ja się może głupio zapytam ale, czy jest jakaś opcja że ktoś jednak wchodzi do mieszkania? Anyzek mówi że mieszka sama ale czy ma pewność że nikt nie ma zapasowych kluczy? były jakieś problemy z poprzednimi lokatorami albo właścicielem?
Bogus64, o, tego nie brałam pod uwagę i teraz mi zimno. mieszkam tu trzy lata, zamki nie były wymieniane po poprzednim lokatorze… to właściwie niepokojące nie z powodów paranormalnych. hmm. ale jeśli ktoś wchodzi to po co miałby brać klucze i oddawać?
nie wiem, może żeby zrobić kopię? to brzmi jak teoria spiskowa ale jednak. i klucze które 'zniknęły' to są klucze do tego mieszkania?
wymiana zamka to zawsze dobry pomysł, niezależnie od kontekstu. ale wracając do tego co Wierzbinka napisała, bo to jest trafne, mamy tu dwa oddzielne pytania i warto je traktować oddzielnie. jeśli klucze do obcego już zamka znikają i wracają, to rzeczywiście ktoś obcy miałby zerową motywację żeby je ruszać. to trochę wróci do wcześniejszych hipotez
a tak myślę, że skoro klucze od mamy, to może chodzi o jakiś ładunek emocjonalny tych przedmiotów? wiadomo że duchy albo energie często przyciąga to co jest nasycone emocjami, wspomnieniami. mama zdrowa? nie mówię żeby coś zgaduję, ale takie rzeczy bywają powiązane
Weronka, to jest teza bez żadnego oparcia. 'energie przyciąga nasycone emocjami przedmioty' brzmi poetycko ale co to właściwie znaczy w praktyce? i jak miałoby to wyjaśniać fizyczne przemieszczenie się klucza? proszę o choć odrobinę konkretności, bo takie zdania nic nie wyjaśniają, tylko brzmią jak wyjaśnienie
i właśnie to jest ten problem z tą rozmową, bo zaczęłyśmy od księżyca i wzorców, a teraz mamy klucze od nieistniejącego zamka i pytanie czy ktoś włamuje się do mieszkania. to są zupełnie różne sprawy. Weronka, rozumiem że ładunek emocjonalny to poetycka teza, ale póki nie ma żadnego mechanizmu który by to łączył z fizycznym przemieszczeniem przedmiotu, to naprawdę nic to nie wyjaśnia
właśnie to pytanie Weronki jest sensowne. jeśli znikają zawsze te same przedmioty albo przedmioty o podobnym charakterze, to jest jednak wzorzec. nawet jeśli nie księżycowy. Anyzek, masz więcej przykładów co znikało wcześniej, poza tymi kluczami?
zapalniczka u osoby niepalącej to akurat klasyczny przykład rzeczy która trafia do domu i nie wiadomo skąd. gość był, zostawił, zapomniałaś że wzięłaś ze stołu i odłożyłaś gdzieś. to nie jest dowód na nic
Ambrozy ale spinki i klucze to już nie goscie zostawili 🙂 i Anyzek mówi że wracają na inne miejsce niż zniknęły, to jest szczegół który ciągle mi nie pasuje do zwykłego zapominania. ktoś zapomina tam gdzie odłożył, nie przenosi nieświadomie do innej szuflady
a może jednak przenosi? sen lunatyczny, stres, działanie automatyczne. serio, ludzie robią dziwne rzeczy na autopilocie i nie pamiętają. nie mówię że tak jest, ale to jest prostsze wyjaśnienie niż duchy
lunatyzm to poważna sprawa i chyba byłyby inne objawy poza przenoszeniem kluczy, nie? budziłaby się zmęczona, może coś by jeszcze przestawiała, może coś by wypadało z lodówki. Anyzek, masz coś takiego, jakieś inne ślady rano że coś było ruszone?
lunatyzm bez innych objawów to mało prawdopodobne, zazwyczaj to nie jest takie subtelne. ale rozumiem że to niepokojące. Anyzek, mam pytanie, czy te klucze znikają z konkretnego miejsca zawsze, tej samej szuflady, czy z różnych?
okej to jest naprawdę specyficzne. jedno miejsce skąd znikają, dwa miejsca gdzie wracają. to nie brzmi losowo i nie brzmi jak zapominalstwo, bo osoba zapominalska odkłada gdziekolwiek, nie zawsze w te same dwa punkty
zgadzam się z Kasjanem, ta powtarzalność lokalizacji to jest chyba najbardziej interesujący szczegół w całej tej sprawie. znacznie ciekawszy niż wzorzec księżycowy który i tak nie jest potwierdzony notatkami. Anyzek, ile razy łącznie znalazłaś na tym parapecie?
kurde, parapet w kuchni a szuflada w przedpokoju to zupełnie inne końce mieszkania chyba? przepraszam że znowu wchodzę z tym przyziemnym wątkiem ale, duże mieszkanie, małe, kawalerka? bo jeśli to pięć metrów od siebie to jednak trochę inna sprawa
dwanaście metrów i parapet gdzie nigdy nic nie leży - to jest ten konkret który coś znaczy. bo jedno to niepamięć, ale niepamięć ma jakiś logiczny schemat, odkładasz tam gdzie ci wygodnie, nie na losowy parapet z kwiatkiem. to mi się nie klei na zwykłe roztrzepanie
właśnie chciałam napisać to samo co Dadzbog. parapet z kwiatkiem to nie jest miejsce gdzie ktokolwiek odkłada klucze intuicyjnie. to jest miejsce na które trzeba świadomie zdecydować. czyli albo ktoś inny tu był, albo cos dziwnego naprawdę się dzieje. Bogus64, twoje pytanie o zamek nadal jest aktualne moim zdaniem
czytam ten wątek od początku i zastanawiam się, czy ktoś próbował jakiegoś prostego rytuału ochronnego? nie wiem, sól przy drzwiach albo cokolwiek, żeby sprawdzić czy to coś zmienia. pytam bo sam nie wiem za bardzo jak to działa ale może ktoś z bardziej doświadczonych coś powie
klucze od cudzego mieszkania, trzymane jako pamiątka, to przedmiot z silnym energetycznym przywiązaniem do innego miejsca i osoby. to nie jest neutralny obiekt. nie mówię że to wyjaśnia znikanie, ale to jest szczegół który dorzucam do obrazka
dobra, zostawmy na chwilę klucze od mamy i wróćmy do sedna. Anyzek powiedziała że to zaczęło się rok PO tym jak dostała te klucze, nie od razu. rok to długo, coś mogło być katalizatorem. Anyzek, czy coś się u ciebie zmieniło mniej więcej rok po tym jak dostałaś te klucze? przeprowadzka, coś trudnego, nowy lokator?
o matko, to teraz robi się naprawdę interesująco. bo samotność i smutek to są stany które podobno przyciągają różne rzeczy. czytałam o tym że energia żalu albo pustki może być jak magnes na pewne obecności. nie wiem czy to prawda ale to ciekawe w kontekście twojej historii
rozstanie to znaczący próg w życiu domowym. zmienia się cała dynamika przestrzeni, przyzwyczajenia, nawet trasy po mieszkaniu. ale to co mnie bardziej ciekawi w tej historii to parapet z kwiatkiem, bo to jest naprawdę nielogiczne miejsce na klucze. Anyzek, ten kwiatek stoi tam od dawna czy to nowy?
liść szczęścia od mamy, klucze od mamy, parapet gdzie lądują klucze to parapet z kwiatkiem od mamy. to jest pewien wzorzec. nie mówię co z tego wynika, ale wzorzec jest
właśnie pomyślałam to samo co Ninka. czy to możliwe że jakaś obecność związana z mamą albo z jej starym mieszkaniem podąża za tymi przedmiotami? to by tłumaczyło dlaczego klucze akurat tam wracają, do kwiatka. jakiś rodzaj zaznaczania terytorium albo kontaktu?
czy takie coś jak energia miejsca przywiązana do przedmiotu to w ogóle możliwe? naprawdę pytam, bo nie wiem. słyszałem że miejsca mają swoją energię ale że może ona przejść na przedmiot i podróżować z nim, to już mi się miesza trochę
stare kamienice mają zwykle grubą historię. i dwadzieścia lat to dość czasu żeby coś 'wsiąkło' w klucze, zwłaszcza że mama trzymała je pewnie przy wejściu albo w kuchni, tam gdzie się dużo dzieje w domu. to tylko hipoteza ale w moich notatkach mam kilka podobnych przypadków gdzie przedmiot 'z tradycją' zaczyna się zachowywać dziwnie w nowym miejscu
