Księżyc w Skorpionie z Juno w ósmym to jest naprawdę duże zagęszczenie ósmego domu energetycznie. Nie powiem, że to trudna kombinacja, bo to byłoby zbyt proste. Powiem raczej, że ona sprawia, że potrzeba głębi jest odczuwana na poziomie emocjonalnym, nie tylko intelektualnym. Selenka, czy jak jesteś w relacji płytkiej, to jest to bardziej pustka emocjonalna czy raczej nudność i brak bodźców?
Obydwie naraz, ale ta emocjonalna boli bardziej. Jakby ktoś dał ci do jedzenia chleb bez smaku - możesz przeżyć, ale nie możesz powiedzieć, że jesteś nasycona. Chyba to najlepszy obrazek jaki mam.
To porównanie z chlebem jest bardzo trafne i dużo mówi. Ale wracając do pytania Teodozji o Juno partnera - sprawdzałam kilka synastrii i jest jeden wzorzec który wydaje mi się powtarzalny. Kiedy jedna osoba ma Juno w ósmym, a druga w siódmym, to często ta z siódmego czuje się wciągana w coś, czego nie rozumie. Nie odrzuca tego, ale jest jakby stale zaskoczona intensywnością. Ktoś miał taką parę w swoim otoczeniu?
Mnie ciekawi ta kwestia tempa emocjonalnego o której mówi Hania. Bo jak byłam w tamtej relacji, to właśnie miałam wrażenie że musiałam sie dostosowywać do czyjegoś rytmu i przez długi czas myślałam ze to on jest nie w porządku, że za bardzo 'ciągnie'. Dopiero pozniej zrozumiałam, ze to nie bylo ciągniecie, tylko po prostu inny język. Czy mozna sie nauczyc tego jezyka jesli sie go nie ma naturalnie?
Ale czy to nie działa w obie strony? Bo słucham i mam wrażenie, że cały czas patrzymy na to z perspektywy osoby z Juno w ósmym jako tej, która 'potrzebuje'. A co z partnerem - czy on nie traci czegoś w tej relacji, próbując dopasować się do takiej intensywności?
To co opisuje Bożenka ma swoją nazwę w astrologii - mówi się czasem o relacjach karmicznych, gdzie synastryjne węzły i Pluton tworzą takie 'haki'. Ale nie chcę tutaj wchodzić w temat węzłów, bo to osobna rozmowa. Pytanie które mam do Gabrysi - skąd to założenie, że intensywność jest wyłącznie czymś co biorą? Mnie wydaje się że ta relacja może być dawaniem dla obu stron, tylko różnymi rodzajami dawania.
Dokładnie, to nie jest kwestia brania i dawania w takim handlowym sensie. Przynajmniej u mnie tak nie działa. Dla mnie to jest bardziej jak... wchodzenie razem w głębię. Nikt nie bierze - oboje toną albo oboje nurkują. Różnica jest tylko w tym, kto czuje się w tej wodzie jak w domu, a kto musi się uczyć oddychać pod powierzchnią.
To zdanie Selenki o oddychaniu pod powierzchnią jest bardzo trafne. I nasuwa mi pytanie praktyczne - czy w karcie urodzenia widać, czy dana osoba ma w ogole zdolnosc do takiego 'oddychania'? Czy jest jakis element ktory to pokazuje poza Juno i Ksiezycem?
A jak odróżnić głębię od dramatu w praktyce? Bo mam wrażenie, że z zewnątrz może to wyglądać podobnie. I zastanawiam się czy sama rozróżniłabym jedno od drugiego, będąc w środku takiej relacji.
Ale właśnie - dojrzałość. Czy Juno w ósmym domu u osoby bardzo młodej to w ogóle bezpieczna konfiguracja? Pytam, bo znam dziewczynę, która ma chyba z dwadzieścia kilka lat i wchodzi w takie relacje, które brzmią dla mnie bardzo... obciążająco.
To jest bardzo dobre pytanie, bo ja miałam pierwsze takie relacje właśnie jako bardzo młoda i teraz myślę, że nie byłam na to gotowa. Nie w sensie że to było złe, ale że nie miałam zasobów żeby to przetrawić. Juno w ósmym to jedna rzecz, ale pytanie co masz obok - co robi twój Saturn, gdzie jest Chiron.
No właśnie, bo Chiron w karcie moze bardzo zmieniac to jak przeżywamy te głebie. Moja znajoma ma Chirona w ósmym domu i ona każdą bliską relację przeżywa jak otwartą ranę. Ale też w ten sposób pomaga innym - jakby ta rana była też drzwiami. Tylko wiek i dojrzałość to inna kwestia niż pozycja Chirona, nie?
To co Wróżanka pisze o szukaniu uzdrowienia w partnerze... ja chyba przez długi czas dokładnie tak robiłam. I dopiero jak zostałam sama, to zobaczyłam że ta rana jest moja i że nikt jej za mnie nie zamknie. Ale też nie wiem czy bym to zobaczyła bez tamtej relacji. Więc czy to był błąd?
A czy w takim razie Juno w ósmym domu zawsze przyciąga takie relacje, które są 'lustrem', czy może być też po prostu głęboka relacja bez tego pierwiastka uzdrawiania ran? Pytam, bo zaczynam mieć wrażenie że to brzmi jak coś niezmiennego.
Myślę, że to nie jest niezmienne, ale jest jak... predyspozycja. Tak samo jak ktoś z Merkurym w Bliźniętach będzie pewnie gadatliwy, ale może nauczyć się słuchać. Juno w ósmym daje pewien kierunek, ale nie zamyka cię w jednym scenariuszu. Przynajmniej tak to u siebie obserwuję.
Ale jak to wygląda praktycznie - jak rozpoznasz, że przyciągasz partnera przez wzorzec ósmego domu, a nie po prostu... zakochałaś się? Bo wydaje mi się że to musi być bardzo trudne do odróżnienia od środka.
To co Selenka pisze o intensywnosci od pierwszego momentu - ja to czułam dokładnie tak samo. I w tamtym czasie myślałam ze to jest dowód na to że to 'ta właściwa osoba'. Teraz wiem ze intensywnosc to nie jest miłosc, choć może isc razem z miłoscią. To duza roznica.
I wracając do samego Juno w ósmym, bo trochę odpłynęłyśmy - mam pytanie do Selenki. Na samym początku tego wątku pisałaś o partnerstwie na granicy życia i śmierci. Jak teraz, po tej całej rozmowie, sama to rozumiesz? Czy to zdanie brzmi dla ciebie tak samo jak na początku?
