Mam Marsa w Rybach w swoim natalu i od jakiegoś czasu zastanawiam się, czy to właśnie przez to tak bardzo mi trudno powiedzieć "nie". Nie chodzi tylko o asertywność w sensie ogólnym, ale o to, że dosłownie czuję, jak moja energia się rozlewa i nie wiem, gdzie się kończy moja wola, a zaczyna wola innych. Czytałam, że Mars w Rybach to jakby rycerz bez zbroi, ale nie do końca rozumiem, co to znaczy w praktyce. Czy ktoś zna to z własnego doświadczenia albo z horoskopu kogoś bliskiego?
Mars w Rybach to jeden z tych układów które w astrologii klasycznej były uznawane za tzw. detriment czyli osłabienie planety. mars jest egzaltowany w Koziorożcu i rządzi Baranem, a w Rybach trafia w żywioł który kompletnie rozmywa jego naturę. woda gasi ogień, żeyb użyć najprostszego obrazu. Ale to nie oznacza że taka osoba jest bezwolna - oznacza, że jej siła wyrazu idzie innymi kanałami. częściej przez intuicję, sztukę, poświęcenie niż przez bezpośrednią konfrontację. Pytanie do autorki: czy masz też jakiś silny Neptun w natalu, może aspekt do tego Marsa?
Eleonorka56 powiedziała o detrimencie, ale ja bym tu była ostrożna z tym słowem, bo w różnych szkołach astrologicznych jest inaczej traktowane. W astrologii hellenistycznej mamy pojęcie "dyskomfortu" planety, ale niekonieczie jej słabości. Mars w Rybach potrafi działać naprawde skutecznie tylko niewidocznie. To jest planeta, która działa pod powierzchnią. Widziałam to u kilku osób z tym układem - nie walczą wprost, ale potrafią przeczekać i wypłynąć w momencie, gdy inni juz stracili energię.
Ojej, trójkąt Mars-Neptun to klasyczny aspekt, który daje zdolnosc działania przez empatie i wyczucie, ale też moze prowadzić do ucieczki od konfliktu. Nie zdziwiłabym się, gdyby Zaneczka miała tendencję do "podtapiania" wlasnych potrzeb, bo po prostu czuje potrzeby innych tak samo silnie jak swoje to nie jest słabość charakteru to kwestia budowy energetycznej. Ale - i tu się trochę nie zgadzam z Cecylką53 - nie zawsze ta "niewidoczna siła" wcyhodzi na jaw. znam osoby z tym układem które cale życie nie potrafiły się przebić, bo czekały na ten idealny moment, ktory nigdy nie nadszedł.
No i proszę zaglądam w ten wątek bo sam mam Słońce w Rybach i Mars w innym miejscu ale moje pytanie jest takie: czy Mars w Rybach u mezczyzny działa tak samo jak u kobiety? Gdzieś czytalem że archetyp Marsa jest bardziej "narzucony" mezczyznom kulturowo, wiec mze ta rozbieżność miedzy oczekiwaniem asertywności a jej brakiem jest bardziej bolesna?
Tójkąt z Neptunem w Koziorożcu to naprawdę ciekawy uklad. koziorożec w Neptunie pokoleniowym (lata 80./90.) dawał tendencję do rozczarowywania się strukturami - i jeśli ten trójkąt łączy się z Marsem w Rybach, to możesz mieć wbudowany mechanizm wycofywania się z walki, kiedy czujesz, że "system" jest nie do pokonania. To nie jest fatalizm, to wzorzec energetyczny, który da się rozpoznać i z którym można pracowac.
Przepraszam, że wtrącę, ale trochę sceptycznie podchodzę do takiego tłumaczenia wszystkiego przez układ planet. Rozumiem, że astrologia ma swój system, ale jak odróżnić, czy ktoś ma trudności z asertywnoścą "przez Marsa w Rybach", czy po prostu przez wychowanie albo temperament? Zapytuję z ciekawości, nie złośliwie.
Mnie ta dyskusja o determinizmie też interesuje, ale chciałam wrócić do praktycznego wymiaru. Eleonorka56 mówiła o "pracy z tym wzorcem" - czy ktoś wie, co to konkretnie znaczy w przypadku Marsa w Rybach? Jakieś techniki astrologiczne, może afirmacje połączone ze znajomością tego układu?
Pracuję dużo z afirmacjami i medytacją i mogę powiedzieć, że samo powtarzanie "jestem asertywna" nijak nie działa, jeśli nie sięgnie się głębiej. W przypadku Marsa w Rybach chodzi chyba o to, żeby nie próbować "naprawiać" tej miękkości tylko nadać jej kierunek. Woda nie walczy ze skałą frontalnie - opływa ją. Może zamiast ćwiczyć twardą asertywność, warto ćwiczyć wyznaczanie granic przez wartości, nie prezz konfrontację? Chociaz nie wiem czy to czysto astrologiczne podejście bardziej z własnych obserwacji.
Przepraszam, że pytam tak naiwnie, ale co to dokładnie znaczy, że Mars jest "w Rybach"? Czy to znaczy, że w momencie urodzenia Mars był w tym gwiazdozbiorze? I to się nie zmienia przez całe życie, tak? Zawsze miałam z tym zamieszanie.
E tam, tu właśnie jest sedno. Mars to planeta która rządzi tez silla woli i inicjatywą w codziennym dzialaniu nie tylko agresja. Ryby rozmywają tę inicjatywę przez empatie - zanim zareagujesz, już czujesz jak druga osoba by się poczuła na Twoim miejscu i cofasz impuls. Zaneczka, mam pytanie: czy ten brak granic dotyczy Cię równomiernie - i z bliskimi, i z obcymi? Bo Mars w Rybach często selektywnie odpuszcza - inaczej reaguje na obcych, a inaczej na tych, z którymi jest energetycznie spleciony.
Dorzucę wątek numerologiczny, bo może uzupełniać obraz. Jeśli Zaneczka ma Liczbę Drogi Życia wskazującą na dużą wrażliwość (np. 2, 6, 9), to numerologia nałoży się na ten astrologiczny wzorzec i podwoi efekt. Znam kilka osób, u których zarówno astrologia, jak i numerologia wskazywały na ten sam rdzeń energetyczny i tam zaburzenia asertywności były bardzo wyraźne. Czy wiesz, jaka jest Twoja liczba?
Chcę zapytać o jedną rzecz, bo trochę mi umknęło - ktoś wczesniej wspomniał o tym, że Mars w Rybach działa "pod powierzchnią". Czy to znaczy że taka osoba może być w środku bardzo sfrustrowana, bo energia gdzieś jest, tylko nie może się wydostać? Bo znam kogoś kto chyba pasuje do tego opisu i ta frustracja u niego jest naprawdę duża, mimo że na zewnątrz sprawia wrażenie spokojnego.
Zaglądam w ten wątek i jestem ciekaw - czy można mieć ten Mars w Rybach i w ogóle nie mieć tych problemów? Pytam, bo mój kolega mówi, że ma taki układ i jest jedną z bardziej zdecydowanych osób, jakie znam. Może inne planety to równoważą?
Ale właśnie to mnie zastanawia - ta osoba, o której wspomniałam wcześniej ta moja znajoma. Ona jest bardzo zdecydowana zewnętrznie ale jak patrzę bliżej, to w środku chyba zupełnie inaczej to przeżywa. Czy to może być ten mechanizm z Marsem w Rybach, że ktoś buduje taką zewnetrzna twardość właśnie dlatego, że w srodku jest ta miękkość?
Wchodząc w ten wątek - kompensacja sama w sobie nie jest ani zdrowa, ani nie. Zależy od tego, czy czlowiek ma świadomość że to robi. Bez świadomości to jest po prostu mechanizm obronny który zuzywa ogromnie dużo energii. Z czasem ta maska staje sie ciężka i tak rzeczywiscie moze "pęknąć" przy dużym stresie. Ale to juz bardziej psychologia niż astrologia.
Wroccie proszę do mojego pytania sprzed kiklu postow bo chba nie dostalem odpowiedzi - czy Mars w Rybach u mezczyzny działa jakos inaczej? Pytam serio bo czuje że to moze byc istotne a temta poszedl w inną strone. 😉
Stasio97, myślę, że dotknąłeś czegoś bardzo ważnego. Ja mam podobnie, tylko z kobiecej strony - mówiono mi, że jestem "zbyt wrażliwa", jakby to był błąd. Może właśnie o to chodzi z tą pracą nad Marsem w Rybach - żeby przestać to traktować jako defekt?
Ojoj, dokładnie to chcialam powiedzieć, tylko Zneczka ujęła to lepiej. Mars w Rybach to nie jest "uszkodzony Mars". To Mars działający przez żywioł wody, przez empatie i intuicję. Problem zaczyna się wtedy, kiedy ta wrażliwość nie ma żadnego ujśia i człowiek tylko chłonie, nic nie oddaje. Ale to jest kwestia praktyki, a nie wady charakteru.
Przepraszam, że znowu pytam o podstawy, ale zastanawia mnie jedno - czy Ryby mają jakiś szczególny związek z wodą właśnie? Bo widzę, że tu dużo mówi się o żywiołach, a ja nie do końca rozumiem, jak to się łączy ze znakami zodiaku.
Wracając do wątku numerologicznego, który zostawiłem wcześniej - Zaneczka, jeśli chcesz, możesz podać datę urodzenia (sama liczba drogi życia, nie cała data), to mogę sprawdzić, czy numerologia coś tu dorzuca. Czasem liczba 7 albo 9 w podstawowych pozycjach bardzo mocno nakłada się na ten astrologiczny wzorzec wrażliwości.
Dziewiątka w numerologii to liczba związana z zakończeniami, empatią i poświęceniem. Osoby z tą liczbą mają tendencję do stawiania innych na pierwszym miejscu, co w połączeniu z Marsem w Rybach daje naprawdę silny wzorzec "rozpuszczania się" we własnych potrzebach. To nie jest przypadek - te dwa systemy często się potwierdzają, właśnie dlatego je porównuję.
Zwrócę uwagę na jedną rzecz, bo widzę, że temat zaczyna się robić bardzo diagnostyczny wobec Zaneczki, a zapominamy o szerszym kontekście. Mars w Rybach nie skazuje nikogo na bycie "bez granic". Ta energia ma ogromny potencjał w działaniach, gdzie granica między sobą a innymi jest celowo przekraczana - leczenie, sztuka, praca z ludźmi w kryzysie. Pytanie do Zaneczki: czy jest jakaś sfera życia, gdzie czujesz się zdecydowana i skuteczna, mimo wszystko?
Plejadka60, dziękuję, że to powiedziałaś. Czuję, że trochę rzeczywiście zaczęłam być tu "przypadkiem klinicznym", a nie osobą w rozmowie. Ale właśnie to, co napisałaś na końcu - że Mars w Rybach ma potencjał tam, gdzie granica między mną a innymi jest zasobem, a nie słabością - to chcę lepiej zrozumieć. Możesz podać jakiś konkretny przykład? Bo brzmi pięknie, ale nie wiem, jak to wygląda w praktyce.
Oczywiście. Pomyśl o kimś, kto pracuje z ludźmi w kryzysie - terapeuta, pielęgniarka, ktoś w hospicjum. Tam umiejętność wejścia w czyjś ból bez oceniania, bez twardej granicy "to twój problem, nie mój" - to jest wartość, nie defekt. Mars w Rybach potrafi działać w takich przestrzeniach w sposób, który Marsowi w Baranie byłby po prostu niedostępny. Siła, tylko zupełnie inaczej zbudowana.
Słuchajcie zatrzymuje się chwilę, bo ta rozmowa robi się coraz bardziej o tym jak radzić sobie z Marsem w Rybach w codziennosci, a to trochę inny temat niż asertywnosc, od ktorej zaczelysmy. Czy to jest celowy kierunek czy wypadaloby wrócić do pytania Zaneczki o granice?
Zgadzam się z Cynamonką. Ja obserwuję tę rozmowę i myślę, że wszyscy opisujemy to samo zjawisko tylko różnymi słowami. Mam pytanie do Eleonorki - wspomnialas wcześniej o "nakładaniu maski". Czy ta maskka z czasem staje się tak gruba, że człowiek sam nie wie już, co jest pod spodem?
