Chciałem poruszyć coś, o czym rzadko się mówi wprost, a przynajmniej ja sam długo nad tym myślałem zanim to poskładałem w całość. Chodzi o to, że w obrębie jednego znaku zodiaku mamy osoby urodzone na początku, w środku i na końcu, i te osoby wcale nie są identyczne. Sam jestem Strzelcem, urodzonym 23 listopada, czyli tuż po granicy ze Skorpionem. I przez całe życie czułem, że te opisy Strzelca totalnie do mnie nie pasują - ten optymizm, otwartość, swoboda. Miałem to gdzieś głębiej, ale najpierw wychodziła ze mnie ta Skorpionowa intensywność. Dopiero po trzydziestce zacząłem rozumieć, że może po prostu pierwsza połowa Strzelca ma inny charakter niż druga. A wy? Czujecie różnicę między tym, kiedy urodziliście się w swoim znaku, a tym, co się o tym znaku pisze?
To co opisujesz to jest właśnie kwestia dekad, tylko że rzadko kto to dobrze tłumaczy. Każdy znak dzieli się na trzy dekady po dziesięć dni i każda dekada ma swój pod-władcę. Pierwsza dekada to czysty żywioł znaku, środkowa ma domieszkę drugiego znaku tego samego żywiołu, a trzecia - trzeciego. Więc urodzony 23 listopada Strzelec jest w pierwszej dekadzie, która jest pod dodatkowym wpływem Jowisza, ale jednocześnie stoi bardzo blisko granicy, więc to Skorpion faktycznie daje o sobie znać przez długi czas. Ale nie mieszajmy dekad z granic znaku, bo to dwie różne rzeczy.
Ja! Urodziłam się 22 grudnia, czyli Koziorożec, ale raptem dzień po zimowym przesileniu i granicy ze Strzelcem. I zawsze mi się wydawało, że jestem zbyt roztrzepana jak na Koziorożca, zbyt spontaniczna, mam takie wybuchy energii której Koziorożce podobno nie mają. Czy to może być właśnie ten Strzelec, który nie zdążył odpuścić? Naprawdę zastanawiam się, czy ta granica to jest coś w rodzaju płynnego przejścia a nie ostrego cięcia.
Ale zaraz, bo mi się nasuwa pytanie - skąd właściwie wiemy, że to poprzedni znak wpływa, a nie po prostu sami jesteśmy różnorodni jako ludzie i dopasowujemy post factum wyjaśnienie? Nie chcę psuć dyskusji, ale to mnie zastanawia. Może po prostu opisy znaków są na tyle ogólne, że każdy może znaleźć w sobie i Skorpiona, i Strzelca, i cokolwiek.
Ja mam trochę inne doświadczenie, bo jestem Rybą i urodziłam się 2 marca, czyli środek znaku, a i tak czuję w sobie dużo z Wodnika. Może to kwestia innych planet w horoskopie? Zawsze mi mówiono, że jak masz Słońce w Rybach ale Ascendent w Wodniku to Wodnik będzie widoczny na zewnątrz. Czy to może być odpowiedź na to, że graniczni czują inny znak - po prostu inne planety ustawione w kolejnych znakach?
Mogę coś dodać z własnego doświadczenia? Jestem Skorpionem urodzonym 21 listopada, czyli ostatni dzień Skorpiona, a następnego dnia zaczyna się Strzelec. I przez lata czułam się jak ktoś kto jest Skorpionem ale bez tej całej dramatyczności którą Skorpionom przypisują. Mam tę głębię, owszem, ale też jakąś lekkość, chęć do podróży i filozofowania, której czyste Skorpiony podobno nie mają. Długo myślałam, że po prostu nie jestem typowym Skorpionem, a dopiero niedawno zaczęłam łączyć to z tą granicą.
W dawnych systemach astrologicznych nie było tego ostrego cięcia, o którym teraz mówimy. Granice między znakami były traktowane jako strefy przejściowe, nie jak twarda linia. Trochę jak w naturze - zima nie zaczyna się nagle jednego dnia, jest stopniowe przejście. Może intuicja tych z granicy jest bliższa prawdzie niż nam się wydaje, a ten ostry podział to uproszczenie, które weszło do popularnej astrologii.
Przepraszam, że może nie na temat, ale słuchajcie - mam pytanie do tych co mówią, że z wiekiem bardziej weszli w swój znak. Jak odróżnić, czy to naprawdę znak dojrzewa, czy po prostu ludzie z wiekiem się ustabilizowują i każdy staje się trochę bardziej Koziorożcem, bo bierze więcej odpowiedzialności? Nie mówię, że astrologia nie działa, po prostu zastanawiam się jak to sprawdzić.
Czytam ten wątek i jestem trochę zmieszana, bo zawsze myślałam, że znak to znak i koniec. Czyli rozumiem, że jeżeli ktoś się urodził 21 listopada to jest Skorpionem, ale może mieć cechy Strzelca? Jak w ogóle należy to interpretować w horoskopie? Czy to znaczy, że zwykłe horoskopy w gazetach są po prostu błędne dla takich osób?
A ja sie zastanawiam czy to ze ja czuje byczka to moze miec zwiazek z tym ze moja mama jest byczkiem i wyrosłam w tej energi? Moze to nie jest kwestia granicy znaku tylko po prostu środowisko? Bo babcia tez byla byczka. Choc z drugiej storny data 20 kwetnia to naprawde ostatni dzien barana, wiec moze i jedno i drugie razem sie składa.
czekaj, bo to by było matematycznie spójne! Czyli urodzony pierwszego dnia znaku potrzebuje jakieś trzydziestu lat, żeby progresją dojść do połowy znaku? A osoba z ostatniego dnia nigdy nie progresuje do następnego znaku, bo znak Słońca w progresji przesuwa się powoli, ale do nowego znaku wejść może dopiero po wielu dekadach? To tłumaczyłoby doświadczenia Natki i Wiesi. Ale co z Teodozją, która jest przy końcu Skorpiona, ona w progresji idzie ku Strzelcowi, czyli jej "przepuszczalność" powinna z wiekiem rosnąć, nie maleć?
Wracając do sedna, bo mam wrażenie, że trochę odpłynęliśmy - czy ktoś z was próbował kiedyś porównać własne odczucia z jakimś opisem stopni zodiakalnych? Są takie tradycyjne opisy każdego z 360 stopni, Sabian Symbols albo starsze systemy. Ja sprawdziłem swój stopień, 2 Wodnika, i opis był zaskakująco trafny, ale też zawierał wyraźne odniesienia do Koziorożca. Może to jest ten mechanizm - nie tyle granica między znakami, co konkretny stopień zodiakalny ma swój charakter?
sprawdziłem też brata, on jest Koziorożcem z 15 stopnia, i jego opis był bardzo koziorożcowy, zero Strzelca czy Wodnika. Więc przynajmniej te dwa przypadki sugerują coś spójnego. Ale masz rację, że to za mała próba, żeby wyciągać wnioski.
Ojej, ale ta rozmowa poszła w taki konkretny kierunek, jestem pod wrażeniem! Mam pytanie, bo trochę się zgubiłam. Czy to znaczy, że jak mam Słońce w 29 stopniu jakiegoś znaku, to ten stopień sam w sobie nosi cechy następnego znaku, niezależnie od tego co mówi tradycyjny opis znaku? Czy te dwa mechanizmy, granica i stopnie, mogą na siebie wpływać?
Tak, dokładnie to miałem na myśli na początku. Sam przez lata myślałem, że mój Strzelec "jeszcze nie wystartował", bo byłem urodzony 24 listopada, czyli kilka dni po wejściu w znak. I to mnie właśnie ciekawi najbardziej - czy to jest złudzenie, które nakładamy sami, czy jest w tym jakaś astrologiczna prawda. Bo po tej rozmowie zaczynam myśleć, że może to złudzenie, ale bardzo powszechne i warte zbadania.
Słuchajcie, mam pytanie, może głupie, ale mnie to nurtuje od dłuższego czasu. Skoro mówicie, że 29 stopień to napięcie i niedokończone sprawy, a 1 stopień to może jakiś inny rodzaj energii, to jak w ogóle wiemy, skąd zaczyna się Baran? Bo ten podział na znaki to przecież umowa człowieka z naturą, punktem startowym jest równonoc wiosenna, ale sama przyroda nie wie, że właśnie zaczął się Baran. Czy ten cały system nie jest trochę arbitralny?
Ale jeśli dobrze rozumiem, to problem granicy między znakami istnieje w obu systemach, tylko jest przesunięty o te 23 stopnie? Czyli temat Edka - czy pierwsza połowa znaku różni się od drugiej - jest aktualny niezależnie od tego, który system wybierzemy?
I tu właśnie jest pułapka, o której myślę od początku tego wątku. Kiedy ktoś mówi "nie pasuję do swojego znaku", to nie wiemy, czy to kwestia stopnia Słońca, czy dekanatem, czy może właśnie innych planet w horoskopie. Mars w Baranie potrafi bardzo mocno przykryć wagową nieśmiałość. Skąd wiesz, że to nie Mars, a nie stopień Słońca?
To jest chyba fundamentalne pytanie całego wątku, prawda? Bo jeśli nie możemy oddzielić wpływu stopnia Słońca od innych planet, to skąd w ogóle wiemy, że ta "asymilacja znaku", o której mówi tytuł, w ogóle istnieje jako osobne zjawisko?
jak ja sluham tej rozmowy to mam wrazenie ze astrologia to jest strasznie skomplikowane. bo ja mysloam ze po prostu jestes Baranem i tyle, a tu sie okazuje ze jeszcze dekanat, stopien, progresja, inne planety... to jak w ogole wiedziec co jest "twoje", a co nakladka?
Mam pytanie do Terenii albo do Edka, bo oboje wydają się to dobrze rozumieć - czy ktoś próbował kiedyś porównać opisy dekanatów z własnym odczuciem i to się pokryło? Ja jestem Koziorożcem z jakiegoś 18 stopnia, czyli drugi dekanat, i podobno powinienem mieć domieszkę energii Byka. Ale szczerze nie wiem, czy to czuję, czy to sobie wmawiuję czytając opis.
Widziałam, ale nie jestem pewna, czy to powtarzalny wzorzec, czy po prostu kilka przypadków, które mi utkwiły w pamięci. Mam wrażenie, że osoby z Słońcem w pierwszych stopniach znaku często opisują siebie jako "niedokończonych" w ramach tego znaku - jakby czuły, że cechy ich znaku są u nich słabiej wyrażone. Ale nie wiem, czy to stopień robi, czy ascendent, czy zupełnie coś innego.
Poczekajcie, bo ja się trochę zgubiłam. Progresje to co innego niż stopień Słońca w urodzeniu? Myślałam, że stopień to coś stałego, że jak się urodziłam z Słońcem w 8 stopniu Wagi, to tak już zostaje. A wy mówicie o jakimś ruchu?
Ale zaraz - to znaczy, że mogę w pewnym momencie "przejść" do następnego znaku? Bo jeśli Słońce progresuje o stopień rocznie, to po jakichś 12 latach od mojej daty urodzenia, jeśli mam 18 stopień Koziorożca, przejdę progresywnie do Wodnika? I co wtedy - przestaję być Koziorożcem?
ej ale ja nawet nie wiem co mam za stopien slonca, jak to sprawdzic? bo ja tylko wiem ze jestem Rybami i tyle, i do tej pory mysloam ze to wystarcza 🙂 gdzies to moge zobaczyc?
Przepraszam, że wchodzę, bo czytałam tę rozmowę od jakiegoś czasu i mam jedno proste pytanie - czy jest jakaś zasada, żeby powiedzieć, czy ta "niepasująca" część to stopień Słońca, czy może ascendent albo inne planety? Bo mam wrażenie, że każdy tu mówi "nie pasuję do opisu", ale każdy może mieć inny powód.
A mnie zastanawia jeszcze jedno - czy w ogóle powinniśmy zakładać, że "pasowanie do znaku" jest normą, a "niepasowanie" wymaga wyjaśnienia? Może odwrotnie - może każdy jest na tyle złożony, że zawsze będzie jakaś część opisu, która nie przystaje, i to jest naturalne, a nie problem do rozwiązania astrologią?
