Widzę wyraźnie. To jest właśnie to co mnie samą zastanawia, bo z jednej strony fizycznie pamiętam jego twarz, głos, sposób w jaki się porusza. Ale kiedy próbuję go opisać komuś innemu, to jak z tymi rozmowami, zaczyna się coś gubić. Jakby obraz był, ale nie dawał się przełożyć na słowa.
Mam pytanie do Celestyny, bo się przy tym zatrzymałem. Mówisz że widzisz go wyraźnie ale nie możesz go opisać. Czy próbowałaś kiedyś go narysować albo zapiasć jakiś opis zaraz po spotkaniu, żeby zobaczyć czy zostaje? Ciekawi mnie czy to znika z opóźnieniem czy od razu.
Zapis który nie odtwarza, to jest dla mnie nowe. Miałam raz coś podobnego ale z zupełnie innym kontekstem, zapisywałam sny i po kilku tygodniach nie umiałam wrócić do tego co czułam pisząc. Ale to jest sen, to normalne. Twój przypadek dotyczy realnej osoby i to mnie zastanawia.
Celestyna, to pytanie może być trochę boczne, ale chcę sprawdzić jedną rzecz. Czy M. sam wie o tym co się dzieje? Czy rozmawiałaś z nim o tym że ludzie go zapominają, albo że rozmowy z nim się rozmywają?
To że nie był zdziwiony jest dla mnie dużo ważniejsze niż cała reszta. Celestyna, a jak ty to odebrałaś w tamtym momencie? Że on to wiedział, czy że po prostu jest typem który nie reaguje emocjonalnie na nic?
A co jeśli on celowo to robi? Mam na myśli nie w złym sensie, ale jakby był przyzwyczajony do tego że tak działa i po prostu to zaakceptował? Niektóre osoby które mają coś takiego, chyba uczą się z tym żyć zamiast to naprawiać.
Właśnie, i to 'nie jest pierwsza taka rozmowa' które Celestyna przytoczyła, to mnie nie daje spokoju. Celestyna, czy on powiedział to tak jakby mówił o wielu osobach, czy raczej jakby miał na myśli że ty wcześniej już go o coś podobnego pytałaś?
To jest dla mnie bardzo niepokojące w tym wszystkim. Nie zjawisko samo w sobie, ale fakt że Celestyna zaczyna mieć ten sam problem z odtwarzaniem co osoby które próbowała badać. Czy ktoś inny to widzi tak jak ja?
Widzę. I właśnie dlatego pytałam wcześniej o szczegóły. Celestyna, mam do ciebie konkretne pytanie. Czy te epizody z dłońmi w nocy pojawiły się przed czy po tym jak zaczęłaś aktywnie rozmawiać z M. i zadawać mu pytania o siebie?
Celestyna, a te dłonie, miałaś wtedy poczucie że to dłonie konkretnej osoby, czy po prostu czyjeś? Bo to może zmieniać trochę interpretację. Pytam bo sam nie wiem jak to rozróżnić ale wydaje mi się ważne.
Zostańmy przy tym wątku z dłońmi bo mam wrażenie że to wciąż jest klucz do całej reszty i za szybko od tego odchodziliśmy. Celestyna powiedziała że budziła się z poczuciem braku, a nie strachu. Ale to poczucie braku, czy było związane z konkretną osobą, czy bardziej ogólne? Bo to jest coś innego.
Te dłonie to osobne pytanie i chcę się przy nim zatrzymać, bo sama nie wiem jak na nie odpowiedzieć. W tamtym momencie nie myślałam że to dłonie M., po prostu czułam że ktoś jest. Ale to poczucie braku które zostawało po obudzeniu, to brak konkretnej obecności, nie abstrakcyjny. Tylko nie wiem czy to retrospektywnie przyklejam do M. bo o nim myślę, czy to naprawdę było coś powiązanego.
To co mówisz, że nie wiesz czy retrospektywnie przyklejasz, to jest ważne. Bo mnie też się zdarza że sen 'staje się' o kimś dopiero przy wspomnieniu, nie od razu przy budzeniu. Ale ty mówisz że to nie był sen, prawda? Budziłaś się i czułaś dłonie na jawie?
Dłonie które znikają przy pełnym przebudzeniu to klasyczny opis kontaktu hypnopompicznego albo czegoś bliskoznacznego. Ale tu nie chodzi o stan snu, tylko o to co zostawia po sobie. Celestyna, to poczucie braku po obudzeniu, jak długo trwało? Minuty, godziny?
Czekanie na kogoś kto miał przyjść, to jest dla mnie nowe i chcę się przy tym zatrzymać. Czy ty wtedy myślałaś o M., czy to czekanie było bardziej bezosobowe, nie wiesz na kogo? Bo to wydaje mi się kluczowe żeby w ogóle połączyć te dwie sprawy.
Mam takie samo pytanie co Tobiasz. Bo jeśli to czekanie było od razu skojarzone z M., to jest jeden obraz. Jeśli to było bezosobowe a potem przy spotkaniu z nim miałaś jakieś poczucie 'to on', to jest coś innego i moim zdaniem ważniejszego.
Chcę odpowiedzieć wam obu uczciwie. To czekanie nie miało twarzy przy budzeniu. Dopiero kiedy zaczęłam się zastanawiać co to może być, skojarzenie z M. pojawiło się samo. I nie wiem czy to było rozpoznanie, czy mój umysł po prostu dopasował jedną niezrozumiałą rzecz do drugiej niezrozumiałej.
To co Celestyna mówi jest moim zdaniem najbardziej uczciwe co można w tej sytuacji powiedzieć. Ale właśnie dlatego uważam że trzeba rozdzielić dwa wątki: dłonie i M. Mogą być powiązane, ale mogą też być niezależne i dyskutujemy tak jakby połączenie było oczywiste, a ono jest tylko możliwe.
Dobre pytanie i chciałbym dodać jedno. Celestyna, czy M. był kiedyś w twoim domu albo w miejscu gdzie śpisz? Pytam konkretnie, bo jeśli nie był, a te epizody są z nim powiązane energetycznie, to trochę zmienia obraz tego czym to może być.
