Mam w domu kilka roślin i kompletnie o nie nie dbam, serio, czasem zapominam podlać nawet przez dwa tygodnie. A one rosną jak szalone. Sąsiadka co piętro niżej ma takie same gatunki, podlewa regularnie, nawozy, wszystko jak trzeba, a jej są blade i male. Moje stoją w oknie i wyglądają jakby ktoś się nimi opiekował z wielką miłością. Zaczęłam się zastanawiać czy to ma jakieś energetyczne wyjaśnienie? Słyszałam coś o tym że domy mają swoją energię i że to może wpływać na rośliny. Czy ktoś miał coś podobnego albo wie o co może chodzić?
O, to bardzo ciekawy temat bo naprawdę przestrzeń ma ogromny wpływ na to co w niej rośnie i żyje. Wiesz, pracuję z energią od wielu lat i mogę ci powiedzieć, że domy w których mieszkają ludzie z otwartymi, ciepłymi czakrami serca dosłownie promieniują czymś co odżywia wszystko dookoła. Rośliny są bardzo czułe na te subtelne energie, o wiele czulsze niż my. Mogą odbierać nasze emocje, nasze intencje, nawet nasz oddech niesie ze sobą energię. Jeśli jesteś osobą która w ogóle kocha naturę, nawet podświadomie, to rośliny to czują. A twoja sąsiadka może po prostu podlewać mechanicznie, bez prawdziwego kontaktu, i to daje gorsze efekty niż ty sama myślisz.
No dobra ale zaraz zaraz, nie przesadzajmy. Rośliny rosną lepiej albo gorzej z bardzo konkretnych powodów, nasłonecznienie, wilgotność powietrza, temperatura, gatunek ziemi. Dwa mieszkania w tym samym budynku mogą mieć zupełnie inne warunki. Sąsiadka jest piętro niżej, to już inne nasłonecznienie. Poza tym 'nie podlewam przez dwa tygodnie' to dla jednych roślin ideał, dla innych dramat. Nie wiem, mam wrażenie że tu jest logiczne wyjaśnienie zanim będziemy szukać energii.
Teodor ma racje w kwestii fizycznych czynników, ale te czynniki to tylko zewnętrzna warstwa rzeczywistości. W tradycjach wedyjskich mówi się o pranie, sile życiowej która przenika przestrzeń. Dom gdzie mieszka osoba o harmonijnym wnętrzu ma inaczej skondensowaną pranę niż miejsce pełne chaosu emocjonalnego. I co ważne, przerwy w podlewaniu dla wielu roślin są po prostu zdrowe, bo korzenie mają szansę głębiej szukać wilgoci. Więc tu się dwie rzeczy nakładają.
A jakie masz rośliny konkretnie? Bo to dużo zmienia. Paprotki i monstery to jedno, ale np. skrzydłokwiaty są bardzo energetycznie wrażliwe i naprawdę reagują na atmosferę domu. Miałam skrzydłokwiat który zaczął więdnąć przy każdej mojej kłótni z mężem, bez żartu.
no właśnie, ona ma okna na południe? To już jest odpowiedź na połowę zagadki moim zdaniem. Dużo bezpośredniego słońca to dla wielu roślin za mocny bodziec, mogą się 'wypalać'. Twoje okna wschodnie to miękkie poranne światło, idealne dla większości roślin domowych. Kaktusy to inna sprawa, one akurat lubią mocne słońce, ale może u ciebie jest lepsza wilgotność powietrza albo gleba ma lepszy drenaż? Naprawdę nie musimy od razu szukać duchów 🙂
ale co tu tłumaczyć racjonalnie, jasne że jest fizyczne wyjaśnienie na wszystko. Pytanie jest inne, czy energia domu MOŻE wpływać na rośliny, czy nie. I to jest ciekawe pytanie. Znam kilka źródeł które mówią że tak, i to nie jest nowe wymysły tylko stara wiedza. Feng shui cale lata mówi o miejscach mocy w domu i roślinach jako wskaźnikach energii.
Żeby tu nie mieszać kilku różnych tradycji w jedną, bo feng shui, prана i czakry to trzy osobne systemy z zupełnie innym rozumieniem energii. Można oczywiście szukać wspólnych mianowników, ale nie należy ich traktować jako jednej spójnej teorii. Co do roślin jako wskaźników energii, to faktycznie w geomancji i feng shui jest takie podejście. Ale tam chodzi o konkretne miejsca w przestrzeni, nie o ogólną 'energię osoby'. Warto to rozróżniać.
ojej, bardzo ciekawe co piszesz Leonek! Nie wiedziałam że to takie różne systemy. A mogłabyś powiedzieć więcej o tych miejscach mocy w domu? Czy to znaczy że rośliny postawione w złym miejscu energetycznie rosną słabiej, nawet jeśli mają dobre warunki fizyczne? Bo u mnie jest jedna roślina przy oknie, idealnie, słońce, podlewanie, a i tak jest jakaś smętna.
a czy to możliwe że to nie energia domu tylko sama osoba? Słyszałam że niektórzy ludzie mają taki dar że wszystko przy nich rośnie i kwitnie, trochę jak zielone palce, ale w energetycznym sensie. Może Melania.ka po prostu jest taką osobą?
No właśnie to mi przyszło do głowy jak przeczytałam pierwszy post. Są takie opisy w starych zielnikach, że niektórzy ogrodnicy mieli wyjątkowe wyniki nie z powodu techniki tylko z powodu jakiegoś niewyjaśnionego 'powinowactwa' z roślinami. To trochę jak z końmi, jeden człowiek wchodzi do stajni i konie są spokojne, drugi i robią się nerwowe. Rośliny to może mniej widowiskowe, ale zasada podobna.
oooo super wątek! Ja mam dokładnie odwrotnie, u mnie wszystko usycha choć się staram 🙁 Byłam przekonana że po prostu jestem beznadziejna w opiece ale teraz mysle że może to coś energetycznego. Mam dużo stresu ostatnio i może rośliny to czują? Przeprowadziłam sie ostatnio i od razu zaczęły więdnąć jedna po drugiej…
no albo po prostu zmiana warunków, inne nasłonecznienie, inna wilgotność, nowe miejsce to stres dla rośliny w czysto fizycznym sensie. Rośliny przy przeprowadzce często przez chwilę wyglądają gorzej, to zjawisko aklimatyzacji. To naprawdę nie musi być energia.
Teodor, nie obraź się ale trochę irytuje to ciągłe sprowadzanie wszystkiego do fizyki 😛 wiadomo że zawsze można znaleźć fizyczne wyjaśnienie, ale może oba poziomy istnieją jednocześnie? I fizyczny i energetyczny? Dlaczego musi być albo-albo?
dobra a mnie ciekawi inna rzecz, czy jak ktos ma w domu jakis konkretny kamien albo talizman to tez moze wplywac na rosliny? Bo pamietam ze ktos na forum pisal o turmalinie ze stabilizuje energie w pomieszczeniu
no właśnie i to jest ten problem z całą tą dyskusją, że nie można nic udowodnić w jedną ani w drugą stronę. Nie mówię że energia nie istnieje, po prostu mnie zastanawia jak ktokolwiek może być pewny skąd ten efekt. Melania, nie wiem, może po prostu masz szczęście do roślin albo nieświadomie robisz coś dobrze?
Zostawię tu jedną rzecz do przemyślenia. W wielu tradycjach, nie tylko wschodnich, dom traktuje się jako żywy organizm który przechowuje energię wszystkich zdarzeń które się w nim odbyły. Jeśli ktoś mieszka w miejscu gdzie wcześniej były szczęśliwe, spokojne rodziny, to ta rezydualna energia jest inna niż w miejscu po trudnych historiach. Rośliny jako organizmy bez racjonalnego umysłu mogą być bardziej na to otwarte niż my. To nie jest dowód, to jest możliwość. Warto pytać jakie jest miejsce, nie tylko co w nim robimy.
Czytam tę dyskusję od początku i muszę powiedzieć, że ta kwestia 'zielonych palców' to naprawdę coś na co zwracam uwagę w mojej pracy. Pracuję z ludźmi nad energetyką ciała i wielokrotnie widziałam, że osoby z bardzo silną, stabilną energią serca - mówię o czakrze serca, nie o żadnym sentymentalnym pojęciu - dosłownie mają inaczej zorganizowane otoczenie. Rośliny to czują. Wiem że to brzmi jak slogan, ale jest za tym coś konkretnego. Czy ktoś z was zauważył na przykład że rośliny reagują też na muzykę albo na obecność dzieci w domu?
no dobra, ale dzieci to więcej ruchu, więcej CO2 w pomieszczeniu, więcej ciepła. to nie jest magia, to fizjologia roślin. CO2 to dla nich dosłownie pokarm. więcej ludzi w pokoju = szybszy wzrost. nie trzeba szukać energetyki.
Wracając do Melanii i jej kaktuśow, bo trochę o niej zapomnieliśmy w tej dyskusji. Kaktusy to jest właśnie ciekawy case bo one naprawdę nie lubią nadmiaru wody i nadmiaru opieki. Może paradoks polega na tym że brak podlewania to jest po prostu właściwa opieka dla nich? I te warunki wschodnie o których pisała Teodor pasują idealnie do kaktusów, one lubią intensywne ale krótkie nasłonecznienie.
no właśnie to mnie zastanawia od początku! Kaktus to rozumiem, ale monstera to już inna sprawa. Monstera rośnie tak szybko że mama jak ostatnio przyszła to dosłownie się wzdrygnęła i zapytała czy ja ją sztucznie karmię jakimś nawozem. A ja jej powiedziałam że nic nie robię i ona spojrzała na mnie jak na wariatkę 😀 Filodendron też nie narzeka, ale on chyba po prostu lubi to co ma.
a nikt nie wziął pod uwagę numerologii adresu? Serio, wiem ze to brzmi dziwnie w kontekscie roslin, ale jest cos takiego jak energia wibracyjna miejsca i ona wynika miedzy innymi z numerologicznego profilu adresu. Mieszkanie z wibracja 6 sprzyja wszystkiemu co zwiazane z natura, opieką, harmonia. Moze ktos sprawdzil swoj adres pod tym katem?
Mała korekta do wątku z kamieniami bo widzę że Pawelek i Judytka rozmawiały o tym wyżej. Turmalin faktycznie ma w litoterapii przypisane działanie stabilizujące, ale nie wszystkie turmaliny działają tak samo. Czarny turmalin to ochrona i odpychanie niepożądanych energii, zielony turmalin to wzrost i witalność, i to on w teorii powinien wspierać rośliny. Ametyst który wymieniała Judytka jest spokojny i oczyszczający, ale nie jest szczególnie kojarzony z energią wzrostu. Gdyby ktoś chciał sprawdzić kamień przy roślinach, ja bym polecał właśnie zielony turmalin albo awen.
Judytka ma rację w tym jednym zdaniu o sklepach. Większość sprzedawców mówi to co klient chce usłyszeć, a różnice między odmianami jednego minerału są fundamentalne. Zresztą sam rynek kamieni to oddzielna historia bo podróbek i barwionych minerałów jest tam sporo. Ale do tematu, jeśli ktoś naprawdę chce sprawdzić wpływ kamienia na rośliny to powinien to zrobić metodycznie, te same rośliny, te same warunki, kamień w jednej doniczce, brak w drugiej, kilka tygodni obserwacji. Bez tego to jest tylko opinia.
Benedyk poruszył ważny punkt, ale widzę że za bardzo skupiacie się na dowodach w naukowym sensie. Tu nie chodzi o laboratorium. Chodzi o to żeby obserwować własne doświadczenie uważnie i uczciwie. Melania obserwuje coś co ją zastanawia i próbuje zrozumieć. To jest już wartościowe samo w sobie, niezależnie od tego czy to energia domu, karma miejsca, czy po prostu dobre wschodnie okno. Pytanie do samej Melanii, czy zauważyłaś kiedyś żeby cokolwiek w twoim domu się działo inaczej niż u innych? Nie mówię o roślinach, mówię o ogólnym klimacie miejsca.
to co opisuje Melania z tym 'zwalnianiem' gości to jest dla mnie bardzo wymowne. w tradycji tybetańskiej mówi się o 'spokojnym sercu miejsca' i to sie wyczuwa natychmiast po przekroczeniu progu. to nie jest kwestia wystroju, to jest realne pole energetyczne. i rośliny są na to pole bardziej wrażliwe niz ludzie bo nie mają ego które to zagłusza.
a czy można jakoś… samemu sprawdzić czy ma się dobry wpływ na rośliny? znaczy czy jest jakaś metoda albo ćwiczenie? pytam bo sama mam mixed results, jedne kwiatki u mnie ok a inne nie i nie wiem czy to moja wina czy po prostu złe dobranie gatunków
