Właśnie to chciałem zaakcentować - bo cały ten wątek zaczął się od pytania o asymilację, a my cały czas zakładamy, że "pasowanie do znaku" to jakiś punkt docelowy. A może po prostu każdy człowiek jest skonstruowany tak, że żaden opis nie trafi w sto procentach? I wtedy cała ta rozmowa o pierwszych i ostatnich stopniach jest budowaniem systemu wyjaśniającego coś, co wyjaśnienia nie potrzebuje.
To jest właśnie pytanie, od którego zacząłem ten wątek, tylko postawione od tyłu. Mnie interesowało, czy osoby z tego samego znaku, ale z różnych połówek, inaczej tę przynależność czują. I odpowiedzi pokazują, że tak - ale przyczyny są różne. Jedni mówią, że to stopień, inni że ascendent, inni że progresje. Czy da się to w ogóle jakoś rozdzielić, czy zawsze będziemy mieli mieszankę wszystkiego?
Wydaje mi się, że da się, ale tylko w konkretnym przypadku, nie jako ogólna zasada. Jak masz kogoś, kto ma Słońce w pierwszym stopniu znaku, ascendent w tym samym znaku i zero innych planet w tym znaku, to możesz coś powiedzieć o "czystym" efekcie stopnia. Ale takich kart jest pewnie mało. U większości wszystko się miesza i nie wiadomo, co skąd pochodzi.
Przepraszam że wejdę z boku, bo czytam i mam pytanie trochę sceptyczne - czy w ogóle jest jakiś sposób, żeby sprawdzić, która z tych teorii jest bliższa prawdy? Bo słyszę kilka różnych wyjaśnień i każde brzmi sensownie, ale nie wiem, jak można by jedno od drugiego odróżnić w praktyce. Czy ktoś to kiedyś porównywał na większej liczbie kart?
Ale poczekajcie - to "wyczerpanie energii" w ostatnich stopniach brzmi dla mnie niepokojąco. Mam Słońce w 28 stopniu, czyli prawie na granicy. Czy to znaczy, że moja energia znaku jest jakoś "zużyta"? Bo pierwsze słyszę o takim ujęciu i nie wiem, czy to coś, czym się martwić, czy to tylko metafora.
Słuchajcie, ja mam 8 stopień Wagi, czyli gdzieś w środku - i z tego, co tu czytam, to powinienem mieć "pełny wyraz" znaku. Ale ja się z połową opisu Wagi nie zgadzam. Więc albo ta teoria ze stopniami u mnie nie działa, albo jednak to ascendent albo coś innego robi swoje. Jak to sprawdzić bez całej karty? Czy da się cokolwiek wywnioskować tylko ze stopnia?
no dobra sprawdzilam na tym astro.com i mam slonce w 14 stopniu Ryb. to jest ta polowa srodkowa prawda? ale ciekawi mnie - czy ten stopien cos konkretnego mowi, czy to bardziej ogolne ze "srodek znaku"? bo na tej stronie nie bylo zadnego opisu do stopnia, tylko liczba
Sam to przechodziłem - przez lata uważałem, że jestem "atypowym" Strzelcem, bo w opisach dominowało "optymista, imprezowicz, lubi podróże" i do mnie to nie pasowało. Dopiero jak zacząłem czytać bardziej tradycyjne podejście do tego znaku - filozofia, szukanie sensu, ekspansja przez ideę - to poczułem, że to jednak o mnie. Więc pytanie o asymilację znaku jest też pytaniem o to, skąd czerpiemy wiedzę o znaku.
To jest uczciwe pytanie i nie chcę go zbywać. Myślę, że najbardziej konkretnym testem jest właśnie to, o czym pisałem - kiedy czytasz o Strzelcu jako filozofie i szukaczu prawdy, to albo to w sobie rozpoznajesz jako coś centralnego, albo nie. Nie chodzi o to, że "czasem lubisz filozofować", tylko o to, że ta potrzeba jest dla ciebie organizującą zasadą. Tego się nie da wczytać siłą.
Ale jak odróżnić to rozpoznanie od zwykłego dopasowywania? Szczerze pytam, bo ja jak czytam o Wadze i "szukaniu równowagi", to mi się wydaje, że to o mnie - ale jak potem czytam o Pannie i "analizowaniu szczegółów", też myślę, że to o mnie. Więc może po prostu za dużo znaków do mnie pasuje, a to znaczy, że żaden właściwie nie pasuje?
a ja chce spytac bo troche sie zgubilem - jak mam slonce w 14 stopniu Ryb i merkurego tez w rybach, to te obie planety sie "wzmacniaja" nawzajem? czy to znaczy ze ryby beda u mnie silnie widoczne? bo jestem ciekawa czy to wyjasnia czemu czuje sie bardzo rybia mimo ze moja mama mowi ze jestem "za bardzo w glowie"
To jest bardzo trafne spostrzeżenie i chyba zamknęło pewien krąg w tej dyskusji. Zaczęliśmy od pytania, czy pierwsza i druga połowa znaku inaczej asymiluje przynależność - i wyszło nam, że sama asymilacja jest bardziej skomplikowana niż stopień Słońca. Ale nadal jestem ciekaw: czy ktoś, kto jest na granicy dwóch znaków, faktycznie czuje to wewnętrznie jako mieszankę, czy jednak jeden z nich dominuje?
Ja mogę odpowiedzieć z własnego doświadczenia - mam Słońce w ostatnim stopniu Skorpiona i przez lata myślałam, że jestem "prawie Strzelcem". Szczególnie dlatego, że kilka osób urodzonych dzień po mnie ma Słońce już w Strzelcu i zachowaniem byliśmy do siebie podobni. Ale jak zaczęłam głębiej pracować z kartą, to zrozumiałam, że to podobieństwo brało się z innych rzeczy, nie ze Słońca. Skorpion u mnie jest wyraźny - tylko nie w sposób, który widzę na co dzień.
Skorpion działa u mnie bardzo głęboko - w tym co czuję, w tym jak przeżywam straty, w tym jak traktuję lojalność i zdrady. Ale na zewnątrz ludzie widzą kogoś raczej otwartego, gadatliwego, chętnego do rozmowy. I przez lata myślałam, że to dlatego, że "prawie Strzelec". Dopiero jak popatrzyłam na cały horoskop, zobaczyłam, że mam Ascendent w Bliźniętach - i to on odpowiada za tę zewnętrzną warstwę. Skorpion jest pod spodem. Więc ten ostatni stopień to nie był brak przynależności do znaku - to był Skorpion schowany za maską Ascendentu.
To pytanie wraca jak bumerang i chyba nie ma na nie odpowiedzi, która zadowoli wszystkich. Ale chcę zwrócić uwagę na jedno: w tym wątku rozmawiamy o asymilacji znaku i o tym, że osoby z granicy znaków często czują się "nie na miejscu". Jeśli ktoś przez lata czytał Strzelca i czuł dyskomfort, a potem zobaczył, że ma Ascendent w Bliźniętach i coś się złożyło w całość - to niezależnie od tego, jak to wytłumaczymy, jest to informacja o tym, jak działa asymilacja albo jej brak.
o! to jest pytanie do mnie chyba. mam slonce w 3 stopniu Ryb i przez dlugo mysłam ze jestem bardziej Wodnik bo wielu kolezankow z urodzin kolo mnie bylo wodnikami i bardziej im pasowalem zachowaniem. przynajmniej tak mi sie zdawalo. ale nie wiem czy to znaczy ze "nie asymiluje"?
Hej, ale czy to nie znaczy, że właściwie każdy ma jakieś "ale" w asymilacji swojego znaku? Bo albo jesteś na granicy i masz inny znak po sąsiedzku, albo jesteś w pierwszych stopniach i energia jest surowa, albo w ostatnich i jest "przejrzała". A środek - to tylko te okolice 15 stopnia? Trochę mało tych "w pełni zasymilowanych" osób.
To dobre pytanie i mam wrażenie, że to jest właśnie wniosek z tej dyskusji, a nie problem z dyskusją. Tak - znak Słońca to jeden z wielu elementów. Ale to nie znaczy, że jest nieważny. On opisuje rdzeń - to, dokąd dążysz, co próbujesz zintegrować przez całe życie. Tylko że ta integracja rzadko jest czysta i prosta, szczególnie jeśli masz Słońce w granicznych stopniach, bo wtedy bufor między energiami jest cienki.
Interpretacja anarety ma długą historię - sięga hellenistycznej astrologii. To nie jest coś wymyślonego na potrzeby współczesnych horoskopoów. Ale Kuba, rozumiem Twój sceptycyzm i myślę, że on jest zdrowy w tej dyskusji. Pytanie raczej powinno brzmieć: czy ta interpretacja pokrywa się z doświadczeniami tych, którzy mają Słońce na 29. stopniu? I właśnie to próbujemy tu zbadać.
to co piszecie o tym ze sie "próbuje" inny znak i wraca to mi tez znajomo. jak pisalam wczesniej myslalam ze jestem Wodnik ale teraz zastanawiam sie czy to nie bylo po prostu ze chcialam byc bardziej chłodna bo to było latwiejsze niz bycie Rybą i czucie wszystkiego tak mocno
Zatrzymajmy się tu na chwilę, bo to jest dobry trop, ale żeby nie zgubić wątku - rozmawiamy o tym, który znak dominuje u osób z granicy. I właśnie wychodzi nam, że ten "słabszy" znak często jest tym, który jest bliższy prawdy, tylko trudniejszy do przyjęcia. Czy ktoś ma inne doświadczenie? Że dominował znak "trudniejszy"?
ja mam slonce na 2 stopniu blizniat i zawsze mniej lubialam opis blizniąt niz byka. ale byk to moj ascendent wiec nie wiem czy to liczyc. zawsze mi pasowaly bykowe opisy i denerwowaly mnie blizniacze bo wydawaly sie nie moje. ale moze po prostu nie znam sie dobrze na swoiej karcie
"zaskakująco trafne" - ale trafne dla ciebie, który i tak znasz znak i masz oczekiwania. Jak odróżnić trafność od dopasowywania opisu do człowieka po fakcie?
Chciałam zapytać, bo może to naiwne - czy przy granicy znaku można mieć sytuację, że jedna połowa ciała "czuje" jeden znak, a druga drugi? Czytałam gdzieś coś o tym, że chakry są powiązane ze znakami i że to może być widoczne w ciele. Czy to ma jakiś związek z tym, o czym mówicie?
Tak, zdecydowanie. To nie był taki gwałtowny przełom, bardziej stopniowe... jakby odpuszczanie oporu. Ta intensywność nie zniknęła, ale przestała być wroga. Zaczęłam ją traktować jako informację, nie jako coś, czego trzeba się pozbyć. I tak, ciało też to poczuło.
Ja jestem w połowie Raka i powiem szczerze, że nigdy nie czułam żadnego "środka" - zawsze byłam po prostu Rakiem. Ale teraz jak o tym myślę, to może rzeczywiście jestem takim... pełnym Rakiem? Bez śladu czegoś innego? Czy to właśnie znaczy "środek znaku"?
Czy ja dobrze rozumiem, że te stopnie środkowe to nie mają żadnych dodatkowych znaczeń symbolicznych, tylko po prostu są "środkiem"? Bo pamiętam, że przy stopniach były jakieś obrazy, symbole do każdego stopnia z osobna. To jak to jest z tym środkiem?
