Ostatnio sporo czytam o synastrii i utknęłam na kwestii aspektów księżycowych. Wszędzie pisze się, że tryną czy koniunkcja Księżyc-Księżyc to podstawa udanego związku, bo niby bez tego nie ma prawdziwego emocjonalnego zrozumienia. Ale mam znajomych, którzy mają w synastrii same napięcia między swoimi Księżycami, a od lat są razem i jakoś to działa. To zaczęłam się zastanawiać - czy ta emocjonalna kompatybilność przez Księżyc to naprawdę fundament, czy może da się zbudować trwały związek oparty na innych aspektach? Na przykład Venus-Mars albo silne aspekty z Saturnem? Chętnie usłyszę wasze zdania, bo sama już nie wiem co o tym myśleć.
To złożona sprawa i nie dałabym tak prostej odpowiedzi, że bez harmonicznego Księżyca nie ma związku. Księżyc w synastrii to emocje, potrzeby, nawyki domowe, reakcje instynktowne. Jeśli dwa Księżyce są na przykład w kwadracie, to nie znaczy, że ludzie się nie kochają - znaczy, że ich emocjonalne rytmy są inne i często jeden drugiego po prostu nie rozumie intuicyjnie. Ale właśnie - czy brak rozumienia intuicyjnego to wyrok? Mam wątpliwości. Znam synastrię, gdzie Księżyce były w opozycji, a Słońce jednej osoby trynowało Księżyc drugiej i jakoś ta opozycja była wygaszana przez to połączenie Słońce-Księżyc. Pytanie jest chyba szersze: czego szukasz w związku? Komfortu emocjonalnego czy czegoś, co cię pobudza i zmienia?
Zgadzam się z tym, co napisała Znachorka o Słońce-Księżyc, bo to jest aspekt, który moim zdaniem jest niedoceniany w dyskusjach o synastrii. Ale mam pytanie do tego co napisałaś na początku - te twoje znajome, które mają napięcia Księżyc-Księżyc, to wiesz jakie dokładnie aspekty? Bo kwadratura to jedno, a opozycja to drugie, a do tego liczy się jeszcze w jakich znakach te Księżyce stoją. Księżyc w Skorpionie w kwadracie do Księżyca w Lwie to zupełnie inny klimat niż na przykład kwadratura Byk-Wodnik.
A ja mam takie praktyczne pytanie, bo jestem ciekawa - jak w ogóle sprawdzić te aspekty Księżyca w synastrii? Chodzi mi o to, czy wchodzi się gdzieś na stronę z obliczeniami i wpisuje daty urodzenia obu osób, czy trzeba to jakoś ręcznie liczyć? Bo chętnie bym sprawdziła swoją sytuację, ale nie wiem od czego zacząć.
To może ja odpowiem na to pytanie Jacka, bo mam akurat taką sytuację. Z moim obecnym partnerem mamy Księżyce w kwadracie, on Księżyc w Strzelcu, ja w Pannie. I rzeczywiście czuję tę różnicę - on jest bardzo żywiołowy w wyrażaniu uczuć, spontaniczny, a ja potrzebuję porządku i spokoju żeby w ogóle poczuć bezpieczeństwo emocjonalne. Kłócimy się o głupoty, które potem okazują się nie być głupotami tylko właśnie tym - różnymi potrzebami. Ale mamy za to Wenus jego w koniunkcji z moim Marsem i to chyba nas trzyma razem. Więc może Znachorka ma rację, że inne aspekty mogą kompensować?
Słuchajcie, wchodzę w to, bo mam inny punkt widzenia. Dużo mówicie o aspektach Księżyc-Księżyc i Wenus-Mars, ale prawie nikt nie wspomniał o Saturnie w synastrii. A Saturn kontaktujący się z Księżycem drugiej osoby - to jest coś, co potrafi utrzymać związek przez lata nawet przy trudnych aspektach Księżyców. Nie bez powodu mówi się, że Saturn to karma i zobowiązanie. Znam synastrię, gdzie nie było absolutnie nic harmonicznego między Księżycami, za to Saturn jednej osoby siedział dokładnie na Księżycu drugiej. Para od ponad dwudziestu lat razem. Czy ktoś z was ma w synastrii mocne aspekty Saturna i jak to odbiera w praktyce?
Saturn na Księżycu to ciężkie coś, mówię z doświadczenia. Miałam mężczyznę, któremu mój Saturn siedział na jego Księżycu i czuł się przy mnie cały czas jakby go coś ograniczało, nie mógł się rozluźnić emocjonalnie. Zresztą sam mi to powiedzał. Może to i trzyma razem ale jakim kosztem, nie każdy chce całe życie czuć się przyciśnięty do ziemi. Przy takiej synatrii nie bylo latwo powiedzieć co jest emocją a co obowiązkiem.
Dokładnie, Pelagiusza robi tu ważne rozróżnienie, które chyba ginie w tej dyskusji. Trwałość związku to nie to samo co jakość związku. Można być razem dwadzieścia lat z mieszaniną bólu i przywiązania. Wracam do pytania z początku wątku - czy związek może być dobry bez harmonicznych Księżyców? Moim zdaniem może, ale wymaga od obu stron dużo większej świadomości tego, czego każde z nich potrzebuje emocjonalnie. Przy harmonii Księżyców część rzeczy dzieje się intuicyjnie, bez wysiłku. Przy braku harmonii trzeba to przepracować świadomie. Tylko niewielu ludzi to robi.
Czytam to wszystko i myślę sobie, że może warto patrzeć też na znaki, w których Księżyce stoją, a nie tylko na aspekty. Mam Księżyc w Raku i przez długi czas szukałam kogoś, kto mnie 'rozumie emocjonalnie' i to zawsze byłam ja i mój Księżyc w Raku, prawda? A potem poznałam kogoś z Księżycem w Koziorożcu - z pozoru totalny biegun - i okazało się, że ta różnica była czymś, co nas uzupełniało, nie blokowało. Choć mamy opozycję, co według książek powinno być trudne. Może opozycja Rak-Koziorożec jest mniej problematyczna niż kwadratura wodnicy i byka? Nie wiem, pytam.
Ale teraz się zastanawiam - mówimy dużo o tym co utrudniają trudne aspekty Księżyca, ale czy ktoś zna sytuację odwrotną? Czyli że dwie osoby miały idealną harmonię Księżyców i mimo to związek nie wyszedł? Bo może harmonia Księżyców to za mało i sama w sobie też nie gwarantuje niczego?
Przepraszam że się wtrącę bo ja zupełnie nie znam się na tych aspektach i synastrii, ale rozumiem że to jest jakby mapa tego jak dwie osoby na siebie wpływają? I chciałam zapytać - czy jak ktoś chce taką synastrię zrobić, to musi znać godzinę urodzenia obojga, czy wystarczy sama data i miejsce? Bo słyszałam że bez godziny to nie jest do końca dokładne.
Ale to chyba nie znaczy, że wiedza jest bezużyteczna? Klimcia, zapytam inaczej - czy po tym kryzysowym momencie, kiedy opadły emocje, ta wiedza astrologiczna pomagała wam wrócić do siebie i zrozumieć co się stało? Bo może to jest właśnie jej rola - nie w środku burzy, tylko po.
To jest ciekawe rozróżnienie, bo ja właśnie jestem na etapie 'w środku' z tym moim i zupełnie nie jestem w stanie korzystać z żadnej wiedzy. Czytam tutaj i myślę sobie - mądre, sensowne, ale jak siedzę z tym chaosem jego w domu to zapominam o wszystkim. Czy to u was też tak było?
Chcę tu wtrącić jedną rzecz, bo Zielarz pisze o tym co jest 'szybsze niż myślenie' i to jest dobre ujęcie. Ale zwróćcie uwagę, że Księżyc w wykresie to też nawyki wyniesione z domu rodzinnego. Więc kiedy mamy Księżyc w kwadracie z Księżycem partnera, to tak naprawdę zderzają się dwa domy dzieciństwa, dwa wzorce tego co znaczy 'bezpieczna bliskość'. I to jest głębsze niż tylko styl wyrażania emocji.
Czyli jeśli dobrze rozumiem - jak dwie osoby mają różne Księżyce i różne domy rodzinne, to jakby muszą nauczyć się dwóch różnych języków bezpieczeństwa? To brzmi strasznie trudno. Czy w ogóle jest możliwe żeby to działało długoterminowo?
To jest naprawdę dobre pytanie Sabinka i nie wiem czy ktokolwiek zna na nie odpowiedź. Podejrzewam, że dla wielu osób astrologia jest właśnie tym - racjonalizacją. 'Och, on jest Księżycem w Strzelcu, dlatego nie może usiedzieć w miejscu' jest wygodniejsze niż 'on po prostu nie chce się ustatkować'. Nie mówię, że zawsze tak jest, ale ten mechanizm istnieje.
Kazia dotknęła czegoś istotnego. Astrologia może być używana do rozumienia albo do unikania. I tu wracam do tematu - pytanie Klimci jest właśnie o to, czy emocjonalna kompatybilność to wszystko. Myślę, że nie jest - ale jeśli jej nie ma, to ile wysiłku trzeba włożyć żeby to skompensować i czy to w ogóle warto.
Przepraszam że znowu się wtrącam z podstawowym pytaniem, ale powoli zaczynam rozumieć o czym mówicie. Czy to znaczy, że jak ktoś ma trudne aspekty Księżyców z partnerem, to powinien od razu odpuszczać? Bo to brzmi smutno.
A ja mam takie skojarzenie - czytam tu o tych Księżycach i aspektach, i zastanawiam się, czy to nie jest tak, że harmoniczne aspekty Księżyców są ważniejsze na początku związku, a potem zaczynają grać coraz mniejszą rolę? Bo na początku te emocjonalne rytmy chyba bardziej się zderzają.
To jest dokładnie to co teraz przeżywam z moim. Te pierwsze miesiące były cudowne i byłam pewna, że coś wyjątkowego znalazłam. A teraz, jak opadło to pierwsze podniecenie, widzę te rytmy o których mówicie. I nie wiem już co o tym myśleć.
To pytanie mnie zatrzymało. Naprawdę. Czy ból pochodzi z tego, że jest inny, czy z tego, że chcę żeby był taki sam... Nie wiem. Chyba oba? Ale to rozróżnienie coś we mnie rusza. Muszę o tym pomyśleć.
Chcę dodać do tego co Znachorka napisała - opozycja Księżycowa to nie jest brak kompatybilności. To jest lustro. Widzisz w partnerze coś, czego sam nie umiesz zintegrować. Teodozja, czy jest coś w jego podejściu - tym chłodnym, strukturalnym - co cię nie tylko boli, ale też... gdzieś ciągnie? Coś czego może ci brakuje w sobie?
To co teraz opisuje Teodozja jest dokładnie tym, o czym pytałam na początku tego wątku - tylko od środka. Emocjonalna kompatybilność to chyba nie jest 'czujemy to samo', tylko 'możemy ze sobą być w tym co czujemy, nawet jeśli to różne'. Czy to ma sens?
ma sens i to jest jedno z lepszych ujęć tego co tutaj próbujemy powiedzieć od kilkudziesięciu postów. Ale doprecyzuję - 'możemy ze sobą być' wymaga żebyście oboje chcieli to budować. Opozycja Księżycowa daje ci partnera który cię uzupełnia, ale ona sama z siebie niczego nie buduje. Budujesz ty.
Mam pytanie, bo trochę siedzę z tym i nie mogę się zdecydować - czy wy mówicie, że aspekty Księżycowe to tylko kontekst, czy że naprawdę coś z nich wynika konkretnego? Bo słyszę i jedno i drugie naprzemiennie.
Też się zastanawiam nad tym co Sabinka pyta, bo mam teraz kogoś na horyzoncie i mogę sprawdzić nasze Księżyce zanim cokolwiek się zacznie. I nie wiem czy to mądre czy to straszna pułapka żeby na podstawie tego coś z góry odrzucać.
Waga-Baran to jest opozycja, która może działać bardzo ciekawie emocjonalnie - Waga szuka równowagi i harmonii w odczuwaniu, Baran reaguje impulsywnie i bezpośrednio. Kazia, zastanawiam się - czy on przy tobie dużo reaguje zanim pomyśli, a ty masz tendencję do ważenia zanim cokolwiek powiesz?
