Ale czy to nie jest trochę zbyt wygodne wytłumaczenie? Znaczy, rozumiem mechanizm jak go opisujecie, ale czy to nie odbiera odpowiedzialności za własne działania? Mój znajomy o którym mówiłem - czy to że Mars mu siedzi w 12 znaczy że nie ponosi odpowiedzialności za te swoje wybuchy?
Właśnie, bo o ile dobrze rozumiem całą tę rozmowę - świadomość mechanizmu to jest pierwszy krok ale nie ostatni. Czy ktoś tu faktycznie widział żeby sama wiedza o Marsie w 12 zmieniła komuś wzorzec zachowania? Bo chcę wierzyć że tak, ale nie wiem czy mam prawo.
Odpowiem na to bo to mnie bezpośrednio dotyczy i dla mnie wiedza rzeczywiście coś zmieniła, ale nie w sposób natychmiastowy i nie w taki że przestałam robić te rzeczy. Zmieniło się to że kiedy to się dzieje, mam jakiś punkt odniesienia. Nie jestem już tylko zdezorientowana - rozumiem co się uruchamia. To nie zatrzymuje mechanizmu, ale skraca czas w którym 'nie wiem co mnie ugryzło'.
Dziękuję Melania71 za tę odpowiedź, bo to jest właśnie to czego szukałam - konkretne świadectwo jak to wygląda w praktyce. Więc to jest ten etap pomiędzy 'nie wiem' a 'kontroluję'? Coś jak orientacja zanim będzie sterowanie?
A ja mam zupełnie inne pytanie, przepraszam że może głupie - czy ta cała energia Marsa w 12 może się objawiać też w snach? Bo Michasia99 mówiła wcześniej o snach i zastanawiam się czy jest jakiś związek. Znaczy czy ta ukryta agresja może wychodzić właśnie nocą zamiast w życiu?
Izuska to co opisujesz z krzyknięciem i nogami to jest bardzo typowy sen i ja tez to mam! Ale nigdy nie łączyłam tego z astrologią. Michasia99 - czy to znaczy ze jak ktos ma takie sny to na pewno ma Mars w 12 czy to moze byc wiele róznych przyczyń astrologicznie?
Wracając do tego o czym mówiła Leontyna - forma dla energii Marsowej w 12 - zastanawiam się czy ktoś próbował czegoś bardziej ukierunkowanego. Są techniki pracy z planetami w domach podświadomości, które polegają na świadomym wywoływaniu tej energii zamiast czekania aż wyjdzie sama. Tylko to wymaga pewnej dyscypliny i nie jest dla każdego na każdym etapie.
A czy ta konfrontacja z wewnętrznym wrogiem może być bolesna? Pytam serio bo trochę się tego boję. Jeśli ta energia jest zakopana głęboko i nieświadoma, to może lepiej jej nie ruszać?
Dobra, ale żeby nie zakopać tego pytania bo to ważne - Kornelia.x powiedziała że energia zamknięta i tak działa. Czy to znaczy że jeśli ktoś latami nie robi żadnej pracy z tym Marsem w 12, to te skutki się kumulują? Że z czasem jest gorzej?
Nie powiedziałabym że gorzej w sensie liniowym. Raczej że wzorzec się utrwala. Mars w 12 bez żadnej świadomości to jest jak ścieżka w lesie którą chodzi się ciągle tą samą trasą - z czasem robi się coraz głębsza i trudniej zejść na bok.
Ale Leontyna, skoro mówisz że wzorzec się utrwala - to w którymś momencie jest za późno? Mam na myśli tego mojego znajomego, który ma może ze czterdzieści parę lat i przez cały czas działał nieświadomie. Czy jest jakiś próg po którym to już jest nieodwracalne?
No... właściwie to ja chcę zrozumieć co się z nim dzieje. On sam raczej nie szuka tłumaczeń. Myślisz że to ma znaczenie?
Ma ogromne znaczenie i to jest jedna z ważniejszych rzeczy przy 12 domu - ta energia jest głęboko osobista, nikt z zewnątrz nie może jej ruszyć za kogoś. Kanko, rozumiem że chcesz pomóc znajomemu, ale wróćmy na chwilę do technik - bo zaczęliśmy o świadomym wywoływaniu i to jest wątek wart rozwinięcia.
Czyli to jest celowe wchodzenie w coś co normalnie chcemy unikać? Bo jak to czytam, to brzmi jakbyśmy mieli specjalnie wywoływać coś nieprzyjemnego. Czy to nie może się źle skończyć jeśli ktoś nie wie co robi?
Przepraszam że wchodzę bo staram się nadążyć za tą rozmową - to zakotwiczenie o którym Kornelia.x mówi, to jest coś konkretnego? Jakiś przedmiot, rytuał? Nie rozumiem jak to działa w praktyce.
Słucham tego co mówi Wiciol i Kornelia.x i zastanawiam się czy to co ja robiłam intuicyjnie - pisanie w dzienniku kiedy czuję że ta energia się zbiera - to jest właśnie taki kanał o którym mówiliście wcześniej. Bo nigdy tego nie nazywałam pracą, po prostu to robiłam.
Melania71, to jest bardzo ciekawe co mówisz, bo pisanie w dzienniku to klasyczny Mars w 12 - zamieniasz tę energię walki na słowa, nadajesz jej formę bez skierowania jej na zewnątrz. Tylko mam pytanie - czy to działa na dłuższą metę, czy po jakimś czasie musisz to uzupełniać czymś bardziej fizycznym?
A ja pomyślę o tym z innej strony - w runach Tiwaz jest właśnie tą energią która odpowiada walce wewnętrznej i ofierze z własnego ego na rzesz czegoś wyższego. Jak ktoś ma Mars w 12 to zastanawiam się czy praca z tą runą mogła by być naturalnym uzupełnieniem do tego dzienika. Czy ktoś próbował łączyć te systemy?
