jest "poważny" w znaczeniu zlowrogim - to dom transformacji, granic psychicznych i tego, co ukryte. Mars tam sugeruje, że twoja siła działania jest głęboko zakopana, ale jest.
Muszę się tu zatrzymać, bo trochę mnie guib ta rozmowa. Mowimy o Ascendencie, ósmym domu, Marsie - i to wszystko niby tłumaczy, dlaczego ktoś nie jest asertywny. Ale czy to nie jest tak, że można to samo wytlumaczyc wychowaniem, lękiem przed odrzuceniem albo po prostu charakterem? Gdzie tu jest granica miedzy astrologią a psychologią?
