Brak dat to trochę kłopotliwe. Nie możemy nawet szacować kiedy to powstawało. Szeptun, jeszcze jedno - czy inicjały są zawsze zapisane w ten sam sposób na wszystkich pięciu kartkach? Ta sama wielkość liter, to samo rozmieszczenie na kartce?
Ta regularność to jest klucz do całej sprawy. Duchy nie mają harmonogramu w sensie dosłownym, ale miejsca mają. Miejsce może mieć coś w rodzaju pamięci o konkretnej godzinie jeśli coś ważnego wydarzyło się o tej porze. Szeptun, czy sprawdziłeś cokolwiek o historii tego mieszkania?
Starsza kobieta, inicjały H.K., kartki schowane w starym bloku. Czy to może być ta sama osoba? Czyli poprzednia lokatorka? Bo jeśli tak, to nagle mamy połączenie między przedmiotami a mieszkaniem.
Celowe zostawienie przedmiotów przez poprzedniego lokatora to jest motyw który pojawia się w bardzo różnych kontekstach. Nie zawsze złośliwy, nie zawsze przypadkowy. Szeptun, czy ten stół był w mieszkaniu kiedy się wprowadziliście, czy przynieśliście go z zewnątrz?
No to mamy to. Stół należał do tej kobiety. Kartki należały do tej kobiety. Inicjały H.K. mogą być jej inicjałami. To nie jest już przypadkowy zestaw rzeczy - to jest spójny obraz.
Zdecydowanie wróć i zapytaj. Imię i nazwisko albo chociaż inicjały. To może potwierdzić lub wykluczyć połączenie z kartkami. Ale zanim to zrobisz - zastanów się jak sformułujesz pytanie, żeby nie przestraszyć sąsiadki dziwnym zainteresowaniem.
Dokumentacja czegoś co się powtarzało. O tej samej porze. To brzmi jakby ta kobieta też słyszała te szepty i notowała kiedy się pojawiają. Może nie wiedziała co to jest i starała się to jakoś uchwycić, opisać. Szeptun, masz poczucie że ona bała się tego czy nie?
Metodyczny zapis godzin zjawisk paranormalnych to brzmi jak ktoś kto prowadził obserwacje. Może to nie była przypadkowa lokatorka tylko ktoś kto świadomie te szepty badał lub oczekiwał.
Na kartkach z godzinami jest tylko godzina i data. Żadnych dodatkowych oznaczeń, żadnych literek. To jest właśnie dziwne bo wyglądają jak suchy rejestr. Data, godzina. Data, godzina. Przez kilka miesięcy. Jakby ktoś prowadził dziennik obserwacji, nie zapiski dla siebie.
Ile mniej więcej wpisów jest na tych kartkach? Chodzi mi o to czy to była obserwacja przez tydzień, miesiąc, rok? Bo to mocno zmienia obraz tej osoby.
Rok obserwacji to nie jest przypadkowe zapisywanie. To jest system. Ktoś to robił świadomie i konsekwentnie. Pytanie które mi się nasuwa - czy były przerwy w zapisach i czy można powiązać te przerwy z czymś konkretnym? Na przykład czy przerwy były latem a zapisy zimą?
Albo na kogoś kto przez rok nie miał do kogo się zgłosić i jedyne co mógł zrobić to dokumentować. Nie zakładajmy od razu że metodyczność oznacza brak strachu. Znam osoby które właśnie ze strachu robią się bardzo zorganizowane - jakby kontrola nad zapisem dawała im poczucie kontroli nad sytuacją.
Zimna precyzja, rok zapisów, schowane w blacie stołu. Przepraszam ale to coraz mniej wygląda na kogoś kto przeżywał to biernie. Szeptun, sprawdziłeś czy inicjały H.K. pasują do tego co powie sąsiadka o poprzedniej lokatorce?
Możesz powiedzieć że robiłeś porządki i znalazłeś stare dokumenty z inicjałami H.K. i chcesz sprawdzić czy to czegoś jej nie dotyczy - na przykład żeby oddać rodzinie. To jest naturalne wyjaśnienie i nie wzbudzi podejrzeń. Nie musisz wspominać nic o godzinach ani szeptach.
To brzmi rozsądnie. Ale Szeptun, jedna rzecz mnie zastanawia - skoro stół został po poprzedniej lokatorce, to właściciel mieszkania musiał ją znać. Czy pytałeś właściciela o tamtą kobietę? On może wiedzieć znacznie więcej niż sąsiadka.
Właściciele mieszkań często nie chcą mówić o śmierciach lokatorów w mieszkaniu, bo to trudniejsze do wynajęcia. Szeptun, kiedy podpisywałeś umowę najmu, czy było cokolwiek o stanie mieszkania albo poprzednich lokatorach?
Nigdy nie pytałem właściciela o poprzednią lokatorkę, to nawet nie przyszło mi do głowy przy podpisywaniu umowy. Teraz żałuję. Mam jego numer, mogę zadzwonić. Ale żeby wrócić do samego sedna - dziś znowu jest około trzeciej w nocy kiedy piszę to do was. I słyszałem je przed chwilą. Krótko, może sekundę. Ale były.
Słyszę je znowu. Dokładnie trzecia w nocy, sprawdziłem zegarek. Piszę do was na bieżąco - to już kolejna noc z rzędu. Tym razem mam wrażenie że jedno słowo się powtarza, ale nie potrafię go rozszyfrować. Jakby ktoś mówił przez wodę.
Zatrzymaj się na chwilę. Napisałeś że jedno słowo się powtarza - ile razy je słyszysz w ciągu jednej nocy? Czy to jest ciągłe, czy urywa się i zaczyna od nowa?
Pięć minut i milknie. To nie jest przypadkowe. To coś na kształt komunikatu który się powtarza bo nie został odebrany. Jak sygnał który czeka na odpowiedź.
To że teraz bardziej nasłuchujesz na pewno robi różnicę w odbiorze. Mózg zaczyna wyłapywać rzeczy które wcześniej odfiltrowywał. Ale to nie wyklucza że coś tam jest - oba te rzeczy mogą być prawdą jednocześnie.
Szeptun, próbowałeś nagrać to telefonem? Nawet słabej jakości nagranie może powiedzieć coś ważnego - czy dźwięk jest w konkretnym kierunku, czy jest rozlany po całym pomieszczeniu.
Tylko nagraj z różnych stron pokoju, nie stój w jednym miejscu. Jeśli dźwięk pochodzi z konkretnego miejsca to przy zmianie pozycji będzie różnica w głośności.
Nagrałem. Słuchałem w słuchawkach i... jest coś. Cichy szum, ale w pewnym momencie jakby coś w tym szumie. Nie jestem pewien czy to nie artefakt nagrywania. Jak mógłbym to wam pokazać?
Możesz wrzucić plik na jakiś hosting i dać link, albo opisz dokładnie w której sekundzie nagrania słyszysz to coś. Ważne jest też w której części pokoju stałeś kiedy to nagrywałeś.
Szeptun, a to nagranie robiłeś stojąc przy tym stole z kartkami? Bo jeśli tak, to może właśnie tam jest jakiś punkt przez który to przechodzi?
Ściana na klatkę schodową to ważna informacja. Klatki mają bardzo dobrą akustykę, głosy z innych pięter mogą się przenosić w dziwny sposób. Czy w budynku są inni lokatorzy którzy mogą o tej porze nie spać?
