Ostatnio widziałam coś niesamowitego na niebie - taka świetlna obręcz wokół słońca, podobno to się nazywa halo. I od razu zaczęłam się zastanawiać, czy to ma jakieś znaczenie astrologiczne? Czytałam gdzieś, że starożytni traktowali takie zjawiska jako znaki, ale nie wiem czy to wchodzi jakoś w zakres horoskopów czy astrologii w ogóle. Czy ktoś się tym zajmował? Może zależy od tego, w jakim znaku zodiaku jest akurat słońce kiedy takie halo powstaje?
Temat ciekawy, bo rzadko kto łączy astrometeorolog ię z klasyczną astrologią. Starożytni Babilończycy i Grecy jak najbardziej notowali takie zjawiska - halos, parhelie, łuki - jako przepowiednie. To się nazywało astrometeoromancja. Pytanie jest jednak precyzyjniejsze: czy dziś można to sensownie wpleść w analizę horoskopu? Bo jedno to tradycja, a drugie to praktyka.
Och, nie wiedziałam że to ma swoją nazwę - astrometeoromancja! Dziękuję Hilek79 za to, naprawdę świetna wskazówka. Ale mam pytanie do osoby, która zaczęła temat - to halo widziałaś gołym okiem czy przez coś? I o jakiej porze dnia? Bo słyszałam, że pora dnia ma znaczenie jeśli chodzi o odczyt znaków słonecznych.
Poczekaj, Hilek79, bo tu wchodzisz na cienki lód. Neptun to planeta iluzji, zgoda, ale kryształki lodu w górnych warstwach atmosfery to jednak domena powietrza, więc Merkury albo Uran miałby tu większe prawo głosu. Skąd pewność że to akurat Neptun?
Zapisuję tę dyskusję do notatek, bo mnie to interesuje pod kątem łączenia z tarotem. Mam pytanie ogólne - czy ktoś z was kiedykolwiek świadomie obserwował niebo pod kątem takich zjawisk i próbował to nałożyć na aktualny układ planet? Nie teoria, tylko praktyka. Bo teoria jest piękna, ale chciałabym wiedzieć czy ktoś to faktycznie robi.
Ja obserwuję, choć może nie tak systematycznie jakbym chciała. Ostatnio był piękny okrągły łuk przy księżycu, pełnia była blisko, i dokładnie w tamtym czasie miałam bardzo wyraźne sny oraz poczucie, że coś się przesuwa energetycznie. Nie wiem czy to zbieżność, ale zapisałam to. Księżyc był wtedy w Rybach, co chyba coś tłumaczy.
Halo słoneczne to zawsze znak zewnętrzny, skierowany na świat wokół nas, a księżycowe to znak wewnętrzny, dotyczący emocji i podświadomości. Tak przynajmniej czytałam w kilku źródłach i to wydaje mi się logiczne. Słońce = ego i świat zewnętrzny, Księżyc = wnętrze.
Mam pytanie może trochę z boku, ale czy nie jest tak, że skoro halo to zjawisko czysto fizyczne - refrakcja, kryształki lodu - to astrologia powinna to zostawiać meteorologii? Rozumiem że starożytni nie wiedzieli co to jest i budowali z tego znaki, ale my wiemy. Czy to nie zmienia interpretacji?
Właśnie. I to jest kluczowy problem tej dyskusji, który warto postawić wprost. Starożytna astrologia miała konkretne systemy klasyfikacji omenów - nie każde zjawisko było znakiem, liczyło się kiedy, gdzie na niebie, przy jakim układzie planet i dla kogo. To nie była interpretacja na zasadzie 'coś się świeci, więc coś znaczy'. Babilońskie tablice omenów były precyzyjne do bólu. Pytanie czy ktoś z was ma dość wiedzy żeby to dziś odtworzyć, bo bez tego to bardziej poetyckie skojarzenia niż astrologia.
Czytam tę dyskusję od początku i mam jedno pytanie, może głupie. Czy halo widoczne w momencie gdy księżyc jest pełny ma inne znaczenie niż halo przy księżycu w nowiu? Bo przy nowiu w ogóle nie byłoby widać tego efektu, więc to chyba już samo w sobie mówi coś o tym kiedy możemy takie znaki obserwować.
Nie wiedziałem że to w ogóle jest temat w astrologii, ale mnie wciągnęło. Mam pytanie do Hilek79 - wspomniałeś o parheliach, czyli tych fałszywych słońcach po bokach. Czy one mają odrębną interpretację niż samo halo? Bo trzy słońca na niebie to chyba inny symbol niż sama obręcz.
Właśnie o to chodzi i cieszę się że Zisia to podniosła. Skalowanie omenów to jeden z podstawowych problemów w całej hermeneutyce wróżbiarskiej. Babilończycy mieli jasne kategorie: omen dla króla, dla kraju, dla pogody, dla armii. Hellenizm wziął te schematy i zaczął przykładać do horoskopu urodzeniowego jednostki. To nie jest naturalne przejście, to był świadomy wybór filozoficzny. I moim zdaniem nim warto się zajmować zanim zacznie się czytać halo jako znak osobisty.
Czytam od jakiegoś czasu i muszę zapytać bo trochę mi się zgubiłam w tym wszystkim - czy parheolia to coś zupelnie innego od halo, czy to rodzaj halo? Bo rozumiem ze halo to okrag a te fałszywe słońca to oddzielne punkty?
Och dziękuję za to wyjaśnienie, bo sama nie byłam pewna tej różnicy! Ale mam teraz nowe pytanie - jeśli parhelia to podział woli słonecznej jak napisał Hilek79, to co z sytuacją gdy widzi się TYLKO parhelia bez okręgu halo? Czy to w ogóle możliwe i czy zmienia interpretację?
Wracając trochę do tego co powiedział Kartomanta54 o skalowaniu, bo to mnie nie opuszcza. Mam wrażenie że problem nie leży w samym skalowaniu, tylko w tym, że brakuje nam dziś pośrednika. W systemie babilońskim byli kapłani astrolodzy którzy znali kontekst historyczny, polityczny, kosmiczny. Teraz każdy patrzy w niebo sam i interpretuje sam. Czy bez tego kontekstu instytucjonalnego znak w ogóle może działać?
Czytam tę dyskusję o kapłanach i instytucjach i mam poczucie że trochę oddajemy się od mojego pierwotnego pytania. Mnie interesuje praktyka - to halo które widziałam wyglądem było kompletnym okręgiem, wyraźnym, przy słońcu, w środku dnia. I chcę wiedzieć co z tym zrobić. Czy patrząc na to co mówi Hilek79 o tranzytach, czy powinnam sprawdzić układ planet z dokładnego momentu kiedy je zobaczyłam?
Tak, dokładnie to miałem na myśli wcześniej. Zapisz sobie godzinę, datę i miejsce obserwacji i zrób dla tego momentu horoskop mundanowy - czyli traktuj to jak wydarzenie, nie jak urodziny człowieka. Patrz przede wszystkim na pozycję słońca, jego aspekty do Saturna i Neptuna, i na to który dom asc przypada na twój znak. To da ci punkt wyjścia. Ale mam pytanie: pamiętasz mniej więcej o której to było?
W astro.com da się, w sekcji Extended Chart Selection jest opcja żeby ustawić dowolną datę i godzinę. Soniaa, jak zrobisz ten wykres to wrzuć tutaj co wyszło, bo byłabym ciekawa jak to wygląda od strony układu planet.
Mam takie pytanie do Jagodzianka92, bo to co napisałaś o braku pośrednika zostało ze mną. Czy to nie jest właśnie rola intuicji w tej ścieżce - zastąpić ten brakujący kontekst instytucjonalny własnym rozpoznaniem? W tarocie mówi się że karta mówi do czytającego przez pryzmat jego stanu. Może ze znakami nieba jest podobnie?
Ale ten szkielet może być też zbudowany z własnych obserwacji przez lata, nie tylko z książek. Ja przez długi czas notowałam co się działo energetycznie przy różnych zjawiskach na niebie i zaczął mi się wyłaniać własny słownik. Może niepełny, może niedoskonały, ale mój i oparty na doświadczeniu. Czy to też jest coś?
Zrobiłam ten wykres w astro.com. Godzina orientacyjna, bo nie pamiętam dokładnie - ustawiłam dziesiątą trzydzieści. Słońce było w Bliźniętach, Merkury bardzo blisko Słońca, Saturn w kwadracie do tego układu. I coś mnie zatrzymało przy tym Saturnie, bo wcześniej Hilek79 wspominał żeby patrzeć na aspekty właśnie do Saturna. Czy ktoś może mi powiedzieć co taki kwadrat w horoskopie mundanowym w ogóle oznacza?
Słońce w Bliźniętach z Merkurym w koniunkcji to już samo w sobie mocny komunikat przy zjawisku atmosferycznym - Merkury rządzi powietrzem, percepcją, przekazem. Kwadrat Saturna do tego układu to napięcie, rodzaj sprawdzianu. Saturn w aspektach do Słońca przy omenach atmosferycznych starożytni czytali jako ostrzeżenie przed zbyt pochopną interpretacją samego znaku. Jakby samo niebo mówiło: widzisz to, ale nie śpiesz się z wnioskami. Ale Soniaa, mam pytanie zanim pójdę dalej - w jakim znaku był Saturn?
To skojarzenie z wodą i lodem jest ciekawe intuicyjnie, ale trochę ostrożnie bym podchodziła do takich dosłownych połączeń. Saturn w Rybach to już i tak specyficzna pozycja - Saturn jest tam jakby rozmyty, nie może pracować tak strukturalnie jak zwykle. W kontekście czytania omenu to mogłoby znaczyć że granice interpretacji są niewyraźne, że trudno wyciągnąć jeden jasny wniosek. Ale Hilek79, co ty o tym myślisz? Bo ja tylko próbuję to złożyć.
Czytam to i próbuję przełożyć na coś co znam lepiej. W tarocie Saturna bym skojarzyła ze Światem albo ze Sprawiedliwością, zależy od systemu. Aspekt kwadratu do Słońca przy zjawisku halo to dla mnie brzmi jak Sprawiedliwość w pozycji odwróconej - coś jest nie do końca wyrównane, jakiś rachunek otwarty. Czy w astrologii mundanowej takie przełożenia w ogóle mają sens, czy to za dużo mieszania systemów?
Och, to jest właśnie to - to poczucie które nie przechodzi. Ja miałam coś podobnego przy pewnym zjawisku, nie halo, ale przy niezwykłej poświacie przy księżycu, i to uczucie towarzyszyło mi przez cały tydzień aż coś ważnego się wydarzyło. Soniaa, a to co się miało zmienić - czy już wiesz co to było? Czy minęło już dość czasu żeby ocenić?
To pytanie jest w zasadzie fundamentem całej astrologii omennej i nie ma na nie prostej odpowiedzi. Powiem jak ja do tego podchodzę: nie traktuję pojedynczego zjawiska jako pewnika. Jeden omen przy jednym wydarzeniu to zbieżność. Kiedy zbudujesz serię obserwacji i zauważysz że pewien typ zjawiska atmosferycznego powtarza się przed pewnym typem zdarzeń w twoim życiu - dopiero wtedy zaczyna to mieć wagę. Ale Soniaa, opisz mi dokładniej ten aspekt do Saturna - ile stopni miał ten kwadrat?
Czekam na odpowiedź Soniaa, bo też jestem ciekawa tego stopniowania. Ale mam przy okazji pytanie do Hilek79 - wspomniałeś o serii obserwacji. Czy przy zjawiskach halo, które są rzadkie jak mówiła Ksiezycnaa, to w ogóle da się zbudować taką serię na przestrzeni jednego życia? Czy to raczej jest materiał zbiorowy, który trzeba by gromadzić latami przez wiele osób?
