Nie wiem czy to zbieg okoliczności, ale muszę się tym podzielić, bo od jakiegoś czasu nie daje mi to spokoju. Dwa razy w życiu byłam świadkiem czegoś, co trudno mi wytłumaczyć. Kilka dni przed tym jak mój tata miał poważny wypadek samochodowy, znalazłam przed domem martwego szpaka. Leżał przy samych drzwiach, bez żadnego widocznego powodu. Ptak był cały, nie wyglądał jakby uderzył w szybę ani nic. A potem wypadek. Teraz niedawno to samo - tym razem gołąb, znowu przy wejściu, i tydzień później mój brat złamał nogę przy pracy. Przypadek? Może. Ale dwa razy to już za dużo na przypadek. Czy ktoś miał coś podobnego albo słyszał o takim powiązaniu?
To nie jest rzadkie. W wielu tradycjach martwy ptak przy progu domu był traktowany jako znak ostrzegawczy, szczególnie jeśli chodzi o szpaka albo gołębia. Ale zanim zaczniemy to interpretować - powiedz mi więcej o okolicznościach. Czy oba razy ptak był znaleziony rano, czy o innej porze? I czy leżał dokładnie na progu, czy raczej przy furtce, gdzieś na ścieżce?
Czytam i mam gęsią skórkę. A ja się zastanawiam - skąd wiadomo, że to był znak akurat dla Twojej rodziny, a nie po prostu padł tam ptak? Bo ptaki padają, nie? Nie chcę umniejszać, po prostu naprawdę nie rozumiem jak to działa.
W dawnych wierzeniach słowiańskich ptak - szczególnie ten, który pada przy progu - był postrzegany jako dusza albo posłaniec. Próg to miejsce graniczne, między tym co wewnętrzne i zewnętrzne, chronione i niechronione. Martwy ptak właśnie tam mógł symbolizować pęknięcie w tej ochronie. Nie mówię, że to pewnik, ale ta symbolika jest bardzo stara i pojawia się niezależnie w różnych kulturach. Czy w Waszym domu działo się coś niepokojącego poza tymi zdarzeniami, zanim przyszły wypadki?
Dobra, ale tu jest pewien problem z rozumowaniem. Wypadki w rodzinie zdarzają się co jakiś czas, ptaki też padają. Jeśli ktoś zaczyna szukać połączeń, to je znajdzie, bo pamięć działa wybiórczo - zapamiętujemy te momenty, gdzie się zgadza, a zapominamy dziesiątki martwych ptaków, po których nic się nie stało. Nie mówię, że Stasia kłamie ani że nie przeżyła czegoś trudnego. Ale to logika potwierdzania własnych przekonań.
Ja miałam podobną sytułację z kotem, nie ptakiem. Sąsiadki kot zdechł bez powodu, weterynaż nie wiedział czemu, a dwa tygodnie póżniej jej mąż trafił do szpitala z zawałem. Ona sama mi mówiła że czuła że to było ostrzeżenie. Moze to nie jest dowód naukowy ale jak ktoś przeżyje takie dwa zdarzenia pod rząd to ciężko to zignorować.
A czy to musi być akurat ptak? Czy inne zwierzęta też mogą dawać takie znaki? Bo czytałem gdzieś o psach, które wyją przed czyjąś śmiercią.
A jak to w ogóle działa, że zwierzę ma coś 'czuć'? Znaczy czy to jest jak telepatia, czy raczej coś fizycznego? Bo nie rozumiem mechanizmu.
Właśnie o to chodzi i to mnie najbardziej niepokoi w tej całej historii. Gdyby ptak żył i zachowywał się dziwnie, to rozumiałabym biologiczne wyjaśnienie. Ale on był martwy. I leżał akurat przy naszych drzwiach. To trudno mi złożyć na karb przypadku.
Stasiu, a czy po znalezieniu pierwszego ptaka ktoś z rodziny coś zrobił? Jakiś rytuał, modlitwę, cokolwiek? Zastanawiam się czy można jakoś taki znak odprzyjąć albo ochronić rodzinę kiedy coś takiego się pojawi.
Znam kilka osób, które używają konkretnych amuletów ochronnych właśnie od takich rzeczy. Mam na myśli obiekty robione pod ochronę domową, nie te gotowe z internetu. Ale tu jest ważna sprawa - amulety są od zapobiegania, a nie od cofania czegoś co już się dzieje. Wiem ze swojego doświadczenia że jak znak przyszedł, to ochrona spóźniona na ten konkretny wypadek raczej nie zadziała. Mozna natomiast wzmocnić dom na przyszłość.
Patrząc na to z perspektywy symboliki - w runach jest Hagalaz, czyli grad, nagła destrukcja, rzeczy których nie możemy kontrolować. Pojawia się jako ostrzeżenie przed chaosem który już jest w drodze. Nie twierdzę że ptak to runa, ale wzorzec jest podobny - znak który przychodzi nie po to żeby zapobiec, ale żeby dać chwilę na przygotowanie się. Pytanie do Stasi - czy przed pierwszym wypadkiem taty miałaś jakieś inne przeczucia, sny, cokolwiek?
Czytam od początku i mam wrażenie, że cała dyskusja kręci się wokół jednego pytania - czy zwierzę samo z siebie było znakiem, czy to my dopasowujemy zdarzenia po fakcie. Ale nikt jakoś nie odpowiedział na to, co Stasia napisała wcześniej - że ptak leżał akurat przy drzwiach. To naprawdę dziwne.
Właśnie to jest to, co mnie nie daje spokoju. Bo gdyby leżał przy śmietniku, przy płocie, gdziekolwiek indziej - może bym nie zwróciła aż takiej uwagi. Ale przy wejściu do domu, dwa razy? To trudno mi zbyć wzruszeniem ramion.
a jak duży macie wejściowy chodnik albo teren przy wejściu? Pytam dlatego, że jeśli to małe drzwi balkonowe to jedno, a jeśli cały ogródek frontowy - to szansa że ptak tam trafi jest już dużo mniejsza i rozumiem to zdziwienie.
Mamy małą klatkę schodową, zewnętrzną, takie stare budownictwo. Przed drzwiami jest może metr kwadratowy przestrzeni, potem schody na dół. Nie ma ogrodu, nie ma chodnika, nic - tylko te schody. Ptak leżał dosłownie przed drzwiami, nie było innego miejsca gdzie mógłby być 'przy wejściu'.
No dobra, to rzeczywiście zmienia sprawę jeśli chodzi o prawdopodobieństwo. Nie mówię że to znak, ale sam fakt geograficzny jest bardziej niecodzienny niż myślałam.
To ważne co Stasia opisała. Próg w sensie fizycznym był tu bardzo wyraźny - nic poza nim, ptak dokładnie na nim. W symbolice słowiańskiej to nie był przypadkowy element, próg był granicą i przekroczenie jej przez cokolwiek martwego miało znaczenie. Czy ktoś z rodziny cokolwiek wtedy poczuł, zanim jeszcze doszło do wypadku?
Mama mówiła, że miała dziwne sny przez kilka dni przed tym. Ale wtedy nikt nie łączył tego z ptakiem, dopiero po fakcie zaczęłam wszystko składać razem. Brat też mówił, że miał jakiś niewyraźny niepokój, ale zbyliśmy to.
A to ciekawe - czy ten niepokój był przed znalezieniem ptaka czy po? Bo to dość ważne dla całej interpretacji.
Trudno powiedzieć na sto procent, bo o snach mama mówiła po wszystkim. Więc nie wiem czy naprawdę je miała wcześniej, czy pamięć to jakoś ułożyła. Staram się być uczciwa wobec siebie w tej kwestii.
To akurat jest bardzo uczciwe podejście z twojej strony. Ale moim zdaniem nawet jeśli nie możesz tego udowodnić co do daty, to i tak warto zwracać uwage na takie sygnały w przyszłości. Skoro to się zdarzyło dwa razy, może za trzecim razem będziesz lepiej przygotowana.
A ja mam głupie pytanie - czy jak znajdzie się takiego ptaka to trzeba go w ogóle gdzieś zgłaszać? Nie wiem, do weta czy coś? Bo może to jakaś choroba była i wtedy to nie jest żaden znak tylko zagrożenie zdrowotne.
Słucham tej dyskusji i zastanawiam się nad czymś innym. Stasia, czy wypadki które nastąpiły po znalezieniu ptaka były poważne? Pytam bo zastanawiam się czy intensywność znaku ma związek z intensywnością zdarzenia, czy to nie tak działa.
rozumiem, dziękuję że to opisałaś. Bo zastanawiam się właśnie czy jest jakaś zależność między tym co poprzedza a tym co następuje. Tzn. czy może jeden ptak to jedno, a dwa ptaki albo większy ptak to sygnał silniejszego zdarzenia? Czy ktoś się nad tym zastanawiał?
To ciekawe pytanie i nie takie głupie jak może się wydawać. W systemach runicznych też nie ma jednego poziomu ostrzeżenia - są znaki które mówią 'uważaj' i są takie które mówią 'zatrzymaj się teraz'. Ale żeby mówić o skali sygnału, musielibyśmy wiedzieć więcej o tym jak te zdarzenia były od siebie oddalone czasowo.
Tydzień to interesujące. W numerologii siódemka ma specyficzne znaczenie jako zamknięcie cyklu. Nie wiem czy to ma tu zastosowanie, ale tak mi skoczyło do głowy.
