Michasia, rozumiem tę tradycję i ją szanuję, ale musimy uważać żeby nie zacząć dopasowywać znaczenia do tego co chcemy żeby znaczyło. Stasia słyszy zdrobnienie, więc mówimy że to ciepłe i bliskie. Gdyby słyszała pełne imię, pewnie powiedzielibyśmy że to formalne i doniosłe. Każda wersja pasuje do narracji. To nie jest dowód na nic.
Wróćmy do tego co Stasia powiedziała kilka postów wcześniej, bo to mi nie daje spokoju. Powiedziałaś że zamierałaś i nasłuchiwałaś czy powie coś więcej. I że nie mówił nic więcej. Tylko imię. Zawsze. Mam pytanie: czy zdarzało ci się że słyszałaś to w sytuacjach kiedy właśnie myślałaś o tej niepodjętej decyzji albo o tej niezamkniętej relacji? Czy raczej bez związku z myślami?
To co Stasia opisuje, to zawieszenie między robieniem a niebyciem, mnie też się to zdarza przy tarocie. Kiedy kładę karty i nagle przestaję myśleć, jakiś dźwięk albo obraz wpada bez zaproszenia. Nie twierdzę że to to samo, ale to podobny stan umysłu. Pytanie które mam do Stasi: czy to zawieszenie o którym mówisz, to jest stan przed zaśnięciem, czy zdarza się też w środku dnia?
To jest ważna informacja, dziękuję że doprecyzowałaś. Obieranie ziemniaków to jest właśnie ten typ czynności, czynność powtarzalna, manualna, uwaga nie jest potrzebna i umysł schodzi na tryb automatyczny. Dokładnie wtedy granica między tym co wewnętrzne a tym co odbieramy jako zewnętrzne robi się cieńsza. Nie mówię przez to że to było 'tylko w głowie', mówię że warunki były sprzyjające żeby to cokolwiek, miało szansę przejść.
okej ale tu Kminek mówi coś ważnego i jednocześnie to trochę kręci się w kółko. Bo jeśli 'granica robi się cieńsza' to czy mamy na myśli że coś z zewnątrz wchodzi, czy że coś od wewnątrz wychodzi i słyszysz to jako zewnętrzne? Bo to są dwie zupełnie różne rzeczy i obie można by podpiąć pod ten sam opis.
dobra ale jeśli idziemy w stronę hipnagogii to mam pytanie, bo to jest ten stan przed zaśnięciem, tak? to co ze środkiem dnia przy ziemniakach? to chyba nie jest hipnagogia, nie? Stasia była przebudzona, na stojąco, robiła coś. Jak to wytłumaczyć tym samym mechanizmem?
oj czytam to i mam ciarki bo ja mam bardzo podobne stany przy gotowaniu, takie momenty kiedy zupełnie gdzieś odpływam i potem nie wiem ile czasu minęło. Ale nigdy nic nie słyszałam, więc może to nie to samo. Stasia, czy te momenty zawieszenia zdarzają ci się często, tak w ogóle, poza tym głosem?
szczerze? tak, dość często. Zawsze byłam taka trochę… gdzieś indziej głową, rozumiesz. Mama mówiła że mam 'loty'. Nie wiem czy to ważne ale może jest.
To jest ważne, naprawdę. Bo jeśli te stany zawieszenia są dla ciebie naturalne i częste, to może twój umysł po prostu ma większy dostęp do takich kanałów, nieważne jak je nazwiemy. Niektórzy ludzie są po prostu bardziej przepuszczalni na to co psychologia nazwie wewnętrznym, a ezoteryka zewnętrznym. To nie jest wada, to jest cecha.
Aeon, rozumiem skąd to podejście, ale to 'przepuszczalność' to jest dosyć nieokreślone słowo. Co to konkretnie znaczy? Bo można powiedzieć to samo o osobie która ma skłonność do dysocjacji i wtedy to brzmi zupełnie inaczej. Nie zarzucam nic Stasi, po prostu jak już wchodzimy w takie słowa to warto wiedzieć co mamy na myśli.
Chcę wrócić do czegoś co pominęliśmy, a co Stasia powiedziała kilka postów temu. Masz niepodjętą decyzję i niezamkniętą relację. I słyszysz siebie wołającą siebie. Nie chcę teraz budować całej teorii, ale mam takie proste pytanie: czy po którymkolwiek razie kiedy to usłyszałaś, poczułaś że wiesz co zrobić? Jakiś spokój albo jasność, choćby przez chwilę?
Liczyć. Zdecydowanie liczyć. Minuta jasności po takim doświadczeniu to nie jest przypadek. To jest coś. Może nie odpowiedź na wszystko, ale sygnał że jakaś część ciebie wie. I ta część coś do ciebie mówi.
hej, przepraszam ze wchodze ale mam inne pytanie, moze głupie. czy Stasia w tej minucie jasnosci wiedziała co do której rzeczy? do tej relacji, do decyzji, a moze do obu? bo to by tez cos mowilo
No i to jest właśnie to. Usłyszałaś siebie, miałaś chwilę w której wiedziałaś, i nie zrobiłaś. I głos wraca. Jakby ta część, ta która wie, nie odpuszcza. To jest bardzo spójne, niezależnie od tego jak to nazwiemy.
Filomena, to jest spójne, przyznaje, ale spójność narracji to nie jest dowód że narracja jest prawdziwa. Mogłam ci teraz ułożyć równie spójną historię w pięciu innych interpretacjach i też by pasowały. Proszę nie odczytuj tego jako atak, mówię to bo Stasia zasługuje na szczerość, a nie na teorię która ładnie się skleja.
Andromeda, rozumiem co mówisz i doceniam tę ostrożność, naprawdę. Ale Stasia nie pyta nas o dowód. Pyta o rozumienie swojego doświadczenia. I chyba to jest różnica która tu ma znaczenie, nie?
Glicynia, rozumiem co mówisz i to rozróżnienie ma sens. Ale właśnie dlatego że Stasia prosi o rozumienie, a nie dowód, to tym bardziej powinna mieć dostęp do różnych możliwych ramek interpretacyjnych, nie tylko do tej jednej, która 'pasuje'. Bo ta narracja z 'częścią która wie' jest piękna i spójna, ale jest też bardzo wygodna. I to mnie trochę niepokoi.
Andromeda, ale po co wygodna miałaby być zła? Ludzie potrzebują jakiegoś klucza do swoich doświadczeń. Jeśli klucz 'część mnie coś wie' otwiera jakieś drzwi, to co złego że jest wygodny?
Kamilcia masz rację i dobrze że to powiedziałaś, bo ja czytam te posty i trochę się gubię. Tzn. ciekawe to wszystko, naprawdę, ale coraz bardziej czuję się jak taka… próbka w laboratorium? to głupie może, ale tak to czuję trochę 🙂
Stasia, no to powiedz coś wiecej o tym co czujesz przy tym glosie. Nie o tym co myslalas potem, tylko w tej samej chwili. Bo ja sie zastanawiam czy to bardziej jak strach, czy jak cos spokojnego?
to co Stasia napisała teraz o tej 'sekundzie przed' to jest bardzo obrazowe i ważne, myślę. To nie jest lęk, ale napięcie. To jest oczekiwanie. Jakby coś miało się wyjaśnić i jeszcze się nie wyjaśniło. Ciekawa jestem czy po tych momentach jest jakieś rozładowanie, coś jak ulga? czy to napięcie zostaje?
to co Stasia mowi o 'niedokonczonym' to mnie uderza, bo przeciez sama powiedziala wczesniej ze ma niepodjeta decyzje i niezamknietą relację. to te dwie rzeczy chyba sie łącza nie? jak jedno nie jest skonczone to drugie tez jakby wisi. albo przynajmniej moga sie laczyc.
Augurkaa podnosi coś istotnego. Ale ja bym tu nie szła w kierunku 'to złudzenie'. Raczej zapytałabym inaczej: nawet jeśli umysł sam łączy te wątki, to co z tego wynika dla Stasi? Bo może sam fakt że je łączy jest informacją, niezależnie od tego czy to 'prawdziwy' związek czy nie.
hej, wchodze bo czytam ten watek od jakiegos czasu i mam inne skojarzenie, moze głupie. to co Stasia opisuje z tym 'glosem brzmiącym jak ona sama' to mi przypomina troche opisy z tekstow o sobowtorach. nie sobowtorach fizycznych ale takich… bardziej energetycznych. podobno niektorzy to czuja albo slysza zanim coś waznego sie zmieni w zyciu. ma to jakis sens?
Chcę wrócić do tej 'sekundy przed' którą Stasia opisała, bo to jest konkretny opis i zasługuje na konkretne pytanie. Stasia, czy w tej chwili, w tej sekundzie oczekiwania, masz poczucie że coś powinnaś zrobić? Czy to jest czekanie bierne, czy jest w tym jakiś impuls?
to 'stop' które Stasia opisuje to jest bardzo czytelny sygnał, przynajmniej w mojej interpretacji. Zatrzymanie w środku automatycznej czynności, wezwanie do obecności. W tradycji buddyjskiej jest coś takiego jak 'dzwonek uważności', moment który przywołuje z automatycznego trybu z powrotem do tu i teraz. Nie mówię że to to samo, ale struktura jest podobna.
Michasia, ale buddyjski dzwonek to dzwonek zewnętrzny, a nie własny głos. Tu jest kluczowa różnica chyba? Że to brzmi jak Stasia. To nie jest neutralny bodziec z zewnątrz, to jest coś osobistego.
