Opisuję bo nie wiem co o tym myśleć. Siedziałam w salonie, weszłam do kuchni po herbatę i wróciłam. Według mnie minęły może 3-4 minuty. Spojrzałam na zegarek - było pół godziny później. Żadnego snu, żadnego zamyślenia, po prostu pół godziny gdzieś przepadło. To się zdarzyło mi już drugi raz w tym mieszkaniu. Za pierwszym razem myślałam że się pomyliłam co do godziny, ale teraz specjalnie sprawdziłam przed wyjściem z salonu. Czy ktoś miał coś podobnego? Czy to może mieć związek z obecnością czegoś w tym miejscu?
Miałam podobną sytuację, choć u mnie na odwrót - czekałam na kogoś i wydawało mi się że minęła wieczność, a zegarek pokazywał że to były może dwadzieścia minut. Ale to co opisujesz, te brakujące pół godziny, to brzmi inaczej. Pytanie do Ciebie: czy w tym mieszkaniu działy się wcześniej inne rzeczy? Nie musi być nic spektakularnego, może jakieś dziwne dźwięki, przesunięte przedmioty?
Zanim pójdziemy w duchy - czy masz wykluczone przyczyny fizyczne? Mikrośpiączki, krótkie epizody neurologiczne, nawet silny stres może powodować lukę w percepcji czasu. Pytam serio, bo to ważne. Jak to wykluczymy, możemy rozmawiać o innych możliwościach.
Znam to uczucie kiedy czas przestaje się zgadzać, ale u mnie wiązało się to z konkretnym przedmiotem który miałem w domu. Stary zegarek kieszonkowy po dziadku - odkąd go wziąłem, zaczęły się dziwne rzeczy właśnie z percepcją czasu. Zbiegło się jedno z drugim i po oddaniu zegarka przestało. Czy masz w mieszkaniu coś starego, przejętego po kimś?
Słucham tej rozmowy i mam pytanie do wszystkich - czy zakłócenie czasu to zawsze obecność zewnętrzna, czy może to my sami wchodzimy w jakiś zmieniony stan? Bo czytałam kilka relacji i część osób opisuje to jako coś co się im robi, a część mówi że jakby 'odchodziła'. Różnica jest istotna jeśli chcemy rozumieć co się dzieje.
Moim zdaniem to może byc tez kwestja czakry korony albo trzeciego oka. Jak te centra energetyczne są aktywne albo zaburzone, osoba może doswiadczać przerw w swiadomości. Nie musi byc żaden duch, może to byc wewnętrzny proces. Choć to co pisze Janusz o przedmiotach też mi się nie wydaje bez sensu.
Czytam to i szczena mi opada. Nie wiedziałem że takie rzeczy się zdarzają poza filmami. Dzięki wszystkim za te opisy, naprawdę. Ale mam pytanie - czy jest jakiś sposób żeby sprawdzić czy to faktycznie dzieje się w miejscu, a nie u osoby? Bo jak bym u siebie coś takiego przeżył to bym chyba nie wiedział od czego zacząć.
u mnie tak, ale nie wiem czy to związek przyczynowy czy zbieg. Po trzech tygodniach prowadzenia dziennika zdarzenia stopniowo zanikły. Jeden z wyjaśnień był taki że skupienie uwagi i intencja obserwacji zmienia relację z bytem, jeśli byt był. Ale możliwe też że zwykłe usystematyzowanie obserwacji pomogło mi zrozumieć że niektóre 'zdarzenia' miały prozaiczne wyjaśnienia.
Przerwa w percepcji czasu to coś o czym czytałem w kilku poważnych relacjach z pracy z przestrzenią. Mam pytanie do osoby która to zaczęła - czy te dwa razy kiedy to się stało, miały podobną porę dnia albo podobne okoliczności? Czy był jakiś wspólny element poza miejscem?
to istotna zbieżność. Wieczorna pora plus brak innych osób to warunki w których percepcja czasu i tak bywa zmieniona - mniejsza ilość bodźców zewnętrznych, cisza. Ale dwa razy, ta sama pora? Zaczyna to mieć wzorzec. Czy byłaś wtedy czymś zajęta, czy po prostu siedziałaś?
A to lustro po babci w sypialni - mam pytanie. Czy stosujesz je na co dzień, wiesz, używasz do przeglądania się, czy jest bardziej dekoracyjne? Bo lustra mają specyficzną symbolikę jeśli chodzi o energię miejsc i osób.
Lustra to portale, tak twierdzi wiele tradycji. Nie mówię ze to na pewno tak jest, ale energetycznie lustro po osobie bliskiej i intensywnie uzywane może utrzymywac jej ślad bardzo długo. Janusz96 jak pozbyłes sie tego zegarka? Po prostu wynioses z domu?
Zatrzymajmy się przy tym lustrze, bo to ważne dla głównego pytania. Stasia - te epizody z czasem, czy zdarzają się w sypialni, tam gdzie lustro stoi, czy w innych pomieszczeniach?
To co mówi Stasia o progu jest interesujące - progi i przejścia między pomieszczeniami mają w wielu tradycjach znaczenie symboliczne jako miejsca 'między'. Ale wróćmy do pytania które zadałam wcześniej i które chyba trochę przepadło: czy ktoś może mi powiedzieć jak w praktyce odróżnić zewnętrzną obecność od własnego zmienionego stanu? Bo ta rozmowa się kręci wokół tego i nadal nie mam jasnej odpowiedzi.
Przepraszam że wchodzę z innym pytaniem, ale jestem ciekaw - czy te lustra po bliskich to zawsze ryzyko, czy tylko w pewnych okolicznościach? Bo mam w domu kilka starych rzeczy i teraz zaczynam się zastanawiać. Dzięki za całą tę rozmowę, naprawdę dużo się dowiaduję.
Czy możemy na chwilę wrócić do sedna? Bo mam wrażenie że rozeszliśmy się w kilka stron. Stasia ma dwa konkretne epizody z zakłóceniem czasu, lustro po babci w sypialni, kilka rzeczy po babci w sumie. I wieczorną porę jako wspólny element. Czy ktoś ma praktyczne doświadczenie z tym co można zrobić w pierwszym kroku żeby sprawdzić czy to przestrzeń czy przedmiot?
właśnie to miałam na myśli z tym dziennikiem. I tak, nastrój tuż przed jest ważny. Czy byłaś wypoczęta, zestresowana, może myślałaś akurat o babci? To nie umniejsza temu co przeżyłaś, ale daje kontekst.
Stasia, jedno konkretne pytanie zanim pójdziemy dalej - podczas tych epizodów czy miałaś wrażenie że ktoś jest w pokoju? Niekoniecznie widziałaś, bardziej czułaś obecność. To istotne bo sama dezorientacja czasowa to jeszcze za mało żeby mówić o kontakcie.
To uczucie ciepłej obecności bez strachu to dokładnie to o czym czytałem w kontekście bliskich duchów. Przy zegarku dziadka też to miałem raz czy dwa. Nie sądzę żeby to był przypadek że Stasia to czuje akurat przy przedmiotach i miejscach związanych z babcią.
To teraz mam pytanie które może brzmieć dziwnie, ale muszę je zadać. Czy te epizody są dla ciebie niepokojące? Boisz się ich, czy raczej czujesz że chcesz wiedzieć co to jest? Bo to zmienia trochę to jak do tego podejść.
To ważne co mówisz. Brak strachu i wręcz ciągnięcie do tematu często pojawia się gdy coś próbuje nawiązać kontakt, nie przestraszyć. Teraz pytanie do ekspertów tu obecnych - czy zakłócenie percepcji czasu wpisuje się w znane sposoby manifestacji? Sauwak, Donat?
Wróćmy na chwilę do tej wieczornej pory. Dwa razy, oba wieczorem. Neptun jest teraz w Rybach i to nie jest neutralny tranzyt dla kwestii czasu i granic percepcji. Stasia, nawet jeśli nie wiesz nic o swojej mapie, spróbuj sprawdzić kiedy dokładnie to było - mniej więcej data i godzina. Można potem zobaczyć co Księżyc robił tego wieczoru.
Sprawdziłam właśnie. Pierwszy epizod był dwa dni przed pełnią, drugi... dzień po nowiu. Nie wiem czy to dużo mówi, bo to są zupełnie różne fazy.
a to akurat jest ciekawe. Dwa dni przed pełnią to czas kiedy energia narasta, jest duże napięcie - wiele osób staje się wtedy bardziej wrażliwa na subtelne rzeczy. Dzień po nowiu z kolei to otwarcie nowego cyklu, moment przepuszczalności, jak uchylone drzwi. Więc paradoksalnie te dwie różne fazy mogą mieć wspólny mianownik - oba to momenty zmiany.
Mnie w tym wszystkim zastanawia cos innego. Stasia, ty mowiłas ze oba razy byl wieczor. Czy to bylo po zmroku? Tzn. czy bylo juz ciemno na zewnatrz, czy jeszcze nie do konca?
Bo zmierzch to czas przejscia, ani dzien ani noc, i podobno w tym momencie granica jest cienksza. Stasia, a czy w tym cieplym uczuciu przy progu czulas cos jeszcze - cos w rodzaju lekkosci albo przeciwnie, jakiegos nacisku? Pytam bo to moze pomoc odroznic rodzaj obecnosci.
