Wróćmy do tego, co Selenka powiedziała o tym, że transformacja ją znalazła, a nie odwrotnie. Zastanawiam się, czy Juno w ósmym domu przyciąga konkretny typ partnerów - takich, którzy są 'agentami' tej przemiany? Czy po prostu każda relacja z tą pozycją staje się transformująca niezależnie od tego, kto jest po drugiej stronie?
Ten obraz klucza i drzwi jest bardzo dobry. Ja bym dodała, że przy Juno w ósmym domu te drzwi są zawsze trochę otwarte, nieważne czy chcesz czy nie. I dlatego te relacje bywają tak wyczerpujące - bo nie ma możliwości 'wyłączenia' tej dynamiki kiedy wracasz do domu po ciężkim dniu i chciałabyś po prostu spokoju.
A czy macie jakiś pomysł, jak sprawdzić czy drugi partner 'nosi' energię plutonową, o której mówicie? Chodzi mi o to - czy szukam kogoś ze Skorpionem, z Plutonem wyeksponowanym, z czymś w ósmym domu? Bo to brzmi jak przepis na coś bardzo konkretnego.
To co mówi Hania ma sens, ale mam inne pytanie - czy jeśli sama mam Juno w ósmym domu, a mój partner ma kartę raczej 'spokojną', to znaczy, że ta głębia nigdy się w relacji nie pojawi? Czy może to ja jestem tą stroną, która będzie tę dynamikę wnosić?
Mój mąż miał spokojną kartę, jak to Gabrysia mówi. Nie wiem, czy miał Juno w ósmym, nigdy nie sprawdzałam. Ale umiał przy mnie być w tych najtrudniejszych chwilach nie uciekając. I teraz myślę, że może nie chodziło o to, żeby sam był intensywny - tylko żeby nie bał się tego, co ja przynosiłam. To chyba jest właśnie ta nośność, o której mówiła Selenka.
I właśnie to mnie uderza w tym, co powiedziała Bożenka - że nie chodziło o intensywność samego partnera, tylko o jego zdolność do wytrwania. Ale czy to oznacza, że Juno w ósmym domu tak naprawdę nie szuka kogoś podobnego do siebie? Raczej kogoś, kto potrafi przy niej stać bez uciekania?
Bożenko, to zdanie o 'wytrwaniu obok' zostało ze mną. Myślę, że masz rację, ale chcę dodać coś od siebie - wytrwanie to nie to samo co bierność. Miałam kogoś, kto wytrwał, ale wytrwał jakby zastygł. Nie uciekał, ale też nie szedł razem w głąb. I to też nie było to.
Selenka, rozumiem tę różnicę. To chyba właśnie jest sedno ósmego domu - nie chodzi o to, żeby partner tylko 'wytrzymał' bliskość, ale żeby był w niej aktywnie obecny. Zastygłe wytrwanie to jakby zatrzymanie się przed drzwiami, o których mówiłaś wcześniej. Ale mam pytanie - jak to czułaś? Że ktoś zastygł zamiast iść razem?
Ta szklana ściana - ja to znam z innej strony. Byłam tą osobą, ktora stała za szybą przy kimś z Juno albo Plutonem mocno zaznaczonym. Nie wiedziałam jak to opisać, ale właśnie tak to czułam - że coś ode mnie chce, żebym poszła gdzieś głębiej i nie wiedziałam jak. Czy da się nauczyć tej głębi, czy to musi być wrodzone?
Słuchajcie, to co opisuje Kryska brzmi jak odwrotna strona tej dynamiki - co przeżywa osoba bez Juno w ósmym domu, która wchodzi w relację z kimś, kto ją tam ma. Czy ktoś o tym myślał? Bo przez cały wątek rozmawiamy z perspektywy tej 'głębokiej' strony.
Jeden tak. Powiedział mi, że przy mnie nie może 'po prostu żyć' - że każda rozmowa staje się czymś większym, niż chciał żeby była. Wtedy poczułam się z tym bardzo źle, jakby coś ze mną nie tak. Teraz rozumiem to inaczej - to nie była jego wina ani moja, to był po prostu niedobór.
To co mówisz Selenka jest trochę smutne, ale też wyzwalające? Że to nie czyjaś wina, tylko niedopasowanie. Ale mam pytanie do Wróżanki albo Hani - czy w synastrii da się to sprawdzić zanim wejdzie się głębiej w relację? Czy jest jakiś aspekt, który mówi 'ten człowiek da radę, ten nie'?
A co to jest synastria dokładnie? Słyszałam to słowo kilka razy w tym wątku i domyślam się, że chodzi o porównanie kart, ale nie wiem jak to się robi i czy to coś innego niż composite.
Słuchajcie, wróćmy na chwilę do tego, co mówiła Selenka o szklanej ścianie. Bo ja miałam coś odwrotnego - momenty, gdy ta ściana nagle znikała bez ostrzeżenia. I to były zarówno najpiękniejsze, jak i najstraszniejsze chwile w tym związku. Czy to też jest typowe dla ósmego domu?
Bożenko, to co piszesz jest bardzo poruszające. I jednocześnie myślę sobie, że Selenka pisała na początku, że szuka kogoś, z kim można przejść transformację. Czy po tym wszystkim, co tu napisałaś - ty byś jeszcze raz wybrała taką relację, wiedząc co wiesz teraz?
Julisia, to jest bardzo trudne pytanie i muszę się chwilę zastanowić, zanim odpowiem. Myślę, że tak. Wybrałabym, choć wchodziłabym z innymi oczekiwaniami. Nie od miłości, którą znam z filmów, tylko od czegoś, co nie ma nazwy. Ale to mnie zastanawia - czy w ogóle można 'wejść z innymi oczekiwaniami', skoro ta dynamika ma swoje własne prawa?
Bozenka, pytasz o to, czy można wejść inaczej, ale ja myślę, że to jest właśnie pułapka - że zakładamy, iż wiemy, co nas czeka. Mnie każda z tych relacji zaskoczyła w miejscu, w którym byłam pewna, że już rozumiem. I chyba tego nie da się obejść.
Ale tu jest ważne rozróżnienie. Wchodzić 'ze świadomością' to nie znaczy wchodzić 'z mapą'. Można wiedzieć, że będzie głęboko, i nadal nie wiedzieć, gdzie jest dno. Czy myślicie, że ta świadomość cokolwiek zmienia, czy tylko daje złudzenie kontroli?
Ja sie z tym zgadzam z Teodozją. Jak miałam tamtą relację, to nie weszłabym gdybym wiedziała. Ale jednoczesnie - to co wyszłam z tego jest moje i nie oddałabym. To jest sprzeczne w sobie, ale prawdziwe.
Ale czy to nie jest trochę uzależnienie od intensywności? Poważnie pytam, nie oceniam. Bo słyszę, że ta głębia jest trudna i bolesna, ale też że bez niej jest pusto. Czy astrologia jakoś to opisuje, czy to jest po prostu ludzka psychologia?
Nie sabotują - to za mocne słowo. Raczej nie potrafią się tam zakorzenić, bo kotwica jest zarzucona zupełnie gdzie indziej. Sabotaż sugerowałby intencję, a tu chodzi o coś głębiej zapieczętowanego.
I to jest chyba moja największa trudność - że nie umiem udawać, że płytka woda mi wystarczy. Nie z wyrachowania, tylko dlatego, że po prostu... odpływam. Uwaga gdzieś ucieka, związek zaczyna być jak tło, nie jak centrum. Czy ktoś z was ma podobnie?
Selenka, tak. I przez lata myślałam, że coś jest ze mną nie tak. Że jestem trudna albo wymagająca. Dopiero niedawno zrozumiałam, że nie chodzi o wymagania, tylko o to, że pewien rodzaj kontaktu jest mi po prostu niezbędny jak powietrze. Nie umiem bez niego oddychać.
Słucham tego wszystkiego i mam trochę mieszane uczucia. Bo to brzmi pięknie, ta głębia i transformacja. Ale też trochę strasznie. Mam Juno w trzecim domu chyba - czy to znaczy, że nigdy nie przeżyję czegoś takiego?
A ja mam pytanie, które mnie nurtuje od jakiegoś czasu w tym wątku. Mówimy dużo o tym, czego szuka osoba z Juno w ósmym. Ale co z Juno partnera? Czy jak ktoś ma Juno np. w pierwszym albo siódmym domu, to ta relacja w ogóle może zadziałać, czy to jest z góry skazane na niezrozumienie?
O, to jest ciekawe co mówisz Hania! Moja mama ma chyba Juno w siódmym, a tata jest bardzo intensywny emocjonalnie, dużo Skorpiona. I oni są razem od trzydziestu lat, ale mama zawsze mówiła, że związek z nim to nie jest odpoczynek. Może to właśnie to?
Hania, to co mówisz o Księżycu jest dla mnie ważne. Bo zastanawiam się właśnie, czy mój Księżyc w Skorpionie sprawia, że jestem gotowa na to nieodpoczywanie, czy może właśnie przez niego potrzebuję tej głębi jeszcze bardziej. Czy to się wzmacnia wzajemnie z Juno w ósmym, czy raczej jeden element moderuje drugi?
